Opowieści zatomskie

Opowieść pierwsza, czyli Historia Herberta Meinel”

Zatom, lata 1920 – 1937

Opowieść pani Ireny Westphal z.d. Steinberg (w Zatomiu), zam. Austernbrede 35, 33330 Gütersloh: Mój ojciec, Rudolf Steinberg (1898 – 1995) opowiadał tę historię często i chętnie jako przykład na to, że i młodzi gniewni wyjść mogą na porządnych ludzi.

Ojciec Herberta, Meinel, był właścicielem bardzo ówcześnie znanej firmy produkującej instrumenty muzyczne „Meinel und Herold” w Klingenthal (na południe od Zwickau na czeskiej granicy). W wyniku różnicy zdań między nim a ojcem, młody Herbert spakował pewnego dnia swój tobołek i wyruszył na wędrówkę. W latach dwudziestych było to bardzo popularne. Wielu młodych mężczyzn wyruszało na pieszą wędrówkę przez kraj – jedni z żądzy przygody, inni ze względu na rosnące bezrobocie. Nie było dnia, żeby taki włóczykij nie zapukał do drzwi mego rodzinnego domu z prośbą o jakiś datek. I tak pewnego dnia Herbert Meinel zawitał w Zatomiu. Przypuszczam, że zima stała wtedy tuż za progiem i szukał po prostu ciepłego kwaterunku na nadchodzące chłody. Poszczęściło mu się – znalazł dach nad głową i dodatkowo pracę. Z mężczyznami ze wsi chodził do lasu na wycinkę – dla Zatomian, oprócz flisactwa było to ważne źródło dochodów. Herbert Meinel był już wkrótce posiadaczem dwóch koni, którymi przewoził drzewo. (Może więc nie opuścił on rodzinnego domu z pustymi kieszeniami?) Wkrótce poznał on swą późniejszą żonę, Marthę Schwandt; pobrali się około roku 1926. Martha była córką głównego flisaka Gustava Schwandt i jego żony Luise mieszkających pod numerem 34 na Planie Roedera. Również brat Marthy, Ernst Schwandt, mieszkał ze swoją rodziną w gospodarstwie pod numerem 30 (Plan Roedera). Ojciec Herberta często ponawiał próby sprowadzenia go do domu, ten jednak wolał zostać w Zatomiu. W 1926 r. ojciec dla swojego syna kupił gospodarstwo z numerem 30, jednakże z przyczyn wychowawczych część kwoty zakupu pozostawił Herbertowi w formie długu. Herbert Meinel gospodarzył pilnie i z rozwagą. Jego postawa zdobyła mu uznanie wśród wszystkich mieszkańców wsi. Z czasem tradycją stały się zatomskie wizyty rodziców Herberta, którzy regularnie przyjeżdżali w odwiedziny do dzieci i wnuków. Z tej okazji zawsze organizowano w gospodzie Beyer poczęstunek z szampanem – mała sensacja dla Zatomia! W ramach nagrody za pracowitość syna ojciec Meinel polecił dostarczać mu w czasie żniw skrzynkę piwa tygodniowo. Tym zajmował się szynkarz Ewald Steinberg. (To od Ewalda ojciec znał tę historię – jakże to były inne czasy (1926) w porównaniu z 1995 r. – cóż to dzisiaj jest skrzynka piwa? – a wtedy była to sensacja, o której dyskutowali wszyscy we wsi!). Małżeństwo Meinel miało już wtedy dwie córki – Gertrudę (ur.1927) i Charlottę (ur.1928), później dołączyła do nich jeszcze piątka dzieci. W 1937 r. ojciec Herberta kupił mu posiadłość wielkości 100 ha w Oelsnitz w Vogtland, dokąd przeprowadziła się cała rodzina. Gospodarstwo w Zatomiu sprzedane zostało Karlowi Klueckmann (bratu Ericha Klueckman z gospodarstwa 2), możliwe, że wpływ na to miał fakt, że matka Ewalda Steinberga z urodzenia nazywała się Klueckmann. Siostra Hildegarda (w Zatomiu od 1.04.1938) poślubiła później nauczyciela ze szkoły leśnictwa, Theo Peter ze Steinbusch. Pani Dorothea Zehe, ur. Feddersen (córka nadleśniczego Friedrich Christian Feddersen, 1871 – 1934; jego nagrobek zachował się po dziś dzień na cmentarzu w Werder) tak pisze o Theo Peter:„Wszystkie roczniki ze szkoły leśnictwa od 1926 począwszy go znają. Był profesorem od „nieleśniczych” przedmiotów – niemieckiego, matematyki, muzyki (we wszelakiej formie) i nauk przyrodniczych – lubianym i szanowanym. Ze swoją rodziną mieszkał w Steinbusch aż do roku 1945, po długiej tułaczce zamieszkał z nią w Hoexter, gdzie zmarł.

Opowieść druga: „Wspomnienia z okresu między 30.01.1945 r. a wysiedleniem w połowie lipca 1945 r. Zatom”

(napisała Ella Sell z domu Splettstoesser, urodzona w Zatomiu)

Ella Sell z Zatten (Zatomia) prowadziła w Zatomiu pocztę, napisała niniejszy list w czerwcu 1945 roku. List nadany został w Wusterwitz, miejscowości, do której pani Sell zbiegła. Adresatką listu była pani Marie Menz z domu Mueller (żona żandarma Otto Menz z Zatten), przebywająca wówczas w Magdeburgu. List ten przekazany został do archiwum w Choszcznie przez panią Gerdę Faenger, z domu Menz, córkę Marie i Otto Menz.

„Zanim odpowiem na Pani pytania, muszę zdać Pani najpierw relację z tego, co przekazał mi w sprawie Pani męża Ernst Wenzel po powrocie z amerykańskiej niewoli. Rozmawiał on krótko z Pani mężem w połowie kwietnia, w okolicach Hamburga. Ten powiedział mu, że ma się dobrze. Pani mąż schronił się (podczas ucieczki – przyp. red.) na wozie Eichelmeyerów z Friedenau. Razem z nim jest tam teraz również Otto Beyer z Neuwedell (Drawno). Proszę się więc za bardzo nie przejmować. Być może już niedługo mąż do Pani dołączy. Rodzina Wenzel dotarła tu, do Wusterwitz, we wtorek. Także teściowa i Wilhelm są tutaj. Nie było ani jednego pociągu do Berlina. Wilhelm walczył w Berlinie, poniósł rany i otrzymał przepustkę z Kuestrin (Kostrzyn). Miejmy nadzieję, że już wkrótce przyjadą jego śladami inni. O Bruno (Sell, mąż Elli, zaginiony od czerwca 1944, w Rosji – przyp. Red.) niestety niczego więcej nie słyszałam. Mam nadzieję, że przebywa w niewoli i pewnego dnia powróci. Wracali już żołnierze ze Stalingradu czy z Sybiru.

Przejdę teraz do opisu całej naszej drogi przez cierpienia. 30 stycznia wmaszerował do Zatomia rosyjski patrol rozpoznawczy z Radencina (Regentin). Tego samego wieczoru zjawiła się również grupa niemieckich spadochroniarzy, którzy poradzili nam opuścić wieś jeszcze tego samego wieczoru. Po zmierzchu przedarliśmy się przez wysokie śniegi – najpierw do Barnimia (niem. Fuerstenau), a nasze bagaże ulokowaliśmy na wozie u Paula Beyer. Różni zatomianie zostali na miejscu (Otto Quade, Butzin, Bomke). Jeszcze tej samej nocy przeżyli oni bitwę pancerną, rozegraną gdzieś między Zatomiem, Radęcinem a Zatomską Smolarnią (Fritz Moerke „Walka o okręg Arnswalde w roku 1945.”, s. 25 – 32; przyp. red.). Salę u Bayerów zmieniono w szpital polowy, leżało tam ponad 100 rannych. Do 2 lutego zatrzymaliśmy się w pałacu w Barnimiu. Potem wróciliśmy do Zatomia, powiedziano nam bowiem, że niebezpieczeństwo minęło, a Rosjanie zostali pobici i są w odwrocie. Gdy dotarliśmy na miejsce, wieś pełna była niemieckich żołnierzy. Poszliśmy najpierw do naszego domu, ale ledwo tam dotarliśmy, przekazano nam, że wieś należy opuścić do godziny 15-tej. To było gorzkie rozczarowanie. Niemieckie wojsko zabrało wszystkich rannych na wozy ciężarowe. Wylądowaliśmy w Berlinie. Na początku maja wróciliśmy do Zatomia. Większość szła pieszo. Dotarliśmy 25.05, była z nami pani Haack. Z zakopanych rzeczy nikt niczego nie odnalazł. Również u Państwa wszystko zostało wykopane. Trzeba było się z tym najpierw oswoić. Przez te sześć tygodni, które spędziliśmy wtedy w Zatomiu, mieszkaliśmy u Elsbeth. Cała rodzina Sell była razem. Był to jedyny dom, który wyglądał jeszcze po ludzku – mieszkali w nim oficerowie. W pozostałych nie dało się wytrzymać – brud był niemiłosierny. Kiedy już się trochę przyzwyczailiśmy do nowych warunków, znowu musieliśmy odejść. I znów wyruszyliśmy w pieszą wędrówkę. Dużo, dużo trudu i mordęgi, Polacy przepędzali nas dalej i dalej. W Pyrzycach (niem. Pyritz) Polacy zatrzymali do robót państwa Loerke, Roeder, Krueger, Wernicke, Oehlke, Klueckmann, Otto Schwandt i panią Haack. Czy wysłali ich potem z powrotem do Zatomia? Elfriede Reichert zmarła w Zatomiu na tyfus, nie leżała długo w chorobie. Willi Schmidt i żona Ernsta Bahr powiesili się, zbyt wiele musieli wycierpieć od Rosjan.”

Źródło: Heimatgruβ Rundbrief