Luzia Pruska

Królowa Luzia Pruska w Choszcznie i Drawnie

14 października 1806 r. armia napoleońska pod Jeną i Auerstedt rozgromiła główne siły pruskie. W państwie pruskim upadło morale i chęć walki. Tylko nieliczni dowódcy i młodzi oficerowie próbowali ratować jego honor. Armia francuska parła na wschód, przejmując obsadzone załogami nadal silne twierdze i rozbijając zdezorientowane oddziały. Para królewska opuściła Berlin. Król licząc na pomoc Rosji z resztą swoich wojsk zamierzał stawić opór w Prusach Wschodnich. Monarsza ewakuacja (ucieczka) przebiegała z Berlina przez Szczecin, Stargard Szcz., Recz, Kalisz Pomorski, Mirosławiec, Wałcz, Piłę itd. Królewscy małżonkowie nie podróżowali razem. Możliwe, że przeważyły racje bezpieczeństwa i królowa z synem księciem Wilhelmem przemieściła się inną trasą, która wiodła także przez Choszczno i Drawno. Choszczno zostało wyróżnione gdyż królowa zatrzymała się w nim na odpoczynek. Było to 28 października 1806 roku. Noc spędziła w budynku znajdującym się przy Rynku o numerze 14, a należącym do mieszczanina Plummoh. Pod oknami jej apartamentu zebrali się liczni mieszczanie, którzy czuwali tam do rana. Następnego dnia 29 października królowa opuściła Choszczno i przejeżdżając przez Drawno zatrzymała się w nim na chwilę. Miasto jeszcze nie otrząsło się po pożarze w 1805 r., kiedy to spłonęło ponad 100 domów. Rada miasta zapoznała królową z bolączkami związanymi z jego odbudową. Możliwe, że ta wizyta zadecydowała o tym, że Francuzi zwolnili Drawno z płacenia na ich rzecz kontrybucji (ze względu na skalę zniszczeń), a w 1811 r. Drawno otrzymało królewską pomoc w wysokości 69 277 talarów, co umożliwiło jego odbudowę do 1813 r. 30 października 1806 r. na teren powiatu choszczeńskiego wkroczyli pierwsi napoleońscy żołnierze. 7 listopada byli już w Drawnie i zajęli się plądrowaniem miasta i okolic. Gdy jedni opuszczali miasto nadchodzili drudzy, tak trwało aż do 16 listopada. Z okazji pobytu królowej w Choszcznie na ścianie budynku, w którym się zatrzymała, w 1880 r. umieszczono pamiątkową tablicę. Dom ten wraz z tablicą został zniszczony podczas działań wojennych w styczniu 1945 r.

Życiorys niezwykłej królowej

Luiza Augusta Wilhelmina Amalia von Mecklemburg-Strelitz (ur. 10 marca 1776 w Hanowerze – zm. 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz) – księżniczka Meklemburgii-Strelitz córka księcia Karola Mecklemburg-Sterlitz i Fryderyki Karoliny Heskiej-Darmstadt, od 1797 królowa Prus, żona króla Fryderyka Wilhelma III. Jej ojciec był szwagrem króla Anglii Jerzego III. Po śmierci matki (1782 r.) Luiza wychowywana była przez babkę i przebywała głównie w Darmstadt,. W 1792 r. musiała opuścić Darmstadt z obawy przed nadciągającymi Francuzami i udała się do Hildburghausen. Wraz z babką wiele podróżowała. Najważniejszą w życiu Luizy okazała się podróż do Frankfurtu, w tym mieście w marcu 1793 roku gospodzie „Pod białym łabędziem”, poznała swego przyszłego męża Fryderyka Wilhelma. Znajomość ta przerodziła się w wielkie uczucie. 24 kwietnia 1793 roku doszło do zaręczyn, ślub odbył się 24 grudnia 1793 r. w Berlinie. Małżonkowie byli nierozłączni. Towarzyszyła mężowi nawet na ćwiczeniach wojskowych. Dłuższe rozstanie nastąpiło latem 1794 roku, kiedy mąż wyruszył tłumić powstanie w Polsce. 17 czerwca 1798 jako królowa Prus przybyła z mężem do Warszawy która w wyniku III rozbioru w 1795 znajdowała się pod władzą pruską. Jak na epokę w której żyła była kobietą światłą. Zmieniła styl dworu pruskiego (pierwsza zaczęła tańczyć walca). Wywarła wpływ na europejską modę gdyż zapoczątkowała noszenie żeliwnej biżuterii, co w latach dwudziestych XIX wieku opanowało całą Europę. Wyjątkowa uroda oraz ludzka życzliwość zjednywały jej serca od zwykłych ludzi po głowy koronowane. Pod jej wrażeniem pozostawał car Aleksander I. Miała duży wpływ na politykę. W 1805 r. była obecna przy zawiązaniu nad trumną Fryderyka Wielkiego w Poczdamie tajnego przymierza rosyjsko – pruskiego przeciwko Napoleonowi,. Stanęła na czele stronnictwa antyfrancuskiego i doprowadziła jesienią 1806 do wojny z Francją której efekty okazały się tragiczne. W 1806 uciekła z królem z Berlina, do Ortelsburga, skąd królewska para udała się 10 grudnia 1806, do Królewca. W styczniu 1807, w Kłajpedzie spotkała się z Aleksandrem I. W czasie rozmów pokojowych w Tylży (6-7 sierpnia 1807) błagając o złagodzenie warunków pokojowych upokorzyła się przed Napoleonem.. Nie udało jej się zachować dla Prus strategicznej twierdzy w Magdeburgu. Napoleona kazał prasie francuskiej oczerniać ją i obwiniając za politykę pruską. Od grudnia 1806 do 1809 przebywała. kolejno ; w Sankt Petersburgu w Rosji, potem w Królewcu i Kłajpedzie. Popierała reformy państwa realizowane przez Karla von und zum Steina. W grudniu 1809 wróciła do Berlina, gdzie wspierała tajne przygotowania do nowej wojny z Francją.. Zmarła na zapalenie płuc 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz i została pochowana w mauzoleum, w Charlottenburgu. Była wzorem dobroczynności i uchodziła za wzór matki. Wykazany przez nią pruski patriotyzm i odwaga zjednały jej ogromną popularność i sławę.. Oddziaływała na Prusy także po śmierci W dzień urodzin królowej 1813 r. Fryderyk Wilhelm III ustanowił we Wrocławiu słynne wojskowe odznaczenie Krzyż Żelazny który mógł być nadawany także prostym żołnierzy, rok później wprowadził do pruskich odznaczeń Order Luizy który przyznawany był kobietom za opiekę nad chorymi i ułomnymi. Gdy w 1814 r. padł Paryż i Napoleon abdykował pruski feldmarszałek Gebhard von Blücher miał zawołać: „Luiza jest pomszczona!” Jej syn Wilhelm I w przededniu wojny z Francją w 1870 r. odwiedził mauzoleum matki. Wojna ta rozpoczęła się dokładnie w rocznicę jej zgonu Także w rocznicę śmierci Luizy król reaktywował ustanowiony przez ojca Krzyż Żelazny. W Prusach XIX w. czczona była niczym święta, zyskała nawet przydomek pruskiej madonny. Imię Królowej Luizy otrzymało miasto Luisenburg oraz niektóre kościoły ewangelickie w Prusach a także żeńskie szkoły, sierocińce, szpitale, domy opieki. Była matką dziewięciorga dzieci jej córka Charlotta (13 lipca 1798 – 1 listopada 1860) jako żona Mikołaja Romanowa (Mikołaj I) została carycą Rosji (Aleksandra Fiodorowna) natomiast dwóch synów Fryderyk Wilhelm i Wilhelm zostali królami Prus. Ten ostatni jako Wilhelm I został w 1871 r. w zdobytym Wersalu cesarzem zjednoczonych Niemiec. Imię Królowej przetrwało do dziś także w Polsce w postaci skansenu górniczego „Królowa Luiza” ma to odniesienie do czasów kiedy KWK „Zabrze” była Kopalnią „Królowa Luiza”.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze

W 1975 r. po zdaniu egzaminów wstępnych na Wydział Górniczy Politechniki Śląskiej im Wincentego Pstrowskiego, miałem odbyć praktykę robotniczą w kopalni. Okazało się ,że wskutek jakiś nieporozumień dość spora grupa przyszłych studentów nie została do wyznaczonych kopalń przydzielona .Wśród tych nieprzydzielonych znalazłem się ja, zanim sprawa się wyjaśniła czekaliśmy na sali audytoryjnej wydziału kilka godzin. Kopalnia się znalazła lecz dla nas początek praktyki musiał ulec przesunięciu o tydzień. Tak też się stało. Nie wróciłem do domu czyli do Bytowa, lecz skorzystałem z gościny u mego przyjaciela Leszka Dudka w Piekarach Śląskich, który był górnikiem KWK Rozbark w Bytomiu. Po tygodniu pojechałem do Zabrza i razem z innymi kolegami zgłosiliśmy się do dyrekcji kopalni. Tak ,tak była to Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze. Po krótkim zapoznaniu się zakwaterowano nas w kopalnianym Hotelu Robotniczym i po badaniach lekarskich po przydzielano parami do poszczególnych „mistrzów”. Ja z przypadkowym kolegą Jerzym Piasta, który okazał się wspaniałym kompanem, zostaliśmy podporządkowani górniczemu cieśli p. Milota (?). Dostaliśmy ubrania robocze, kask latarkę z akumulatorkiem, maskę pgaz i markę” czyli taki górniczy nieśmiertelnik. Od tej pory zawsze przed zjazdem w dół pobierałem markę z „markowni”. Po wyjeździe natychmiast się ją zdawałem. Nie daj Boże gdyby ktoś zapomniał to zrobić, od razu w kopalni rozpoczęłaby się akcja ratownicza. Razem z panem cieślą podeszliśmy pod szyb ,tam stał sztygar, widać było ,że był to ktoś. Głośno po śląsku sprawdził obecność i załadowaliśmy się do windy, Trzasnęły metalowe „wrota” i gdy wszystkie pokłady tej maszyny się załadowały polecieliśmy w dół a żołądek do góry. Potem świsty i piski w uszach… i w dół, i w dół z małymi przystankami na poszczególnych poziomach. Tak zjechaliśmy ok. 800 m pod ziemię. Potem spokojnie z naszym cieślą przeszliśmy do czekającej kolejki, gdy się zapełniła to ruszyła. Jechaliśmy może z kilkanaście albo i więcej minut. To tu – wskazał cieśla. Wyszliśmy, jedne wrota, drugie, trzecie i ciągle – „zamykaj, zamykaj je pieronie”. Więc pieron dokładnie je zamykał. Były to drzwi wentylacyjne których nie zamknięcie groziło „ucieczce”; wdmuchiwanego na przodek powietrza. Stanęliśmy przy taśmociągu który bezpośrednio biegł z przodka, tu miało być nasze miejsce pracy. Cieśla pokazał nam maszynę do szycia taśm ,poinstruował jak się ją obsługuje , jak wyłącza taśmociąg ostrzegł przed próbami drzemek (bo ze względu na gazy gromadzące się w zagłębieniach podłoża – spągu można było nie wstać). Staliśmy, słuchaliśmy a z nas leciał pot, więcej ,więcej coraz więcej. Na przodku trwało wiercenie nadzy górnicy napierali na te swoje świdry byle szybciej wywiercić, potem wkładali ładunki i wszyscy chowaliśmy się do niszy . Wybuch powodował ,że masa kurzu i miału leciała obok nas i potem słychać było charakterystyczne klap… klap… klap … to klapały te tamy- drzwi wentylacyjne. Jeszcze nie ochłonęliśmy a już ruszyły taśmy a na nich urobek z ostatniego odstrzału. Patrzyliśmy z Jurkiem jak wszystko szło do góry .Raptem trach i coś się zatrzymało węgiel kamienie zaczęły spadać jak po pochylni. Wyłączyliśmy taśmociąg i z maszyną zasuwaliśmy do góry by zszyć taśmę, na przodku znów wiercić zaczęli. Cieśla trochę pomógł a potem już tylko poganiał i poganiał. Gdy zszyliśmy znów wszystko ruszyło. Staliśmy i pot napełniał nam garście. Potem znów trach, zatrzymanie taśmociągu i maszyna i szycie i ponownie szedł urobek dla naszej kochanej Polski. I znów wybuch i klap, klap,klap… i ruszył taśmociąg… i trach, i szycie i gotowe i znów do góry a przy okazji łopatami wrzucaliśmy to co spadło przy awarii Tak weszliśmy w rytm; wybuch ,klap, klap taśmociąg, trach, szycie, łopata i…… Raptem wszystko się podniosło i biegiem, biegiem zrobił się niesamowity ruch wszyscy zaczęli jakby uciekać. Jak wszyscy to i my, może wypadek tąpniecie? Kto to wie? – pomyśleliśmy. Nie, na szczęście nie, to zwykły pośpiech by nie stać w kolejce do wyjazdu. Cudem marki mieliśmy przy sobie inne rzeczy pogubiliśmy. Dzień po dniu mijał nam w tym samym rytmie poznaliśmy rangę sztygarów, poświęcenie ratowników, i tytaniczną pracę nagich ludzi na przodku. Widzieliśmy podziemne jeziora z których wyciągaliśmy zepsute pompy a każda ranka piekła niesamowicie, taka to była solanka. Staliśmy na węźle krzywych taśmociągów i non – stop ładowaliśmy wysypujący się urobek bo nie mogło być przestoju aż hen na górze trzasnęła taśma i wszystko jak lawina poleciało na nas, nic się nie stało, była nisza. Potem maszyna i szycie i znów łopata. W połowie praktyki zginęło kilku górników szli obok jadących wagoników z węglem jeden z nich wypadł z torów i przygniótł nieszczęśników. Wtedy nasi opiekunowie zorientowali się ,że nie zrobili z nami przeszkolenia z bhp. Tak złapaliśmy trochę oddechu bo szkolenie odbyło się pod ziemią byśmy po nim jeszcze trochę poszyli tych taśm, pomachali łopatami, ponaprawiali pomp itd. Tak minął miesiąc. Po praktyce zamieszkałem w akademiku przy ul Marii Curie – Skłodowskiej 7 w Gliwicach. 4 grudnia 1975 r w głównym holu Wydziału górniczego skakałem przez skórę czyli zostałem pasowany na górnika. Przygoda z górnictwem była krótka , dwa semestry byłem studentem… Potem kolejne egzaminy, tym razem na WAT. Znów radość ze zdania i zameldowałem się na unitarkę (szkolenie podstawowe) gdzie miałem dostać w kość. Przykro mi, nigdy armii nie udało się wycisnąć ze mnie tyle potu co przez miesiąc „Królowej Luizie”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Źródła:

  • Portret królowej Luizy, autorstwa Josef Grass
  • http://www.muzeumgornictwa.pl/index3.php?co=wystawy_czasowe&id=39
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Luiza_Pruska
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czasy Wedlów”. Wyd. ASZ. Choszczno 2003. Str.64
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Reformacja i wojny. Historia miasta w latach 1536–1815. Wyd. ASZ. Choszczno 2005. Str.102, 103.
  • Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.
Antologia utworów Franciszka Bohuszewicza

Rodzina Poety – Pamięci Leszka Tomaszewskiego

RODZINA POETY

Kiedyś w latach 60 –tych gdy byłem wyrastającym szkrabem siedziałem u mojej babci Weroniki w kuchni. Było to w Bytowie. Babcia coś robiła aż przyszedł dziadek Franciszek i zaczęli miedzy sobą po swojemu rozmawiać, nic nie rozumiałem. Zacząłem się zastanawiać nad ich mową. Gdy dziadek wyszedł do warsztatu, ni stąd i ni zowąd zapytałem. Babciu a babcia jest Polką ? Babcia popatrzyła na mnie i rzekła nie Andrzejku, nie, ja jestem Białorusinką… Mieszkaniec Rościna pan Józef Leszek Tomaszewski przyniósł swoje materiały do muzeum w Drawnie. Są to zdjęcia ,dokumenty a wśród nich świadectwa z polskiej szkoły w Indiach. Materiały te przekazał p. Alicji Łukasik kierującej sprawami drawieńskiego „Spichlerza”. Przy okazji opowiedział Jej fascynujące dzieje swojej rodziny, które p. Łukasik pobieżnie spisała. Pan Tomaszewski pokazał dwie książki autorstwa Jego pradziadka Franciszka Bohuszewicza. Przyjechałem do Spichlerza dzień po tej wizycie. Podobizna autora książki którą pokazała mi p. Alicja wydała mi się znajoma .Myśli moje pobiegły do dalekich Żupran. Do kościoła na Białorusi z przyległym cmentarzem. Ale w materiałach miejscowość ta nie była wspomniana. Przewijały się jedynie Kuszlany. No cóż pomyliłem się. Z pomocą przyszedł internet . Już nie było pomyłki .Nie ulegało wątpliwości swego czasu stałem w Żupranach przy grobie rodzinnym przodków p. Tomaszewskiego. Internet odsłonił kolejną tajemnicę, okazało się, że Franciszek Bohuszewicz uznany jest za prekursora nowoczesnej literatury białoruskiej. Do czasu wizyty w Spichlerzu nikt nie wiedział ,że prawnuk pisarza jest mieszkańcem naszego regionu. Dziś dzięki muzeum w którego powstaniu mam znaczny udział już to wiemy. Pojechałem do Rościna rozmawiałem z p. Tomaszewskim i to co jeszcze się dowiedziałem dopisałem do relacji Alicji Łukasik, którą również uzupełniłem biografią Franciszka Bohuszewicza.

1. PRADZIADEK

Motto: „Nie pakidajcież mowy
naszaj biełaruskaj, kab nie umiorli”

Franciszak Bohuszewicz urodził się 21 marca 1840 roku w folwarku Świrany, w powiecie wileńskim, guberni wileńskiej (dziś gmina Rukojnie, rejon wileński, Litwa). Pochodził z rodziny szlacheckiej. Został ochrzczony w kościele katolickim w Rukojniach. W 1846 roku rodzina Bohuszewiczów przeniosła się do folwarku Kuszlany k. Oszmiany tu Franciszek spędził dzieciństwo.. W rodzinie Bohuszewiczów, wiele uwagi poświęcano nauce języków. Prócz „tutejszej mowy”, czyli języka białoruskiego, w rodzinie używano języka francuskiego, nie mówiąc już o polskim. Biblioteka domowa liczyła wiele powieści w języku francuskim, także utwory poetyckie np. Pierre’a Jeana Berangera. Wszystko to wpłynęło później na kształtowanie się F. Bohuszewicza jako poety…Młody Bohuszewicz ukończył w 1861 r. gimnazjum w Wilnie i wstąpił na Wydział Fizyczno-Matematyczny Uniwersytetu Petersburskiego. Za udział w antycarskich zamieszkach studenckich, został z uniwersytetu wydalony. Wrócił na Białoruś. Był wiejskim nauczycielem we wsi Dociszki, w powiecie lidzkim. Tu zastał go wybuch Powstania Styczniowego do którego przyłączył się. Podczas bitwy w lasach augustowskich Bohuszewicz został ranny. Od śmierci uratowali go włościanie. Po stłumieniu powstania dzięki protekcji uniknął zesłania na Sybir. Opuścił strony rodzinne i udał się na Ukrainę, gdzie dzięki Janowi Karłowiczowi w 1865 roku wstąpił do Nieżyńskiego Liceum Prawa. W 1868 roku ukończył naukę i od 1869 r. pracował w różnych instytucjach sądowych, głównie na Ukrainie. 20 lat przebywał poza Białorusią.

Najdłużej zatrzymał się w mieście Konotop na Ukrainie, gdzie ponad 10 lat był śledczym sądowym. Po ogłoszeniu amnestii dla powstańców w 1884 roku wrócił w rodzinne strony. Został adwokatem przy Wileńskim Sądzie Okręgowym. Zaczęto nazywać go adwokatem chłopów, gdyż ich szanował i bronił. Był miłośnikiem poezji Adama Mickiewicza uważał go za piewcę ziemi białoruskiej. Z okazji 100 rocznicy urodzin poety został członkiem komitetu jubileuszowego. Organizował zbiórkę pieniędzy na pomnik poety. Do tego komitetu wciągnął Elizę Orzeszkową. Wiosną 1898 r. przeniósł się do Kuszlan na Białorusi. Niestety z powodu choroby uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się bez niego… Pomnik ten znajduje się w kościele św. Jana w Wilnie. Bohuszewicz pisał głównie w języku białoruskim który uważał za ojczysty. Zaczął to robić, gdy jeszcze był na Ukrainie, ale działalnością literacką zajął się dopiero po powrocie do Wilna. Za jego życia w druku wyszły dwa zbiory jego wierszy i poematów, były to „Dudka białoruska” (Kraków, 1891 r.) i „Smyk białoruski” (Poznań, 1896 r.). Przygotował do wydania również zbiór wierszy „Opowiadania białoruskie”, ale nie wydrukowano go a rękopis zaginął. Należy odnotować, że po upadku powstania styczniowego do roku 1905 na Białorusi zakazany był druk białoruskich książek, dlatego jego utwory były wydawane nielegalnie, rozchodziły się w rękopisach. Poezja Bohuszewicza jest poezją chłopską, używał literackich pseudonimów Maciej Buraczok i Symon Rewka (Symon Reuka z-pad Barysawa) spod Borysowa. Maciej Buraczok był mieszkańcem Kuszlan a Symon Rewka, Borysowa za Mińskiem. W ten właśnie sposób pseudonimy objęły niejako całą Białoruś. Był on pierwszym autorem całkowicie białoruskiego tomu poezji. Jest uważany za „ojca realizmu białoruskiego, za twórcę narodowych tendencji w literaturze Białorusi”. Mawiał „Nie porzucajcie naszej rodzinnej mowy białoruskiej, aby nie umarła!”. Spod jego pióra wyszły pierwsze opowiadania nowej białoruskiej literatury: opowiadanie „Tralalonoczka”, wydane w osobnej książeczce w 1892 r., ludowe nowele; „Świadek”, „Polesowszczik”, „Diadina”, opublikowane po śmierci poety w gazecie „Nasza Niwa” w 1907 roku. Nadal nie znaleziono skonfiskowanych „Opowiadań białoruskich”. Publikował także w języku polskim. Był korespondentem polskiego czasopisma „Kraj”. Zachowały się jego listy do Elizy Orzeszkowej i Jana Karłowicza.

Franciszek Bohuszewicz zmarł 28 kwietnia 1900 roku w Kuszlanach . Pogrzeb odbył się 1 maja 1900 roku w Żupranach. Co roku w dniu imienin Franciszka Bohuszewicza (2 kwietnia) w wileńskim kościele św. Bartłomieja i w kościele w Rukojniach są odprawiane msze św. za duszę poety. Na cmentarnym czerwonawym pomniku poety umocowano rzeźbiony wizerunek jego twarzy , niżej na tabliczce napisano:

Францішак Казіміравіч
Багушэвіч
1840 – 1900
беларускі паэт-дэмакрат

Obok stoi postument, który upamiętnia jego bliskich: ojca Kazimierza, matkę Konstancję, brata Władysława i syna Tomasza. W Żupranach stoi także pomnik poety. Na stronie „Dudki białoruskiej” Fr. Bohuszewicz napisał „Może ktoś zapyta, gdzie jest teraz Białoruś Tam, bracia, jest ona, gdzie żyje nasza mowa: jest ona od Wilna do Mozyrza, od Witebska niemal do Czernihowa, gdzie Grodno, Mińsk, Mohylów, Wilno oraz wiele miasteczek i wsi…”

2. DZIADEK

Franciszek Bohuszewicz miał pięcioro dzieci. Niestety, troje z nich zmarło w dzieciństwie.
Jego syn Tomasz Wilhelm ukończył w Petersburgu architekturę. W rodzinie mówiono na niego z białoruska „ Aciczok”. Zawodowo współpracował z profesorem Antonim Wiwulskim (architekt i rzeźbiarz; Pomnik Grunwaldzki w Krakowie, kaplica w Szydłowie, Trzy Krzyże w Wilnie), a przez pewien czas był asystentem prof. Ferdynanda Ruszczyca (malarz, grafik, scenograf, m.in. dziekan Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie). Był wszechstronnie uzdolniony, obok spraw zawodowych interesował się literaturą i muzyką. Pisał powieści, wiersze, a także grał na skrzypcach.
W rodzinie wspomina się historię gdy wsłuchał się w grę wędrownego skrzypka, znanego w okolicy, gdyż przygrywał w karczmach, grał na dworach itp. W pewnym momencie Bohuszewicz zainteresował się instrumentem. Na jego prośbę skrzypek dał mu je do rąk. Wtedy Bohuszewicz zauważył na nich napis: „Stradivaldius”. Zapragnął mieć ten instrument i po targach, za stosunkowo niedużą kwotę, kupił go od właściciela. Pasje literackie spowodowały, że poznał Ludwikę Kondratowicz wnuczkę słynnego poety i tłumacza Władysława Syrokomli. Między nimi zawiązało się głębokie uczucie i o mały włos nie doszłoby do małżeństwa. Stało się jednak inaczej i Ludwika została panią Białecką. Natomiast Bohuszewicz poślubił Józefę Markowską, sąsiadkę z Kuszlan. W czasie wojny 1919 r. była ochotniczką – sanitariuszką niestety podczas pielęgnacji rannych zaraziła się jakąś chorobą zakaźną i zmarła w Wilnie . Została pochowana na słynnym cmentarzu Rossa. Jej nagrobek zachował się do dziś…
Jak wiadomo pisał wiersze ,niestety z wielu zachował się jeden, który wpisał do dzienniczka żony.

„Smutny kwiatek już przekwita
Traci swe kolory
A motylek wciąż go pyta
Czyś kwiatku nie chory ?

Mój motylku nie rozumiesz,
Że czas życia leci……..
Bo choć fruwać pięknie umiesz
Śmierć też ciebie zgniecie…….”

Zmarł w lutym 1929 r. Osierocił trzy córki; Stanisławę, Gabrielę i Konstancję. Zaraz potem latem tr. zmarła jego matka Gabriela zd Szklionnik. Kobieta wszechstronnie uzdolniona. Władała kilkoma językami w tym niemieckim, angielskim, włoskim. Była strażniczką rodowej tradycji, lubiła muzykę, zresztą sama grała na fortepianie. Głównie ulubione utwory męża. Nosiła stale przy sobie klucze do tajemniczego kuferka. Wszyscy myśleli, że przechowuje tam jakieś skarby. Po latach okazało się ,że były to listy od przyjaciół między innymi od Elizy Orzeszkowej a także ważne dla rodziny dokumenty z których najcenniejsze posiadały podpisy króla Stanisława Augusta. W kuferku były też rękopisy jej męża Franciszka Bohuszewicza. Dzięki niemu ,gdyż był on powstańcem styczniowym otrzymywała od „Związku Powstańców 1863 r.” niewielka pensję. Razem z córką Konstancją opiekowała się dziećmi syna. Tomasz Bohuszewicz ożenił się ponownie z Marią Piwnicką. Po jego śmierci druga żona wstąpiła do zakonu, zmarła w 1970 r. w Bochni.

3. POSTAĆ OJCA „ŻUKA”

Już w 1941 roku zawiązała się w Kuszlanach komórka konspiracyjna , którą zorganizował Józef Tomaszewski. Po wywiezieniu żony z dziećmi na Syberię ukrywał się poza domem i uniknął deportacji. Został jednym z pierwszych żołnierzy podziemia w rejonie Oszmiany.
Rzucił się w wir działalności konspiracyjnej pod pseudonimem „Żuk” tworząc w Kuszlanach placówkę kontaktową, bazę zaopatrzenia oddziałów leśnych i ośrodek szkoleniowy. Józef Tomaszewski został zastępcą komendanta placówki Kuszlany (komendant ppor. Zygmunt Szafnagiel ps. Wilgo) wchodzącej w skład Ośrodka Soły, Inspektoratu F (Oszmiana) AK. Ponadto „Żukowi” powierzono komendę nad bazą zaopatrzeniową „Grupy Dąb” późniejszej 13 Brygady Nietoperza. Baza zaopatrywała podległych żołnierzy w mundury, które szyto konspiracyjnie w zorganizowanym przez Tomaszewskiego zakładzie. Głównym „krawcem” był Aleksander Zawadzki, którego w tym dziele wspierały dziewczyny z okolicznych wsi. W innym miejscu produkowano wyroby ze skóry siodła, pasy, ładownice. Dla bazy pracował także kowal Kazimierz Abcewicz, który był także rusznikarzem. Niestety w 1944 r. przeszedł na stronę radziecką i został przez AK rozstrzelany. Tomaszewski organizował także dostawy materiałów dla warsztatów, a w przypadku ich braku przydzielał pieniądze na ich zakup. Za pieniądze będące w dyspozycji Tomaszewskiego kupowano nawet broń od żołnierzy niemieckich. W lipcu 1944 r. Tomaszewski na rozkaz Inspektora przeprowadził w swoim rejonie mobilizację na korzyść 10 Brygady formującej się w rejonie Klewicy. Podczas przegrupowania do tego rejonu 200 osobowy oddział został otoczony przez NKWD i rozbrojony. Tomaszewskiemu udało się uciec, zmienił nazwisko na Józef Zakrzewski. Unikając aresztowania, pod przybranym nazwiskiem przybył do Polski i osiedlił się w Giżycku. Został nadleśniczym nadleśnictwa „Czerwony Dwór”.
W 1947 roku szczęśliwie połączył się z żoną i dziećmi przybyłymi z Indii. Wtedy wrócił do właściwego nazwiska co okazało się początkiem jego tragedii: inwigilowany, przesłuchiwany jako żołnierz AK (T.Gasztold podaje, że był podporucznikiem natomiast są opracowania gdzie widnieje jako sierżant) niedługo nacieszył się rodziną. 25 stycznia 1949 roku wyczerpany psychicznie fizycznie zmarł na zawał serca.

4. RELACJA LESZKA TOMASZEWSKIEGO O RODZINIE

Mama moja Stanisława (rocznik 1912) pochodziła z rodziny Bohuszewiczów, jej ojciec a mój dziadek Tomasz Bohuszewicz był wykładowcą na Uniwersytecie Wileńskim im. Stefana Batorego. Trzy córki z pierwszego małżeństwa usamodzielniły się i założyły swoje rodziny. Wszystkie w tym moja mama uczyły się w liceum w Oszmianie, gdzie skończyły tzw. „małą maturę”. Do tego liceum uczęszczała także Nina Andrycz oraz Irena Górska późniejsza Damięcka (żona, matka i babcia słynnych aktorów). Tomasz Bohuszewicz miał siostrę Konstancję . Była oczkiem w głowie swego ojca poety. Podobnie jak Franciszek Bohuszewicz była uzdolniona muzycznie .Miała piękny głos który zaprowadził ją aż do Włoch. U progu wejścia na drogę kariery gdy miała wystąpić na deskach La Scali przeziębiła się ,choroba zniszczyła jej talent. Straciła głos. Ukończyła jednak Konserwatorium w Wilnie i pracowała w Oszmianie jako nauczycielka muzyki w miejscowym gimnazjum. Jak mawiano wyszła dobrze za mąż. Jej wybrańcem był Jan Mnichowicz który piastował w Oszmianie funkcję dyrektora Centrali Rolniczej a potem Banku Spółdzielczego. Małżeństwo Mnichowiczów zamieszkiwało tzw majątek Kuszlany II. Oboje zmarli jeszcze przed wojną (ona ok. 1936 roku) .Mieli niepełnosprawnego syna. Nazywano go „Franułek”, był dobrym przez wszystkich lubianym dzieckiem. Zmarł nie osiągnąwszy pełnoletniości. W ich domu wisiały portrety F. Bohuszewicza i jego żony Gabrieli. oraz przechowywano rękopisy poety. Niestety wszystko gdzieś zaginęło. Moja mama wyszła za mąż za leśniczego Józefa Tomaszewskiego. Pochodził z rodziny którą dzieje zagnały do Saratowa, tam się urodził. Tylko sobie znanymi drogami i sposobami wrócił do Polski. Młode małżeństwo zamieszkało w miejscowości Podzielone. Tam urodziła się moja siostra Krystyna. Okres dzieciństwa był wspaniały. Sielankę przerwała wojna. 17 września przyszła Armia Czerwona.. Nasze spokojne życie diametralnie się zmieniło.10 lutego 1940 r. zło zapukano do naszych drzwi. Ojca wtedy nie było w domu byłem ja, siostra i mama. Miałem wówczas 4 lata, siostra 7. Zapakowano nas wszystkich i wywieziono . Kierunek był wtedy jeden – Syberia. Przez swą nieobecność Ojciec uchronił się przed deportacją. Rodzina została rozdzielona na długie lata .Ojciec związał się z miejscową konspiracją.
Ponieważ moja mama była wnuczką znanego poety na Białorusi – Franciszka Bohuszewicza, który pod pseudonimem „Maciej Buraczok” jest uznawany za twórcę nowoczesnej literatury białoruskiej, mogła wraz z nami być uchroniona przed wywózką, niestety nikt za nami się nie stawił. Wszyscy trafiliśmy do miejscowości Ziemlonogorsk. Matka pracowała w kopalni barytu. Niezadowolona z warunków pracy jakie tam panowały, wyraziła głośno swoje pretensje i…została skazana na 8 lat łagrów. Zostaliśmy sami , my dwoje małych dzieci w ziemiance. Wstrząs jaki przeżyliśmy spowodował ,że ten okres zatarł się całkowicie w mojej i siostry pamięci. Nie pamiętamy co się z nami stało. Dzięki porozumieniu Sikorski – Stalin i armii gen. Andersa matka została zwolniona z łagru. Stało się to za sprawa wujka oficera Kazimierza Abramowicza. Wujek przed wojną był sędzią i za komunizm skazał na trzy lata przyszłego ministra PRL Stefana Jędrychowskiego (dlatego po wojnie bał się wrócić do Polski). To dzięki wujkowi jako członek rodziny żołnierza mama znalazła się w rejonie formowania armii. W porę odszukała nas i razem z armią Andersa wydostaliśmy się do Persji obecnie Iran. Tam byliśmy przez rok. Mieszkaliśmy w Teheranie. Potem skierowano nas do osiedla dla uchodźców w Indiach w miejscowości Valivade. Razem z siostrą chodziliśmy do zorganizowanej tam polskiej szkoły .Mama znalazła pracę jako maszynistka w polskim starostwie. Naszym harcmistrzem był rtm. Zdzisław Peszkowski, późniejszy ksiądz i opiekun Rodzin Katyńskich ( zm. 8.10.2007 r. pochowany został w warszawskiej Świątyni Opatrzności Bożej ) W kwietniu 1947 r. wyjechaliśmy z Indii do Polski – do ojca, który już osiadł w Giżycku. Tak szczęśliwie połączyliśmy się. Byliśmy znów razem. Gdy ogłoszono dekret o amnestii, ojciec który występował pod konspiracyjnym nazwiskiem Józef Zakrzewski skorzystał z możliwości „bezkarnego” ujawnienia się i wrócił do właściwego nazwiska, to okazało się początkiem tragedii. Inwigilowany i przesłuchiwany, wielokrotnie zatrzymywany, jako były żołnierz AK niedługo nacieszył się rodziną. 25 stycznia 1949 roku zmarł na zawał serca.

Ponownie utrzymanie rodziny spoczęło na barkach mamy. Uczęszczałem w Giżycku do LO jednak wskutek namowy kolegów razem pojechaliśmy do Gdańska i tam zostałem przyjęty do Technikum Budowlanego. które ukończyłem w 1955 roku i otrzymałem nakaz pracy w przedsiębiorstwie instalacji sanitarnych w Szczecinie. Następnie zostałem powołany do służby wojskowej. Początkowo był to 3 pułk pontonowy we Włocławku. Następnie przeniesiono mnie do 5 Mazurskiej Brygady Saperów w Szczecinie. skąd w 1956 r. trafiłem z kompanią na kilka miesięcy do Drawna. Skoszarowano nas w tutejszej jednostce która mieściła się w rejonie nazywanym Rukino. W Drawnie pracowaliśmy przy budowie dróg, remoncie budynków itd. Po służbie zamieszkałem na stałe w Szczecinie. Jednak coś mnie do Drawna ciągnęło gdyż wymykając się na piwo do „Smakosza” zauroczyłem się tym miastem. W okresie późniejszym kilkakrotnie odwiedzałem Drawno, aż podjąłem decyzję o kupieniu sobie tu domku. Razem z żoną wspólnymi siłami powoli lecz wytrwale wyremontowaliśmy nasz dom. Mija już prawie 30 lat jak można mnie uznać za mieszkańca poddrawieńskiego Rościna. Jednak na stałe mieszkamy tu kilkanaście lat. Wiele złego w przeszłości doznała również rodzina mojej żony Emilii . Pochodzi z rodziny o popularnym nazwisku Nowak. Jak twierdzi najbliżej spokrewniona jest z Nowakami i Kowalskimi .Jest z Wielkopolski spod Śleszyna. Jej ojciec Zygmunt Nowak w czasie okupacji uderzył Niemca, przez co ukrywał się .Jednak był przez Niemców stale poszukiwany. Co szczególnie odczuwała jego żona.. Ukrywał się niedaleko domu. Widział jak mama mojej żony była poniewierana dlatego nie wytrzymał i dobrowolnie ujawnił się. Został wysłany do Oświęcimia skąd nie powrócił. Moją żonę razem z mamą ,babcią i siostrą wysłano na roboty do Niemiec. Trafiły w okolice Hanoweru .Miały szczęście zostały zatrudnione w gospodarstwie którego właściciel nie identyfikował się z faszyzmem. Był sprawiedliwy i pozostał w ich pamięci jako dobry człowiek.. Siostra moja po mężu Szmańda ukończyła studia chemiczne zamieszkała w Warszawie gdzie mieszka do dziś. Ma dwie zamężne córki Grażynę Przedmojską i Joannę Bojanowską które również mają dzieci . Grażyna córkę Magdalenę a Joanna córkę Ewę i syna Filipa. W Warszawie na Powązkach leży nasz kuzyn który jako żołnierz AK poległ 15 sierpnia 1944 r. w Powstaniu Warszawskim Spoczywa blisko grobu Gomułki, na prawo pierwszy w szeregu grobów powstańczych.

Nazywał się Sławomir Lewandowski był synem siostry mego ojca Zofii zd Tomaszewskiej która wyszła za mąż za Wielkopolanina oficera WP Wiktora Lewandowskiego (w 1939 r. będąc już majorem, dostał się do niemieckiej niewoli i przebywał w Oflagu II C Woldenberg) Ciocia Zofia miała jeszcze córkę Alicję która zmarła na białaczkę. Siostra mojej mamy Konstancja po mężu Przednikowska osiadła w Sopocie gdzie zmarła. Z jej dwójki dzieci syn Edward zmarł w wieku 2 lat w 1939 r. W 1942 r. zmarł jej mąż przedwojenny policjant. Natomiast żyje ich córka Wiesława Polikowska która ma syna Zbigniewa na stałe mieszkającego w USA. Druga siostra , już też nieżyjąca ,ciocia Gabrysia Mędygrał poślubiła leśnika i mieszkała w nadleśnictwie koło Włocławka, gdzie jej mąż był adiunktem. Jej syn Wiktor (nie żyje) i córka Zofia mają też dzieci i także wnuki. Córki Wiktora Agata Wrzecionowska i Bożena Gołębiowska wychowują kolejne pokolenie; Pawła Wrzecionowskiego , Wojciecha i Barbarę Gołębiowskich. Córka cioci Gabrysi Zofia Mędygrał po mężu Galant ma syna Cezarego i córkę Katarzynę Dyl oraz wnuki Nataniela Galant i Grzegorza Maksa Dyl. Obecnie nikt z bezpośrednich potomków Franciszka Bohuszewicza nie mieszka na Białorusi. Zamieszkują USA, Warszawę, Włocławek, Toruń, Sopot i Rościn k. Drawna. Reprezentują różne zawody, jest wśród nich lekarz, informatyk, geolog, hotelarz, notariusz, kurator, budowlaniec, chemik itp. Tak toczą się dalej losy potomków piewcy Białorusi.

5 .RELACJA AUTORA

Byłem w Żupranach w 1988 roku była to era Gorbaczowa . Jechaliśmy wtedy w kierunku Smorgoń. Żuprany znałem z opowiadań p. Heleny Woronieckiej z Bytowa ,która jako dziewczynka recytowała wiersz wizytującemu tą miejscowość prezydentowi RP prof. Ignacemu Mościckiemu. Ponadto z Żupranami związany był „zbuntowany” zdobywca Wilna gen. Lucjan Żeligowski. Ponieważ miejscowy kościół był otwarty zatrzymaliśmy się na chwilę. Moja teściowa Leonarda Suchłabowicz miała jakiś sentyment do tej świątyni. Wszedłem do schludnego kościoła Od razu rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy. Ława dla dziedziców stała przy ścianie. Wydaje mi się ,że był tam wyrzeźbiony herb .Drugim była tablica pamiątkowa Franciszka Bohuszewicza. Dlaczego ją zapamiętałem? Dlatego, że zwróciłem uwagę na nazwisko nosiła je znana rewolucjonistka. Pomyślałem, że pewnie była stąd. W kościele było kilka osób coś przygotowywali. Miejscowy ksiądz był urzędnikiem zatrudnionym na państwowej posadzie i tylko przyjeżdżał na nabożeństwa. Poszedłem na cmentarz gdzie stał obelisk Bohuszewicza

Opracował: Andrzej Szutowicz DRAWNO

Literatura:

  • Helena Kozłowska „Śladami Franciszka Bohuszewicza”
  • http://www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=0504/2005_04_c12
  • Alicja Łukasik: Notatki własne
  • Maciej Konopacki „Wywiad z wnuczkami Bohuszewicza” Niwa Nr 4 ( 259 ) 28 stycznia 1962 r.
  • http://archiwum2000.tripod.com/511/bogusz.html
  • Jurij Gil Franciszak Bahuszevič (Franciszek Bohuszewicz) – klasyk literatury białoruskiej
  • http://www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=0504/2005_04_c12
  • Tadeusz Gasztold „Nad Niemnem i Oszmianką” Wydawnictwo Głos Pomorza Koszalin 1991r. str. 98-99
  • Edmunt Banasikowski „Na zew Ziemi Wileńskiej” Wyd. Editions Spotkania 1990 r.s.11

Order Pour le Merite

Generałowie z Żydowa – kawalerowie orderu Pour le Mérite

Uśpiona historia małych miejscowości po latach znajduje swoich odkrywców. Często te odkrycia zaskakują gdyż raptem okazują się powiązane z tzw wielką historią. Niemieckie nazwy tych miejscowości często wplecione są w życiorysy wybitnych osób lub ważnych wydarzeń, przez co tkwią niezauważone przez Polaków w podręcznikach i w historycznych opracowaniach. Mała wioska pod Barlinkiem, Żydowo niejako to potwierdza. Wpleciona pod nazwą Siede w biografie dwóch pruskich generałów czekała aż p. Kazimierz Hoffmann z Barlinka idąc tropem rodziny Kalksteinów odkrył tych bohaterów zmagań największych kampanii wojennych XIX w. Nie byli ze sobą spokrewnieni działali też w innych epokach łączyła ich miejscowość w której posiadali majątek i w której spoczęli na zawsze. Łączyło ich także odznaczenie jedno z najbardziej prestiżowych w historii wojskowości. Samo jego posiadanie było niezwykłą nobilitacją.

Pour le Mérite (fr. „Za Zasługi”) najwyższy pruski i niemiecki order wojskowy do 1918 roku oraz wysokie odznaczenie cywilne do chwili obecnej. Ustanowiony został przez Fryderyka Wielkiego w 1740 roku podczas wojny z Austrią jako najwyższe odznaczenie wojskowe. Początkowo nadawany był również za zasługi cywilne, otrzymał go m.in. Wolter.W styczniu 1810 król Fryderyk Wilhelm III przeznaczył ten order jedynie dla oficerów za wybitne zasługi wojskowe na polu bitwy. W 1816 liczba odznaczonych wynosiła ok. 1000 i do końca XIX w zbyt mocno nie wzrosła. W 1866 (wojna z Austrią) król Wilhelm I ustanowił wielki krzyż tego orderu. W czasie I wojny światowej order ten uzyskał przydomek „Niebieski Max” (niem. Blauer Max). Nazwa ta przyjęta została od koloru orderu i imienia jednego z dwóch pierwszych odznaczonych 12 stycznia 1916 r. lotników Maxa Immelmanna (drugim był Oswald Boelcke). Oprócz innych przedstawicieli różnych broni odznaczenie to nadawano także asom myśliwskim. którzy zestrzelili co najmniej 20 samolotów. Ogólnie w latach 1914 – 1918 orderem tym odznaczono 687 osób. Order został zniesiony po upadku cesarstwa niemieckiego i abdykacji Wilhelma II 9 listopada 1918. Ostatnim żyjącym odznaczonym był niemiecki pisarz Ernst Jünger, po którego śmierci (1998) order wojskowy wygasł. Jeden z największych polskich bohaterów narodowych gen. Józef Longin Sowiński otrzymał to odznaczenie jako pruski oficer za bitwę pod Iławą

Generałowie

Adolf Friedrich von OPPEN, Urodził się 04.12.1762 w Gatersleben (Kr. Aschersleben) zmarł 29.08.1834 w Żydowie. Pruski generał porucznik. Kawaler Orderu Pour le Mérite. Odznaczony w 107 r. i liśćmi dębowymi 6 września 1813 r. Jego rodzicami byli ; Georg Wilhelm von Oppen i Johanna Dorothea Heine.Generał von Oppen był trzykrotnie żonaty 3 listopada 1790 w Gatersleben zawarł związek małzeński Kathariną Wilhelminą von Faggyas. Drugą żoną była poślubiona 16 stycznia 1817 r. w Aschersleben, Anna Sophie Christine von Beyer (ur. 1770 zm. 24.11.1820 w Żydowie). Dopiero w trzecim małżeństwie z Friederike Jeanette ROHR (VON) (ur. 09.12.1788 w Ganzer zm. 22.01.1871 w Ziebigen ślub odbył się 10.09.1821 w Ganzer) doczekał się dwóch córek; Elisabeth Klara Natalie Agnes Emilie Charlotte von OPPEN (1827 ur w Żydowie (Siede), zm. 1890 w Berlinie) i Therese OPPEN (ur. 1829 w Żydowie, zm. 1909 w Frankfurtcie nad Odrą).

Służbę wojskową rozpoczął w 1775 r. w Kürassierregiment v. Seelhorst. Oficerem został w 1778 r. Uczestniczył w ekspedycji do Holandii i w kampanii reńskiej. W 1798 r. został szefem szwadronu w Korpusie Gwardii. W 1803 r. został komendantem garnizonu pułku dragonów (Dragonerregiments von Wobeser) w Münster. W wojnie z Francją 1806 r. znalazł się pod rozkazami legendarnego gen. Blüchera. 14 października 1806 r. przebywał z Korpusem Rüchelsa w Weimarze. Zasłynął z dragonami pułku von Wobeser atakami na nieprzyjacielską jazdę pod Nostiz. Jego brawurową szarżę na czele czterech półszwadronów atakujących cały pułk francuski zauważył i docenił sam Blücher. Tym atakiem przełamał pozycje francuskie, następnie brał udział w walkach odwrotowych ubezpieczając w straży tylnej cofające się przez płonący Weimar siły pruskie. Z obnażoną szablą bił się pod Nordhausen. Po kapitulacji dostał się do niewoli, w której przebywał w Prenzlau. Wymieniony został w maju 1807 r. Król docenił jego zasługi wojenne i odznaczył go w Kłajpedzie orderem Pour lé Mérite. Po reorganizacji armii w 1808 r. pozostał w służbie w stopniu pułkownika kawalerii w brygadzie gen. Blüchera. Zły stan zdrowia, będący wynikiem wypadku (spadł z konia), spowodował jego wycofanie się ze służby wojskowej. Zamieszkał w swoim majątku w Żydowie. W 1813 roku ponownie „wyruszył w pole”. Von Bülow wyprosił go pod swoją komendę jako brygadiera. W Żydowie Oppen dosiadł konia i pierwszego marca zameldował się w Schwedt w kwaterze swego dowódcy. Bülow przywitał go bardzo serdecznie jak starego przyjaciela. Oppen otrzymał dowództwo jego awangardy. Podczas ofensywy na Magdeburg prowadził pruskie szwadrony do boju pod Möckern, Zehdenick i Danighow. Atak na czele siedmiu szwadronów jazdy pod Zehdenick, znoszący nieprzyjacielską straż tylną, przyniósł mu uznanie przełożonych. Był typowym kawalerzystą uznającym zmagania jazdy jako rycerski etos, podkreślający heroizm i męskość tego wojennego rzemiosła. Był widoczny zawsze na czele swoich jeźdźców. Bił się 2-go maja 1813 r. pod Halle, a pod Groβ- Görschen z awangardy przeszedł do straży tylnej. Odegrał dużą role w zwycięstwo von Bülowa nad marsz. Oudinot pod Luckau (4 czewca).Za te działania król dziękował mu osobiście. Zawieszenie broni przerwało na krótko działania bojowe. Ponownie wyruszył w bój jako dowódca oddziału kawalerii 3 Armii Rezerwowej (30 szwadronów w 3 Brygadach Jazdy oraz dwie konne baterie artylerii). 22 sierpnia pod Wittstock osłaniał odwrót Brygady gen. Thümena. Musiał bronić dywizji Duratte, przejścia nad Nuthe. Jego mężne ataki rozbijały się o czworoboki Francuzów. Ten dzień uznał najnieszczęśliwszym w swoim życiu. Jednak nie stracił ducha. Pozbierał swoje rozsypane szwadrony i ponownie stawił opór nieprzyjacielowi. Po bitwie pod Groβbeeren (23 sierpnia 1813) otrzymał 6 września liście dębowe do Pour le Mérite. W słynnej bitwie pod Dennewitz (6 września) gdzie von Bülow pokonał marsz. Neya dowodził kawalerią rezerwową. Brał udział w walkach pod Lipskiem. W październiku jako straż przednia von Bülowa wkroczył do Holandii. Działania listopadowo- grudniowe stanowią jedną z chwalebnych kart życia wojennego generała. 23 listopada zajął przez zaskoczenie Doesburg. Następnie walczył o Arnhem. Dalsze walki doprowadziły do zajęcia przez sojuszników niemal całej Holandii. 14 grudnia Korpus zadanie przeprawić się przez Waal i lewym brzegiem doprowadzić do zdobycia twierdzy Bommel. Oppen na małych łodziach dostał się na drugi brzeg, w ciemności nocy Francuzi opuścili to miejsce, jednak następnego dnia stoczył przy wale potyczkę i obsadził fort Crevecoeur. 13 stycznia bił się pod Antwerpią, gdzie podporządkowano mu także Brygadę Kaffta. Później wkroczył do Francji, gdzie bił się w Korpusie von Bülowa pod Laon. W 1815 r. został podporządkowany 7 Korpusowi Tautziena, jednak w działaniach wojennych już nie brał udziału. Po wojnie osiadł w Żydowie gdzie zmarł. Pochowany został na miejscowym cmentarzu.

Friedrich Wilhelm Ludwig z WittichFriedrich Wilhelm Ludwig z Wittich (ur.15. października 1818 w Münster, zmarł 2. października 1884 w swoim majątku w Żydowie) pruski generał porucznik.
Służbę rozpoczął w korpusie Kadetów, w 1835 r.pozostał w armii jako jako podporucznik 1 pułku piechoty w Królewcu. W latach 1840 – 1843 uczył się w szkole wojennej. W 1844 został adiutantem 2. Dywizji osiem lat później (1852) był oficerem w dowództwie V. Korpsu. Przez rok tj od 1856 – 1857 był dowódcą kompanii 34 pułku piechoty. W 1857 r. był majorem w sztabie 9. dywizji którą w 1861 podporzadkowano V. Korpusowi. W 1863 r. został szefem sztabu II. a w 1864 r. IV. Korpus. Na tym stanowisku jako pułkownik wziął udział w wojnie z Austrią w 1866 r. za która 20 września 1866 r. otrzymał order Pour le Mérite. 20 lipca 1867 r. znalazł się w Szczecinie jako dowódca miejscowej 5 Brygady Piechoty W 1868 r awansował na stopień generała majora i objął dowództwo 49. Brygady Piechoty w Dywizji Heskiej, którą dowodził w wojnie prusko – francuskiej 1870 r. Brał udział w bitwach pod Vionville, Gravelotte i Noisseville. 22 września został generałem porucznikiem i dowódcą 22. dywizji na czele której od października 1870 do stycznia 1871 operował na obszarze Loire i Le Mans. Następnie pozostajac pod dowództwem gen. von der Tann 10. października walczył w boju pod Artenay, 11-go pod Orleanem a 18 –go szturmował Châteaudun. 21. październik obsadził Chartres i przeszedł w podporządkowanie wielkiego księcia Mecklenburg-Schwerin.2 grudnia 2. walczył pod Loigny i Poupry, a 3. i 4. ponownie pod Orleanem. Następnie od 8. do 10 grudnia toczył boje pod Beaugency Przyczynił się istotnie do zwycięstwa w bitwie przy Le Mans (10 do 12 stycznia).

15 stycznia 1871 walczył pod Alençon. Z końcem 1872 r. został dowódcą 31. Dywizji w Strassburg na tym stanowisku w 1873 zakończył służbę wojskową. Najprawdopodobniej w tym tez roku „ kupił za pieniądze otrzymane od cesarza za zasługi wojenne majątek w Żydowie gdzie osiadł na stałe. Po nabyciu Żydowa generał nie wycofał się z życia publicznego.12 kwietnia 1873 roku został posłem do parlamentu Rzeszy. Funkcje polityczne i gospodarza łączył dobrze gdyż uchodził za dobrego gospodarza. Pomiątką po nim jest stojąca dziś w ruinie wielka stodoła ze znakiem fundatora: „v. W. 1882”.
Z Żydowem generał związał się na stałe tu tez zmarł w wieku 66 lat, rok po wydaniu za mąż córki, po śmierci spoczął w rodzinnym grobowcu. Ciała jego nie złożono jednak na prastarym wiejskim cmentarzu w Dolinie Płoni, gdzie spoczywał inny sławny generał. Na miejsce pochówku wybrano miejsce skąd rozpościerał się widok na leżącą niżej wioskę. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Żydowie z wszystkimi honorami wojskowymi. Cesarz Wilhelm II, zadbał, aby pamięć o generale nie uległa zapomnieniu i 3 – mu heskiemu pułkowi piechoty nr 83 nadał imię von Wittich (3. hessische Infanterieregiment Nr. 83 von Wittich).

Był to pułk, który wchodził w skład 22. dywizji piechoty, którą generał dowodził w czasie wojny z Francją. W dokumencie wystawionym z tej okazji 27. stycznia 1889 roku na znak czci i dla podkreślenia hołdu cesarza dla zmarłego przed pięcioma laty generała użyto formuły: „po wsze czasy”. Pułk ten przestał istnieć po pierwszej wojnie światowej.

Opracowali: Gerard Sopinski, Andrzej Szutowicz

Źródła

  • http://de.wikisource.org/wiki/ADB:Oppen,_Adolf_Friedrich_von
  • http://de.wikipedia.org/wiki/Ludwig_von_Wittich
  • Kazimierz Hoffmann „Potomkowie zbuntowanego pułkownika” Cz. VI „Generał”

Zdjęcia:

  • http://de.wikipedia.org/wiki/Ludwig_von_Wittich
  • http://www.pourlemerite.org/
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Pour_le_M%C3%A9rite
  • http://www.pourlemerite.org/medals/oakleaves.html
  • http://www.napoleon-series.org/research/decorations/c_pourlemerite2.html
Gen. Michał Sokolniki

Zapomniany zdobywca słupska. Życiorys sapera

Michał Sokolnicki (ur. 29 września 1760 w m .Wierzeja ,Wielkopolska, zm. 24 września 1816 w Warszawie), generał dywizji wojsk polskich, inżynier wojskowy, polityk, autor rozpraw naukowych i wynalazków z dziedziny techniki. Syn Franciszka chorążego gnieźnieńskiego i Urszuli z Poklateckich .Pieczętował się herbem Nowina. Początkowo uczył się i wychowywał w opactwie oberskim. Do 1777 jego domowym nauczycielem był francuski ksiądz Jan Courieu, który uczył go głównie historii i nauk matematycznych. W latach 1777-1780 studiował w Szkole Rycerskiej w Warszawie. Szczególną uwagę poświęcał budownictwu i fortyfikacji. Szkołę ukończył w stopniu porucznika. W latach 1780-1781 przebywał jako guwerner na dworze ks. Augusta Sułkowskiego w Rydzynie uczył nauk ścisłych Józefa Sułkowskiego którego stał się przyjacielem i wychowawcą (przyjaźń tę kwestionuje słynny historyk Szymon Askenazy, który zarzuca Sokolniczemu autoreklamę wobec Napoleona). W książęcej posiadłości kierował pracami przy kopaniu na bagnach 2000 m. kanału osuszającego, które realizował wg swego projektu (wykorzystał zamarznięcie gruntu w zimie). Za zgodą Sokolnickiego pomysł ten zastosowano w 1791 r. w Turyngii przy budowie kanału wzdłuż rzeki Unstrut .W latach 1781-1787 kształcił się za granicą w inżynierii polowej i cywilnej. Po powrocie do kraju krótko służył w Korpusie Inżynierów Koronnych. W 1787 awansowano go na kapitana a w 1789 roku został majorem. W 1790 wyjechał do Wilna gdzie został zastępcą płk. Jakuba Jasińskiego, komendanta Korpusu Inżynierów Litewskich. Współtworzył przy Korpusie tamtejszą Szkołę Inżynierii w której wykładał geometrię praktyczną (ziemiomiernictwo) i budownictwo. W roku 1791 wyjechał do Saksonii na studia w Saskiej Szkole Inżynierii. Oprócz pobierania nauk w dziedzinie hydrografii i inżynierii wojskowej zapoznał się z systemem szkolenia oraz prowadzeniem ćwiczeń z wojskami technicznymi. Po powrocie, przedstawił swoje wnioski w specjalnym raporcie Komisji Wojskowej w 1792 r. Raport ten zainteresował także króla, który ofiarował mu „wybór instrumentów inżynierskich”. Został także nagrodzony pochwalną i awansem na podpułkownika inżynierów.

Wojna polsko-rosyjska 1792

W wojnie polsko–rosyjskiej 1792 r. został kwatermistrzem generalnym armii litewskiej. Z powodu niedoboru inżynierów pełnił także obowiązki inżyniera wojskowego. Z racji tego zajmował się także budową fortyfikacji, stanowisk artylerii, magazynów itp. W czerwcu został skierowany do Grodna gdzie przygotował obóz obronny na prawym brzegu Niemna. Po objęciu dowództwa przez Michała Zabiełłę otrzymał zadanie rozbudowy obozu na drugim brzegu oraz zbudowania mostu na Niemnie który w tym miejscu miał 330 m. Z braku łodzi most zbudował z tratw,. Konstrukcja była wykonana w kształcie poziomego łuku który pracując jako sklepienie utrzymywał się pod wpływem prądu rzeki w równowadze. Ponieważ nie było kotwic most zaklinowany został przez napór płynącej (wartko) rzeki. Z powodzeniem przeprawiły się po nim cofające się wojska polskie z taborami i artylerią. Jak na owe czasy był to most nowatorski, przeszedł do historii polskiej inżynierii wojskowej jako „Most Sokolnickiego”. Po wojnie w latach 1792-1794 przebywał z własnej woli poza wojskiem w rodzinnych stronach w Wielkopolsce. Korzystając z pomocy Józefa Sułkowskiego opracował wówczas „Podręcznik pomiarów polowych i podjazdów wojskowych” który jednak drukiem nie został wydany. Ponieważ były to czasy rządów Targowicy utrzymywał kontakty ze spiskowcami w Wielkopolsce.

Powstanie kościuszkowskie

W czasie powstania 1794 otrzymał od Rady Zastępczej Tymczasowej awans na pułkownika i od Kościuszki rozkaz na utworzenie Korpusu Stałego Strzelców Województw Wielkopolskich, którego został dowódcą. Brał udział w obronie przed Prusakami Warszawy, gdzie bronił Powązek i Marymontu. W wyprawie wielkopolskiej Henryka Dąbrowskiego wyróżnił się m.in. w walkach z Prusakami nad Bzurą. Otrzymał za to od Naczelnika, na wniosek Dąbrowskiego, złotą obrączkę z napisem „Oyczyzna swemu obrońcy”. Brał udział w zdobyciu Bydgoszczy, zajął także ze swoimi strzelcami lewobrzeżne przedmieścia Torunia. Potem walczył w składzie dywizji Sierakowskiego. Już w trakcie rozmów kapitulacyjnych w Radoszycach otrzymał (17 listopada) awans na stopień generała majora, lecz nie był on później uznawany. 24 grudnia mimo udzielonej mu amnestii, dobrowolnie towarzyszył wywiezionym do Petersburga; Ignacemu Zakrzewskiemu – prezydentowi Warszawy, Ignacemu Potockiemu, Tadeuszowi Mostowskiemu, Janowi Kilińskiemu i Andrzejowi Kapostasowi. Opiekował się tam chorym Zakrzewskim i Potockim. W wolnych chwilach pracował naukowo, opracował traktat o oczyszczaniu wody metodą filtracji przez węgiel, oraz skonstruował „Geodesigraph” – przyrząd do pomiarów inżynierskich. Ponadto z Ignacym Potockim rozpoczął redagowanie „Słownika nauk matematycznych i technicznych”. Po śmierci Katarzyny II i amnestii cara Pawła I, wyjechał w 1796 z Petersburga i odprowadził Zakrzewskiego do jego majątku w Żelechowie. Tam spotkał go zawód miłosny ze strony Marianny Zakrzewskiej, późniejszej żony jego brata – Jana Nepomucena.

Emigracja i legiony polskie

W 1797 zatrzymał się w Poznańskiem i przez Lipsk (11 września) udał się razem z Józefem Mostowskim i Władysławem Jabłonowskim do Paryża. Brał czynny udział w utworzeniu Legii Naddunajskiej Opracował plany i memoriały, w których prezentował poglądy, między innymi na temat Rosji i jej zamiarów wobec Europy. W 1798 r. i 1799 r . bronił wobec paryskiej Deputacji (reprezentacja polskiej emigracji) zniesławianego paszkwilami Dąbrowskiego. To on przywiózł Dąbrowskiemu pierwsze wiadomości o rosnącej w kraju popularności „Pieśni Legionów” czyli „Mazurka Dąbrowskiego”. W 1800 otrzymał nominację na szefa Brygady Piechoty , a po samobójczej śmierci płk. Gawrońskiego został zastępcą dowódcy Legii Naddunajskiej . Pod nieobecność gen. Kniaziewicza pełnił obowiązki jej dowódcy .Co działo się często, zwłaszcza w okresach względnego spokoju. U boku Francuzów odbył kampanię wojenną przeciw Austrii. Brał udział w walkach pod Eschborn (05.07.1800 r.) ,12.07 .1800 r pod Offenbach („przez bystry nurt rzeki Men, w bród prowadził cztery kompanie do rozstrzygającego ataku na bagnety”) . 03. 12. 1800 r. dowodził Brygadą Legii w słynnej bitwie pod Hohenlinden a 13 12. 1800 r. bił się pod Salzburgiem .W 1801, po zawarciu pokoju w Luneville, towarzyszył Legii na zimowym leżu w dolinie rzeki Krems. Jego sztab mieścił się w Kremsmünster, gdzie w miejscowym opactwie w wolnych chwilach korzystając z zasobów biblioteki klasztornej oddawał się studiom naukowym. I… polował w miejscowej bażanciarni na bażanty. Po otrzymaniu stosownych rozkazów poprowadził oddziały przez Szwajcarię do Toskanii. Podczas tego marszu pełnił obowiązki szefa Legii. Ponieważ panowało bardzo duże rozprężenie związane z dymisją dowódcy Legii gen. Kniaziewicza skutecznie zaprowadzał w podległych pododdziałach dyscyplinę. Na początku 1802 r. podczas pobytu Napoleona w Lyonie „załatwił sobie” awans na generała brygady, czym zraził do siebie gen. Dąbrowskiego. Sokolnicki liczył ,że po dymisji gen. Kniaziewicza otrzyma dowództwo Legii. Tak się nie stało. Dowódcą został gen. Władysław Jabłonkowski. W 1802 r. Legia Naddunajska została zreorganizowana na III półbrygadę polską (później 113 półbrygada francuska) i pod dowództwem gen. Jabłonowskiego odpłynęła na stracenie na San Domingo. Gen. Sokolnicki śpiesząc się na zaokrętowanie uległ pod Lyonem wypadkowi i doznał licznych obrażeń . Mimo to podjął próbę dogonienia półbrygady także drogą morską. Tu tez miał pecha (a może szczęście )gdyż szalejący sztorm zmusił jego statek do schronienia się koło Genui. Ostatecznie do półbrygady nie dotarł, za co ponoć nie otrzymał uposażenia. Jako inżynier radził sobie dobrze ,wygłaszał we Florencji, Mediolanie, Genui szereg odczytów naukowych m.in. o miernictwie, produkcji prochu, oczyszczaniu wody, konserwacji żywności na morzu itp. Zaproponowano mu także kierownictwo nad przebudową arsenału w Genui. Mimo ,że był niechętny udziałowi Polaków w wyprawie na San Domingo w kolejnych pismach do przełożonych deklarował swoją gotowość do wyjazdu. Zdaje się ,że na przeszkodzie stanął bałagan w dokumentacji ministerialnej , gdyż zaginęła jego nominacja generalska oraz rozkazy o przydziale. Urażony, w czerwcu 1803 r. zwolnił się z wojska otrzymał pozwolenie na zamieszkanie w Paryżu, leczył się i jednocześnie pracował naukowo oraz publikował. W 1804 został powołany na członka rzeczywistego Towarzystwa Akademickiego Nauk. (Societé Academique des Science), którego członkiem korespondentem był od 1801 r. W tym czasie opublikował w Genewie opisy robót w Rydzynie i budowę mostu na Niemnie. Związał się także z wolnomularskim „Wielkim Wschodem Francuskim”.

Kampania 1806-1807

Jesienią 1806 r. przyjęty został do służby w armii francuskiej. Słynny minister policji Fouche skierował go do sztabu Napoleona w którym odbył kampanię pruską. W 1807 wstąpił do tworzącej się armii polskiej. W stopniu generała brygady 12 lutego objął komendę nad chojnickim zgrupowaniem pospolitego ruszenia.. Podległe mu oddziały razem ok. 1300 ludzi zgrupowane były w Chojnicach, Tucholi, Jeziorkach i w Człuchowie. 13 lutego w okolicach Czarnego nawiązał osobisty kontakt z maszerującą pod rozkazy gen Dąbrowskiego grupą gen. Ménarda w skład której wchodziła wracająca do ojczyzny polska Legia Północna. Po przywróceniu dyscypliny przegrupował swoje wojska do Rekowa (koło Bytowa) i tu 17 lutego zaplanował operację zdobycia Słupska, miasto to (po wykonaniu nocnego przegrupowania z Bytowa) zdobył 19 lutego 1807 r. Generał nałożył na Słupsk kontrybucje w wysokości 30 tyś. talarów. Zarekwirował mienie i zapasy, które na 112 wozach odesłał gen. Dąbrowskiemu przejął także wiele sprzętu wojskowego. Ponadto otrzymał „w prezencie” 9 tyś. talarów i karetę z czterema końmi. Prezent ten spotkał się z ostrym potępieniem gen .Dąbrowskiego. Słupsk opuścił 25 lutego. Krótko stacjonował w Gostkowie i wykonując kolejne rozkazy pomaszerował pod Gdańsk. Jako dowódca jazdy pospolitego ruszenia walczył na Pomorzu Gdańskim brał udział w zdobyciu Gdańska-Nowego Portu i Wisłoujścia. Wbrew nadziejom, nie został po rannym pod Tczewem Dąbrowskim dowódcą polskiej dywizji. Stało się to za przyczyną generałów Kosińskiego i Axamitowskiego którzy w obecności marsz. Lefebvre’a zakwestionowali jego stopień generalski. Ostatecznie dowódcą dywizji został posunięty w wieku gen. Giełgud.  Jeszcze w czasie trwania walk o Gdańsk dekretem Napoleona, datowanym 19 kwietnia w Finckenstein, otrzymał Krzyż Kawalerski Legii Honorowej. Po zdobyciu Gdańska w maju 1807 r. wchodził w skład załogi miasta.

Armia Księstwa Warszawskiego i wojna polsko-austriacka 1809

1 sierpnia 1808 ostatecznie otrzymał królewski patent nominujący go generałem brygady wojsk Księstwa Warszawskiego. W wojnie polsko – austriackiej 1809 r. Sokolnicki walczył 19 kwietnia 1809 pod Raszynem na groblach falęckich, potem jako dowódca straży przedniej, pod Grochowem 26 i 27 maja dowodząc jedną z trzech kolumn (pod ogólną komendą Poniatowskiego, pozostałymi dowodzili Sierakowski, Kamiński) pokonał austriacką grupę gen. Mohra. W nocy z 2 na 3 maja pod Górą (Góra Kalwaria) z własnej inicjatywy przeprowadził natarcie na znajdujących się na prawym brzegu Wisły Austriaków. Po zaciętej walce o 5 rano Polacy zdobyli austriacki przyczółek i zniszczyli budowany przez nich most. Uniemożliwiło to Austriakom przeprawę przez Wisłę, dzięki czemu wojska polskie mogły bez przeszkód wkroczyć do Galicji. W bitwie tej w ręce Sokolnickiego dostały się 2 sztandary i 3 działa. 17 maja zdobył razem z Rożnieckim Sandomierz. Następnie zasłynął podczas jego obrony którą dowodził jednocześnie pełniąc obowiązki inżyniera wojskowego. Przez trzy tygodnie wzmocnił stare mury obronne i rozbudował fortyfikacje. Mimo zdecydowanej przewagi Austriaków, skutecznie odpierał ich ataki. Poddał się na zasadach honorowych po wyczerpaniu wszelkich możliwości obrony. Nastąpiło to wbrew Poniatowskiemu co zaogniło ich wzajemne niechęci. Opuścił miasto z bronią i sztandarami a także z zbiegami z wojska austriackiego. Po zajęciu przez Polaków Krakowa został jego gubernatorem. Jednak nie pozostawił po sobie dobrego wspomnienia gdyż kosztami swoich balów i bankietów obciążył miasto.Za wojnę 1809 r. otrzymał Krzyż Oficerski Legii Honorowej (12 sierpnia 1809 r.) oraz Krzyż Komandorski Orderu Virtuti Militari (nadany 22 sierpnia 1809 r.) Napoleon awansował go dekretem z 14 sierpnia 1809 r. na generała dywizji Objął dowództwo pierwszej brygady w dywizji gen. Zajączka z kwaterą główną w Lublinie. Tutaj nawiązał kontakt z ordynatem Stanisławem Zamojskim a w szczególności z księżną Izabellą Czartoryską z Puław. W marcu 1810 został dowódcą radomskiego okręgu wojskowego. Kiedy w tym samym, 1810 r. samowolnie przedłużył sobie urlop w Puławach (gdzie bezskutecznie starał się o rękę Emmy Potockiej córki Seweryna, generała w 1792 r.), książę Józef wykorzystał to jako pretekst do skreślenia Sokolnickiego z etatu armii Księstwa Warszawskiego. Inna wersja mówi ,że powodem dłuższego pobytu w Puławach była choroba, był ponoć bliski utraty życia. Po tej przymusowej dymisji udał się na dalsze leczenie, w Pyrmont gościnnie przyjęty został przez ks. Jerzego Waldeck-Pyrmont. Okres leczenia wykorzystał na studia naukowe (wydane w Paryżu w 1812 r. Studium strategiczne i topograficzne klęski Legionów Rzymskich Varusa w okolicach Lippestadt w lesie Teutoburskim). Na prośbę ks. Izabelli do tworzonego przez oboje książąt muzeum skupował na Zachodzie cenne przedmioty .Ówczesne burzliwe czasy ułatwiały realizację takich zakupów . Do marca 1811 wysłał do Puław ok. 30 pak z obrazami, sztychami, gotyckimi witrażami, medalionami, dlatego należy go uznać za współzałożyciela muzeum. Pozostał w Paryżu, zajmując się pracą naukową. W latach 1810 – 1811 opublikował dwie prace z zakresu hydrotechniki. Prezentował też swoje referaty z dziedziny techniki i hydrauliki. W 1811 r. przedstawił Napoleonowi przebieg swojej służby. Kampanię 1809 naświetlił pod kątem krytyki ks. Józefa Poniatowskiego. Degradacja w Księstwie Warszawskim nie przeszkadzała mu w Paryżu, gdzie dostał się do sztabu Napoleona i rozpoczął prace związane z przygotowywaną wyprawą na Rosję. Opracował również kompleks memoriałów, poprzedzonych ogólnym tytułem „Memoriał o polityce rosyjskiej i odbudowaniu Królestwa Polskiego”. Wbrew ambicjom Sokolnickiego, wykorzystana została tylko najsłabsza część pracy, czyli część informacyjna która nie była wolna od błędów.

Kampania 1812

W roku 1812 towarzyszył Napoleonowi w podróży poprzez Drezno, Poznań do Królewca. W Królewcu został powołany do służby w sztabie osobistym Napoleona (Maison Militaire de l’Empereur) . Podlegał mu wydział zajmujący się krajami, przez które przechodziła Wielka Armia, w sferze jego zainteresowań były głównie sprawy polskie, obejmowały one problematykę polityczną, topografię, rozpoznanie i wywiad. W imieniu Napoleona prowadził korespondencję z korpusem polskim. Przedłożył także Napoleonowi swoje propozycje odnośnie prowadzenia wojny, sugerował rozłożenie działań na dwa lata oraz wysłanie na Wołyń i Ukrainę polskiego korpusu , który miał wywołać i wesprzeć powstanie. Napoleon proponowanych koncepcji nie przyjął. W drodze do Moskwy Napoleon coraz częściej powierzał Sokolnickiemu ważne misje i używał go w charakterze adiutanta (Smoleńsk, Borodino). Pod Smoleńskiem był obserwatorem i jako pierwszy wszedł do opuszczonego przez Rosjan miasta. Podczas borodińskiej bitwy został ranny. O roli Sokolnickiego podczas odwrotu spod Moskwy nic nie wiadomo oprócz tego, że zabrał z Moskwy do zbiorów narodowych ks. Izabeli Czartoryskiej chorągiew konfederatów barskich.

Kampania 1813 – 1814

W początkach 1813 r. przebywał przy sztabie ks. Eugeniusza Beauharnais, wznowił prace wywiadowcze względem ruchów wojsk rosyjskich, pruskich i austriackich. Napoleon wysłał go z misją do ks. Józefa, któremu przywiózł wiadomość o zwycięstwie cesarza pod Lützen. Nie można wykluczyć, że jego obecność przy księciu miała być dla Napoleona gwarancją lojalności Poniatowskiego. 7 czerwca tegoż roku w Bunzlau (Bolesławcu) marsz. Berthier wyznaczył Sokolnickiego na dowódcę złożonej z polskich pułków 7. Dywizji Lekkiej Kawalerii w IV Korpusie F.E. Kellermanna, z którą toczył liczne potyczki z oddziałami prusko-rosyjskimi i austriackimi na terenie Saksonii w rejonie Żytawy (Zittau), Lőbau, Hohnstein, Colditz, Altenburg, Penig. Z początkiem października otrzymał dowództwo IV Korpusu po chorym Kellermannie. Na czele tego korpusu szczególnie odznaczył się w kilkudniowych walkach (Mulda), z wielokrotnie silniejszym korpusem gen. Mohra W bitwie pod Lipskiem siłami dwóch brygad IV Korpusu osłaniał prawe skrzydło Francuzów prowadząc szereg szarż , rozbił m.in. linie węgierskiej piechoty ks. Augusta Hesko-Homburskiego. Następnie wziął udział w ataku na centrum nieprzyjaciela, przez stanowcze natarcie na lewe skrzydło. W drugim dniu bitwy (18 października) IV Korpus osłaniał pozycje od Lőssnig w głąb doliny Wachau. Po śmierci ks. Józefa Poniatowskiego, Sokolnicki zebrał i uporządkował polskie oddziały. Opanował destrukcję resztek polskiego Korpusu, zażegnał kryzys ,przywrócił jego spoistość i dyscyplinę i faktycznie nim dowodził dlatego należało się mu formalne nad nim dowództwo.19 października zamierzał uderzyć nocą na zagrażający odwrotowi korpus austriacki Giulaya. Wówczas za sprawą Krukowieckiego i Kwaśniewskiego doszło do ostrego starcia z gen. Sokolnickim któremu gen. Kwaśniewski publicznie ubliżył. Krukowiecki natomiast udał się do kwatery cesarskiej i przekonał Napoleona do kandydatury na dowódcę gen Sułkowskiego. Gdy później Sokolnicki zobaczył siebie obok Krukowieckiego na liście przedstawionych do odznaczenia Krzyżem Komandorskim Legii Honorowej demonstracyjnie skreślił się z listy. W listopadzie z resztą wojsk polskich pod wodzą Dąbrowskiego dotarł do Sedanu. Urlopowany dotarł do Paryża i tu zastało go oblężenie. W 1814 roku razem z gen. Woyczyńskim dowodził III kompanią polską Gwardii Honorowej. Bronił m.in. przepraw na Oise w Compiegne Brał czynny udział w obronie stolicy Francji. Bronił także paryskiego wzgórza Buttes Chaumont z czego zachowała się relacja w Journal de Commerce z 4 maja 1814 roku. Opisuje ona walki na pozycji artyleryjskiej, obsługiwanej przez uczniów Szkoły Politechnicznej, ocalonej dzięki brawurowej akcji gen. Sokolnickiego. Sokolnicki miał nimi dowodzić i nawet sam obsługiwał armaty. Z polecenia gen. Dąbrowskiego był z płk. Szymanowskim w delegacji do Napoleona w Fontainebleau Przedstawili cesarzowi przygotowaną z gen. Dąbrowskim petycją zapewniającą o oddaniu i wdzięczności Polaków jednocześnie prosząc o zwolnienie z przysięgi. Napoleon dał wyraz swego uznania dla Polaków, napisał pismo podkreślające długą i owocną służbę Sokolnickiego. Dwa dni później z upoważnienia gen. Dąbrowskiego Sokolnicki został w Paryżu przyjęty przez cara Aleksandra I który zapewnił o swojej woli utrzymania armii polskiej. 20 kwietnia 1814 r. uczestniczył w Fontainbleau w słynnym pożegnaniu Napoleona ze starą gwardią. Podczas powrotu do Kraju otrzymał zaszczytną misję sprowadzenia i eskortowania zwłok ks. Poniatowskiego. Po drodze, w Nancy wziął szczątki pochodzące z grobowca króla Stanisława Leszczyńskiego (kilkakrotnie sprofanowanego, ale uchodzące za jego). Przez Poznań kondukt dotarł do Warszawy. Szczątki Króla zostawił w poznańskiej Katedrze , szczątki Księcia oddał narodowi w kościele Św. Krzyża w Warszawie.

Królestwo Polskie

Ostatnie lata spędził w Warszawie. Z końcem lata 1814 r. w Paryżu opublikowano „Dziennik czynności wojskowych… zredagowany na podstawie notatek oryginalnych…” gdzie opisano konflikt z Krukowieckim po bitwie pod Lipskiem. Generał Sokolnicki jeszcze w Paryżu skreślił rys historyczny kampanii 1813 r. ze specjalnym uwzględnieniem 7 Dywizji IV Korpusu . Podczas wydanego 11 kwietnia w Łazienkach bankietu dla polskich i rosyjskich generałów Krukowiecki publicznie obraził Sokolnickiego . Car powołał 12 listopada 1815 r. sąd wojenny, jednak do wydania wyroku nie doszło Rozpoczęła się długa procedura procesowa, ciągnęła się w kilku komisjach , oparła się o Wielkiego Księcia Konstantego, Cara Aleksandra i do śmierci Sokolnickiego nie została zakończona. W tym czasie Krukowiecki, nie szczędził generałowi Sokolnickiemu publicznych obelg. Jednocześnie gen. Sokolnicki wycofał się z życia publicznego i oddał się pracom naukowym i piśmienniczym. Mieszkał na Nowym Świecie nr 19 ,w kamienicy bankiera Izaaka Olliera. Jednocześnie zajmował się wychowaniem dwóch bratanków Piotra i Michała synów brata Jana Nepomucena (zm. w 1813 r.). Generał 23 września 1816 r. został najechany przez konia podczas parady wojskowej na Placu Saskim, w wyniku tego wypadku następnego dnia (24 września ) zmarł. Pochowany został 26 września w katakumbach na cmentarzu Świętokrzyskim w Warszawie na Koszykach. Cmentarz ten został skasowany w 1836. Jego prochy zostały przeniesione do Poznania, gdzie spoczywają w kościele p.w. św. Wojciecha, w krypcie zasłużonych Wielkopolan.

Zalety i wady

Według opisu Fredry Sokolnicki miał „twarz przyjemną, wzrost średni, chudy” Jego zdolności poetyckie podziwiał Kajetan Koźmian. W 1808 r. napisał „Poetyczny i fizyczny opis salin Wieliczki”. Był z pewnością niezwykle uzdolniony. Snuł wizje budowy sieci kanałów żeglugowych, urządzeń hydrotechnicznych, udoskonaleń kół wozów transportowych a także rozwiązań architektonicznych. Został członkiem akademii w Gandawie i Nancy, członkiem-korespondentem Instytutu Francuskiego i paryskiej Akademii Nauk. Znał się na astronomii, inżynierii i fizyce. Przygotowywał projekty budowy kanałów, osuszania bagien, konstrukcji mostów, urządzeń pomiarowych a nawet „trąby hydraulicznej”.
Miał trochę paskudne cechy charakteru, często źle osądzał ludzi i z drugiej strony przeceniał własne możliwości. W wojsku żołnierze nazywali go „krzykaczem”, a wśród kadry oficerskiej był nielubiany. „Chłodny i zamknięty w sobie, wzbudzający w otoczeniu raczej szacunek niż przywiązanie” (Roman Sołtyk) .

Niewątpliwie górował nad generalicją polską nie tylko wiedzą ale i zmysłem strategicznym, stąd wywoływał zazdrość i często robiono mu przysłowiowe świństwa, np blokując nominacje i awanse. Tak było w Legionach Polskich (Rożniecki), podczas oblężenia Gdańska w 1807 r. (Axsamitowski, Kosiński) czy po śmierci J. Poniatowskiego w październiku 1813 r. (Krukowiecki).To ludzka zawiść spowodowała, że był ciągle doskonałym zastępcą prostującym często tragiczne skutki błędów dowódców. Faktem jest, że nie miał wyczucia sytuacji, popełniał błędy prestiżowe, stąd ciągle wytyka mu się wyproszenie u Napoleona generalskiej nominacji (1802 r.), przyjęcie pieniędzy od władz Słupska (1807 r.), urządzanie na koszt Krokowa bali towarzyskich, czy podczas kampanii 1813 r. przyjęć dla oficerów (Międzyrzecz i Lipsk) a i jego krytyka wobec Napoleona ks. Józefa Poniatowskiego nie zaliczana jest do poczynań szlachetnych.

Był niekwestionowanym patriotą z całym oddaniem służył sprawie niepodległości Polski. Gdy inni podawali się do dymisji, obrażali itp., on pozostawał z wojskiem ratując je od demoralizacji i rozkładu. Historiografia krzywdzi Sokolnickiego dwukrotnie, raz zarzucając mu błędy przy zdobywaniu Słupska, drugi raz wskazując bez podania konkretów, że nie sprawdził się jako szef wywiadu Wielkiej Armii w 1812 roku. „Słupskie błędy” tak zdominowały wizerunek generała, że faktycznie przyćmiły sukces zajęcia miasta a przecież dokonał tego nie mając artylerii. Kontrybucje i skonfiskowane mienie znacznie zasiliły zasoby raczkującej armii polskiej, uniemożliwił usadowienie się w tym mieście Freikorpsu Krokowa, przerwał połączenie drogowe Gdańska z Kołobrzegiem. Na pewien czas odciągnął od kierunku gdańskiego część sił von Krokowa. Błędy, które niewątpliwie zaszły, w perspektywie walk nocnych uchroniły Słupsk od zniszczenia, gwałtów i rabunków. Wycofanie się w nocy z miasta nie zwiększyło ofiar w ludziach, podobnie jak ucieczka Prusaków Gutzmerowa nie tylko nie przyniosła strat, ale także innych negatywnych skutków.
Natomiast los dał Sokolnickiemu szansę „wykończenia słupskiej sprawy”. Pod Gdańskiem wpadł w jego ręce sam d-ca Freikorpsu mjr von Krokow. O tym już prawie nie chce się pamiętać. Przyczyna takiego a nie innego obrazu Sokolnickiego leży w pechu.

Tym pechem było zdobycie Słupska przed wzięciem Tczewa przez gen. Dąbrowskiego. Propaganda pomniejszyła sukces Sokolnickiego, który wobec Tczewskiego zwycięstwa nawet nie zaistniał. A tymczasem to Tczew był kompromitacją, gdyż był już dwa razy w rękach polskich, raz zajął go płk. Dzierwanowski (26/27.01.1807 r.), w następną noc wskutek własnej nieostrożności bezmyślnie stracił go ponosząc znaczne ofiary. Poległo 100 żołnierzy i tyluż dostało się do niewoli. Drugi raz Tczew zajął 15.02.1807 r. płk. Jan Dąbrowski syn generała, niestety ponieważ nie uzyskał posiłków musiał miasto opuścić. Trzecie zajęcie Tczewa, to triumfalne nastąpiło 23 lutego 1807 r. i było wynikiem krwawego szturmu (zginął 1 oficer i 30 żołnierzy). Euforia i wyróżnienia jakie potem nastąpiły „operację słupską” zepchnęły niemal na margines wydarzeń 1807 r.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Herb Nowina

Literatura:

  • Red. Bolesław Orłowski. „Słownik polskich pionierów techniki”. Wydawnictwo „Śląsk” Wyd. I 1986 r. Str.192 – 193.
  • Zdzisław Barszczewski „Sylwetki Saperów”. Wyd. Bellona .2001.Str.30
  • Andrzej Szutowicz „Od rajdu Garczyńskiego po zdobycie Słupska”, „Kawaliera”, Drawno 2007 r.
  • Jan Pachoński Legiony Polskie „Prawda i legenda 1794 -1807 t IV Wyd. MON 1979 r. str 202 – 244 ,422 – 447,618 – 670.i T. III MON 1971 str. 688 – 691.
  • http://napoleon.gery.pl/polska/sokolnicki.php
  • http://www.zgapa.pl/zgapedia/Micha%C5%82_Sokolnicki.html
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowina_%28herb_szlachecki%29
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Sokolnicki
Carl Sonnenburg

Zabójstwo Carla Sonnenburg w Choszcznie

Carl Sonnenburg

Urodził się 30 maja 1882 r. w biednej rodzinie ewangelickiej. Mimo, że ojciec pracował 16 godzin dziennie, matka z pięciorgiem dzieci musiała także dorabiać. Mając 14 lat ukończył edukację, zdał także egzamin na czeladnika murarskiego. Od najmłodszych lat zaangażował się w działalność socjalistyczną, wstąpił także do SPD. Ożenił się w 1905 r. Zamieszkał przy ulicy Fischenstraβe 6, gdzie wybudował sobie dom. W 1914 r. został zmobilizowany do wojska, brał udział w działaniach na froncie, tam dostał się do niewoli. Szczęśliwie udało mu się uciec i ponownie poszedł walczy za Vaterland. Po wojnie powrócił do domu i zaangażował się w Choszcznie w działalność polityczno-społeczną. Zorganizował organizację konsumencką, która w ciężkich powojennych czasach zaopatrywała niemal 1/3 mieszkańców w najtańsze środki spożywcze. Natomiast przy Górze Żydowskiej współorganizował festyny dla dzieci, połączone z dokarmianiem.

W 1924 r. był członkiem Zarządu Miasta oraz doradcą w zakresie budownictwa. Współuczestniczył w wielu przedsięwzięciach zmieniających wygląd miasta tj. w budowie łaźni miejskiej, obiektów sportowych, parku z pomnikiem poległych w pierwszej wojnie światowej, a także należał do inicjatorów dokonania wyłomu w murze południowym w celu wykonania przejazdu.

Udzielał się społecznie także poza Choszcznem, należał do Rady Przysięgłych Sądu w Gorzowie Wlkp. (Landsberg). Jako działacz SPD był na „liście edukacyjnej” nazistów. 14 kwietnia 1933 r., czyli już po dojściu Hitlera do władzy, został podstępnie wywabiony z domu i bestialsko zamordowany. Pozostawił żonę i czworo dzieci. Jego pogrzeb uznany został za jedną z największych uroczystości pogrzebowych w historii miasta. Nad jego mogiłą przemawiał superintendent Gramlow, który zacytował słowa Ewangelii św. Jana 11,21 „Panie gdybyś był z nami, mój brat jeszcze by żył”.

Morderców Sonnenburga szybko zidentyfikowano, byli to; Würfel, Marten i Titel, których starosta choszczeński Bleek nakazał aresztować. Za tę decyzję zapłacił stanowiskiem, w tym samym roku został zwolniony z urzędu. Czarny terror trwał dalej i wkrótce SS zamordowało przywódcę miejscowych komunistów Altenburg.

Przebieg zbrodni

14 kwietnia 1933 r. około godziny 1.30 w nocy zapukano do okna domu Sonnenburgów. Na pytanie pani Sonnenburg „o co chodzi ?” odpowiedziano jej, że mąż ma się natychmiast ubrać i udać z nimi na przesłuchanie do komisariatu policji. Ponieważ małżonka wśród dwóch osób rozpoznała SS-mana a zarazem policjanta pomocniczego Würfela, uznała, że wezwanie jej męża jest prawne. Sonnenburg ponaglany kolejnymi pukaniami do okna zaczął się szybko ubierać. Do wyjścia odprowadziła go córka Frieda, która zobaczyła stojących przed wejściem dwóch znanych mężczyzn, byli to SS-mani; Würfel i Marten. Zauważyła także, że w głębi stał trzeci osobnik, którego jednak nie rozpoznała. Sonnenburg po wyjściu z domu skierował się w prawo w kierunku komisariatu, ale SS-mani nakazali mu iść w przeciwnym kierunku. Zaprowadzono go do niszy domu Strohfelda, gdzie zażądano od niego wydania tzw. „żelaznej księgi” (księga tzw „żelaznego frontu”, organizacji stronnictw demokratycznych utworzonej w 1931 r., miała za celu obronę republiki, wystąpiła przeciwko hitlerowcom. W 1932 roku front poparł kandydaturę Hindenburga w wyborach prezydenckich.). Sonnenburg nie był w jej posiadaniu, wywołało to furię SS-manów, którzy z pięściami rzucili się na niego. Miejsce gdzie odbywała się tragedia było ochraniane przez innych SS-manów, z których jeden nazywał się Rösler. Odgłosy bicia i jęki człowieka wywołały zainteresowanie osób postronnych, jednak „ochrona” strasząc nie dopuszczała ich w pobliże. Okładany Sonnenburg prosił; „darujcie mi, nie zabijacie, mam żonę i dzieci”, na to Marten miał odpowiedzieć: „co ty przeklęty psie, masz jeszcze czelność skomleć o życie”. W trakcie dalszego katowania padły dwa strzały (inni świadkowie podają, że jeden). Zapadła cisza.

Zmasakrowane ciało Sonnenburga wpakowano do wora (lub ułożono na płachcie) i z pomocą innych SS- manów zaciągnięto nad jezioro. Już o świcie ok. g 5.00 zostało tam znalezione. Miejsce to ogrodzono, a wśród chroniących teren był jeden z oprawców – funkcjonariusz Titel. Dochodzenie doprowadziło do odnalezienia dwóch łusek naboju kalibru 6, 35, jedną znaleziono w miejscu pobicia, czyli w niszy domu Strohfelda, drugą zaś nad jeziorem. Pistolet o takim kalibrze posiadał Würfel, który był pomocniczym policjantem w Choszcznie i SS – manem.

Co jest ciekawe, nie ustalono czy śmiertelny strzał padł w niszy czy nad jeziorem. W ogóle nie ustalono czy zgon nastąpił w wyniku użycia broni. Jako przyczynę śmierci Sonnenburga podano wewnętrzne krwotoki. Miejscowa gazeta „Lokal- Anzeigers” z 16 kwietnia 1933 r. podała, że „ Na skutek sprzeczki politycznej Carl Sonnenburg, działacz SPD, został zastrzelony, strzał oddano w obronie własnej”.

Oprawcy i ich dalsze losy

Dwóch spośród trzech bezpośrednich sprawców mordu zatrzymano, byli to; Titel (w SS od 1931 r. – ojciec dziewięciorga dzieci ), Marten ( ojciec pięciorga dzieci). SS- man Würfel uciekł i ukrywał się. Oskarżonych osadzono w więzieniu w Choszcznie, lecz po kilku dniach zostali przewiezieni do Gorzowa Wlkp. 18 czerwca do tamtejszego więzienia zadzwonił asystent służb kryminalnych Büttner i powiadomił, że o g.19.00 przyjedzie transport z czterema komunistami pod nadzorem SS – Sturmführera Seegera. Tak jak zapowiedziano tak się stało, z tą różnicą, że przyjechało ośmiu ludzi. Dyżur w więzieniu pełnił wachmistrz Freitag, od razu zażądano od niego wydania kluczy do cel gdzie przebywali Titel i Marten. Wachmistrz jednak odmówił, uległ dopiero po pobiciu i po grożeniu pistoletem. Szybko uwolniono Martena a po wskazaniu przez niego gdzie siedzi Titel również i jego wypuszczono. W tym czasie wachm. Freitag próbował powiadomić policję i został ponownie pobity. Ponowił jeszcze raz próbę i usłyszał odpowiedź policjantów, że „nie możemy już zmienić tego co się stało”. Po ucieczce Titel i Marten otrzymali fałszywe dokumenty i zostali zatrudnieni jako nadzorcy w obozie koncentracyjnym w Słońsku. 10.10.1933 r. sprawę wobec nich umorzono na podstawie amnestii z okazji „ bezkrwawej rewolucji narodowej”. Było to w świetle ustaleń amnestyjnych nadużyciem. Marten po służbie w obozie trafił do kompanii piekarzy, jednostkę jego w porę rozwiązano, nie uniknął niewoli. Po wojnie został skazany za nielegalny handel na dwa lata więzienia, którą odbywał od 23.01.1946 r. Titel od 1934 r. do 1936 r. służył w obozie jako szewc, następnie został policjantem w Kostrzyniu. Trzeci z katów Würfel zginął w czasie wojny. Obaj Titel i Marten stanęli jednak przed sądem. W dniu13 lutego 1948 roku sąd w Poczdamie rozpoczął rozprawę przeciw nim oskarżając ich o udział w zabójstwie Carla Sonnenburga. Obu oskarżonych uznano za winnych i skazano na karę śmierci. Wyrok nie był prawomocny, w trakcie odwołań zmarł Titel, mimo, że odwołanie Martena odrzucono, kary nie wykonano. Zmarł w 1979 r.

Rola Ericha von dem Bach – Zelewskiego. 

Po objęciu rządów przez Hitlera związki zawodowe w Choszcznie zorganizowały wielką manifestację. Atmosfera w mieście była napięta. Nad zamieszkami nie można było zapanować, stąd policja została wsparta oddziałem 48 SA Standarte. Von dem Bach – Zelewski zwołał do Choszczna wszystkie okoliczne oddziały szturmowe, które zorganizowały brunatny marsz przez ulice miasta. Jak stwierdził jeden ze świadków marsz SS-manów na zawsze pogrzebał „sen o sowieckim Arnswalde”. Rozruchy związkowe wywołały odwet na działaczach lewicowych, jednym z jego ofiar był właśnie C. Sonnenburg.

Już po jego zabójstwie von dem Bach – Zelewski interweniował stosownym listem do sądu, w którym wzywał o umorzenie śledztwa, gdyż nie mógł znieść, że jego ludzie (Titel, Marten) będą przez chwiejne postępowanie sądowe szarpani. Należy wspomnieć, że w tym czasie także Żydzi w Drawnie zaczęli przeżywać najazdy „brunatnych panów”. Byli to SS i SA – mani, którzy występowali jako pomoc policyjna. Według byłego mieszkańca Drawna (Neuwedell) W. Doella w te najazdy zamieszany był także von dem Bach – Zelewski. Jednego z takich najazdów nie przeżył Wilhelm? Blauzwirn (Fr Drager kwestionuje to imię, uważa, że był to Hermann), był mężem Minny córki handlarza koni Nathana. SS-mani napadli Blauzwirna, chcąc nastraszyć grozili mu pistoletem, który przypadkowo wystrzelił i śmiertelnie trafił go Oczywiście, zabójstwo to zostało całkowicie zatuszowane. Możliwe, że winę za tę śmierć ponosi także Erich von dem Bach – Zelewski.

Epilog

W 1992 r. w Choszcznie postawiono obelisk upamiętniający Carla Sonnenburga, ofiarę miejscowych nazistów. Dwujęzyczny napis informuje o tragedii z 14 kwietnia 1933 r. i ostrzega przed faszyzmem

Opracował: Andrzej Szutowicz

Literatura:

  • Willy Hein „Gedenkbuch für Carl Sonnenburg” s.13-23.Wyd.”Kadruk” Szczecin
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz. „Ostatnie stulecie miasta Arnswalde (1815 -1945)” s 81,82.Wyd ASZ

Barnimie na szlaku wielkiej historii

Nie tak dawno w luźnej rozmowie z zacnym mieszkańcem Barnimia mój rozmówca stwierdził; „no wie pan w naszym kościele był król Szwecji Karol X Gustaw i gorliwie się modlił, może warto to wydarzenie upamiętnić jakąś tablicą?”
„A Czarniecki?”- spytałem.
„Ależ, to był zbrodniarz palił, niszczył okolicę! Nie wie pan o tym?”
Popatrzyłem na uśmiechniętą dobrotliwą twarz wypowiadającego te słowa i do tej pory zastanawiam się czy to swoisty proniemiecki sposób ukazywania historii, czy zwykły kosmopolityzm powodują, że ludzie, którzy powinni dbać i przekazywać narodowe tradycje uprawiają swoistą dywersję w polskich mózgach.
Niemal w każdej publikacji nt. kościołów, które swym zasięgiem objęła reformacja wymienia się nazwiska ewangelickich kapłanów. O ich poprzednikach księżach katolickich panuje prawie cisza. Podobnie postępuje się w przypadku księży, którzy w morzu wiary ewangelickiej trwali w swoich katolickich parafiach. Dlaczego? Czyżby brak dokumentów czy też świadome działanie? Od ręki można przytoczyć w postaci pytania dowód. Kto znajdzie lub wie jak miał na imię ks. Jordan, w czasie wojny proboszcz katolickiego kościoła w Choszcznie? Postać wielce zasłużona dla podtrzymania wiary wśród Polaków, jeńców wojennych i robotników przymusowych…

W przypadku wojewody Stefana Czarnieckiego zbruzgał mu opinię ewangelicki diakon z Stargardu Szcz. Nazywał się Wilhelm Engelken i wiadomo o nim, że w latach 1652 – 1658 był diakonem, następnie 1658-1660 archidiakonem, a 1660 – 1683 pastorem w kościele mariackim w Stargardzie Szcz.

Potop

Feldmarszałek Arvid Wittenberg21 lipca 1655 r. feldmarszałek Arvid Wittenberg na czele liczącej 14 tysięcy żołnierzy z 72 działami armii wkroczył z Pomorza do Wielkopolski.. Tak rozpoczął się słynny „szwedzki potop”. Armia ta od początku odnosiła same sukcesy wręcz kompromitując Wielkopolan, którym brakowało woli walki, panował duch zdrady i kolaboracji. 25 lipca pod Ujściem skapitulowało szlacheckie pospolite ruszenie a szlachta rozjechała się do domów. 31 lipca Szwedzi bez walki zajęli Poznań. Na wieści z Polski czekała na Pomorzu druga szwedzka armia dowodzona przez samego króla Karola X Gustawa.
Gdy obejmował rządy po królowej Katarzynie. Zastał kraj w ruinie gospodarczej z pustym skarbcem. Wówczas miał wypowiedzieć myśl której sens był taki „Szwecja nie ma złota ale ma rudy żelaza a to oznacza że może mieć oręż. Mając oręż zdobędziemy bogactwa”. Wynika stąd, że już u zarania panowania tego władcy wkalkulowana została wojna i grabież. a co za tym idzie śmierć i zniszczenie. Śniła mu się Szwecja z Bałtykiem jako morzem wewnętrznym. Wojna ta mimo, że miała wymusić zrzeczenia się przez polskiego króla Jana Kazimierza (prawowitego dziedzica Wazów) praw do tronu szwedzkiego, z samego założenia miała być wojną zaborcza i łupieżczą. A problem korony Wazów był tylko zwykłym pretekstem. Wiadomo, że 12 tysięczna armia króla Szwecji jeszcze 4 sierpnia była rozłożona pod Choszcznem i czekała rozkazu wymarszu. Minęło kilka dni i na czele z Karolem X Gustawem ruszyła w kierunku przeprawy na Drawie.

14 sierpnia 1655 r. przekroczyła tę rzekę w Barnimiu. Czy wtedy król szwedzki modlił się w miejscowym kościele? Jeśli tak to była to modlitwa obłudnika. Minął jakiś czas i losy wojny odwróciły się przeciwko Szwedom, latem 1657 r. król opuścił Polskę, wiedział już, że Rzeczpospolitej nie pokona. Wracając ze swoją armią (możliwe, że tą samą drogą) 1 lipca 1657 r. wjechał do Stargardu. Wspomniany stargardzki diakon Wilhelm Engelken opisał tak to wydarzenie „przybył tu z Polski król szwedzki Carolus Gustawus i przeciągnął przez Stargard na czele pokaźnej armii konnej i pieszej w ślad za kilku oddziałami, które przemaszerowały już w dniach poprzednich”. Po czym Diakon niemal wykrzyknął „ Boże! Ten prawy wojownik niech będzie naszą opieką”
Armia „tego prawego wojownika” dokonała strasznych zniszczeń mimo, że większość polskich zamków i twierdz poddawała się bez walki, to zostały one złupione i obrócone w ruinę. Wiele wspaniałych rezydencji nigdy nie zostało odbudowanych. Szwedzi rozgrabili biblioteki i skarbce, wywożono nawet detale architektoniczne i relikwie świętych (np. św. Stanisława). Jednak najważniejsi są ludzie i tu skutki zachcianki Karola X Gustawa były tragiczne. Zniszczenia jakich w wyniku szwedzkiego najazdu doznała Polska były procentowo większe od zniszczeń II wojny światowej. Profanacja miejsc świętych była na początku dziennym. Straty w ludziach liczone są w setkach tysięcy. Blisko sto lat trzeba było Polsce by osiągnąć zaludnienie sprzed „Potopu”. W swoich czasach Karol X Gustaw uchodził za rozbójnika Europy a w kategoriach dzisiejszych był arcyzbrodniarzem. Widać to nie przeszkadza by w głowie zacnej osoby zrodziła się myśl uczczenia jego pobytu i modlitwy w Barnimiu.

Elektor, zdrajca w imię potęgi Prus.

Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm HohenzollernElektor brandenburski Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był polskim lennikiem, zamiast jako książę Prus przyjść z pomocą Rzeczypospolitej, zdradził Jana Kazimierza i 17.01.1656 r. uznał się wasalem króla Szwecji, następnie wspomógł jego 9,5 tyś. armię i podporządkował mu swoją 8,5 tysięczną, czym przyczynił się do zdobycia Warszawy. Zdobycie Warszawy jest symboliczne gdyż od tej pory nie było polskiego pokolenie które nie przeżyłoby wejścia i pobytu obcych żołdaków w stolicy. Natomiast współudział Prusaków w zdobyciu Warszawy jest pierwszym zbrojnym wystąpieniem Prus Książęcych przeciw innemu państwu. Po pewnym czasie zdając sobie sprawę z możliwości klęski Szwecji elektor zmienił front. W 1657 r. z będącym nadal w trudnym położeniu Janem Kazimierzem zawarł tzw. traktaty welawsko-bydgoskie, na mocy których Hohenzollern i jego męscy potomkowie uzyskali prawa suwerenne w Prusach Książęcych. Jednocześnie Prusy uwolniły się od zależności od Polski i uzyskały pełną samodzielność aż do wymarcia rodu. Elektor dostał jako zastaw Drahim, przyjął w lenno Bytów i Lębork, otrzymał na własność Elbląg z zastrzeżeniem prawa wykupu (ostatecznie Elbląg nigdy nie został wykupiony).
Tak oto na nieszczęściu Rzeczypospolitej wykluwać zaczęła się potęga Prus która ostatecznie zniknęła dopiero w wyniku klęski 1945 r.

Przejście Drawy

We wrześniu za odchodzącymi Szwedami ruszyła z wielkopolskich Pyzdr na Pomorze ekspedycja pod wodzą Stefana Czarnieckiego. Teoretycznie wyprawa ta miała spowodować zamieszanie na tyłach wojsk Karola X Gustawa który zmagał się z Danią. Jednak z zachowanych źródeł wynika, że już od samego początku wyprawa ta była łupieżcza i obok manewrów na tyłach szwedzkich, została wymierzona przeciw „zdrajcy – sojusznikowi” elektorowi. Czarniecki, udał że nic nie wie o zawartym traktacie bydgoskim i ruszając za Drawę miał zwrócić do swoich oficerów: „Niech wie lis zdradziecki (elektor), czego się może po nas spodziewać. Mamy wciąż własnych chłopów z bydła i kur obdzierać? Lepiej elektorskich krów posmakujmy. Tak, panowie, na koń, I do Marchii! Tam należną zapłatę z elektora ściągniemy. Będzie on krzyczeć, to pewne, ale się tym zasłonimy, żeśmy o traktacie nie wiedzieli.” Dla Czarnieckiego elektor był takim samym zdrajcą jak rodzimi magnaci, którzy już bezkarnie zaczęli powracać w Polsce do łask. Więc możliwe, że polski wojewoda wymierzył elektorowi swoją sprawiedliwość.

Stargardzki diakon Wilhelm Engelke zanotował: „W roku pańskim 1657 dnia 17 (27 według nowego kalendarza) września przekroczył tereny Nowej Marchii w okolicach Barnimia polski wojewoda Czarniecki z wojskiem w sile 4000. 18 (28) września o godz. 8 stanął pod miastem Stargardem i usadowił się pod Klempinem.
Tymczasem jego żołnierze w grupkach po 10, 20, 30 i 40 chodzili po okolicznych wioskach, plądrowali mieszkańców, odbierali siłą konie, woły i inny inwentarz, zachowywali się wielce zuchwale, pozbawiali wolności szlachtę, duchownych i innych, żądając od nich okupu, gwałcili kobiety i dziewczęta”
Czy podana przez Wilhelma Engelke data przejścia Drawy jest prawdziwa?
Uznać ją należy za wątpliwą. Natomiast data jego podejścia pod Stargard czyli 18 (28) września nie powinna budzić zastrzeżeń. Czarniecki dysponował jedynie polsko – tatarską jazdą, dlatego należy odrzucić sugestie by próbował szturmować Drawno. Natomiast jest możliwe a z punku widzenia wojskowego zasadne by, patrole wojewody w czasie marszu pod i przez Barnimie zapuszczały się pod Drawno. O przejściu przez Polaków Drawy król Szwecji Karol X Gustaw dowiedział się 17 (27) września czyli w dniu w którym wg stargardzkiego pastora przeprawa przez rzekę nastąpiła. Stargard od Barnimia dzieli ponad 60 km, nawet dziś przy nowoczesnym systemie telekomunikacji oba miasta mało o sobie wiedzą a jeśli już coś ważnego w jednym z nich nastąpi to wieść o tym do drugiego dociera z pewnym opóźnieniem. Przy ówczesnym systemie łączności było raczej niemożliwe by wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i gdy Czarniecki przechodził Drawę dotarła ona do szwedzkiego władcy. Zasadnym jest za datę przekroczenia Drawy przez Polaków przyjąć, tak jak to uczynił Adam Kerstern, przedział czasowy 12-17 (22–17) września 1657 r. kolejnym pokutującym w Barnimiu i w Drawnie mitem jest wiązanie przeprawy Czarnieckiego z fragmentem polskiego hymnu narodowego odnoszącym się do pływania w morzu. Otóż nie była to ta wyprawa. Jednak pewien związek między hymnem a wydarzeniami w Barnimie istnieje.

Zemsta czy grabież?

Najprawdopodobniej Czarniecki od Barnimia szedł na Stargard przez Recz i Suchań. Do tej pory miejsce jego postoju pod Stargardem nie jest jednoznacznie określone dr G.J. Brzustowicz twierdzi że było to Klępino (niem. Klempin) a Adam Kersten wskazuje na Kłęby (niem. Klemmem). W każdym bądź razie w swoim nowym miejscu postoju był tylko dzień i na drugi dzień 19 (29) września stanął w Chlebówku. Już spod Stargardu rozpoczęły się łupieżcze wyprawy po okolicy jeden z podjazdów podszedł nawet pod Dąbie i spalił tam młyny. Na drugi dzień po ulokowaniu się Czarnieckiego w Chlebówku zapłonęła okolica. 20 (30) września podpalono Łobez, Węgorzyno, Ińsko także wieś Poźrzadło Dwór. Palono i łupiono aż po Drawsko Pom. i Złocieniec od którego miano przyjąć okup. Ruchliwość Czarnieckiego była zdumiewająca, gdyż nim jeszcze pożary nie wygasły znalazł się 21 września (1 października) w Reczu. Wg źródeł Polacy mieli znaleźć się w Pomieniu, Stradzewie i Raduniu. Trudno jest jednoznacznie orzec czy 22 września (2 października) Czarniecki w celu przejścia Drawy po moście podjął próbę zbrojnego najścia na Drawno. Jeśli taki miał być powód zajęcia Drawna to na pewno żadnej dzielnej obrony Drawna nie było. Czarniecki znał drogę z Recza na Barnimie i spokojnie powróciłby do Wielkopolski. Jedynym powodem mogło być ograbienie miasta. Ale nie poprzez szturm, bo do tego nie miano stosownych sił. Polacy poszli jednak w kierunku Drawska Pom. Podczas marszu spotkali przedstawicieli mieszczan z okupem i wozami. Okup przyjęli, wozy zatrzymali a woźniców rozebrali do naga i puścili wolno. Wyprawa Czarnieckiego trwała ok. 10 dni. Szlak jego pochodu znaczyły popioły spalonych wsi i złupionych miast. Zostawił po sobie w skali mikro to, co nie tak dawny sprzymierzeniec elektora Karol X Gustaw, przy elektorskiej zdradzieckiej wybitnej pomocy zostawił w skali makro w Polsce. Obładowane łupami wojska wróciły do Polski zostały rozmieszczone nad Notecią k. Ujścia, Wielenia, w okolicy Wałcza a jeden oddział nawet pod Lęborkiem (Żegockiego).

Jak Czarniecki do Poznania

Stefan Czarniecki23 października Czarniecki ruszył z wojskiem po raz drugi na Pomorze, tym razem zaodrzańskie. 26 października przekroczył granicę Marchii. Ziemie elektorskie przeszedł w cztery dni. Tym razem przemarsz utrzymywany był w rygorach dyscypliny. Za jej naruszenie bezwzględnie karano. „Karanie zaś było za ekscesy już nie ścinać ani rozstrzeliwać, ale za nogi u konia uwiązawszy włóczyć po majdanie tak we wszystkim, jak kogo na ekscesie złapano, według dekretu lub dwa, albo trzy razy naokoło. I zdało się to zraz, że to nie tylko suknie, ale i ciało tak opada, że same tylko zostaną kości.” (Pasek) Granicę Pomorza Szwedzkiego Czarniecki przekroczył 30 października. Na Pomorzu Szwedzkim jako podległym Karolowi X Gustawowi rygory dyscypliny zelżały. ograbiono i spalono Gartz, podobnie jak ponad 100 wsi w okolicach Szczecina, Anklam, Pasewalku, Penkun. 9 listopada Czarnecki rozpoczął powrót do Polski. 11 listopada przekroczył Odrę. Historiografia niezbyt pozytywnie ocenia obie wyprawy na Pomorze a w pamięci miejscowej ludności bardzo długo pozostały wspomnienia rabunków, gwałtów, pożarów i zwykłych mordów.

12 listopada Jan Kazimierz wraz z królową przybył do Poznania. 25 listopada 1657 r. odbyła się w Poznaniu rada wojenna, na którą przybył Czarniecki. To wydarzenie 140 lat później natchnęło Józefa Wybickiego do napisania w hymnie narodowym słów, które uwieczniły Czarnieckiego w hymnie narodowym ; Jak Czarniecki do Poznania … Po szwedzkim rozbiorze.
Czarniecki następnie udał się na Pomorze, gdzie staczając potyczki ze Szwedami przebywał do lata następnego roku. Jesienią 1658 r. podjął słynną wyprawę do Danii. Podczas której do legendy przeszedł 14 grudnia 1658 r. rozpoczęto wtedy przeprawę na wyspę Als. Wzięły w niej udział siły polsko-brandenburskie pod komendą Czarnieckiego, wspierane przez duńskie okręty wojenne. Przeprawa przez cieśninę Mały Bełt odbyła się na łodziach, obok których płynęły konie. Po wylądowaniu siły Czarnieckiego rozbiły piechotę i jazdę szwedzką, a następnie zmusiły Szwedów do wycofania się i zamknięcia się w zamkach Sonderborg i w pobliskim Nordborg. Król Dani wystosował do Czarnieckiego kurtuazyjny list:

„Fryderyk III etc., świadcząc osobliwą łaskę i wdzięczność naszą królewską. Jaśnie Wielmożny uprzejmie Nam miły! Z najwyższym uznaniem doniesiono Nam, jako Wasza Miłość w wielu potyczkach, a ostatnimi czasy przy zajęciu wyspy Alsen i leżących na niej zamków, między innymi pokonała w trójnasób liczniejszego nieprzyjaciela, sama przewodząc hufcom swoim na przodzie, czem okazała bohaterskie męstwo swoje ku podziwieniu wszech ludzi. Winszowaliśmy sobie zawsze z powodu wysłania Nam Wasza Miłość jako znakomitego wodza i wielce obowiązani jesteśmy królowi polskiemu za afekt braterski udowodniony wysłaniem Nam na pomoc Wasza Miłość. Chcemy przeto oświadczyć Wam wdzięczność Naszą królewską zjednaną tylu zasługami, życząc w duszy, aby wciąż szczęśliwem powodzeniem sława Waszej Miłości nie tylko ojczyźnie, ale całemu światu coraz bardziej znana, szczególniej na tej północy coraz świetniej jaśniała. Nich będzie WM przekonana, że za wszystkie wyświadczone Nam usługi przy pomocy Bożej z czasem okażemy dostojnie wdzięczność Naszą królewską. W Kopenhadze 24/XII 1658. Waszej Miłość Życzliwy Fryderyk król.” (Wojny duńskie i Pokój Oliwski, Lwów 1922 s.168-169)

Ostatecznie w wyniku działań Czarnieckiego Szwedzi zrezygnowali z dalszej obrony i opuścili Jutlandię ewakuując się na Fionię, która została przez Duńczyków zdobyta jesienią 1959 r. Wojska polskie udając się w drogę powrotną do ojczyzny, opuściły Danię w sierpniu 1659 r.

Powrót przez Choszczno

Koło Gryfina wojska polskie przeszły Odrę. Stąd przez Pyrzyce Czarniecki poszedł na Dolice które osiągnął 10 października. Datę tę niejako potwierdza list Czarnieckiego napisany tego dnia w Dolicach do elektora Fryderyka Wilhelma. Następnie udał się przez Choszczno w kierunku Drawna Drawę przekroczył w jego okolicy 12 października. Trasę tę określił w Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.“ Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360 (Austria i Brandenburgia w wojnach polsko–szwedzkich 1655–1660.Przygotowanie i prowadzenie wyprawy na Danię i Pomorzu. Wydawnictwo Herald Bolt. Boppard nad Renem 1969 r. stron 360). Autor na stronie 256 napisał: „Am 29. September nahm Czarnecki unter großem militärischem Zeremoniell Abschied. Er führte sein Korp an Demmin vorbei und über Klempenow, Treptow, Friedland, Pasewalk nach Löcknitz. Während seine Truppen bei Greifenhagen die Oder überschritten, besuchte der General das österreichische Lager vor Stettin. Die Polen zogen über Pyritz nach Arnswalde, passierten am 12. Oktober bei Neuwedell die Drage und bezogen Quartiere nördlich der Netze.”; Ponieważ znana jest tylko jedna przeprawa w okolicy Drawna nie uniknie się błędu jeśli Barnimie wskarze się jako na miejsce w którym zamknął się ciąg wypraw Czarnieckiego za Szwedami poza zachodnią granicę Polski.

Barnimie, elektor i jego następca.

Dla Polaków Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był zdrajcą zaś dla Prus był władcą wielkim. Nie dość, że za jego rządów stały się suwerenne również i jego armia zaczęła odnosić sukcesy zmieniające bieg historii. A jego potomkowie wpływali na losy świata. Dlatego godne odnotowania jest to, że elektor kilkakrotnie przebywał na ziemi choszczeńskiej. Jego wizyty opisał w Kurierze Ziemi Choszczeńskiej dr Grzegorz Jacek Brzustowicz w artykule „Wielki elektor i pierwszy król pruski”. Pierwszy raz w Choszcznie elektor pojawił się 21 lutego 1643 r. i w mieście tym przenocował. Następnego dnia udał się przez Barlinek do Kostrzynia. Pewnie przejeżdżał wtedy przez Pełczyce. Historia odnotowała jeszcze kilka wizyt w okolicy Choszczna. Elektor bywał w Bierzwniku który był domeną państwową. W 1668 r. konkretnie 18 sierpnia t.r. wraz ze swoją żoną Dorotą von Holstein–Glücksburg byli w Drawnie gdzie na miejscowym zamku ugościli ich Wedlowie. Na szlaku elektorskich wędrówek znalazło się Barnimie. 24 marca 1679 roku z żoną i z synem Fryderykiem przejechał przez wieś i udał się w kierunku Bierzwnika. Tak oto przejazdem na ziemi drawieńskiej znalazł się pierwszy król pruski. Gdyż syn elektora w 1701 r. koronował się na pierwszego króla Prus i zasiadł na pruskim tronie jako Fryderyk I. Sytuacja z Barnimia z 1679 roku była podobna do tej z Drawna z 1806 r. kiedy to w mieście znalazła się królowa Luisa z synem Wilhelmem, który choć nie był wtedy następcą tronu, do historii przeszedł jako cesarz Niemiec Wilhelm I.

Tablice, płyty, pomniki

Jak na jedną wieś historii w niej wiele. Barnimie zawdzięcza to swemu położeniu na szlaku komunikacyjnym i dogodnej przeprawie mostowej (bród) przez Drawę. Na pewno nieprzeciętne postacie które znalazły się w Barnimiu zasługują na przypomnienie. Jednak Barnimie znajduje się w Polsce i należy pamiętać jaką rolę barnimscy przejezdni odegrali w naszej historii. W przypadku Karola X Gustawa i Wielkiego Elektora była to rola negatywna. Zrodzone na nieszczęściu Polski państwo pruskie przez cały okres swego istnienia skupiało się na złamaniu polskiego ducha. Przyczyniło się do unicestwienia niepodległości Polski ale narodu nie złamało. Duch pozostał, choć nieraz podnosił się z ogarniającego zwątpienia, między innymi poprzez hymn narodowy którego jedna strofa odnosi się do wydarzeń na których szlaku znalazło się Barnimie. Ducha Prus nie ma, zniknął. Zmiażdżył go inny równie dla Polski niebezpieczny. To taka homeopatia historii. Można mieć nadzieję, że w Barnimiu nigdy nie nastąpi odsłonięcie tablic upamiętniających króla zbrodniarza i elektora zdrajcy. Byli jednak postaciami które odegrały znaczącą rolę w ówczesnej Europie. Dlatego o ich bytność można wspomnieć poprzez tablice informacyjne. Przejście Drawy przez Czarnieckiego utrwalone jest w historii Polski jest ono symbolem podnoszenia się Rzeczypospolitej z lat upadku, zdrady i cierpienia. Wejście za Szwedami do Nowej Marchii nie tylko zwiastowało pokonanie śmiertelnego wroga, ale było też ostrzeżeniem dla tych królewskich poddanych, którym zdrada tliła się jeszcze w głowach. Dlatego nie pokutny wierszyk z przeprosinami który ktoś kiedyś napisał, lecz pamiątkowa tablica usytuowana przy barlińskim moście powinna przypominać, że: „W tym miejscu we wrześniu 1657 roku, wojewoda ruski Stefan Czarniecki na czele 4000 polsko-tatarskiej jazdy przekroczył Drawę by mścić i karać za hańbę i krzywdy Rzeczypospolitej”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Literatura

  • Fot.1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_X_Gustaw,
  • Fot.2. http://pl.wikipedia.org,/wiki/Fryderyk_Wilhelm_I_(Wielki_Elektor)
  • Fot.3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Czarniecki,
  • Marek Jaszczyński O hetmanie, co bił Szwedów i łupił Pomorze,
  • http://sedina.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=2324,
  • Dorota Matyaszczyk A Boże igrzysko czyli potop szwedzki,
  • http://www.poznan.pl/mim/public/iks/dzial.html?dz_id_dzialu=2430,
  • www.gryfino.info/printview.php?t=2749&start=200&sid=119cdca3a41bbd0e49f4ad87650721a0 – 261k,
  • Władysław Czapliński, „Polska a Dania XVI-XX w.” Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1976,
  • Profesor wyprawie poświęca opracowanie na stronach 201-321. s.313 W przypisie 267 s. 313 jest taka informacja. „Droga powrotna określona na podstawie diariusza, za nim podaje ją Opitz, o.c., s 254-256. List Czarnieckiego do elektora z Dolic 10 X 1659 (…),
  • Adam Kersten Stefan Czarniecki 1599 -1665 Wydawnictwo UMCS Lublin 2006 s 412 -420,
  • Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.” Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Wielki elektor i pierwszy król pruski” Kurier Ziemi Choszczeńskiej. Wrzesień 1999 r. s.23,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czarniecki w Reczu”,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Król szwedzki Karol X Gustaw w Barnimiu „Kurier Ziemi Choszczeńskiej”. – Zdzisław Sieradzki Stefan Czarniecki 1604 – 1665. Wyd. MON W-wa 1974 s. 214-215,
  • Leszek Podhorodecki „Stefan Czarniecki” KiW 1966.

PS. 27.02 1945 r. polska 2 Dywizja Artylerii (największa w historii Polski jednostka artyleryjska) pod dowództwem gen. bryg. Benedykta Nestorowicza po przybyciu do Człopy została podporządkowana dowódcy 3 Armii Uderzeniowej gen. Simoniaka. Następnie otrzymała zadanie ześrodkowania się w rejonie podrawieńskiego Barnimia. Zadanie to zrealizowała, o godz. 21.00 dotarła do wsi. W nocy 28.02/01.03 oddziały dywizji zajęły w okolicy Drawna ugrupowanie bojowe. Gdy wstał dzień, 1 marca 1945 r. o godz. 8.00 ogniem wszystkich dział weszła do boju. To był jej chrzest bojowy. Rozpoczęła swoją zemstę za 6 lat okupacyjnej nocy, za 6 mln wymordowanych polskich obywateli. Po 312 latach Prusy szły w rozsypkę by ostatecznie na zawsze zniknąć. Dla Barnimia ta historia zamknięta jest w kole „ Od Czarnieckiego do Nestorowicza“ i trwała tyle samo lat. A w Drawnie jak nie ma tak nie ma oznaczenia Skweru Artylerzystów Polskich. Można powiedzieć, że już mijają lata od podjęcia uchwały Rady Miasta nadającej tę nazwę znanemu w mieście miejscu.

Siegfried Seidel-Dittmarsch

SS-man z Kreis Arnswalde

SEIDEL-DITTMARSCH Siegfried urodził się 04 stycznia 1887 w Pomieniu, gmina Recz (Pammin / Kreis Arnswalde) jako Siegfried Seidel (drugi człon nazwiska dodał sobie nieco później). Był absolwentem miejskiego Gimnazjum Luisy w Berlinie. Swoją zawodową karierę rozpoczął zrealizować jako kandydat na oficera (Fahnenjunker – polski odpowiednik podchorążego). Oficerem został w roku 1906 r. , służył wtedy w 5 brandenburskim pułku piechoty Nr 48 „von Stülpnagel“. Na porucznika awansował w 1914, brał udział w walkach frontowych Wielkiej Wojny. W 1914 r. został także odznaczony dwukrotnie Krzyżem Żelaznym kl.1 i kl.2 Na froncie został ciężko ranny; po rekonwalescencji służył na stanowiskach sztabowych szczebla armii. Kapitaniem został 18.12.1915 r. Po wojnie służył jako referent w Pruskim Ministerstwie Wojny i Ministerstwie Obrony. W 1918 r. otrzymał srebrną odznakę za rany. Był majorem Reichswehry, awans otrzymał 11.12.1920. W 1921 r. wycofał się ze służby i prowadził własny interes. Brał udział w puczu w Monachium 09.11.1923 r. Członkiem NSDAP był od 10.10.1931 r., dwa miesiące później – 10.12.1931 – jako SS – Truppführer został przyjęty do SS, gdzie otrzymał NR 18 615. W lipcu 1932 został posłem z ramienia NSDAP do Reichstagu, w listopadzie mandat stracił, ponownie wybrany został w marcu 1933 i pozostał nim aż do śmierci. W dniu 24.12.1932 r. dostał stopień służbowy SS-Oberführera, a 13.04.1933 został SS-Gruppenführerem. W okresie od 12 czerwca 1933 do śmierci był szefem SS-Amt, czyli szefem sztabu całej SS. Był też adiutantem Himmlera. Zmarł w szpitalu w Berlinie podczas operacji jelit w nocy z 20 na 21 lutego 1934 r.

Na jego pogrzebie obecny był Himmler, co widać na prezentowanym zdjęciu. Jego grób istnieje do dziś na cmentarzu ewangelickim Südwestkirchhof Stahnsdorf w Berlinie. Dziś można powiedzieć, że umierając przedwcześnie miał szczęście, gdyż uniknął zaliczenia go do arcyzbrodniarzy XX w.

Pogrzeb.

Pogrzeb.

Literatura

  • Fot.2. http://forum.axishistory.com/viewtopic.php?t=12036&highlight=dittmarsch http://www.epier.com/product.asp?1884696
  • Fot.1. http://collections.yadvashem.org/photosarchive/en-us/77431_76212.html
  • http://de.wikipedia.org/wiki/Siegfried_Seidel-Dittmarsch
  • http://de.wikipedia.org/wiki/S%C3%BCdwestkirchhof_Stahnsdorf
Krasna Slava w Łowiczu Wałeckim

Krasna Slava w Łowiczu Wałeckim

9 stycznia przypada w Kościele Prawosławnym III dzień Bożego Narodzenia, który obchodzony jest jako święto Św. Pierwszego Męczennika Arcydiakona Stefana. Dla niektórych rodzin serbskich jest to najważniejsze święto rodzinne w roku. W podmirosławieckiej miejscowości Łowicz Wałecki znajduje się Hotel Park – Reduta Napoleona, który prowadzony jest przez polsko-serbskie małżeństwo – Państwa Irenę i Radovana Protić. Pani Irena pochodzi z Mirosławca, natomiast jej mąż jest rodowitym Serbem, który z miłości do swojej żony, osiadł na stałe na polskiej ziemi zwanej w jego kraju Pomeranija. Mieszka tu już kilkadziesiąt lat, lecz nigdy związków ze swoją ojczyzną nie zerwał, nawet tych duchowych. Przestrzegając tradycji przekazanej mu przez ojca i dziada, nie tylko w rozmowach z rodziną posługuje się serbskim językiem, ale jako głowa rodziny obchodzi uroczyście święto patrona Proticiów zwane Slava, tym patronem jest wspomniany św. Stefan.

Krsna slava

W zamierzchłych czasach pogaństwa, nim do słowiańskich chat zapukali św. św Cyryl i Metody, niemal cała słowiańszczyzna oddawała cześć wielu bogom, z których najgłówniejszym był twórca błyskawic Perun. Jednak by inni bogowie nie próżnowali, zrodziła się wśród Serbów myśl, aby to oni czuwali nad szczęściem ich pogańskich rodzin. Stąd niemal każda rodzina miała swego „boga patrona”. Chrzest obalił ten kult, runęły pogańskie posągi, ale zrodzona tradycja boskiego czuwania nad rodami była tak zakorzeniona, że swój los zaczęto powierzać chrześcijańskim świętym. Tak wśród prawosławnych Serbów zrodziło się nigdzie indziej niespotykane święto zwane krsna slava. Slava jest świętem rodzinnym, stąd obchodzona jest przez poszczególne rody w dniu święta ich patrona. Burzliwe dzieje Serbii, a szczególnie utrata niemal całej szlachty spowodowała, że patroni mający sprawować opiekę nad rodzinami stali się także symbolami rodowymi. Patron podobnie jak herb jest dziedziczny po mieczu, czyli przez mężczyzn. Kobieta z chwilą wyjścia za mąż przyjmuje opiekuna rodziny męża. Gdy w następnym pokoleniu brak jest potomka męskiego głowa rodziny stara się by przyszły mąż córki przyjął jej slavę wraz z nazwiskiem w zamian zostaje dziedzicem. W innych sytuacjach o wyborze patrona Slavy decyduje duchowny. W każdym domu znajdują się ikony rodzinnych patronów , które otaczane są szczególnym kultem. Slava z reguły trwa trzy dni. Świeca, „żyto” i ciasto Aby tradycji stało się zadość i aby kanony obchodu Slavy były spełnione rodzina Protić musi na Slavę przygotować podstawowe symbole tego święta obok ikony przedstawiającej patrona rolę tę spełniają świeca, „żyto”, ciasto – kołacz. Świeca musi być koniecznie woskowa i dużych rozmiarów. Radovan Protić wstawia ją do znajdującej się w drewnianym kubku ziaren pszenicy. Kubek ma mosiężną obręcz i jest w rodzinie 200 lat. Następnie ustawia go wraz ze świecą blisko ikony. Świeca musi się palić przez cały czas przebywania gości przybyłych na święto. Gasić ją może jedynie głowa rodziny ,który po przeżegnaniu robi to nalanym na łyżeczkę winem zaczerpniętym z stojącego na stole biesiadnym kieliszka. „Żyto” jest przygotowane z gotowanej pszenicy , którą się mieli dodając cukier orzechy. Potrawę tą robi pani domu czyli Irena Protić, która dodaje jeszcze suszone śliwki. Przyrządzone „żyto” stawiane jest na taczce obok butelki z rakiją. W domu gospodarzy butelka jest bezcenną pamiątką gdyż „pamięta ona XIX wieczne święta Slavy w rodzinie Protić. Ponadto pani Irena w przeddzień Slavy sporządza tradycyjne ciasto – kołacz używając do tego odpowiednie ilości mąki pszennej, mleka jajek ,masła i dodając do komponentu małą ilości wody, która powinna być poświęcona w cerkwi przez księdza. Kołacz jest pamiątką Ostatniej Wieczerzy nawiązuje do ciała Chrystusa. Ciasto w Łowiczu Wałeckim tradycyjnie ozdobione jest serbskim krzyżem.

Krzyż serbski

Jest to równoramienny krzyż z umieszczonymi w każdym rogu czterema krzesiwami zwanymi ocila, przypominającymi cyrylicką literę C. Według tradycji jest to narodowa dewiza Само Cлога Србина Cпасава (Samo Sloga Srbina Spasava), co w wolnym tłumaczeniu oznacza Tylko w jedności Serbów ratunek. Wizerunek tego krzyża wywodzi się bezpośrednio z symbolu umieszczonego w 1261 r. na sztandarze cesarza Bizancjum Michała VIII Paleologa, na którym ukryta w literach greckich B maksyma brzmiała: Król Królów króluje nad Królami. W 1402 roku książę serbski Stefan Lazarowicz przyjął dwugłowego orła Paleologów i krzyż zwany dziś serbskim za swoje symbole. Stały się one głównymi elementami herbu państwa serbskiego.

09.01.2014

Slava w rodzinie Protić rozpoczyna się około godziny 18-tej, gdy jest już zupełnie ciemno. Jest to nawiązanie do kilkuwiekowej tradycji związanej jeszcze z czasami, gdy Serbia była w tureckiej niewoli. Turcy słusznie obawiali się, że ten narodowy obyczaj wzmacnia poczucie jedności Serbów. Nic więc dziwnego, że zakazywali pielęgnacji tego zwyczaju. Rodzina Protić mieszkała w górach, dlatego uczestnicy Slavy musieli nierzadko pokonać bardzo niebezpieczne odcinki, często gdy przybyli na miejsce, byli zziębnięci i zmęczeni. Zaraz po przybyciu posilali się „żytem” i ogrzewali się rakiją. Stąd w Łowiczu tradycja stawiania „zboża” i rakii tuż przy wejściu na główną salę. W czwartek 09.01.2014 goście schodzili się już od 17.00, byli to członkowie rodziny, przyjaciele, którzy wierni przyjaźni i zasadzie, że na Slavie trzeba być, przyjechali nawet z Berlina. Znający tradycję witali się z domownikami słowami „ Szczęśliwej Slavy Tobie i Twojej Rodzinie”, inni równie serdecznie wymieniali pozdrowienia, typowo, jak robi się to na imieninach w Polsce. Czas rozpoczęcia uroczystości się zbliżał, lecz nie wszyscy dotarli na miejsce, co miało symboliczne odniesienie do przeszłości. Trzeba tu wspomnieć, że w okresie tureckiej niewoli Serbowie Slavę robili nawet późno w nocy, zasłaniając szczelnie okna chat. Uroczystość była wtedy znacznie krótsza, gdyż jeszcze tej samej nocy należało wrócić do siebie. Na Slavie najważniejszy jest kum, on też przyjeżdża i przywozi najwięcej prezentów. Kum Radovana Proticia już nie żyje, dlatego niejako symboliczną rolę pełni ks. Piotr Żornaczuk, proboszcz Parafii Prawosławnej p.w. Świętej Trójcy w Wałczu. Gdy już wszyscy przybyli, rozpoczęły się uroczystości w głównej sali. Tam przed ikoną św. Stefana księża Piotr Żornaczuk i Jarosław Biryłko (proboszcz parafii pw. św. św. Piotra i Pawła w Stargardzie Szczecińskim) odprawili nabożeństwo, modląc się wspólnie ze zgromadzonymi za pomyślność rodziny i wszystkich przyjaciół, a śpiew naprędce utworzonego chóru składającego się z obu Matuszek – Niny Żornaczuk i Joanny Biryłko oraz siostry ks. Jarosława i jej męża – rozchodził się przez otwarte okno po pięknej okolicy. Po błogosławieństwie Radovan Protić podziękował za przybycie do jego domu i życzył wszystkim zdrowia i szczęścia. Po czym wziął kołacz i trzymając go wraz z synem wspólnie okręcili go trzy razy w lewo i trzy razy w prawo, a następnie, nawiązując do męki Pańskiej, zrobił w nim nacięcia w kształcie krzyża, w które Radovan Protić wlał czerwone wino symbolizujące przelanie krwi Pańskiej za grzechy ludzkie i obmycie przez Zbawiciela z grzechów ludzkości. Radovan Prosić przełamał kołacz i podzielił go na członków swojej rodziny, której członkowie zaczęli składać sobie życzenia. Następnie każdy z nich podchodził do każdego z przybyłych gości i dzieląc się z nim swoim kawałkiem ciasta, dziękował za przybycie i składał mu życzenia.

Ikona

Radovan Protić od kilku miesięcy jest zastępcą przewodniczącego Pomorsko-Kaszubskiego Zespółu Obywatelskiego ds. Upamiętnienia 100. Rocznicy Wybuchu Pierwszej Wojny Światowej (przewodniczącym jest Zbigniew Talewski, prezes Fundacji Naji Goche) skupiającego wszystkich od Pełczyc po Tucholę, którym uczczenie pamięci o tamtych zmaganiach jest szczególnie bliskie. Dlatego nie powinno dziwić, że tegoroczna Slava została wzbogacona o ważny akcent patriotyczny. Radovan Protić zademonstrował wszystkim zgromadzonym ikonę św. Jerzego, którą zamówił w intencji pamięci za wszystkich żołnierzy Serbów zmarłych podczas obu wojen i spoczywających na cmentarzu wojennym w Stargardzie Szcz. Ikona ta została wykonana tradycyjną techniką tempery jajowej. Technika ta była stosowana przy tworzeniu ikony od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Opisywany wizerunek powstał w duchu rusko-bizantyjskim. Do jej wykonania użyto naturalnych barwników pochodzenia mineralnego i organicznego, jak również złota najwyższej jakości, tj. 24-karatowego. Wykonana została na desce, podobraziu lipowym, z zachowaniem wszystkich kanonów prawosławnej ikony. Jej autorem jest Jan Grigoruk – ikonograf, historyk sztuki, muzealnik, absolwent Policealnego Studium Ikonograficznego w Bielsku Podlaskim – najstarszej w Polsce szkole uczącej sztuki pisania ikon; absolwent historii sztuki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W latach 2006 – 2013 pracownik Muzeum Ikon w Supraślu. Obecnie przewodnik i pracownik męskiego prawosławnego klasztoru pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny w Supraślu. Prowadzi liczne warsztaty pisania ikon dla dzieci, młodzieży, dorosłych, w tym osób niepełnosprawnych. Jest prelegentem wielu ogólnopolskich spotkań i konferencji związanych z tematyką ikony i prawosławia. Pisze ikony do cerkwi i klasztorów w Polsce i za granicą.

Radovan Protić postanowił przekazać ikonę w ręce ks. Jarosława Biryłko. Zanim to nastąpiło zwrócił się do wszystkich i powiedział:
Drodzy Przyjaciele
Nim udamy się, by spożyć tradycyjną kolację, pozostał mi do spełnienia jeden z głębi serca płynący moralny obowiązek. Moje życie tak się ułożyło, że z dalekiej Serbii przybyłem i zamieszkałem tu na pomorskiej ziemi zwanej przez Serbów Pomeranija. Tak oto rodzinne strony mojej żony Ireny – ziemia mirosławiecka – stała się małą ojczyzną dla całej naszej Rodziny. Wydawać by się mogło, że zostałem w tych stronach samotnym serbskim punktem. Los i dzieje mego narodu spowodowały, że tak się nie stało. W tym roku mija 100. rocznica wybuchu Wielkiej Wojny. Do historii heroizmu Serbów przeszedł epicki marsz naszej armii przez góry na czele z królem Piotrem i rządem. Mimo wielkich strat, dotarli na wyspę Korfu, wyleczyli rany i w 1918 r. wrócili, by dokonać wyłomu w obronie bułgarskiej, co było bezpośrednią przyczyną klęski państw centralnych i stało u podstaw zakończenia tej wojny. Gdy przyszedł czas następnej wojny, Serbowie zdradzeni przez tych, co razem z nimi winni bronić wspólnej ojczyzny, ulegli w bezpośrednim boju. Ci, co nie trafili do niewoli, stworzyli ruch partyzancki, który był największy w Europie. W czasie obu wojen tysiące Serbów trafiło do obozów na Pomorzu, o czym świadczą mogiły na cmentarzach wojennych w Stargardzie Szczecińskim i w Czarnem. Przypadek zrządził, że zamieszkałem między tymi nekropoliami. Tęsknota za moim narodem i Ojczyzną spowodowała, że często zastanawiałem się nad dziejami Serbii i doszedłem do wniosku, że można je przyrównać do żywota Wielkiego Męczennika św. Jerzego. Ów święty mógł do końca swoich dni żyć w sławie (wszak był trybunem) i w bogactwie, jednak gdy nastał czas wyrzeczenia się własnych tradycji i wiary ojców, zginął ścięty po strasznych męczarniach. W ikonach przedstawiany jest jako żołnierz lub rycerz zabijający smoka. Choć legenda mówi o uratowanej dzięki temu księżniczce, to faktycznie od pierwszych wizerunków Świętego począwszy, smok jest symbolem zła. Serbia po klęsce poniesionej w walce z Turkami mogła przyjąć islam i świetnie prosperować. Lecz kiedy dochodziło do prób zmuszenia jej do tego czynu, Serbowie powstawali w imię obrony chrześcijaństwa i własnej godności. W swoich nostalgicznych rozważaniach uznałem, że moim obowiązkiem jest upamiętnienie braci Serbów cierpiących przed latami na Pomorzu. Stąd zrodziła się myśl by, symbolem tej pamięci była ikona św. Jerzego. Drodzy Przyjaciele, pozwólcie, że zwrócę się oddzielnie do ks. Biryłko, proboszcza parafii pod wezwaniem świętych Apostołów Piotra i Pawła w Stargardzie.

Księże Jarosławie, na stargardzkim cmentarzu wojennym spoczywa około sześćdziesięciu serbskich żołnierzy zmarłych w miejscowym obozie w latach 1914 – 1919 i pięćdziesięciu czterech zmarłych w czasie ostatniej wojny światowej. W imieniu świętującej dzisiaj całej Rodziny Protić, proszę byś w roku 100. rocznicy wybuchu Wielkiej Wojny dla upamiętnienia spoczywających z dala od Ojczyzny na terenie Twojej parafii serbskich żołnierzy, przyjął tę ufundowaną przez nas ikonę i znalazł dla niej godne miejsce w swojej świątyni. Niech postać św. Jerzego przypomina o męstwie Serbów, a Jego broń – ascalon , niech symbolizuje serbski oręż i jego walkę o wolność narodów podczas obu wojen światowych. Dziękując wszystkim za uwagę, składam także podziękowanie dla Muzeum w Stargardzie Szczecińskim i dla Koła Stowarzyszenia Saperów Polskich w Drawnie za to, co dotychczas dla pamięci o Serbach zrobili. W imieniu Rodziny zapraszam wszystkich do świątecznego stołu”. Po wypowiedzi gospodarza ksiądz Jarosław przyjął ikonę i obiecał, że znajdzie dla niej godne miejsce w swojej świątyni.

Biesiada

Rozpoczęła się biesiada, na stole znalazły się tradycyjne potrawy serbskie, z których mięso sarny jest obowiązkowe; także zupa i fasola. Niepisaną zasadą jest, że na Slavie nie można narzekać ani niczego krytykować. Obyczajem jest także, by każdy gość wypił za zdrowie rodziny kieliszek rakii. Drugim ważnym obyczajem jest wspominanie przez starszych minionych lat z dziejów rodziny. Ma to na celu przekazanie ustne pewnych faktów z rodzinnej historii, a także umacnianie wzajemnych relacji i więzi. W tym roku gospodarz domu opowiadał jak jako dziecko chodził i zapraszał na Slavę. Miał przewieszoną przez ramię dużą płaską butelkę z rakiją, na której był namalowany św. Stefan, podchodził do wskazanego przez rodzica domu i po przywitaniu w imieniu ojca i dziadka zapraszał na Slavę, po czym nalewał rakiję i częstował zaproszonego. Gdy ojciec lub dziadek nie chciał, by ktoś z dawnych uczestników brał udział w nadchodzącej Slabie, młody Radovan podchodził do jego domu, witał się, postał chwilę bez słowa i pożegnał się i odchodził, był to wiadomy znak, że relacje z tą rodziną się popsuły. Na koniec członkowie rodziny ks. Biryłko dali mini koncert kolęd prawosławnych. I jak przed wiekami, kto musiał, znikał (żegnany i zaopatrzony na drogę przez gospodarzy) w ciemności nocy, by za rok powrócić tu, by sławić św. Stefana. Ja na Slavie też byłem, lecz rakiji nie piłem a wszystko co widziałem, ku pamięci spisałem.

Andrzej Szutowicz

Literatura

  • http://czarnogora.biz/start/zwyczaje/
  • http://sojka.ptica.rs/blog-post_19/
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzy%C5%BC_serbski
Ignacy August Boerner

Na Dzień Sapera – sylwetka sapera

Ignacy August Boerner urodził się 11 sierpnia 1875 r. w Zduńskiej Woli, pow. Sieradz. Pochodził z rodziny ewangelicko-augsburskiej, która swego czasu po nocy św. Bartłomieja opuściła Francję. Przodkowie jego przybyli do Polski z Saksonii razem z dworem Augusta III. Ojciec Edward Ignacy (1833 – 1910) był pastorem i uczestnikiem powstania styczniowego (cywilny naczelnik Zduńskiej Woli), położył duże zasługi dla rozwoju Zduńskiej Woli, m.in. założył Ochotniczą Straż Ogniową, której przez wiele lat był prezesem. Dla uczczenia jego pamięci wybudowano parafialny dom opieki dla sierot i starców. Duszą akcji była matka Ignacego a żona pastora – Maria Boerner z.d. Rauh, działaczka na rzecz sierot, starców i biedoty. Obecnie jest to Dom Pomocy Społecznej w Zduńskiej Woli. Po ukończeniu w 1895 r. Męskiego Gimnazjum Klasycznego w Kaliszu Ignacy Boerner rozpoczął studia na politechnice w Darmstadt. Na studiach związał się z ruchem socjalistycznym i w 1898 r. wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, a konkretnie do jej ekspozytury, tj. Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich. Politechnikę ukończył z tytułem inżyniera w 1902 r. Przyjechał do Warszawy i przez rok pracował w warsztatach Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Rok później był szefem działu technicznego w Zakładach Ostrowieckich (zakłady hutnicze w Ostrowcu Świętokrzyskim). Tam jako tow. „Emil” stanął na czele miejscowego komitetu PPS, który został przekształcony w Ostrowiecki Komitet Robotniczy. Był głównym organizatorem wystąpień robotniczych, a po 27.12.1905 stanął na czele Komitetu Rewolucyjnego Republiki Ostrowieckiej. Stad często zwany był „czerwonym prezydentem” lub po prostu „prezydentem”. Po wkroczeniu w styczniu 1906 r. do miasta carskiego pułku kozaków udało mu się uniknąć aresztowania, przebywał kolejno w Krakowie, Frankfurcie n. Menem i Lwowie, gdzie w 1910 r. wstąpił do Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego. W dniu 06.08.1914 r. wymaszerował do Kongresówki w składzie 2 plutonu 1 Kompanii Kadrowej kpt. Tadeusza Kasprzyckiego. Następnie został komisarzem wojskowym Kielc, w 1915 r. brał udział w reaktywowaniu PPS-Frakcji Rewolucyjnej w Łodzi, kierował służbą wywiadowczą batalionu warszawskiego POW. Po powrocie do Legionów Pol został dowódcą saperów I Brygady a w 1917 dowódcą kompanii 5. pułku piechoty. W okresie kryzysu przysięgowego był internowany, przetrzymywano go w Beniaminowie. Po zwolnieniu działał w Polskiej Organizacji Wojskowej jako komendant jej Okręgu Radomskiego. W 1918 został szefem Oddziału Wywiadowczego w Komendzie Naczelnej I POW w Warszawie. Po odzyskaniu niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego został wyznaczony przez Piłsudskiego oficerem kontaktowym z niemiecką Centralną Radą Żołnierską i w dniach 11.11. – 19.11.1918 r. wynegocjował i przeprowadził ewakuację Niemców z Warszawy. Wyjechało wówczas 22 transportów z 27 000 żołnierzami armii niemieckiej. Z akcji tej uzyskano dziesiątki tysięcy broni, którą zgodnie z umową Niemcy pozostawili na granicy. W dniu 5 grudnia 1918 r. został komendantem Milicji Ludowej. Była to formacja policyjna (prekursorka Policji Państwowej), która powstała na bazie Milicji Ludowej PPS. Komendantem pozostał do 11.04.1919 r., był wówczas w stopniu kapitana. We wrześniu 1919 roku był już szefem sekcji defensywy oddziału II Dowództwa Frontu Litewsko-Białoruskiego. Uczestniczył m.in. w poufnych negocjacjach z przedstawicielem bolszewików Julianem Marchlewskim w Mikaszewiczach. Latem 1920 roku został szefem Oddziału II w Grupie Poleskiej (potem 5 armii) gen. Sikorskiego. Dnia 01.04.1920 otrzymał awans na majora. Od 1921 r. przewodniczył polsko-rosyjskiej podkomisji przy Mieszanej Komisji Granicznej. W 1922 r. należał do organizacji oficerskiej „Honor i Ojczyzna”, założonej w celu ograniczenia wpływów endecji w wojsku. Piastował kolejne stanowiska służbowe, był oficerem Oddziału II Sztabu Generalnego i w latach 1923 – 1924 attache wojskowym w Moskwie, następnie dowodził 6 pułkiem saperów. 01 listopada 1924 r. został słuchaczem Kursu Doskonalenia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Po jej ukończeniu jako oficer SG został 15.10.1925 r. przydzielony do Inspektoratu Armii Nr II w Warszawie na stanowisko 2. referenta. Kolejnym stanowiskiem, jakie objął, był dowódca 5 pułku saperów, którym dowodził do 1928 r. „ Zgodnie z Dziennikiem Personalnym Ministerstwa Spraw Wojskowych Nr 2 z 20 stycznia 1928 r. Minister Spraw Wojskowych przeniósł: pułkownika S. G. (Sztabu Generalnego) BOERNERA Ignacego Augusta, dowódcę 5 Pułku Saperów do kadry oficerów saperów z równoczesnym przeniesieniem służbowym do Ministerstwa Przemysłu i Handlu na stanowisko szefa samodzielnego wydziału wojskowego”. Jednocześnie został dyrektorem Fabryki Olejów Mineralnych „Polmin” i prezesem Syndykatu Naftowego. W tym czasie Boerner był już pułkownikiem ze starszeństwem od 01.01.1928 r. Awans na ten stopień otrzymał z czwartą lokatą w korpusie oficerów saperów.

W dniu 31.03.1929 r. przeniesiony został w stan spoczynku. W latach 1929 – XII 1930 i od 4 grudnia 1931 do 13 kwietnia 1932 r. był ministrem poczt i telegrafów. Zorganizował Oddziały Pocztowego Przysposobienia Wojskowego. Był założycielem i pierwszym przewodniczącym „Stowarzyszenia Bratnia Pomoc b. Uczestników Walk o Niepodległość”. Zmarł 12.04.1933 r. w Warszawie. Pochowany został na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w 1963 r. obok niego spoczęła poślubiona w 1905 r. żona Zofia z Wardyńskich (ur.1880). Był posłem na sejm III kadencji (1930 – 1935) z ramienia BBWR (wybrany z listy państwowej i z listy nr 1, okr. wyb. nr 23 (Iłża), z której wszedł do sejmu). Miał siedmioro rodzeństwa, m.in. brata Władysława (1865 – 1919), prawnika i działacza niepodległościowego, który był prezesem Domu Polskiego w Samarze, sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie, świeckim członkiem Konsystorza Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Najstarsza siostra Maria Paulina Teresa wyszła za mąż za oficera carskiego Piotra Bułygina, kuzyna późniejszego ministra spraw wewnętrznych Rosji z 1905 r. i sekretarza stanu z 1913 r. Aleksandra Grigorjewicza Bułygina (ur. 1851, rozstrzelany przez Czeka w 1919). Bułyginowie mieszkali w Moskwie. Ich syn Paweł* był poetą, wyemigrował z Rosji do Paragwaju, gdzie zmarł w 1936 r. Rok wcześniej w Londynie wydano jego książkę o zabójstwie cara Mikołaja II pt. „The Murder of the Romanovs: The Authentic Account”. Jej prawnuczka Tatiana Maksimowa jest inżynierem nawigatorem. Innym siostrzeńcem Boernera był historyk Zygmunt Lorentz (1894 – 1943), nauczyciel, prezes Oddziału Łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego, zamordowany przez Niemców, patron ulicy w Łodzi . Od jego nazwiska pochodzi nadana w 1936 r. nazwa osiedla mieszkaniowego (osiedle Łączności) Boernerowo, którego budowę w 1932 r. sam zainicjował. Jest to część Bemowa w Warszawie. Miał syna Władysława urodzonego w 1908. Odznaczony był Krzyżem Orderu Virtuti Militari V kl. i Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Krzyżem Niepodległości z Mieczami, Krzyżem Walcznych dwukrotnie i Krzyżem Zasługi Wojsk Litwy Środkowej oraz Złotym Krzyżem Zasługi. Patronuje Centrum Wsparcia Teleinformatycznego Sił Powietrznych.

Andrzej Szutowicz

Źródło

  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Boerner
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Milicja_Ludowa
  • http://bs.sejm.gov.pl/F?func=find-b&request=000000120&find_code=SYS&local_base=ARS10
  • http://www.muzeum.zdunskawola.pl/dr/taxonomy/term/17?page=3
Pomnik z Pełczyc

Pełczyce. W poszukiwaniu niemieckiego pomnika

Wraz z zakończeniem I wojny światowej rozpoczęło się w Niemczech liczenie strat. Jedenastomilionowa armia niemiecka poniosła straty w wysokości 7.142.558 żołnierzy. W celu upamiętnienia poległych w wojnie w całych Niemczech stawiano pomniki w centrach miast lub wsi, najczęściej przy kościele lub cmentarzu. Nie było miejscowości, w której nie znajdowałby się monument postawiony na ich cześć. Najczęściej te skromne pomniki w formie niewielkiego obelisku lub głazu posiadały wyrytą datę wybuchu wojny 1914–1918, krzyż przedstawiający odznaczenie pruskie nadawane za męstwo na polu walki oraz imiona i nazwiska poległych mieszkańców danej miejscowości. Nie wiadomo dokładnie, kiedy wzniesiono pomnik w Pełczycach (Bernstein), który znajdował się pomiędzy obecną plebanią rzymsko-katolicką a Zespołem Szkół. Postument wykonany był z piaskowca w kształcie prostokąta. Umieszczono na nim wyrzeźbione w rzędzie nazwiska zmarłych i miejsce śmierci.

Napisy znajdowały się po wszystkich czterech stronach pomnika. W górnej części postawiono antyczną sofę, a na niej nagiego mężczyznę ze skrzyżowanymi nogami, opartego na łokciu lewej ręki. W prawej dłoni trzymał on miecz, jego głowę zdobił hełm niemiecki „Stahlhelm” – wzór 1916, potocznie nazywany rogaczem. Pod pomnikiem w czasie świąt narodowych umieszczano kwiaty, wieńce i wiązanki. Wraz z zakończeniem II wojny światowej w miasteczku rozpoczęto demolować wszystko co niemieckie. Nie oszczędzono również pomnika niszcząc postać mężczyzny. Sam postument został, gdyż był zbyt wielki, aby można było się go usunąć. W roku 1949 jeden z radnych w trakcie posiedzenia plenarnego Miejskiej Rady Narodowej w celu powiększenia boiska szkolnego wysunął wniosek z propozycją likwidacji poniemieckiego pomnika, który nie przedstawiał według niego żadnej wartości artystycznej i historycznej. Postument zapewne z braku dźwigu pozostał na miejscu, wtapiając się w krajobraz nowych powojennych Pełczyc. Wychowały się przy nim pokolenia młodzieży, bawiąc się obok niego i grając w karty. Nikt nie zastanawiał się, jakie treści znajdowały się na nim i kogo pomnik miał upamiętniać. Ostatecznie monument zniknął w trakcie budowy sali gimnastycznej w latach 80-tych. Próby odnalezienia choćby jego fragmentów spełzły na niczym. Sprzeczne relacje mieszkańców utrudniały jego odkrycie. Część osób twierdziła, że nagi mężczyzna został rozbity młotami, a fragmenty wrzucono do bagna, które ongiś znajdowało się w pobliżu boiska szkolnego. Inni twierdzili, że postument został zatopiony w bagnie przy ul. Zamkowej, wywieziony lub zakopany obok szkoły. Najbardziej prawdopodobną jest jednak wersja zakopania go w pobliżu szkoły, gdyż nie wymagało to dużych nakładów pracy. Same jego podniesienie do góry (ważył kilka ton) i załadowanie na przyczepę było nie lada wyzwaniem i przedsięwzięciem. Łatwiej było go zepchnąć na nasyp. Jaka jest prawda? Może się kiedyś dowiemy. Na szczęście zachowała się fotografia pomnika. Dzięki niej wiemy, jak wyglądał monument. Powiększając zdjęcie, można odczytać część nazwisk poległych oraz orientacyjnie podać liczbę poległych, która mogła wynosić od 100 do 120 mężczyzn. Była to wielka danina dla ojczyzny jak na miasto, które wówczas liczyło około 2400 osób. Los tak chciał, że na terenie gminy Pełczyce zachowały się miejsca upamiętniające zabitych. Najciekawszy i najlepiej zachowany pomnik, dzięki opiece nieżyjącego już sołtysa Władysława Maciąga i obecnie jego syna Marka Maciąga, znajduje się obok kościoła w Przekolnie. Jest to budowla w kształcie ołtarza z gotyckim napisem „Es starben den Heldentod für das Vaterland“ (zmarli bohaterską śmiercią dla ojczyzny), poniżej umieszczone są imiona, nazwiska i daty śmierci 27 poległych: Franza Arndt zm. 21.09.1918, Hermanna Arndt zm. 25.09.1915, Gustava Burow zm. 20.09.1915, Wilhelma Feske zm. 10.08.1915, Otto Gohde zm. 29.02.1918, Augusta Hartwing zaginął, Otto Hartwing zm. 29.03.1918, Wilhelma zm. 13.11.1914, Kuniberta Hempe zm. 03.03.1918, Hermanna Hennig zm. 26.03.1918, Karla Kuhnke zm.30.01.1915, Hansa Lieben zm. 07.04.1915, Wilhelma Liese zm. 21.11.1915, Hermanna Marten 23.11.1914, Edvarda Otomeyer zm. 20.05.1917, Johannesa Pawlack zm. 04.11.1914, Wilhelma Pieper zm. 01.02.1916, Augusta Rehberg zm. 09.05.1915, Wilhelma Rehberg zm. 09.06.1918, Karla Schieleir zm. 20.08.1917, Otto Schulz zm. 10.08.1918, Wilhelma Seecker zm. 20.09.1914, Wilhelma Seecker zm. 17.11.1914, Wilhelma Slomeyer zm. 27.08.1918, Friedricha Wilke zm. 22.03.1918, Otto Wothe zm. 06.11.1917, Paula Wothe zm. 24.05.1917.

Kamienne obeliski z częściowo zatartymi napisami stoją jeszcze koło kościoła w Sarniku, w Jarosławsku i naprzeciwko parku w Boguszynach. Odczytano jedynie imiona i nazwiska wyryte w kamiennym pomniku w Sarniku. Poległymi żołnierzami za swoją ojczyznę byli: Emil Karge zm. 09.10.1917, Richard Koch zm. 21.06.1916, Walter Kühl zm. 04.07.1918, August Liermann zm. 21.05.1917, Otto Liermann zm. 20.09.1918.
Z powodu bezmyślnego zniszczenia wszystkiego co niemieckie, nie zastanawialiśmy się, że na pomnikach również znajdowały się polskie nazwiska zmarłych, bowiem my również walczyliśmy w czasie I wojny światowej po wszystkich stronach konfliktu. Niszcząc kamienne budowle, usuwaliśmy nazwiska zmarłych, tym samym skazując ich na historyczny niebyt. Polegli nigdy nie spoczęli w ojczystej ziemi. Pamięć o nich wykuto na postumencie, który już niestety nie istnieje. Na szczęście grupa zapaleńców przystąpiła do próby renowacji zachowanych kamieni, gdyż bardzo pragną naprawić to, co bezsensownie zniszczyli ich dziadowie.

Gerard Sopiński

Źródła

  • http://www.denkmalprojekt.org/2010/rehfeld_wk1u2_nm_obrb.htm
  • materiały Izby Historycznej w Pełczycach.
  • Wspomnienia i relacje: Joachima Spolankiewicza, Wojciecha Cheby, Jana Zadłużnego