Roman Juszkiewicz

Zapomniana jednostka z Drawna, czyli 083 posterunek obserwacyjno-meldunkowy

Z początkiem lat 50-tych XX w. w Drawnie i Brzezinach funkcjonowały w ramach obrony przeciwlotniczej posterunki obserwacyjno-meldunkowe. Stanowiły one dość prymitywny system obserwacji przestrzeni powietrznej i wczesnego ostrzegania. Ich funkcjonowanie wzorowane było na podobnym wojennym systemie niemieckim, polskie posterunki często umieszczano w miejscach, gdzie uprzednio działały niemieckie. Pamiętający te czasy starsi mieszkańcy Drawna wspominają nieraz o wojsku, które stacjonowało w obecnym budynku Urzędu Miasta i o tym, jak jako małe dzieci dostawali od żołnierzy wojskowe suchary.

Posterunek w Drawnie oznaczony jako 083 posterunek obserwacyjno-meldunkowy działał jako jeden z siedmiu posterunków obserwacyjnych, wystawionych przez pluton obserwacyjno-meldunkowy (d-ca plutonu ppor. /płk Roman Juszkiewicz *– na zdjęciu) 3 kompanii (d-ca ppor. Lucjan Apeld) 49. batalionu obserwacyjno-meldunkowego (d-ca mjr Wiktor Kamiński, szef sztabu – kpt. Jan Jasiukiewicz). Batalion powstał w Legionowie na bazie 1 batalionu łączności. Stosowny rozkaz został wydany 29 marca 1950 r. Przewidziano dla niego 634 etatów wojskowych i 2 kontraktowych. W skład batalionu wchodziły cztery kompanie, tj. trzy obserwacyjno-meldunkowe i jedna szkolna. W lipcu 1950 r. sztab batalionu przeniesiono do Wałcza. W tym czasie dzięki utworzeniu kolejnych batalionów stworzono system obserwacyjny, który obejmował około 150 posterunków obserwacyjno-meldunkowych i 16 posterunków zbierania i opracowania informacji na stanowiskach dowodzenia (SD) kompanii i batalionów. Miejscem stacjonowania dowódcy plutonu 3 kompanii, któremu podlegał drawieński posterunek, był Czaplinek, natomiast dowództwo kompanii mieściło się w Wałczu. Dowódca plutonu miał na stanie służbowego konia, który był na posterunku w Studnicy. Obok Studnicy i Drawna pluton ten miał posterunki w Czaplinku, Kaliszu Pomorskim, Budowie (w sezonie letnim na kominie). Obserwacja przestrzeni powietrznej na posterunku była całodobowa. Oczywiście prowadzono ją bez względu na warunki atmosferyczne. Zimą żołnierze posterunku zaopatrzeni byli w waciaki, buty filcowe, swetry, czapki uszatki oraz długie kożuchy, a także w podgumowane peleryny na słotę. Etatowo na wyposażeniu posterunku były stoliki kursowe, lornetki, dwa aparaty telefoniczne AP-48, busola, zegar z funkcją budzika i pięć kilometrów kabla telefonicznego. Uzbrojenie dla pięciu żołnierzy składało się z broni etatowej typu PM wz 43 wraz z amunicją oraz granaty ręczne RG-42 i F-1 (wszystkiego oprócz amunicji po 5 szt.). Żołnierze wyznaczeni do pełnienia służby na posterunkach otrzymywali pieniężny ryczałt z dodatkiem socjalnym, tzw. „dobs”. Była to podwyższona norma żywieniowa. Na posterunku prowadzono książkę przychodów i rozchodów pieniężnych, która sukcesywnie kontrolowali przełożeni. Żołnierze zakupów dokonywali sami w miejscowych sklepach. Początkowo raz na miesiąc kupowali na własne potrzeby prosiaka lub cielaka, zmieniło się to, gdy wprowadzono kartki na mięso. Zaopatrzenie mundurowe i kwaterunkowe posterunku otrzymywano z kompanii. Żołnierze we własnym zakresie urządzili punkt obserwacyjny, dół nasłuchowy oraz schron.

Metoda pracy posterunku była prymitywna, tzn. prowadzono obserwację wzrokową i słuchową, dlatego czapek zimowych nie można było wiązać pod brodą. Obserwator stał na wyznaczonym punkcie bez żadnego oszklenia, w tym czasie drugi żołnierz czuwał w pomieszczeniu mieszkalnym przy aparacie telefonicznym. Telefony na punkcie i w pomieszczeniu były ze sobą połączone. Meldunek z posterunku na hasło „powietrze” przesyłany był na stanowisko dowodzenia kompanii, a następnie na SD batalionu i dalej do Głównego Posterunku Obserwacyjno-Meldunkowego w Pyrach pod Warszawą (utworzonego 27 lutego1950 r.). Tam opracowywano raport o sytuacji powietrznej.

Niestety, praca posterunku spotykała wiele ograniczeń, szczególnie z powodu warunków atmosferycznych i z powodu braku stacji radiolokacyjnych w stosunku do liczby zaangażowanych ludzi był mało wydajny.

W maju 1952 r. na bazie 49. batalionu obserwacyjno-meldunkowego sformowano w Bydgoszczy 8. samodzielny pułk obserwacyjno-meldunkowy (8. spobsmeld). Dowódcą pułku został mjr Wiktor Kamiński, szefem sztabu – kpt. Lucjan Ratyński. Zastępcami dowódcy zostali: kpt. Henryk Seroka (ds. liniowych), por. Lech Lipiński (ds. radiolokacji), por. Andrzej Węgrzyn (ds. technicznych). Pod koniec 1952 r. na odcinku na południe od Czaplinka włącznie działały także posterunki obserwacyjno-meldunkowe 078 Czaplinek, 079 Bobrowo, 080 Sławno, 081 Stara Studnica, 082 Kalisz Pom, 083 Drawno, 084 Brzeziny i dalej, posterunki takie istniały jeszcze w innych miejscowościach: nr 087 w Strzelcach Krajeńskich, 089 w Santoku, 089 w Murzynowie. Według potwierdzonych danych siedziba posterunku w Drawnie mieściła się w budynku obecnego Urzędu Miejskiego. Natomiast wieża obserwacyjna mieściła się na Górze Winnej. Reorganizacja systemu obserwacji powietrznej i, co za tym idzie, wprowadzenie na wyposażenie Wojska Polskiego radarów spowodowało zlikwidowanie znacznej liczby posterunków, w tym w Drawnie i w Brzezinach. Jednak w tym czasie Brzeziny wchodziły w skład terytorialny gminy Kołki

opowieści zatomskie

Opowieści zatomskie

Opowieść pierwsza, czyli Historia Herberta Meinel”

Zatom, lata 1920 – 1937

Opowieść pani Ireny Westphal z.d. Steinberg (w Zatomiu), zam. Austernbrede 35, 33330 Gütersloh: Mój ojciec, Rudolf Steinberg (1898 – 1995) opowiadał tę historię często i chętnie jako przykład na to, że i młodzi gniewni wyjść mogą na porządnych ludzi.

Ojciec Herberta, Meinel, był właścicielem bardzo ówcześnie znanej firmy produkującej instrumenty muzyczne „Meinel und Herold” w Klingenthal (na południe od Zwickau na czeskiej granicy). W wyniku różnicy zdań między nim a ojcem, młody Herbert spakował pewnego dnia swój tobołek i wyruszył na wędrówkę. W latach dwudziestych było to bardzo popularne. Wielu młodych mężczyzn wyruszało na pieszą wędrówkę przez kraj – jedni z żądzy przygody, inni ze względu na rosnące bezrobocie. Nie było dnia, żeby taki włóczykij nie zapukał do drzwi mego rodzinnego domu z prośbą o jakiś datek. I tak pewnego dnia Herbert Meinel zawitał w Zatomiu. Przypuszczam, że zima stała wtedy tuż za progiem i szukał po prostu ciepłego kwaterunku na nadchodzące chłody. Poszczęściło mu się – znalazł dach nad głową i dodatkowo pracę. Z mężczyznami ze wsi chodził do lasu na wycinkę – dla Zatomian, oprócz flisactwa było to ważne źródło dochodów. Herbert Meinel był już wkrótce posiadaczem dwóch koni, którymi przewoził drzewo. (Może więc nie opuścił on rodzinnego domu z pustymi kieszeniami?) Wkrótce poznał on swą późniejszą żonę, Marthę Schwandt; pobrali się około roku 1926. Martha była córką głównego flisaka Gustava Schwandt i jego żony Luise mieszkających pod numerem 34 na Planie Roedera. Również brat Marthy, Ernst Schwandt, mieszkał ze swoją rodziną w gospodarstwie pod numerem 30 (Plan Roedera). Ojciec Herberta często ponawiał próby sprowadzenia go do domu, ten jednak wolał zostać w Zatomiu. W 1926 r. ojciec dla swojego syna kupił gospodarstwo z numerem 30, jednakże z przyczyn wychowawczych część kwoty zakupu pozostawił Herbertowi w formie długu. Herbert Meinel gospodarzył pilnie i z rozwagą. Jego postawa zdobyła mu uznanie wśród wszystkich mieszkańców wsi. Z czasem tradycją stały się zatomskie wizyty rodziców Herberta, którzy regularnie przyjeżdżali w odwiedziny do dzieci i wnuków. Z tej okazji zawsze organizowano w gospodzie Beyer poczęstunek z szampanem – mała sensacja dla Zatomia! W ramach nagrody za pracowitość syna ojciec Meinel polecił dostarczać mu w czasie żniw skrzynkę piwa tygodniowo. Tym zajmował się szynkarz Ewald Steinberg. (To od Ewalda ojciec znał tę historię – jakże to były inne czasy (1926) w porównaniu z 1995 r. – cóż to dzisiaj jest skrzynka piwa? – a wtedy była to sensacja, o której dyskutowali wszyscy we wsi!). Małżeństwo Meinel miało już wtedy dwie córki – Gertrudę (ur.1927) i Charlottę (ur.1928), później dołączyła do nich jeszcze piątka dzieci. W 1937 r. ojciec Herberta kupił mu posiadłość wielkości 100 ha w Oelsnitz w Vogtland, dokąd przeprowadziła się cała rodzina. Gospodarstwo w Zatomiu sprzedane zostało Karlowi Klueckmann (bratu Ericha Klueckman z gospodarstwa 2), możliwe, że wpływ na to miał fakt, że matka Ewalda Steinberga z urodzenia nazywała się Klueckmann. Siostra Hildegarda (w Zatomiu od 1.04.1938) poślubiła później nauczyciela ze szkoły leśnictwa, Theo Peter ze Steinbusch. Pani Dorothea Zehe, ur. Feddersen (córka nadleśniczego Friedrich Christian Feddersen, 1871 – 1934; jego nagrobek zachował się po dziś dzień na cmentarzu w Werder) tak pisze o Theo Peter:„Wszystkie roczniki ze szkoły leśnictwa od 1926 począwszy go znają. Był profesorem od „nieleśniczych” przedmiotów – niemieckiego, matematyki, muzyki (we wszelakiej formie) i nauk przyrodniczych – lubianym i szanowanym. Ze swoją rodziną mieszkał w Steinbusch aż do roku 1945, po długiej tułaczce zamieszkał z nią w Hoexter, gdzie zmarł.

Opowieść druga: „Wspomnienia z okresu między 30.01.1945 r. a wysiedleniem w połowie lipca 1945 r. Zatom”

(napisała Ella Sell z domu Splettstoesser, urodzona w Zatomiu)

Ella Sell z Zatten (Zatomia) prowadziła w Zatomiu pocztę, napisała niniejszy list w czerwcu 1945 roku. List nadany został w Wusterwitz, miejscowości, do której pani Sell zbiegła. Adresatką listu była pani Marie Menz z domu Mueller (żona żandarma Otto Menz z Zatten), przebywająca wówczas w Magdeburgu. List ten przekazany został do archiwum w Choszcznie przez panią Gerdę Faenger, z domu Menz, córkę Marie i Otto Menz.

„Zanim odpowiem na Pani pytania, muszę zdać Pani najpierw relację z tego, co przekazał mi w sprawie Pani męża Ernst Wenzel po powrocie z amerykańskiej niewoli. Rozmawiał on krótko z Pani mężem w połowie kwietnia, w okolicach Hamburga. Ten powiedział mu, że ma się dobrze. Pani mąż schronił się (podczas ucieczki – przyp. red.) na wozie Eichelmeyerów z Friedenau. Razem z nim jest tam teraz również Otto Beyer z Neuwedell (Drawno). Proszę się więc za bardzo nie przejmować. Być może już niedługo mąż do Pani dołączy. Rodzina Wenzel dotarła tu, do Wusterwitz, we wtorek. Także teściowa i Wilhelm są tutaj. Nie było ani jednego pociągu do Berlina. Wilhelm walczył w Berlinie, poniósł rany i otrzymał przepustkę z Kuestrin (Kostrzyn). Miejmy nadzieję, że już wkrótce przyjadą jego śladami inni. O Bruno (Sell, mąż Elli, zaginiony od czerwca 1944, w Rosji – przyp. Red.) niestety niczego więcej nie słyszałam. Mam nadzieję, że przebywa w niewoli i pewnego dnia powróci. Wracali już żołnierze ze Stalingradu czy z Sybiru.

Przejdę teraz do opisu całej naszej drogi przez cierpienia. 30 stycznia wmaszerował do Zatomia rosyjski patrol rozpoznawczy z Radencina (Regentin). Tego samego wieczoru zjawiła się również grupa niemieckich spadochroniarzy, którzy poradzili nam opuścić wieś jeszcze tego samego wieczoru. Po zmierzchu przedarliśmy się przez wysokie śniegi – najpierw do Barnimia (niem. Fuerstenau), a nasze bagaże ulokowaliśmy na wozie u Paula Beyer. Różni zatomianie zostali na miejscu (Otto Quade, Butzin, Bomke). Jeszcze tej samej nocy przeżyli oni bitwę pancerną, rozegraną gdzieś między Zatomiem, Radęcinem a Zatomską Smolarnią (Fritz Moerke „Walka o okręg Arnswalde w roku 1945.”, s. 25 – 32; przyp. red.). Salę u Bayerów zmieniono w szpital polowy, leżało tam ponad 100 rannych. Do 2 lutego zatrzymaliśmy się w pałacu w Barnimiu. Potem wróciliśmy do Zatomia, powiedziano nam bowiem, że niebezpieczeństwo minęło, a Rosjanie zostali pobici i są w odwrocie. Gdy dotarliśmy na miejsce, wieś pełna była niemieckich żołnierzy. Poszliśmy najpierw do naszego domu, ale ledwo tam dotarliśmy, przekazano nam, że wieś należy opuścić do godziny 15-tej. To było gorzkie rozczarowanie. Niemieckie wojsko zabrało wszystkich rannych na wozy ciężarowe. Wylądowaliśmy w Berlinie. Na początku maja wróciliśmy do Zatomia. Większość szła pieszo. Dotarliśmy 25.05, była z nami pani Haack. Z zakopanych rzeczy nikt niczego nie odnalazł. Również u Państwa wszystko zostało wykopane. Trzeba było się z tym najpierw oswoić. Przez te sześć tygodni, które spędziliśmy wtedy w Zatomiu, mieszkaliśmy u Elsbeth. Cała rodzina Sell była razem. Był to jedyny dom, który wyglądał jeszcze po ludzku – mieszkali w nim oficerowie. W pozostałych nie dało się wytrzymać – brud był niemiłosierny. Kiedy już się trochę przyzwyczailiśmy do nowych warunków, znowu musieliśmy odejść. I znów wyruszyliśmy w pieszą wędrówkę. Dużo, dużo trudu i mordęgi, Polacy przepędzali nas dalej i dalej. W Pyrzycach (niem. Pyritz) Polacy zatrzymali do robót państwa Loerke, Roeder, Krueger, Wernicke, Oehlke, Klueckmann, Otto Schwandt i panią Haack. Czy wysłali ich potem z powrotem do Zatomia? Elfriede Reichert zmarła w Zatomiu na tyfus, nie leżała długo w chorobie. Willi Schmidt i żona Ernsta Bahr powiesili się, zbyt wiele musieli wycierpieć od Rosjan.”

Źródło: Heimatgruβ Rundbrief

Georg Gransee

Ritterkreuz z Brzezin

Najwyższe odznaczenia bojowe otrzymywali nieliczni, czasem dzięki nim znaleźli miejsce w historii regionu i kraju. Dawni mieszkańcy terenów dzisiejszej gminy Drawno wiedzieli, że landrat Achatz Wilhelm August von Waldow (ur. 11.01.1771) posiadał Pour le Mérite. Było to odznaczenie wysokiej rangi, niestety elitarne. Między innymi w nawiązaniu do niego ustanowiony został w 1939 r. order, który miał być nadawany żołnierzom wszystkich stopni w celu podkreślenia równości żołnierzy armii (jednak większość odznaczonych byli oficerami). Tym odznaczeniem był Krzyż Rycerski, właśc. Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego (Ritterkreuz des Eisernen Kreuzes, RK), czyli najwyższe odznaczenie bojowe III Rzeszy, order, który niejako stanowił wyższy stopień Krzyża Żelaznego. Początkowo stanowił on jedną klasę Krzyża Żelaznego i umiejscowiony był w hierarchii między Krzyżem Żelaznym I klasy a Krzyżem Wielkim Krzyża Żelaznego. W toku wojny ustanowiono dalsze cztery jego klasy, tj.: Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu, Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu i Mieczami oraz z Liśćmi Dębu, Mieczami i Brylantami. Najwyższa klasa, Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego ze Złotymi Liśćmi Dębu, Mieczami i Brylantami. Przede wszystkim nadawany był za wyjątkowy akt odwagi w obliczu nieprzyjaciela lub za całokształt dowodzenia podczas bitwy. Ponadto przyznawany był za uzyskanie odpowiedniej liczby punktów za zestrzelenie wrogich samolotów (początkowo 20 punktów, punkty zależały m.in. od liczby silników samolotów – do trzech za samolot czterosilnikowy), za zatopienie okrętów lub statków o tonażu 100000 ton lub czyn wykraczający poza zwykłe obowiązki (np. uratowanie ciężko uszkodzonego okrętu). Podczas wojny szczegółowe kryteria były zaostrzane, lecz zdarzały się też wyjątki od ogólnych zasad. Krzyż Rycerski Żelaznego Krzyża był równoramienny o rozszerzających się na zewnątrz ramionach. Wymiary wahały się od 48,2 mm do 48,8 mm. Noszony był na czarno-biało-czerwonej wstążce pod szyją o szerokości 45 mm. Było to odznaczenie niezwykle cenione i dotychczas ma rangę niemal międzynarodową. Do grona odznaczonych tym orderem należy pochodzący z Brzezin oberfeldwebel der Reserve Georg Gransee (ur. 29. czerwca 1917, zm 23. 01. 1945). Urodził się w budynku pocztowym w Brzezinach niem. Berkenbrügge. Tu też kończył szkołę ludową. Ojciec Emil (05.09.1884 – 1945) pochodził także z Brzezin, gdzie zmarł. Matka Martha Jodekdins ur. 24.02.1887 r. w Prusach Wschodnich, zm. 15.03.1978 r. w Hermannstein, Kreis Wetzlar. Miał dwie siostry także urodzone w Brzezinach – Johanna (1913 – 2000) i Hildegard (1915 – 2005). Do Wehrmachtu został wcielony 16. 11.1938 r. Początkowo służył w 6 lekkiej kompanii czołgów, na bazie której powstał w Karniowie w Czechach 31 pułk czołgów (Panzer-Regiment 31). W wojnie z Polską nie brał udziału, dopiero razem ze swoim pułkiem wszedł na krótko do boju podczas wojny na Zachodzie. W dniu 16.04.1941 r. otrzymał awans na stopień Obergefreiter, walczył na Bałkanach z Jugosławią i Grecją. Przeszedł wówczas do 2 kompanii 31 pułku czołgów. 06.05. 1941 r. odznaczony został Krzyżem Żelaznym 2 kl. Po zakończeniu działań w Grecji wrócił do Niemiec, gdzie pułk zregenerował siły. Brał udział w operacji Barbarossa, czyli w inwazji na ZSRR. Znalazł się w 8 kompanii swego pułku, który wszedł w skład 5 Dywizji Pancernej. Walczył pod Moskwą na przełomie 1941 /1942 r. 23.12.1941 r. otrzymał Krzyż Żelazny 1 kl. W lipcu 1943 r. powrócił do 2 kompanii. 12 lipca mianowany został na stopień Feldfebel. W dniach 14 i 15. 08.1943 r. brał udział w ciężkich walkach pod Wiaźmą. Podczas gdy główne siły radzieckie znajdowały się na południe od tej miejscowości, śląski dywizjon czołgów zabezpieczał na prawym skrzydle znajdujące się na wzgórzu słabe siły pancerne dywizji. Z tyłu były stanowiska artylerii i pododdziały zabezpieczenia. Wieczorem 14 sierpnia 1943 roku Rosjanie zaatakowali wzgórze brygadą pancerną wspartą dwoma batalionami. W chwili kiedy utrata wzgórza była zagrożona, śmiałym Gransee zaatakował skrzydło atakujących i osobiście zniszczył dwa czołgi. Następnego ranka przeciwnik znowu zaatakował. Powyżej 10 czołgów zniszczył pociąg Gransse, Feldwebel Gransee osobiście zniszczył trzy czołgi 44-tonowe KW 1. Udaremniono pięć ataków piechoty radzieckiej na wzgórze. Jeden rosyjski czołg, wykorzystując dolinę od południowej strony wzgórza, próbował przedostać się na niemieckie tyły, ten manewr udaremnił Gransee ze swoim czołgiem i zniszczył przeciwnika. Potem niszcząc dalsze czołgi, musiał się wycofać na osłoniętą pozycję. Ogólnie podczas tego boju zniszczył 21 czołgów wroga. Po rozkazie o odwrocie przyczepił do swego czołgu działo przeciwlotnicze, a załogę przetransportował na czołgu. Potem znowu znalazł się na pierwszej linii frontu. Za wykazaną w tych bojach odwagę i zimną krew 19 września 1943 r. został odznaczony krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego. Otrzymał ranę w lewe oko i od 15 stycznia 1944 r. przebywał na leczeniu w IV Szpitalu Rezerwowym w Regensburgu. W 1944 r. został Fahnenjunker-Oberfeldwebel. Po wyleczeniu trafił na front wschodni do 7 kompanii swego pułku. Walczył w Prusach Wschodnich i na Dolnym Śląsku. 23.01.1945 r. poległ pod m. Stradomia Wierzchnia (niem Ober-Stradam ) koło Wrocławia. Pochowany został na niemieckim cmentarzu wojennym w Nadolicach Wielkich. Posiadał Medal za służbę w Wehrmachcie IV kl. (Dienstauszeichnung der Wehrmacht IV. Klasse), Brązową Odznakę „Za rany” (Verwundetenabzeichen in schwarz), Medal za Kampanię Zimową na Wschodzie 1941/1942 (Medaille Winterschlacht im Osten 1941/42), Srebrną Odznakę za Walkę Pancerną (Panzerkampfabzeichen in Silber).

Marian Twardowski i Andrzej Szutowicz

 

Literatura

  • http://geschichte.prepedia.org/wiki/Georg_Gransee
  • http://www.onlineofb.de/famreport.php?ofb=arnswalde_friedeberg&ID=I17826&nachname=GRANSEE&lang=se
  • Heimatgruβ Rundbrief 168/1980 str.13