Pamięci zburzonej kolechowickiej cerkwi

Od drugiej połowy maja do 16 lipca 1938 r. zburzono na terenie Województwa Lubelskiego 127 świątyń prawosławnych, w tym 91 cerkwi, 10 kaplic i 26 domów modlitwy. Najstarsza w Szczebrzeszynie pochodziła z roku 1184.Wśród zniszczonych cerkwi, 50 było czynnych. Jedną z nich była cerkiew pw. św.św. Kuźmy i Damiana w Kolechowicach. Zburzenie tej cerkwi stało się preludium pasma nieszczęść wielu miejscowych prawosławnych rodzin.

Kolechowice – jak je zapamiętano

Kolechowice pod względem mieszkańców nie były jednorodne. Wyróżniały się zróżnicowaniem religijnym (część wsi była katolicka) jak i społecznym. Obok wsi gospodarskiej ( tzw. Kolechowice Stare), istniały zamieszkałe przez tzw. chłopów folwarcznych Kolechowice Folwark, w których znajdowały się także szlacheckie majątki ziemskie Skolimowskich i Czarnata. Trzecie Kolechowice tzw. Kujawiaki ( Kolonia) stanowili osiedleni przez władze carskie przesiedleńcy z przeludnionych Kujaw. We wsi mieszkało też kilka rodzin żydowskich.

Zdj. 2. Kolechowice na starym zdjęciu.

Zdj. 2. Kolechowice na starym zdjęciu.

Zdj. 3. NN. Dowód austriackiej zbrodni na niewinnych wieśniakach. W oddali powieszono także Żydów. Brak stołków oraz leżące czapki świadczą ,że egzekucja była szczególnie perfidna. Najprawdopodobniej skazańców podciągnięto do góry.

Zdj. 3. NN. Dowód austriackiej zbrodni na niewinnych wieśniakach. W oddali powieszono także Żydów. Brak stołków oraz leżące czapki świadczą ,że egzekucja była szczególnie perfidna. Najprawdopodobniej skazańców podciągnięto do góry.

Podczas pierwszej wojny światowej w 1915 r. spadła na Kolechowice totalna klęska, wskutek niepowodzeń wojennych armii rosyjskiej z terenów planowanych działań zbrojnych, przeprowadzono ewakuację ludności w głąb Rosji. Akcja ta znana jest pod nazwą „bieżeństwo”. Rzeka uchodźstwa objęła również rodziny z Kolechowic. Uciekano także bo bano się austriackich żołnierzy którzy w Galicji znaleźli sobie upodobanie w wieszaniu prawosławnych chłopów gdyż uważano ich za potencjalnych szpiegów. Ponoć powieszono wtedy blisko 30 000 niewinnych ludzi. Uchodźcy z Kolechowic trafili różnie, jedni w europejskie „obłasti” a jeszcze inni do Kazachstanu. Gro mężczyzn nie uczestniczyło w tej wędrówce, gdyż zostali powołani do wojska carskiego i walczyli na froncie. Niektórzy z nich jak np Grzegorz Reszko wstąpili do polskich formacji. Początkowo „bieżeńcom” nie żyło się jak na warunki wojenne aż tak źle. Objęci byli systemem edukacyjnym a i materialnie udzielano im pomocy. Spotykali się także z życzliwością miejscowych mieszkańców. Z biegiem miesięcy wojna spowodowała, że sytuacja w Rosji uległa pogorszeniu, szerzył się głód i choroby, nie ominęło to również „bieżeńców”. Koniec wojny nie oznaczał końca cierpień. Światowa się skończyła lecz trwała domowa podczas której przeżycie było także sztuką. Nie wszystkim z Kolechowic to się udało. W Krzywym Rogu zmarł na tyfus najstarszy syn Banachów, Andrzej Banach, a w dalekim Kazachstanie żona Stanisława Dziadko.

Zdj. 4. Prawosławni z Kolechowic u zarania niepodległości służyli także w formacjach polskich.

Zdj. 4. Prawosławni z Kolechowic u zarania niepodległości służyli także w formacjach polskich.

Po wojnie tamtej i tej

Dopiero po kolejnej wojnie, tej polsko – radzieckiej, powrócono do Kolechowic Zrujnowane gospodarstwa odbudowano i życie toczyło się swoim normalnym rytmem. Poradzono sobie. Dorastało młode pokolenie. Były to rodziny prawosławne dlatego nie dziwi, że całe życie religijne oscylowało wokół cerkwi. Zachowały się zdjęcia z ślubów i chrzcin. Stoją na nich całe wielopokoleniowe rodziny. Z przekazów ustnych wiadomo, że z katolickimi współmieszkańcami żyło im się dobrze lub lepiej jak poprawnie.

Zdj. 5. Życie religijne prawosławnych w Kolechowicach oscylowało wokół cerkwi, wyznaczały je także śluby chrzciny i pogrzeby. Na zdjęciu ślub Weroniki Banach z Józefem Lisem. Zdjęcie wykonano przed cerkwią.

Zdj. 5. Życie religijne prawosławnych w Kolechowicach oscylowało wokół cerkwi, wyznaczały je także śluby chrzciny i pogrzeby. Na zdjęciu ślub Weroniki Banach z Józefem Lisem. Zdjęcie wykonano przed cerkwią.

Zdj. 6. Kolechowice. Pamiątkowe zdjęcie z chrztu Haliny Lis.

Zdj. 6. Kolechowice. Pamiątkowe zdjęcie z chrztu Haliny Lis.

Zdj. 7. Kolechowice. Wspólnota parafialna ze swoim kapłanem przed stojącą jeszcze cerkwią.

Zdj. 7. Kolechowice. Wspólnota parafialna ze swoim kapłanem przed stojącą jeszcze cerkwią.

Męscy przedstawiciele rodzin prawosławnych tak jak i katolickich służyli w Wojsku Polskim. Michał Banach we Lwowie, a Mikołaj Zoruk i Józef Lis w Brześciu n. Bugiem. Józef Lis był dwa razy powołany do służby wojskowej. Wspominał, że „w wojsku Brześciu, gdy żył marszałek Piłsudski do cerkwi w niedzielę chodzili nawet żołnierze katolicy, bo było bliżej niż do ich kościoła garnizonowego i Żydów też się nikt nie „czepiał”. Drugi raz, gdy byłem w wojsku za Śmigłego Rydza było już inaczej, śmiali się z nas i z Żydów. Wtedy, któregoś dnia gdy leżeliśmy na łóżkach ktoś powiedział, że przy takim traktowaniu swojego żołnierza ta Polska się nie utrzyma”. Józef Lis służył w 35 p.p w tym samym, w którym wówczas pełnił służbę mjr Henryk Sucharski. Późniejszy dowódca składnicy tranzytowej na Westerplatte. Zło zauważone przez żołnierzy w Brześciu dotarło również do Kolechowic.

Zdj. 8. Józef Lis z Kolechowic służył w 35 pp w Brześciu nad Bugiem.

Zdj. 8. Józef Lis z Kolechowic służył w 35 pp w Brześciu nad Bugiem.

Zdj. 9. Prawosławni z Kolechowic identyfikowali się z państwem polskim. Chętnie fotografowali się w polskich mundurach. Na zdjęciu w mundurze WP Michał Banach, rozstrzelany przez Niemców w 1943 r.

Zdj. 9. Prawosławni z Kolechowic identyfikowali się z państwem polskim. Chętnie fotografowali się w polskich mundurach. Na zdjęciu w mundurze WP Michał Banach, rozstrzelany przez Niemców w 1943 r.

W kolechowickich prawosławnych rodzinach rozmawiano różnymi językami u jednych królował polski, a u innych miejscowy czyli „ chachłacki”. Ten miejscowy język został zauważony przez językoznawców i przedstawiany jest jako przykład, najdalej wysuniętej na wschód, gwary ukraińskiej ( Michał Łesiów).Jednak ze świadomościa narodową było różnie. Dlatego nad jej kształtowaniem pracował zarówno czynnik polski jak i ukraiński Wydaje się że ówczesne starsze pokolenie uważało się za tzw tutejszych. Po wojnie władze polskie były mało subtelne i się nie rozdrabniały. Wszystkich prawosławnych wrzucono do jednego ukraińskiego worka

Zdj. 10. Cerkiew w Kolechowicach przed zburzeniem. Ikonostas.

Zdj. 10. Cerkiew w Kolechowicach przed zburzeniem. Ikonostas.

Burzenie cerkwi

W 1938 r. rozgorzało na Chełmszczyźnie wariactwo niszczenia cerkwi. Społeczność prawosławna w Kolechowicach posiadała pochodzącą z 1882 roku murowaną, krytą blachą, cerkiew. Wokół świątyni rosły pokaźne, piękne lipy. Cerkiew stała z lewej strony drogi do Lublina, prawie na przeciw szkoły. Niestety ktoś gdzieś zdecydował, że i ją trzeba zburzyć. Zebrano ekipę i przystąpiono do działania .Niestety wśród burzących „wandali” znaleźli się miejscowi katolicy. Burzono ją na oczach zebranego spokojnie zachowującego się i płaczącego tłumu wiernych, wśród których były także dzieci. Pierwszy zrzucono krzyż wieńczący wieżyczkę, człowiek który to zrobił, poślizgnął się na blaszanym dachu i spadł. Został kaleką. Z rozebranego materiału „wandale” odzyskiwali (kradli) cegły i wykorzystali je do swoich celów w własnych gospodarstwach. Mówi się, że niezbyt im się później wiodło. Jednemu z nich zmarło aż dwóch synów. Natomiast hodowany w obórkach z cerkiewnego budulca inwentarz miał często padać. W wiejskiej świadomości odczytywano to jako boską karę. Do dziś w pamięci ówczesnych dzieci pozostały nazwiska tych najbardziej nadgorliwych i tych, którzy zabrali najwięcej.

Zdj. 11. Tyle zostało z gospodarstwa gdzie wykorzystano cegły z zburzonej cerkwi.

Zdj. 11. Tyle zostało z gospodarstwa gdzie wykorzystano cegły z zburzonej cerkwi.

Podczas burzenia cerkwi nikt z prawosławnych nie stawiał oporu, nie broniono. Świątyni, łzy i płacz wynikały z bezsilności. Jedynie od czasu do czasu wbiegał do środka miejscowy psalmista Danił Dziadko, tak jakby chciał sprawdzić czy wszystko co święte zostało z cerkwi wyniesione. Wszyscy czekali na przyjazd delegacji parafialnej, która w sprawie ratowania świątyni udała się do Warszawy. Gdy delegacja wróciła cerkwi już nie było. Tak oto 13 lipca 1938 r. w kraju szczycącym się wielowiekową tolerancją zburzono kolejną cerkiew. Tragedią jest to, że ponoć przywieziono nakaz wstrzymania rozbiórki. Z świątyni pozostał tylko plac utwardzony cerkiewną posadzką . Początkowo próbowano go zaadoptować jako boisko dla dzieci. Nie przyjęło się. W miejscu tym Michał Banach z kolegami postawił prawosławny krzyż. Niszczycielom przeszkadzały także piękne stare lipy. Zabrali się także za nie. Lecz tu natrafili na protest jednego z katolickich mieszkańców wsi. Perswadował, prosił, w końcu chciał zapłacić byleby drzew nie ruszać. Nie pomogło. Drzewa ścięto.

Zdj. 12. Cerkiew w Kolechowicach otaczały potężne stare lipy. Podzieliły los cerkwi.

Zdj. 12. Cerkiew w Kolechowicach otaczały potężne stare lipy. Podzieliły los cerkwi.

Istniejąca dziś na cmentarzu cerkiewka wybudowana została jako kaplica nagrobna żony miejscowego duszpasterza. Spoczywała ona w mosiężnej trumnie. Podczas wojny trumnę tę na swoje potrzeby zabrali Niemcy. A matuszka spoczęła w trumnie zwykłej. Do tej cmentarnej cerkiewki wniesiono to co z rozebranej cerkwi pozostało.

Zdj. 13. Tu przed 1938 r.stała w Kolechowicach cerkiew.

Zdj. 13. Tu przed 1938 r.stała w Kolechowicach cerkiew.

Zdj. 14. Dawna kapliczka grobowa, dziś cerkiew w Kolechowicach .Do tej cerkiewki schowano wyposażenie z cerkwi zburzonej.

Zdj. 14. Dawna kapliczka grobowa, dziś cerkiew w Kolechowicach .Do tej cerkiewki schowano wyposażenie z cerkwi zburzonej.

Zwiastujące łzy

W tragicznym dla Polski roku 1939 wojnę zapowiadały płonące na horyzoncie słupy Herkulesa oraz wojskowe karty powołania. Jedni poszli do wojska innych nie zdołano powołać. W domu został Michał Banach. Józef Lis trafił gdzieś pod Bydgoszcz, jego 35 pułk piechoty 1-go września zatrzymał na Pomorzu całą niemiecką 2 DPZmot. W skład tej dywizji wchodziły także pododdziały z garnizonu Arnswalde (Choszczno). Mikołaj Zoruk był w SGO Polesie, walczył do samego końca wrześniowej kampanii w ostatniej bitwie pod Kockiem. Na całe życie zapamiętał pożegnalny rozkaz gen. Franciszka Kleeberga.

Z tej wojny zapamiętano, że u babci Łuczeńczykowej Niemcy rozbrajali oddział Wojska Polskiego, żołnierze stawiali broń w kozły, obok stał polski oficer, major i płakał. Płakał z bezsilności. Miejscowe prawosławne kobiety też płakały. Nie, nie z bezsiły, te łzy wylały przy cerkwi. One płakały z trwogi… 

Zdj. 15. Pierwszy z prawej Hipolit Chocyk. Poległ w polskiej partyzantce. Z lewej Mikołaj Zoruk bił się pod Kockiem.

Zdj. 15. Pierwszy z prawej Hipolit Chocyk. Poległ w polskiej partyzantce. Z lewej Mikołaj Zoruk bił się pod Kockiem.

Zdj. 16. Wielopokoleniowe zdjęcie kolechowickich rodzin. Po wojnie w Kolechowicach została siedząca na krzesełku dziewczynka i jej młodszy brat. Na krótko, ostatecznie dzieci przygarnął Dom Dziecka.

Zdj. 16. Wielopokoleniowe zdjęcie kolechowickich rodzin. Po wojnie w Kolechowicach została siedząca na krzesełku dziewczynka i jej młodszy brat. Na krótko, ostatecznie dzieci przygarnął Dom Dziecka.

Posłowie

Zdj. 17. Prawosławni z Kolechowic, Ci którzy wojny nie przeżyli leżą na miejscowym cmentarzu prawosławnym. Czasy się zmieniły i nikt już ich grobów nie niszczy. A Ci co przeżyli leżą na wielu cmentarzach w tym na komunalnym w Choszcznie. W ziemi z którą nic ich nie łączyło.

Zdj. 17. Prawosławni z Kolechowic, Ci którzy wojny nie przeżyli leżą na miejscowym cmentarzu prawosławnym. Czasy się zmieniły i nikt już ich grobów nie niszczy. A Ci co przeżyli leżą na wielu cmentarzach w tym na komunalnym w Choszcznie. W ziemi z którą nic ich nie łączyło.

Opracował Andrzej Szutowicz

  • Opinia

    Witam.Natknąłem się przypadkowo na ten artykuł ,,Pamięci zburzonej Kolechowickiej cerkwi” tak się składa że mieszkam niedaleko tej miejscowości i zamiłowania lubię historię szczególnie gminy Ostrów Lub. do której należą wspomniane Kolechowice. Szanuję ludzi ludzi którzy się historią pasjonują .Moim zdaniem artykuł jest niezły i wart przeczytania.Ciekawe są zdjęcia z niektórymi się spotykam pierwszy raz.Historie ludzi których wcześniej nie znałem.Nie mniej nad całością odczuwam subiektywną ocenę autora w stosunku do ówczesnych władz zachowań ludności katolickiej.Uważam że Rząd Polski i osłabione państwo przez wcześniejsze wojny musiało dla bezpieczeństwa podjąć tak drastyczne środki miedzy innym burzenie cerkwi aby zapobiec dalszej ,, rusyfikacj” i destabilizacji wschodnich terenów . Być może że słusznie, . Kto wie czy w późniejszych latach żeż wołyńska nie rozprzestrzeniła by się na dalsze województwa .Było to zło konieczne . Na pewno bolesnym ciosem było to dla osób które były silnie związane ze swoją wiarą i będących lojalni wobec wspólnej ojczyzny. I tu ich żal rozumiem.Warto przeczytać pamiętniki nauczyciela z Kolechowic Augustyna Rozpondka dobrze opisuje ówczesne stosunki katolicko – prawosławne .Drugą rzeczą co mnie negatywnie uderzyło jest fotografia wieszanych chłopów .Wygląda to tak jakby to miało miejsce w Kolechowicach .Choć autor nic o tym nie wspomina że miało to miejsce właśnie tu jedynie pisze ogólnie o zachowaniu się zaborcy w stosunku do prawosławnych , podejrzeniach i terrorze .Te zdjęcie nie powinno się tu znaleźć .W Kolechowicach po wkroczeniu wojsk sprzymierzonych w tym IV tego korpusu Austrio węgierskiego takie sceny nie miały miejsca .

    Wyrazy szacunku dla autora.

    • Tadeusz

      W Kolechowicach mieszkańców prawosławnych oczywiście nie wieszano dlatego, że nie było kogo wieszać gdyż ludzie ci uciekli. Niestety Austriacy nie są wolni od zbrodni wojennych a jednym z głównych winowajców rzezi jaką była Wielka Wojna jest stary i uwielbiany w Galicji Franciszek Józef. Odnośnie burzenia cerkwi to, opracowanie odnosi się do roku 1938 czyli 18 lat po wojnie. Zaprezentowany wywód jest błędny, burzenia nie miały nic wspólnego z przeciwstawieniem się rusyfikacji, gdyż takowej w tym czasie nie było. Była to akcja polonizacyjna, która miała przeciwstawić się głównie ukrainizacji . Uderzono w prawosławnych gdyż byli słabym ogniwem ,gdyby burzenia miały objąć cerkwie grekokatolickie bronione byłyby zacięcie , polałaby się krew i posypałyby się papieskie ekskomuniki. Odnośnie rzezi to właśnie burzenie cerkwi podaje się jako jeden z powodów wybuchu nienawiści Ukraińców do Polaków – co jest błędne. Autor opinii chyba nie widzi różnicy między prawosławnymi a grekokatolikami. Odnośnie wspomnianych pamiętników proponuję zapoznać się z opracowaniami polemicznymi do tych wspomnień drukowanymi swego czasu w Echu Ostrowa. Ponadto dla wielu prawosławnych to Polska była ojczyzną i nawet po zburzeniu cerkwi nie przestała nią być.

  • Ostrów

    Autora tego artykułu proszę o kontakt na: marekbunia@gmail.com