Rewers wersji z maja 1923 roku - obowiązywała do 31.12.1922 r.

Choszczeńskie pieniądze

Już od początku I Wojny Światowej w całych Niemczech wystąpił dokuczliwy brak drobnego pieniądza. Zmusiło to kasy miejskie do emitowania pieniędzy zastępczych. Występowały one w różnych formach, zarówno jako pieniądze metalowe jak i papierowe. Zdarzały się, choć rzadko, również pieniądze ceramiczne.

Jednak najbardziej popularnym stał się pieniądz papierowy, nazywany w literaturze fachowej notgeldem. Miał on istotną przewagę nad innymi rodzajami pieniądza. Jego produkcja była stosunkowo tania. Rząd pruski, mimo, że nie udzielił formalnej zgody na taki proceder, nie ingerował, wprost przeciwnie, działania te następowały przy jego cichej aprobacie. Taki stan rzeczy spowodował, że coraz więcej miast wykorzystało tą możliwość poprawy swojego budżetu. W miarę upływu lat, obok kas miejskich, emisją swoich własnych środków płatniczych zajęły się różne instytucje, zakłady przemysłowe, czy też osoby prywatne.

Sytuacja ekonomiczna Niemiec po klęsce w I Wojnie Światowej doprowadziła do jeszcze większego pogłębienia się tego procesu. Miasta próbowały, drukując własne pieniądze, osłabić oddziaływanie, szalejącej w Niemczech na początku lat dwudziestych, hiperinflacji.

Emitenci, w miarę drukowania kolejnych, coraz większych nominałów, przestali dbać o szatę graficzną. Coraz częściej banknoty drukowano jednostronnie, na złej jakości papierze, bez powszechnych wcześniej zabezpieczeń w postaci znaków wodnych.

Choszczno (Arnswalde) też zapisało swoją kartę w historii papierowego pieniądza zastępczego. Pierwsze notgeldy o nominałach 25 i 50 fenigów pojawiły się w naszym mieście w maju 1917 roku, jeszcze w czasie trwania wojny.

Z drobnymi zmianami, zależnymi od rodzaju papieru, stempli, koloru napisów i tła, te dwa nominały obowiązywały do początku 1923 roku, kiedy to szalejąca hiperinflacja zmusiła władze miasta do emisji jednostronnych banknotów o nominałach 500.000 i 1 mln marek.

Już pół roku później, w październiku 1923 roku, pojawiły się banknoty 20 mln, 50 mln, a w listopadzie tego roku 100 mln marek. W ostatnim dniu października miasto wyemitowało banknoty o nominałach 5, 10, 20 mld marek, których ważność ustanowiono na 4 dni do 3.11.1923 r.

Choszczeńską ciekawostką, tego schyłkowego okresu funkcjonowania w Niemczech notgeldów, była emisja prywatnych pieniędzy, które o nominałach 5, 10, 20, mld oraz 500 mln i 1 mld, dwukrotnie dla swoich pracowników, w listopadzie i grudniu, z czterodniowym terminem ważności, wyemitowali właściciele cukrowni /Zuckerfabrik/.

Hołub Czesław, Skwara Marian, Papierowy pieniądz zastępczy na Pomorzu Szczecińskim 1914 – 1924, Stargard Szczeciński, 1988.
Mener Hans, Das Papiernotgeld von Meclenburg und Pommeren, 1985.
Notgeldy ze zbiorów autora

Awers wersji z maja 1923 roku - obowiązywała do 31.12.1922 r.

Awers wersji z maja 1923 roku – obowiązywała do 31.12.1922 r.

Rewers wersji z maja 1923 roku - obowiązywała do 31.12.1922 r.

Rewers wersji z maja 1923 roku – obowiązywała do 31.12.1922 r.

Wersja z sierpnia 1923 roku (bez awersu) - obowiązywała do 31.12.1923 r.

Wersja z sierpnia 1923 roku (bez awersu) – obowiązywała do 31.12.1923 r.

Sławomir Giziński

K. Granzow, „Letzte Tage in Pommeren” Munchen 1985.

O pewnym czołgu

Studiując materiały dotyczące walk na Ziemi Choszczeńskiej w lutym 1945 roku natrafiłem w kilku publikacjach na zdjęcie przedstawiające czołg na tle choszczeńskiego kościoła.

Już krótkie spojrzenie pozwala stwierdzić, iż na zdjęciu znajduje się niemiecki ciężki czołg Pz.Kpfw. VI Tiger Ausf.B, uważany przez wielu wówczas, jak również przez wielu dzisiaj, za jeden z najskuteczniejszych czołgów tamtej wojny. Wyrazem tych opinii była nazwa, która przylgnęła do tego czołgu – Tygrys Królewski.

W jaki sposób ten czołg znalazł się w tym miejscu? Z jakiej jednostki pochodził? Kto był jego dowódcą? Jakie były jego dalsze losy? Te pytania nie dawały mi spokoju przez dłuższy czas.
Okazało się, że można w literaturze przedmiotu znaleźć odpowiedzi na wszystkie.

Tygrys Królewski

Był to ostatni z dużych niemieckich czołgów wprowadzonych do użytku w czasie trwania wojny. Jego produkcję rozpoczęto pod koniec 1943, a pierwszą walkę stoczył na terenie ZSRR w maju 1944. Ogółem do końca wojny wyprodukowano maksymalnie 487 maszyn / źródła podają liczby od 478 sztuk/. Tygrys Królewski był ulepszoną wersją czołgu Tygrys, przedni pancerz został pochylony – podobnie jak w Panterach i w rosyjskich T-34. Spośród wszystkich czołgów biorących udział w wojnie Tygrys Królewski miał najcięższy pancerz: przedni 150 mm, nachylony pod kątem 40 stopni; przód wieży – 180 mm; boki i tył 80 mm. Dzięki tak silnemu opancerzeniu przedniej części czołgu był on odporny na atak od czoła każdej alianckiej broni. Dwie główne wersje tego czołgu różniły się nieznacznie wyglądem wieży. Bardziej zaokrąglona z przodu, wcześniejsza, nieznacznie mniejsza z powodu cieńszego pancerza była wieża typu: popularna nazywana „Porsche”. Natomiast wersja cięższa, o grubszym pancerzu i trochę szersza nosiła popularną nazwę „Henschel”. Czołg na naszym zdjęciu należał niewątpliwie do tego drugiego typu Tygrysa Królewskiego i uzbrojony był w potężną jak na ówczesne czasy armatę kal.88 mm. Mimo swoich niewątpliwych zalet czołg ten miał również wady. Był konstrukcją bardzo zaawansowaną jak na ówczesne czasy a jednocześnie nie do końca dopracowaną. Mały zasięg operacyjny, ciężar, znaczne rozmiary, częste usterki oraz znikoma ilość, w porównaniu do tysięcy radzieckich T 34, IS 2, czy też amerykańskich Shermanów nie pozwoliło odegrać tym czołgom znaczącej roli w końcowej fazie wojny.

503 Batalion Czołgów Ciężkich Waffen SS

Analiza materiałów źródłowych nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż czołg przedstawiony na zdjęciu należał do 503 Batalionu Czołgów Ciężkich Waffen SS /nie należy go mylić z 503 Batalionem Czołgów Ciężkich/.

Batalion ten, powstał ze 103 Batalionu Czołgów Ciężkich Waffen SS, który po utworzeniu w listopadzie 1943 roku walczył wyposażony w Tygrysy I na terenie Jugosławii a następnie od stycznia do września 1944 przebywał w Holandii. Jesienią 1944 roku sprowadzony został do Niemiec i przezbrojony w Tygrysy Królewskie. Prawie w pełnym ukompletowaniu /39 na 45 czołgów/, 25 stycznia 1945 roku, batalion transportem kolejowym udał się na front wschodni, na którym od dziesięciu dni Rosjanie z powodzeniem rozwijali swoją ofensywę. W trakcie transportu batalion rozdzielono na dwie grupy. Pierwsza z nich w składzie 12 czołgów została skierowana w rejon Choszczna, druga zaś w rejon linii obrony Kostrzyń – Gorzów. Interesująca nas grupa 12 Tygrysów Królewskich 28 stycznia wyładowała się na dworcu kolejowym w Reczu z zadaniem wsparcia rubieży obrony Kalisz – Drawno. 31 stycznia w walkach pod Radęcinem Niemcy stracili jednego Tygrysa. Z 3 na 4 lutego w nocy, jako pierwsza do Choszczna trafiła grupa 4 Tygrysów z Drawna, które tam były naprawiane po walkach o Radęcin. Od rana, czołgi te, powstrzymywały na wysokości Koplina natarcie Rosjan z kierunku Zamęcin – Gleźno. Po przybyciu pozostałych 7 czołgów pod dowództwem samego dowódcy 503. Schwere SS-Panzer Abteilung, SS-Sturmbannführera Herziga, w drugim uderzeniu udało się zatrzymać Rosjan na tej linii. Jeden z czołgów jednak, w wyniku ostrzału dział przeciwpancernych, został uszkodzony /układ przeniesienia napędu/ i na holu przyciągnięto go pod kościół w Choszcznie.

I to najprawdopodobniej ten czołg, dowodzony przez SS-Untersturmführera Karla Brommana znajduje się na naszym zdjęciu.

6 lutego miasto zostało ostatecznie okrążone. W pętli znalazło się 11 Tygrysów Królewskich. Dzięki operacji „Sonnenwende”, która wymaga oddzielnego opracowania, 8 Tygrysów wyprowadziło kolumnę cywilnej ludności i część walczących oddziałów z okrążonego miasta w nocy z 17 na 18 lutego. Trzy brakujące Tygrysy zostały zniszczone w trakcie walk 9 lutego w okolicy Suliborka. Jednak niestety, mimo, iż ledwo zdolny do jazdy również czołg dowodzony przez Karla Brommana był tym, który opuścił okrążone miasto.

SS-Untersturmführer Karl Bromman

Karl BrommanPo walkach na terenie Ziemi Choszczeńskiej Karl Bromman wraz ze swoim czołgiem walczył do 27 marca na terenie Trójmiasta. To w trakcie tych walk Bromman zniszczył 65 czołgów i pojazdów opancerzonych i to niestety głównie należących do polskiej I Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, która w trakcie tych walk straciła 69 z 73 czołgów. Za swoje wyczyny Bromman został odznaczony 29.04.1945 Krzyżem Rycerskim, którego, jak wspomina /w 1999 roku/, nigdy nie otrzymał, gdyż przebywał wtedy w szpitalu polowym. W trakcie walk o Gdynię i Sopot stracił oko.

Jego osiągnięcia bojowe, 66 zniszczonych czołgów i dział pancernych, niestety głównie kosztem polskich pancerniaków, postawiły Brommana na 20 – 22 miejscu na liście najskuteczniejszych niemieckich dowódców czołgów w II Wojnie Światowej. Po wojnie, do emerytury pracował jako technik dentystyczny w Kilonii.

Sławomir Giziński

M. Bryja, J. Ledwoch, Jednostki Waffen SS 1939-1945, Warszawa 1996 r.,
K. Granzow, Letzte Tage in Pommeren, Munchen 1985.
F. Morke, Der Kampf um der Kreis Arnswalde im Jahre 1945, Getynga 1973.
G. Gramlow, H. Voigt, Als Arnswalde brannte, Berlin 1968.

Sawczynski - karykatura

Kuzyn Marszałka. Komendant. Olimpijczyk. Porucznik piechoty. „Nowe” postacie z Oflagu II B Arnswalde.

1. Kuzyn Marszałka

1.1. Józef Hipolit Zajkowski (urodzony w 1898 roku w Sawejkach, zmarł 10 marca 1945 r.). Prawnik, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Oficer rezerwy WP. Kapitan. Do 1939 roku kierownik Zakładu Prawa Cywilnego USB. Zmobilizowany w 1939 r. Brał udział w kampanii wrześniowej. Po klęsce w niemieckiej niewoli. W latach 1939-45 jeniec wojenny w Oflagach II B Arnswalde i II D Gross Born. Zmarł w nieznanych okolicznościach w czasie ewakuacji obozu wiosną 1945 r.. Bliski kuzyn marsz Józefa Piłsudskiego. Matki ich tj Maria z Billewiczów Piłsudska i Stanisława z Billewiczów Zajkowska były rodzonymi siostrami. Żona Aleksandra Zajkowska była asystentką na Wydziale Filozofii USB. Mieli córkę Marię.

Źródła:

2.Komendant Szkoły Podchorążych Artylerii

Sawczynski22.1. Sawczyński Adam Tymoteusz (ur. 22 VIII 1892 r. we Lwowie – zm.21 III 1975 r. w Londynie). Pułkownik artylerii Wojska Polskiego (1936) Ojciec Henryk (1861 – 1923) był znanym lwowskim historykiem. Adam Tymoteusz po ukończeniu gimnazjum we Lwowie został powołany do służby wojskowej w armii austriackiej, gdzie ukończył szkołę oficerską artylerii. W I wojnie światowej 1914-1918. walczył na froncie rosyjskim i włoskim. Porucznik. Od XI 1918 w WP. W wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920 dowodził baterią potem dywizjonem 12 pap. Za wykazane męstwo odznaczony został VM kl. V. Awansowany na kapitana artylerii po wojnie zweryfikowany do stopnia majora ze starszeństwem od 1 VI 1919. Nadal służył na stanowisku d-cy 1-go dywizjonu 12 pap w Tarnopolu. Po 1926 został przeniesiony do Centrum Wyszkolenia Artylerii na stanowisko wykładowcy. 1 I 1928. został podpułkownikiem. W latach 1928-1929 był d-cą baterii szkolnej, potem d-cą dywizjonu szkolnego w Szkole Podchorążych Artylerii w Toruniu (1929-1931). W 1931 został dowódcą 2 dak w Dubnie, a w latach 1934-1935 był wykładowcą taktyki artylerii w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Następnie od 1 VIII 1935 do 16 VI 1936 dowodził 18 pal w Ostrowi Maz. 1 I 1936 r. pułkownik. Z dniem 23 VI 1936 mianowano go komendantem Szkoły Podchorążych Artylerii w Toruniu. W wojnie obronnej 1939 był d-cą artylerii dywizyjnej 41 DP Rez. Walczył nad Narwią i Bugiem oraz na Lubelszczyźnie. Po kapitulacji dostał się do niewoli niemieckiej. Przebywał w oflagach II B Arnswalde i w II C w Woldenbergu, gdzie był starszym III batalionu jenieckiego. 

W Oflagu II B w Choszcznie położył duże zasługi w rozwój działalności kulturalnej wśród jeńców. Jego pobyt w Oflagu zauważyli również Niemcy. Twórca „Teatru Symbolów” ppor. Witold Korzeniowski zapamiętał taką scenę związaną z Pułkownikiem; „Pułkownikowi Adamowi Sawczyńskiemu z okazji święta artylerii niemieccy artylerzyści (obok obozu były koszary niem. dywizjonu art.) przysłali owoce, biszkopty i dwie butelki wina. Ordynans doręczył również list, w którym pozdrawiali oni pułkownika – artylerzystę. Załączając skromny upominek, pragnęli w ten sposób podkreślić istniejące braterstwo broni.

Pułkownik Sawczyński na odwrocie tego listu – innego papieru nie miał – podziękował za list, zaznaczając jednocześnie, że daru w istniejącej sytuacji przyjąć nie może. Wtedy zjawili się reprezentanci artylerzystów z zamiarem przekonania pułkownika, że Niemcy nie prowadzą już wojny z Polską, że załatwienie konfliktu należy teraz do polityków i dyplomatów. Nie widzą więc powodu, by odmawiał uczczenia wspólnego święta artylerzystów, zwłaszcza on, jak im wiadomo, wybitny artylerzysta. Pułkownik grzecznie, ale stanowczo wyjaśnił, że wojna nie jest skończona, że Niemcy w chwili obecnej są wrogami Polski i Polaków, że docenia intencje artylerzystów, ale na tym i na jego wdzięczności sprawa się kończy. Niemcy nie spodziewali się takiej reakcji, byli speszeni, trzasnęli obcasami i wycofali się”. Ponieważ w Oflagu brakowało jedzenia a jeńcy chodzili wiecznie głodni czyn płk Kawczyńskiego urósł do rangi bohaterstwa.

W niewoli należał do grona najbardziej czynnych wykładowców i animatorów życia naukowego. Prowadził i inspirował badania nad dziejami kampanii wrześniowej 1939. Po ewakuacji jeńców 25 I 1945 Oflagu II C znalazł się na terenie Niemiec. Po oswobodzeniu pozostał na Zachodzie. Osiadł w Londynie.Pracował w Instytucie im. gen. W. Sikorskiego. Był wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Historycznego, redaktorem wydawnictwa Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej, t. 1, Kampania wrześniowa 1939. W latach przedwojennych cieszył się opinią doskonałego oficera z racji swej znajomości rzemiosła artyleryjskiego. Choć nie był oficerem dypl. był wykładowcą w WSWoj. Był też znakomitym wychowawcą młodzieży szczególnie w okresie kierowania Szkołą Podchorążych Artylerii w Toruniu. Zmarł w wyniku obrażeń poniesionych w wypadku drogowym. Jego prochy sprowadzono do Polski i złożono na cmentarzu Salwadorskim w Krakowie. Odznaczony Krzyżem orderu Virtuti Militari kl. IV i kl. V, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia polski, Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi.

Źródła:

  • Roczniki oficerskie 1924,1928,1932; R. Rybka – K. Stepan. Rocznik oficerski 1939. Kraków 2006; J. Łukasiak. Szkoła Podchorążych Artylerii w Toruniu 1923-1939. Pruszków 2000; J. Kuropieska. J. Wspomnienia oficera sztabu 1934-1939.Kraków 1984; Zb. Moszumański. Centra Wyszkolenia Obrony Przeciwlotniczej /1921-1939/. Pruszków 2003; J. Żuralski. 18 Pułk Artylerii Lekkiej. Pruszków 1994; J. Olesik. Oflag II C Woldenberg. W-wa 1988; H. Tomiczek – M. S. Zarudzki. Jeniecka konspiracja wojskowa w oflagu II C Woldenberg. Poznań 1989.
  • (inf. Tadeusz Łaszczewski)
  • http://www.stankiewicz.e.pl/index.php?kat=31


3. Olimpijczyk

3.1. Szempliński Kazimierz Włodzimierz (ur. 07 I 1899 r. – zm.31 III 1971 r.) mjr Wojska Polskiego, reprezentacyjny szpadzista warszawskiej Legii, olimpijczyk z Berlina (1936). W Wojsku Polskim od listopada 1919. Ukończył kurs szkoły podchorążych piechoty. W w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920 w 21 pułku piechoty „Dzieci Warszawy”. Po wojnie zweryfikowany w stopniu por. z starszeństwem od 1 VI 1919. Nadal służył w 21 pp w Warszawie. Awans na stopnia otrzymał 1 I 1928. Około 1929 roku został przeniesiony do 30 pp „Strzelców Kaniowskich” w warszawskiej Cytadeli, do 1935 był d-cą 1 kompanii w 1 batalionie, potem komendantem obwodowym Przysposobienia Wojskowego przy 30 pp. W okresie międzywojennym był znanym szermierzem. Uczestniczył w turniejach w Belgii i Francji. W 1930 zdobył na turnieju w Legie w Belgii brązowy medal w turnieju drużynowym. Olimpijczyk, był członkiem drużyny szermierczej na olimpiadzie w Berlinie w 1936. W mistrzostwach Europy w szermierce w Paryżu w 1937 zajął 4 miejsce. 

W wojnie 1939 był adiutantem d-cy 30 pp 10 DP Armia Łódź. Walczył na szlaku bojowym 30 pp. 14 IX 1939 z grupą żołnierzy i oficerów przebił się do Warszawy. Brał udział w obronie Warszawy. Po kapitulacji stolicy od 30 IX 1939 w niemieckiej niewoli. Jeniec Oflagu II B Arnswalde, potem od IX 1940 Oflagu II C Woldenberg, gdzie był aktywnym organizatorem życia sportowego. Po uwolnieniu z niewoli wrócił do kraju. Mieszkał w Warszawie. Był działaczem sportowym. Zmarł w Warszawie.

Odznaczony: Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Niepodległości 

Źródła:

4. Porucznik piechoty

4.1. Albiński Tadeusz Julian (ur. 13 II 1910 r. – zmarł 5.02.1989 r. w Warszawie). Porucznik Wojska Polskiego. W 1930 r. ukończył szkołę średnią. Następnie od X 1930 r. do VIII 1931r. w Szkole Podchorążych Piechoty w Różanie a od X 1931r. do VIII 1933 r. w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Maz. – Komorowie. Promowany na stopień podporucznoka 15 VIII 1933 r. z przydziałem do 22 pp w Siedlcach na stanowisko d-cy plutonu. W 1936 r. przeniesiony został do 30 pp w Warszawie, gdzie pełnił funkcję d-cy plutonu w 6 kompanii 2 baonu. 19 III 1939 awansowany do stopnia porucznika. W wojnie obronnej 1939 r. początkowo d-ca plutonu, potem d-ca 201 kompanii 4 baonu 30 pp. Walczył w obronie Warszawy. Po kapitulacji w niewoli niemieckiej. Przebywał w Oflagach XIA Osterode, IIA Prenzlau, IIB Arnswalde, IID Gross Born. Haliną z Fijałkowskich, mieli trzech synów: Andrzeja (ur. 1934), Tadeusza (ur. 1935) i Romana (ur. 1940r.). Pochowany na cmentarzu Wawrzyszewskim. Za męstwo wykazane w kampanii wrześniowej odznaczony Krzyżem Walecznych.

Źródła:

Zebrał: Andrzej Szutowicz

Olimpiada '40 Arnswalde

Olimpiada ’40. Czy była w Choszcznie?

1. Ruch sportowy w Oflagu II B 

W 1941 r. sport w Oflagu II B stał już na wysokim poziomie. Kluby sportowe liczyły blisko 700 członków. Ponadto 300 oficerów uprawiało sport indywidualnie poza klubami. Istniała poradnia sportowo – lekarska, którą prowadził były lekarz AWF a także lekarz polskich ekip olimpijskich mjr dr Roman Kazimierz Rettinger. Lekarze poradni, doktorzy: Gosiewski, Jezierski, Luetz, Narbutt mieli zawsze pełne ręce roboty.

Początkowo nie było z obozowym sportem tak optymistycznie. Aby osiągnąć odpowiednie wskaźniki masowości potrzebny był mały wstrząs przełożonego. Zrobił to płk Wojciech Tyczyński. Uprzednio jednak Oflag zorganizował w 1940 r. dużą imprezę sportową, która ze względu na rozmach do dnia dzisiejszego prowokuje pytanie: Czy w roku olimpijskim 1940 odbyła się w Choszcznie obozowa olimpiada.? Są osoby które twierdzą, że tak. Niestety jak na razie brak jest jednoznacznego potwierdzenia tego faktu.

1.2. Działalność ppor. Weissa

Głównym propagatorem sportu był dwukrotny olimpijczyk dziennikarz sportowy ppor. Zygmunt Weiss. Za jego sprawą ukazywał się w Choszcznie „Przegląd Sportowy”, który przez to zachował ciągłość wydawniczą i w skali kraju okazał się gazetą ukazującą się bez wojennej przerwy. To Weiss swoimi artykułami spowodował istną reformę sportu masowego Oflagu. W legendarnej gazecie obozowej „ Za drutami” (nr 3) napisał:

„Dwustu uprawia sport w obozie, dwa tysiące czeka wiosny ” m.in.: „Przeciętna uczestników w poszczególnych ćwiczeniach fizycznych w styczniu 1941 r.: boks – 24 osoby, gimnastyka – 40, siatkówka – 150, razem – 214. Z liczby tej przynajmniej kilkunastu brało udział jednocześnie w boksie, gimnastyce lub siatkówce, a więc interesowało się ćwiczeniami fizycznymi ledwie 200 oficerów, tzn. co 10-ty mieszkaniec obozu w Choszcznie”.

W numerze 4-tym „Za drutami” Weiss donosił: „Z chwilą objęcia funkcji starszego obozu w Choszcznie przez płk. Tyczyńskiego dokonano reorganizacji wf. Wychowanie fizyczne- powiedział pułkownik – będzie miało odtąd charakter służbowy, a za stan wf. odpowiedzialni będą komendanci bloków”…

1.3. Rozwój sportu w Oflagu

Koordynatorem zajęć sportowych w obozie został b. kierownik wychowania fizycznego i Przysposobienia Wojskowego w Łodzi, znany pięcioboista i szermierz kpt. Stanisław Kuźnicki. Był on inicjatorem przedsięwzięcia polegającego na przeprowadzeniu prób sprawności fizycznej pod hasłem „Sprawdźcie swój fizyczny stan po półtora roku niewoli”. Impreza ta zyskała nawet sporą popularność.

Działał w Choszcznie również reprezentant Polski na olimpiadzie w Amsterdamie ppor. Henryk Niezabitowski (wioślarz). Dzięki hali sportowej i dużemu placowi apelowemu były tu dogodne warunki do uprawiania różnych dyscyplin. Oprócz gier zespołowych uprawiano zapasy, lekkoatletykę, boks, grano w tenisa. W okresie pobytu Francuzów w 1940 r. rozgrywano nawet mecze międzypaństwowe w piłkę nożną jeden zakończył się zwycięstwem Polaków 9 : 1. Na terenie Oflagu funkcjonowały kluby sportowe: „Warta”, „Wisła”, „Pogoń”, ŁKS. Prowadzono rozgrywki ligowe, funkcjonował totalizator piłkarski (płacono papierosami rekord wygrania wynosi 5000 papierosów co w warunkach obozowych było bogactwem). Z klubem „Wisła” wiąże się pewne humorystyczne zdarzenie, otóż niemiecka komenda obozu „wsparła list jeńców do krakowskiej firmy „Iskra Karmański” z prośbą o przysłanie barwników (chodziło o farbę do odróżnienia koszulek różnych klubów). Po ich otrzymaniu, pewnego dnia piłkarze Wisły zjawili się na boisku w czerwonych koszulkach i białych spodenkach. Co więcej, z emblematami gwiazdy autentycznej krakowskiej Wisły. Nie uszło to uwadze Niemców. Szaleli wręcz mówiąc, że barwy biało-czerwone, to przecież barwy narodowe, a gwiazda w emblemacie, to gwiazda….. Syjonu! Barwniki zlikwidowano”. U źródeł osiągnięć sportowych Oflagu II B leżały zawody z 1940 r.

2. Olimpiada ‘40. 

2.1 Olimpiada czy zawody?

O przeprowadzonych w 1940 r. wielodniowych zawodach sportowych wspomina późniejszy propagator  Oflagu II B ppor. Jan Bohatkiewicz., który w swoim prowadzonym w niewoli pamiętniku zanotował pod datą 29.VIII.: „… Dziś rozpoczęły się zawody WF. Odbyły się konkurencje w biegu 100 m, rzutu dyskiem i kulą, skoku wzwyż, siatkówce i piłce nożnej…Po południu próbowałem biegu długodystansowego. Nieźle się udał, kto wie, może jutro stanę do zawodów”. Następnego dnia była klapa. „Zawody nie przyniosły mi sukcesu, za długa była trasa dla mnie, po dwu kilometrach zszedłem z boiska rezygnując z pozostałych 520 m i pozostałych za mną 4 zawodników. Przede mną było 12, z których najwyżej mogłem wyminąć paru, ale to nie ratowało sytuacji„.

Niestety zawodnik nie wykazał zbyt dużo sportowych ambicji. Ale dla usprawiedliwienia można dodać, że było to przed „reformami” płk Tyczyńskiego. Kolejny dzień i kolejne zawody „31. VIII. Dzień słoneczny o niewielkim zachmurzeniu, dość chłodno. Dziś odbywały się w dalszym ciągu zawody: sztafeta olimpijska, skoki, 100 m, piłka nożna, piłka siatkowa i ciągnienie liny. Blok nasz wyszedł w ogólnej punktacji nieźle’. 
Opisy z pamiętnika świadczą, że zawody były przeprowadzone z dużym rozmachem, literatura podaje, że rozegrano jeszcze koszykówkę i pojedynki bokserskie. Obsada była prawie dwunarodowa gdyż do imprezy dołączyli jeńcy francuscy. Także prasa obozowa zamieściła relacje z imprezy: „Kierownictwo zawodów, spoczywające w wytrawnych rękach mjr Bilewskiego i kpt. Maciejewskiego, wywiązało się z trudnego zadania bez zarzutu. Przy sprzyjającej na ogół pogodzie i licznym udziale widzów zawody trzydniowe (29,30 i 31) przeprowadzono sprawnie i sprężyście (…)”.

W biegu na 100 m zwyciężył ppor. Bordziłowski – 12,4 s. przed ppor. Tuziakiem – 12,5 s. i ppor. Ośmiałkiem (ten sam czas). W skoku wzwyż finał rozegrało siedmiu skoczków: Kubik, Bordziłowski, Kluszewski, Domański, Mongu, Sadowski, Ośmielak. Przy wysokości 155 odpadli ppor. Domański i Sadowski. Wygrał ppor. Kubik –155 cm, który osiągnął ten wynik za pierwszym razem. W biegu na przełaj (2520 m) startowało 13 Polaków i 2 Francuzów. Zaraz po starcie na czoło wysunął się doskonały długodystansowiec poznańskiego AZS Benkowski i on wygrał z czasem 8,42 min”. 

Czas drugiego zawodnika 9.12 min, trzeciego 9.20 min. Czy zawody w Choszcznie można uznać za olimpiadę obozową ? Wydaje się, że nie. Raczej za mityng lub spartakiadę w roku olimpijskim. Zabrakło nazewnictwa, symboliki i atmosfery olimpiady gdyż mimo kilkuset Francuzów obóz był raczej zdominowany przez Polaków. Gdy na obozowy ruch olimpijski spojrzy się poprzez pryzmat innych obozów to okaże się, że Oflag II B był bardzo bliski pierwszeństwa tym bardziej że choszczeńskie zawody były w tamtym roku olimpijskim 1940 największymi z zorganizowanych przez jeńców w niewoli. 

2.2. Szeregowcy byli odważniejsi

W 1940 r. Stalagu XIII A Langwasser który znajdował się na przedmieściach Norymbergii zawiązał się Międzynarodowy Komitet Jenieckich Igrzysk Olimpijskich (w jego skład wchodzili Anglik, Francuz i Polak).Na czele Komitetu stał Brytyjczyk podoficer marynarki George O’Brien. Komitet zdecydował o zorganizowaniu na terenie obozu igrzysk. Pomysłodawcą igrzysk był Polak plut. Słomczyński. Plan igrzysk miał obejmować: strzelanie z łuku, skok z miejsca, pchnięcie kulą, kolarstwo, siatkówkę i bieg na 50 m „karną żabką”. Zawody rozegrano w dniach 31.08 – 08.09. Wzięli w nich udział jeńcy różnych narodowości: Anglicy, Belgowie, Francuzi, Holendrzy, Jugosłowianie (?) i Polacy. Igrzyska te udało się zrealizować dzięki niemieckiemu sanitariuszowi obozowego lazaretu Rogerowi Virion. Był Alzatczykiem lecz jego matka była Polką stąd sympatyzował z polskimi jeńcami. Udostępnił na potrzeby zawodów salkę swego szpitala, zgodził się także być sędzią, trenerem i masażystą.. Największym fenomenem tych zawodów był ceremoniał olimpijski (flaga, znicz, hymn i przysięga). Otwarcie igrzysk nastąpiło w izolatce chorych na tyfus. Flagę zrobiono z jenieckiej koszulki, znicz płonął w puszce po konserwie. Przysięgę olimpijską złożył strz. Jan Cioch. Uroczystego otwarcia igrzysk jako symbolu XII Igrzysk Olimpijskich dokonał Przewodniczący Komitetu G. O’Brien. Odśpiewano hymn olimpijski autorstwa plut. Wacława Gąsiorowskiego. Konkurencje odbywały się w warunkach pełnej konspiracji Wszystkie nagrody były wykonane przez jeńców z materiałów dostępnych w obozie. Medalami były proporczyki z tektury obramowane drutem kolczastym. Zwycięzcy stawali na podium z taboretu. Wiadomo że w kolarstwie (stacjonarny rower) wygrał Belg, w skoku w dal – Norweg Rolf Olsen, w piłce siatkowej zawodów nie zakończono gdyż uległy dekonspiracji, w łucznictwie triumfował Francuz, Antonie Struś. Jedyną konkurencją którą rozegrano bez zachowania zasad konspiracji była „karna żabka” na dystansie 50 m., przeprowadzono ją na placu apelowym obozu. Wygrał współorganizator igrzysk Polak Teodor Niewiadomski. Zagadką jest uczestnictwo w zawodach Jugosławii gdyż Jugosławia padła dopiero w następnym roku po zawodach. Podaje się, że Jugosłowianin Jaśko Cvetkowic wygrał pchnięcie kulą z wynikiem 11.2 m. Możliwe, że był to jakiś ochotnik lub przypadkowy jeniec. Wzorem olimpiad rozegrano konkurencję artystyczną triumfował za opracowany plakat Edmund Turbaczewski. Wykonano też karnet sześciu znaczków symbolizujących sześć konkurencji. Karnet ten nie zachował się.

2.3. Komu prym?

Zawody w Choszcznie wyprzedziły te spod Norymbergii o dosłownie dwa dni jednak nie przetrwały w tradycji jako, olimpijskie. Zawody zorganizowane w Stalagu XIII A były wielonarodowe stosowano w nich symbolikę olimpijską i w nazwie zawody te były olimpiadą. Zorganizowanie ich w Stalagu było bardziej ryzykowne jak w Oflagu wpadka mogła dla szeregowców skończyć się poważnymi konsekwencjami. Stąd bez cienia wątpliwości trzeba oddać prym szeregowcom (podoficerom) z Langwasser. Trudno dziś powiedzieć dlaczego oficerowie w Choszcznie nie zdecydowali się w 1940 r na olimpiadę. Może ze względu na osobę niemieckiego komendanta któremu raczej Polacy nie chcieli sprawiać problemów. Zresztą to on płk Löbbecke ufundował dla zwycięzców dość cenne nagrody, co różnie przyjęto. Gdyby choszczeńskie zawody z 1940 r były jak chcą tego inni olimpiadą, wówczas po wojnie red. Weiss nadał by temu duży rozgłos a tego nie zrobił. W maju 1942 r. Polaków przeniesiono do Oflagu II D Gross Born, tam w 1944 r. zdobyte w Oflagu II B w Choszcznie doświadczenie zaowocowało wspaniałą jak na warunki obozowe organizacją igrzysk. Olimpiady w Oflagach z 1944 r. zdominowały w pamięci narodowej tę pierwszą olimpiadę szeregowców, którą czasem z niewiedzy, przypisywano oficerom. Cóż środowisko oficerów było bardziej medialne jak żołnierzy –jeńców. Sprawiedliwości stało się zadość, w 1973 r. ukazała się książka Teodora Niewiadomskiego „Olimpiada, której nie było” a w 1980 r. reż. Andrzej Kotkowski nakręcił film „Olimpiada 40″.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Źródła:

Fot. Gimnastyka stanu osobowego Oflagu II B Arnswalde. Własność Juliusz Pollack

Kapitan Antoni Cichoń

Dwie Zbrodnie

1. KAPITAN BEZ MOGIŁY

Na cmentarzu wojennym w Choszcznie nie ma jego mogiły. Wątpliwe czy gdziekolwiek się ona znajduje. Spośród oficerów którzy nie wrócili z niewoli należy do najtragiczniejszych postaci Oflagu II B.

Kpt. Antoni Cichoń urodził się urodził się 28 .01.1894. We wrześniu 1939 r. był dowódcą batalionu Obrony Narodowej „Poznań II”. Bataliony Obrony Narodowej były jednostkami słabszymi od typowych batalionów liniowych dlatego często wykonywały czynności porządkowo policyjne, w tym walkę z dywersją. W sytuacji gdy policjanci polscy opuścili swoje posterunki i ewakuowali się na wschód takie przeznaczenie batalionów ON było uzasadnione. Batalion „Poznań II” 2 września wyszedł z Poznania i przez Kłodawę zmierzał na wschód. W godzinach rannych (ok. 10.00) 5 września został zbombardowany przez lotnictwo niemieckie. O naprowadzanie samolotów na polskie pozycje podejrzewano miejscowych Niemców. Ponadto doszło do skrytobójczego ostrzelania z broni palnej żołnierzy batalionu. Te akty sabotażu doprowadziły do zatrzymania podejrzanych o dywersję Niemców z których 15 rozstrzelano. Następnie batalion kpt. Cichonia brał udział w „Bitwie nad Bzurą”. Nie udało mu się przebić do Warszawy . 17 września większość żołnierzy wpadła w ręce niemieckie w okolicach Aleksandrowa. Kpt. Antoni Cichoń przebywał w niewoli w Choszcznie, tu na żądanie organów policyjnych został „zwolniony” z Oflagu i przekazany w ręce Gestapo. Oskarżono go o to, że w kampanii 1939 r. dokonywał aresztowań Niemców i rozstrzeliwał niemieckich szpiegów , co miało odniesienie do wydarzeń z 5-go września. Niemcy już od października 1939 r. prowadzili śledztwo w jego sprawie. Postawiono go przed II Izbą Cywilną Sądu Specjalnego w Poznaniu. Tym samym naruszono § 63 Konwencji Genewskiej z 1929 r. o traktowaniu jeńców wojennych. W przypadku kpt. Cichonia ( oraz wielu innych żołnierzy) Niemcy wykorzystali kruczek prawny, gdyż uznali, że państwo polskie nie istnieje (co było nieprawdą gdyż istniał rząd w Londynie), wskutek tego jeńcy polscy nie podlegają opiece mocarstwa opiekuńczego i mogą być sądzeni za „swoje zbrodnie” przez sądy cywilne. Razem z kpt. Cichoniem sądzono około 21 żołnierzy batalionów Obrony Narodowej. Proces toczył się od 21 do 24 stycznia 1941 roku. W wyniku rozprawy 14 oskarżonych otrzymało karę śmierci, w tym kpt. Antoni Cichoń a także lekarz batalionu por. dr med. W. Antkowiak i d-ca kompanii „Swarzędz” por. K. Kita. 3 otrzymało kary więzienia, 5 uniewinniono. Wyrok ten do dnia dzisiejszego budzi kontrowersje Społeczność Oflagu solidaryzowała się z kapitanem. Utrzymywano z nim i jego rodziną korespondencję. Zbierano i posyłano pieniądze na obronę. Jeszcze kilka miesięcy po osądzeniu przyszedł do obozu list od żony kapitana, w którym pisała ,że „mąż w więzieniu poznańskim czeka”. Zaraz po tym wyrok jednak wykonano . Niektóre źródła podają błędnie że został rozstrzelany. Niestety 14 października 1941 r. kpt. Antoni Cichoń został zgilotynowany. Stało się to w Poznaniu na ul. Młyńskiej. Ciało spopielono w krematorium szpitala przy ul Święcickiego w Poznaniu. Najprawdopodobniej prochów rodzinie nie wydano. Kpt. A. Cichoń za wojnę 1920 r. był dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. W Kutnie znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona batalionom ON Armii Poznań jest na niej umieszczony także jego batalion „Poznań II”.

2.ŚMIERĆ POR. KOTUNIAKA

Zamknięcie za drutami, gorycz przegranej wojny, brak wieści z domu, terror okupanta w kraju, bezsilność, obawa o los swój i najbliższych itd. Wszystko to powodowało ,ze wielu jeńców cierpiało na zburzenia psychiczne Wśród różnego rodzaju zaburzeń o przebiegu łagodnym zdarzały się przypadki cięższe, to właśnie miało miejsce w przypadku por. Kotuniaka. „Zadaniem lekarzy, a przede wszystkim zadaniem jego najbliższego otoczenia było uchronić go przed wywiezieniem do szpitala, bowiem tego rodzaju chorzy, stosownie do zarządzenia Hitlera, podlegali eutanazji. Nie zawsze udawało się ukryć chorobę przed niemiecką komendą obozu. W takich przypadkach po paru dniach od chwili wywiezienia z obozu nadchodziło zawiadomienie o śmierci chorego”. Ppor. Franciszek Kotuniak był nauczycielem z Madryty pow. Brześć. „… nie potrafił pogodzić się z tragedią, jaką cały Naród przeżywał. Uczciwość, poczucie odpowiedzialności skłaniały go do uporczywych rozmyślań nad przyczynami wrześniowej klęski. Szukał tych przyczyn w rozmowach z kolegami, badał skrupulatnie własne sumienie. Poczęło go prześladować uczucie źle spełnionego obowiązku. Snuł fantastyczne projekty, których realizacja dałaby pełnię tego, czego nie dokonał…”. Chciał za wszelką cenę wyrwać się obozu by móc walczyć, obsesja walki prześladował go uporczywie często nie mógł zasnąć. Koledzy z sali by nie zrobił jakiegoś głupstwa pełnili przy nim dyżury. Jednak ppor. Kotuniak „podczas jednej z bezsennych nocy zmylił czujność opiekujących się nim kolegów. Zafascynowany swoim wyimaginowanym obrazem idealnie spełnionego obowiązku obywatela – żołnierza, wstał i cicho wymknął się z sali. Jak we śnie lunatycznym poszedł na druty. Raptem cały obóz poderwał z ciszy nocnej huk wystrzału. Zaplątany w druty ppor Kotuniak zdążył jedynie zawołać; „Kamerad, nie strzelaj!….” Nie było już litości w odpowiedzi z wieży wartowniczej rzygnął serią karabin maszynowy. Perspektywa urlopu była bardziej kusząca niż litość nad jeńcem oficerem. Następujące po sobie strzały dobiły „rannego ppor. Kotuniaka. W pośmiertnym wspomnieniu o nim napisano: „W splątane zwoje drutów spłynęła krew, którą tak bardzo pragnął Ojczyźnie ofiarować”…  Jego pogrzeb nawet jak na warunki Oflagu II B był bardzo skromny. Ceremonia na terenie obozu została maksymalnie skrócona, gdyż niemiecka komenda przezornie usuwała wszelkie możliwości narastania podniecenia, wywołanego jego tragiczną śmiercią.

Opracował Andrzej Szutowicz

Mogiła kpt. Antoniego Nahurskiego i ppor. Franciszka Kotuniaka.

Mogiła kpt. Antoniego Nahurskiego i ppor. Franciszka Kotuniaka.

Literatura:

  • Gracjan Bojar-Fijałkowski; Losy jeńców wojennych na Pomorzu Zachodnim i w Makleburgii 1939 – 1945 Wyd. MON 1979 r. s. 204, 205.
  • Jan Starościak, Stanisław Piotrowski „Nauczycielska droga z obozów jenieckich do Polski Ludowej” Wyd. Szkolne i Pedagogiczne str.124 i 125.
Ludwik Kmicic - Skrzyński na koniu w pełnym ekwipunku.

Legenda Polskiej Jazdy w Choszcznie

1. Oflag nadal odkrywany 

Choszczno miało Oflag w którym przebywali nie tylko obrońcy Polski ale także żołnierze Francji. Wśród kilku tysięcy jeńców były osoby wybitne, które wniosły swój widoczny do dziś wkład w polską kulturę, naukę sport. Natomiast o Francuzach do tej pory nic nie wiadomo. W Oflagu byli także legendarni i także tragiczni żołnierze. Najbardziej znany jest mjr Sucharski. Często na ludzkich życiorysach można uczyć się historii. Każdy kto choć ciut poznał historię II Rzeczypospolitej słyszał o Legionach o „siódemce Beliny”, rozbrajaniu zaborców w 1918 r. o zajęciu Suwalszczyzny w 1920 r., o przekroczeniu przez polską kawalerię granicy Niemiec we wrześniu 1939 r.,o bitwie pod Kockiem. Słyszał o wielkim patriotyzmie młodzieży, która dla idei niepodległości porzucała studia, stanowiska, posady, której wychowane w Niepodległej dzieci ponosiły dla Świętej Sprawy ofiarę krwi. Tak się złożyło że o tym wszystkim można się. dowiedzieć studiując życiorysy chociażby tylko ten jeden gen. bryg Ludwika Kmicic- Skrzyńskiego, do dnia dzisiejszego nieodkrytego jeńca Oflagu II B Arnswalde. Czyż to nie piękniejsze nie bardziej krzepiące serca jak barwy jakiegoś tam zdegenerowanego mordami pułku SS, lub życiorys pastora nazisty lub uwagi o nas jakiegoś byłego gnojka z HJ? 

2. Beliniak z Oflagu II B

Jeden z najdzielniejszych żołnierzy Polski odrodzonej. Brał udział w trzech wojnach: dwóch światowych i polsko-bolszewickiej. W karierze wojskowej awansował od zwykłego szeregowca do generała brygady. Za osobiste męstwo wykazane w walce otrzymał obok Orderu Krzyża Virtuti Militari kl. V dziewięć Krzyży Walecznych, najwięcej w historii Wojska Polskiego. Aby nie było niepotrzebnych skojarzeń był abstynentem 

2.1. Dzieciństwo i lata nauki. 

Ludwik Kmicic – Skrzyński (ur. 26 sierpnia 1893 w Odessie, zm. 14 lutego 1972 w Manchester Anglia) Był synem Stanisława i Józefy z Arciszewskich. Uczył się w 7 – klasowym gimnazjum w Tyflisie (obecnie Tbilisi, w Gruzji) gdzie związał się z PPS. Po maturze w 1911 r. wyjechał do Francji, tam podjął studia chemiczne na politechnice w Leodium. W 1912 r związał się z ruchem strzeleckim i wstąpił do Związku Strzeleckiego. Po przeniesieniu na politechnikę w Nancy zorganizował pododdział Związku Strzeleckiego, którego został dowódcą. W 1914 roku przyjechał na wakacje do Krakowa i został przyjęty na kurs oficerski Związku Strzeleckiego. 

2.2. Legiony 

Patrol Beliny Prażmowskiego, na schodach dworku w Goszycach stoi pierwszy z lewej Ludwik Kmicic- Skrzyński obok sam Wł.Belina – Prażmowski. Pod nimi Stanisław Grzmot – Skotnicki.,obok niego Janusz Głuchowski dalej Zdzisław Jabłoński. Pierwszy z lewej Zygmunt Bończa- Karpacki. Leży Stefan Hanka – Kulesza.

Patrol Beliny Prażmowskiego, na schodach dworku w Goszycach stoi pierwszy z lewej Ludwik Kmicic- Skrzyński obok sam Wł.Belina – Prażmowski. Pod nimi Stanisław Grzmot – Skotnicki.,obok niego Janusz Głuchowski dalej Zdzisław Jabłoński. Pierwszy z lewej Zygmunt Bończa- Karpacki. Leży Stefan Hanka – Kulesza.

W nocy z 2 na 3 sierpnia 1914 przekroczył w patrolu „siódemki” Władysława Prażmowskiego „Beliny” granicę zaboru austriackiego z zaborem rosyjskim w Kocmyrzowie. Tym samym patrol ten wyprzedził o cztery dni słynną Pierwszą Kadrową Po rozpoznaniu sił rosyjskich w okolicy Jędrzejowa patrol wrócił do Krakowa. Ponowny wymarsz nastąpił historycznego dnia 6 sierpnia wraz z 1 kompanią kadrową kpt. Tadeusza Kasprzyckiego do Miechowa. W Legionach przybrał sobie przydomek „Kmicic” który na trwale połączył się z jego nazwiskiem. Pierwsze awanse w Legionach rozdano 9 października 1914 roku. ale nie wiadomo kiedy w początkowym okresie kariery „Kmicic” był awansowany.* Oddział Beliny rozrastał się i stał się 1 Pułkiem Ułanów Legionowych. Skrzyński pełnił w nim obowiązki dowódcy plutonu (1914 – 1915 następnie został dowódcą 7 kompanii w 5 Pułku Piechoty Legionów (maj 1915- luty 1916). Następnie ponownie znalazł się w 1 Pułku Ułanów Beliny-Prażmowskiego. Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 roku został wraz z innymi oficerami pułku internowany w obozie w Beniaminowie, gdzie przebywał do września 1918 roku. Wyszedł z Beniaminowa jako ostatni.

2.3. W obronie niepodległości

Zgłosił się do Wojska Polskiego i został dowódcą szwadronu, a potem zastępcą dowódcy 1 Pułku Szwoleżerów w Chełmie, który od października 1918 r. także współorganizował. 1 listopada 1918 r. brał udział w rozbrajaniu Austriaków w Chełmie. Był wówczas adiutantem wojskowego dowódcy powiatu chełmskiego mjr Orlicz – Dreszera. Wg biografów porucznikiem został dopiero 15 listopada 1918 roku, tego samego dnia nie przerywając czynności w organizacji pododdziałów pułku szwoleżerów został dowódcą wojskowym powiatu włodawskiego. Wraz z swoim pułkiem uczestniczył w zajęciu Wilna. W czerwcu 1919 r został majorem. W lipcu 1919 r. w walkach na przedpolach Wilna został ciężko ranny. Wiosną podczas ofensywy wiosennej na Ukrainę przez miesiąc był szefem sztabu 7 Brygady Kawalerii. Potem wrócił do 1p.szwol.W lipcu 1920 roku został dowódcą 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich, z którym brał udział w bitwie warszawskiej. Następnie bił się na Suwalszczyźnie, 31 sierpnia zajął Sejny. Tak to wydarzenie odnotował w spisanym wspomnieniu. „Po czym wróciłem do swego oddziału, z którym pomaszerowałem do Sejn. […] W dużej jeszcze odległości od miasta ludność miejscowa wychodziła naprzeciw mego oddziału, ofiarowując nam chleb, sól i kwiaty. Gdy weszliśmy do Sejn, zastałem tam tylko oficera litewskiego i kilku żołnierzy, którzy zostali (za moją zgodą) dla ochrony mienia litewskiego jeszcze niewyewakuowanego. Objęliśmy w posiadanie miasto bez uciekania się do użycia broni i bez żadnych nieporozumień”… Brał udział w „Operacji Niemeńskiej” i w kończącej wojnę polsko-bolszewicką ofensywie na Krzywicze 

2.4. Służba w II Rzeczypospolitej 

Z marsz. J. Piłsudskim po 10–ciu latach .Pierwszy z lewej ppłk. Ludwik Kmicic – Skrzyński. płk Stanisław Grzmot - Skotnicki, płk Władysław Belina Prażmowski. płk Janusz Głuchowski.

Z marsz. J. Piłsudskim po 10–ciu latach. Pierwszy z lewej ppłk. Ludwik Kmicic – Skrzyński. płk Stanisław Grzmot – Skotnicki, płk Władysław Belina Prażmowski. płk Janusz Głuchowski.

Po wojnie został zastępcą dowódcy 1 Pułku Szwoleżerów w Warszawie, potem skończył kurs dokształcający w Centralnej Szkole Kawalerii w Grudziądzu. Od października 1921 do października 1924 roku dowodził 11 Pułkiem Ułanów Legionowych im. Marszałka Śmigłego Rydza w Ciechanowie. Podczas okresu ciechanowskiego odznaczył się jako bardzo dobry gospodarz należycie dbający o sprawy żołnierskie. Podczas dowodzenia tym pułkiem 11 lipca 1923 r. został podpułkownikiem. Był także wizytowany przez marsz. J. Piłsudskiego Następnie od listopada 1924 roku do października 1925 roku odbył kurs w Wyższej Szkole Wojennej, po jego ukończeniu pełnił kolejno funkcję: szefa sztabu 2 Dywizji Kawalerii, szefa wydziału w Departamencie Kawalerii Ministerstwa Spraw Wojskowych. 27 czerwcu 1927 roku został oficerem – instruktorem Korpusu Ochrony Pogranicza. 1 stycznia 1928 roku został mianowany pułkownikiem, a rok później 2 marca 1929 r. został dowódcą Białostockiej Brygady Kawalerii (w 1938 roku zmieniono jej nazwę na Podlaska Brygada Kawalerii) funkcję tę pełnił do 1939 roku. W międzyczasie w latach 1931- 1932 ukończył centrum Wyższych Studiów Wojskowych. 19 marca 1938 r. został generałem brygady. 

2.5. Wojna Obronna Polski 1939 r.

Wraz z Podlaską Brygadą Kawalerii wziął udział w Wojnie Obronnej, początkowo w składzie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. 2 września wydał rozkaz rozpoznania nieprzyjaciela i wzięcia jeńca poza granicami państwa, wyznaczone l i 3 szwadrony 10 pułku ułanów ok. godz. 15.00 przekroczyły granicę. W walce z oddziałami Grenzschutzu i Landhwery zdobyli m. Brzózki Małe, biorąc jeńców zadanie wykonały. 4 września na rozkaz d-cy SGO Narew dokonał wypadu na teren Prus Wschodnich, Po przekroczeniu granicy Brygada osiągnęła wieś Sokoły Górskie i las na północny wschód od Brzózek Wielkich, gdzie zdobyto ciężki sprzęt i jeńców. Natarcie Brygady do wieczora nie osiągnęło nakazanych celów z powodu zdecydowanej przewagi ogniowej nieprzyjaciela. Jedynie 18 kompania kolarzy, wsparta szwadronem samochodów pancernych niszcząc Dłutowo, osiągnęła Jeże. Wobec zaistniałej sytuacji gen. Kmicic-Skrzyński rozkazał oddziałom oderwać się od nieprzyjaciela.

Następnie prowadził ciężkie walki w obronie linii rz. Narew. 5/6 września przeszedł przez Narew w okolicy Łomży. W dniu 8 września broni sie w rejonie Ostrowi Mazowieckiej. 9 września głównymi siłami Brygady zaatakował Brok. Wskutek splotu nieporozumień nie zdobył miasta i mostu który został zniszczony Wśród częstych walk i utarczek 11 września Brygada wycofała się w rejon Zambrowa. Została zaatakowana z dwóch stron przez niemieckie oddziały pancerne. Atak wytrzymała i zmniejszona do dwóch pułków ruszyła na północny wschód przebijając się do Białowieży. 18 września jej część wraz z Suwalską BK utworzyły Dywizję Kawalerii „Zaza”. Dowództwo nowej dywizji objął gen. Podhorski. 19 września w Drohiczynie Poleskim gen.Skrzyński z resztą Podlaskiej Brygady Kawalerii w składzie ok. 1200 szabel podporządkował się gen. Kleebergowi d-cy SGO Polesie. 29 września z 60 DP Kobryń płk Adama Eplera walczył z oddziałami Armii Czerwonej pod Puchową Górą k/Jabłonia i w rejonie Milanowa. Wziął udział w ostatniej bitwie tej wojny pod Kockiem.

2.6.Niewola i emigracja

W dniu 6 października 1939 roku dostał się do niewoli. Przebywał początkowo w Oflagu VII A Murnau, w dniu 24 stycznia 1942 r. z Troppau przybył do Oflagu II B w Choszcznie i zamieszkał w Bloku IV. W maju razem z innymi jeńcami oflagu został przeniesiony do Oflagu II D Gross-Born. W oflagu tym nie udzielał się publicznie. Nie zgodził się przyjąć funkcji najstarszego obozu. Pozostał nim płk dypl. (pośm. gen. bryg.) Witold Dierżykraj – Morawski. Oficjalnie generał Skrzyński wystąpił publicznie tylko kilka razy. W 1944 r. brał udział w uroczystościach otwarcia w Gross Born Jenieckich Igrzysk Olimpijskich, przyjął defiladę sportowców, nagradzał zwycięzców. Innym razem na początku września ostro protestował u niemieckiego komendanta obozu gen. Stengel przeciw aresztowaniu i wydaniu władzom cywilnym (Gestapo) płk.W. Morawskiego. W Gross Born, L. Kmicic –Skrzyński przebywał do ewakuacji obozu, nie pozostał w nim z grupą ppłk Mossora lecz ewakuował się na zachód. Po uwolnieniu wyjechał do Włoch i wstąpił do 2 Korpusu Polskiego. Po demobilizacji osiedlił się w Wielkiej Brytanii. Zamieszkał w Manchesterze. Pracował w fabryce jako robotnik. Działał w organizacjach kombatanckich. Publikował artykuły o tematyce wojskowej, opisał również swoje dowodzenie 11 pułkiem ułanów.

Zmarł w dniu 14 lutego 1972 roku w Manchesterze i został pochowany na cmentarzu South End w polskiej kwaterze Jego grób nosi nr L.568. Żonaty był z Janiną Wąsowiczówną z która miał dwoje dzieci. „Na nagrobnej tablicy w South End znajduje się napis: Generał Ludwik Kmicic Skrzyński żołnierz Piłsudskiego, ułan „siódemki” Beliny, dowódca 16 i 11 Pułków Ułanów i Podlaskiej Brygady Kawalerii, ur. 28 VIII 1893, zm. 14 II 1972. Życie poświęcił Ojczyźnie, serce kawalerii polskiej.

Tablica poświęcona została jednocześnie pamięci dwóch synów generała żołnierzy Armii Krajowej: Andrzeja i Władysława, którzy polegli w powstaniu warszawskim. Ich grób na Powązkach jest drugą, lecz symboliczną mogiłą generała (Pow. Wojskowe mogiła 25A-18-23). Z polskich odznaczeń oprócz wymienionych, posiadał jeszcze Order Polonia Restituta kl. IV, Krzyż Niepodległości i Złoty Krzyż Zasługi W 1995 powstała 12 Złocieniecka Brygada Kawalerii Pancernej której nadano imię gen. Ludwika Kmicic-Skrzyńskiego, niestety Brygada ta została rozformowana w 2001 r.

Gen. Ludwik Kmicic –Skrzyński odbiera defiladę sportowców w Oflagu II D Gross Born w 1914 r.

Gen. Ludwik Kmicic –Skrzyński odbiera defiladę sportowców w Oflagu II D Gross Born w 1914 r.

Andrzej Szutowicz

Literatura:

  • http://www.gnatowski.net/wwwmoja/84.jpg
  • http://www.wpk.p.lodz.pl/~bolas/main/uzbrojenie/armp/kawaleria.htm
  • http://www.astro-czemierniki.pl/viewpage.php?page_id=173 http://www.lomza.friko.pl/obiekty_1/pierwsze.htm
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Kmicic-Skrzy%C5%84ski
  • http://www.komendant.cal.pl/content/view/399/67/ (Zdjęcie z 1924 roku pochodzi ze zbiorów rodzinnych Zofii Zawiszy-Kernowej).
  • http://www.tc.ciechanow.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=5067
  • Piotr Stawecki „Słownik biograficzny generałów Wojska Polskiego 1918-1939 Wyd.Bellona Warszawa 1994 s.307.
  • Henryk Paweł Kosk Generalicja polska. Wyd. Pruszków 2001.t II.s.168

Zdjęcia

  • 1. Ludwik Kmicic – Skrzyński na koniu w pełnym ekwipunku. Źródło: http://www.gnatowski.net/wwwmoja/84.jpg.
  • 2. Patrol Beliny Prażmowskiego, na schodach dworku w Goszycach stoi pierwszy z lewej Ludwik Kmicic- Skrzyński obok sam Wł.Belina – Prażmowski. Pod nimi Stanisław Grzmot – Skotnicki.,obok niego Janusz Głuchowski dalej Zdzisław Jabłoński. Pierwszy z lewej Zygmunt Bończa- Karpacki. Leży Stefan Hanka – Kulesza. Źródło: www.komendant.cal.pl.
  • 3. Z marsz. J. Piłsudskim po 10 – ciu latach. Pierwszy z lewej ppłk. Ludwik Kmicic – Skrzyński. płk Stanisław Grzmot- Skotnicki, płk Władysław Belina Prażmowski. płk Janusz Głuchowski. Źródło: http://www.komendant.cal.pl/content/view/399/67/ (Zdjęcie z 1924 roku pochodzi ze zbiorów rodzinnych Zofii Zawiszy-Kernowej).
  • 4. gen.Ludwik Kmicic –Skrzyński odbiera defiladę sportowców w Oflagu II D Gross Born w 1914 r. Źródło: www.choszczno biz

*Wg Piotra Staweckiego jego awanse przedstawiały się następująco: 1916 – chorąży,1917- ppor.,1918 – por.,1919 – rtm., 1920 – mjr,1923 – ppłk, 1928 – płk,1938 – gen.bryg.

Z oflagów na sceny Polski. Wybitni aktorzy z Oflagu II B

 Bolesław Płotnicki

Bolesław PłotnickiUr. 17.06.1913 r. w Kijowie, zmarł 07.09.1988 r. w Warszawie) Inż. leśnik, oficer rezerwy Wojska Polskiego. Popularny aktor filmowy. Wystąpił w kilkudziesięciu filmach. Z wykształcenia był leśnikiem, absolwentem Politechniki Lwowskiej z 1935 r. W 1939 roku zmobilizowany. Uczestnik Kampanii Wrześniowej. Następnie w niewoli. Czołowy aktor i reżyser Teatru Symbolów w Oflagu II B Arnswalde i II D Gross Born. Na scenie amatorsko debiutował w Oflagu II B w Choszcznie. Po powrocie do kraju w latach 1946-49 pracował jako inspektor NIK.. Egzamin aktorski zdał eksternistycznie w 1951 r. w Warszawie. W latach 1949-1953 występował w Teatrze Jaracza w Olsztynie, Od 1953, aż do przejścia na emeryturę w 1978 był członkiem zespołu Teatru Dramatycznego w Warszawie. Żonaty z Anną Klaus (od 17.06.1938). W 1971 r. za rolę Weremiaka w filmie „Kardiogram” otrzymał nagrodę aktorską. Posiadał najwyższe odznaczenia państwowe w tym: Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Bolesław Płotnicki zagrał w następujących filmach:

1984: Akademia Pana Kleksa jako Don Kichot,

1983: Alternatywy 4 jako Antoni Kierka,
1983: UFO jako Lipka,

1982: Wyjście awaryjne jako ksiądz,
1982: Niech Cię odleci Mara jako Stefan Burza,

1979: Doktor Murek jako Aptekarz Łukasiewicz,
1979: W słońcu i w deszczu jako Feliks Małolepszy, ojciec Bolka,
1979: … cóżeś ty za pani … jako dziadek,
1979: Gwiazdy poranne jako Walendowski,
1979: Na własną prośbę jako Gryngajtis,
1979: Zerwane cumy jako Adam,
1979: Wiśnie jako Nocny dozorca,

1978: Wielki podryw jako Dziadek Sylwika,
1978: Koty to dranie,
1978: Zielona miłość jako doktor Rylski,

1977-1978: Układ krążenia jako Kazimierz Skowronek, pacjent,

1976: Czerwone ciernie jako Pułkownik,
1976: Szaleństwo Majki Skowron,

1975: Ziemia obiecana jako Malinowski,
1975: Zawodowcy jako Majster,
1975: Kazimierz Wielki jako Kasztelan Beńko,
1975: Zwycięstwo jako Winczewski,

1974: Janosik jako Góral Józek,
1974: Siedem stron świata jako Dozorca Maciejko,
1974: Strzał jako Mierniczy Jan Miszczak,
1974: Koniec wakacji jako dziadek Jurka,
1974: Gniazdo jako Ziemiomysł,
1974: Padalce jako Pietras,
1974: Chleba naszego powszedniego,
1974: Potop jako ksiądz,

1973: Sobie król,
1973: Rozwód (Scheidungsprozess) jako Stary Polak,
1973: Nagrody i odznaczenia jako Sołtys,
1973: Droga jako Szczepan Chliwa, ojciec Kazika,
1973: Stawiam na Tolka Banana jako Pan Tadkiewicz
1973: Chłopi jako Jambroży,
1973: Ciemna rzeka jako ojciec Zenka,
1973: Czarne chmury jako Korzycki, mieszczanin z Lecka,
1973: Janosik jako Góral Józek,

1972: Opowieść
1972: Chłopi jako Jambroży,
1972: Dary magów jako dozorca Franciszek,
1972: Skarb trzech łotrów jako Michał Zykuń, przyjaciel Zawadowskiego,
1972: Ballada o ścinaniu drzewa jako majster Błaszczyk,

1971: Kardiogram jako Weremiuk,
1971: Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni…,
1971: Złote koło jako Dozorca,
1971: Podróż za jeden uśmiech jako Pan dyrektor,
1971: Wezwanie jako Wojciech Zawada,

1970: Wakacje z duchami jako Mielczarek, prezes GS-u
1970: Album polski jako Bolesław Perkuć,
1970: Raj na ziemi jako Profesor Gerdele,
1970: Urszula,
1970: Mały jako „Stary”, współlokator „Małego”,
1970: Dziura w ziemi jako przewodniczący Dederko,
1970: Pogoń za Adamem jako żołnierz,
1970: Dom,
1970: Pierścień księżnej Anny jako kapelan,

1969: Ostatnie dni jako Ojciec Grety
1969: Wniebowstąpienie jako Wołkow,
1969: Tylko umarły odpowie jako Doktor Sediak,

1968: Hasło Korn jako Zegarmistrz,
1968: Bariery dźwięku jako mężczyzna w hotelu,

1967-1968: Stawka większa niż życie jako Józef Podlasiński,

1967: Kiedy miłość była zbrodnią jako Ogrodnik, konspirator,
1967: Paryż – Warszawa bez wizy jako Dowódca lotniska Okęcie,
1967: Westerplatte jako Karol Szwedowski, sanitariusz,
1967: Julia, Anna, Genowefa jako ojciec Szymgałów
1967: Cześć kapitanie,

1966: Lekarstwo na miłość jako Kierownik pracowni architektonicznej, szef Joanny,
1966: Małżeństwo z rozsądku jako Kazimierz Burczyk, ojciec Joanny,
1966: Cierpkie głogi jako Jachimiak,

1965-1966: Wojna domowa jako Albert Einstein,

1965: Dzień ostatni – dzień pierwszy jako Ksiądz,
1965: Miejsce dla jednego jako Przewodniczący Rady Zakładowej,
1965: Gorąca linia jako Augustyn,
1965: Córeczka jako ksiądz,
1965: Święta wojna jako sztygar Kukułka,

1964: Rachunek sumienia jako Ludwik,
1964: Prawo i pięść jako Pełnomocnik rządu,
1964: Nieznany jako Rysiewicz, plutonowy,
1964: Gdzie jest generał jako sierżant Władysław Panasiuk,
1964: Banda jako dyrektor domu poprawczego),

1963: Rozwodów nie będzie jako Urzędnik w USC,
1963: Nadzy wśród wilków (Nackt unter Wölfen) jako Zachariasz Jankowski,

1962: Dom bez okien jako Korolkiewicz,

1961: Kwiecień jako Kozłowski,
1961: Dotknięcie nocy jako Jan Piterak, handlarz,
1961: Dwaj panowie N jako ojciec Dziewanowicza,

1959: Cafe Pod Minogą jako Celestyn Konfiteor,
1959: Miejsce na ziemi jako szyper Gustaw Studziński,

1958: Pożegnania jako Kolejarz,
1958: Dwoje z wielkiej rzeki jako Personalny,

1956: Cień jako Kolejarz,

1955: Zaczarowany rower jako kierownik Mączyński,

1954: Pod gwiazdą frygijską jako Towarzysz Franciszek Olejniczak,

1953: Piątka z ulicy Barskiej jako Minister.

Aleksander Sewruk

Aleksander SewrukUrodził się 17 stycznia 1912 r. w m. Kornin k. Kijowa, zmarł w Warszawie 23 listopada 1974 roku Aktor, dyrektor teatru. Oficer rez. WP – podporucznik. Do Polski przyjechał w 1920 r. Po maturze w 1930 r. rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego, które jednak po roku przerwał. W 1932 r. pracował jako urzędnik. Od 1932 r. był w Ochotniczych Drużynach Roboczych, potem Junackich Hufcach Pracy. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, po kapitulacji Modlina został wzięty do niewoli. Przebywał w obozie w Działdowie następnie w oflagach w Arnswalde II B i Gross Born II D. To w niewoli w 1940 r. na scenie Teatru Symbolów w Choszcznie, rozpoczął działalność aktorską (Papkin w „Zemście”), którą kontynuował także w Bornym Sulinowie. Ewakuował się z obozem na zachód. Po uwolnieniu w maju 1945 roku założył objazdowy teatrzyk rewiowy „Oberża Komediantów następnie w latach 1946-47 występował w teatrze rewiowym 1 Polskiej Dywizji Pancernej w Niemczech. Do kraju powrócił w czerwcu 1947 r. W tym roku zdał w Warszawie ekstermistyczny egzamin aktorski. Zadebiutował 4.10.1947 r. rola Rzecznickiego w „Fantazym” w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie z którym związał się przez następne lata (1947-52; w latach 1957-69 pełnił także funkcje dyrektora i kierownika artystycznego).Następnie występował w tzw Teatrach Dramatycznych w Poznaniu (1952-57). Od 1969 r. do końca życia był dyrektorem i kierownikiem artystycznym Teatru Ziemi Mazowieckiej w Warszawie. Pochowany na Powązkach Wojskowych, kwatera 35A-4. Aleksander Sewruk Grał w kilkudziesięciu filmach polskich, występował także w Teatrze Telewizji. spektakle z jego udziałem reżyserowali m.in. Jerzy Antczak, Jan Łomnicki, Jerzy Grzegorzewski, Maciej Prus i Zygmunt Hubner. W czerwcu 2007 r. został patronem elbląskiego Teatru Dramatycznego. Zwolennikiem pomysłu nadania teatrowi imienia Aleksandra Sewrska był dyrektor Mirosław Siedler, ponieważ, jak twierdził, Sewruk prze 12 lat kształtował repertuar połączonych scen Teatru im. Jaracza i występował na elbląskiej scenie. To od jego imienia pochodzi nazwa statuetki – Aleksander – przyznawana co roku m.in. najpopularniejszym elbląskim aktorom. W Olsztynie działa Studium Aktorskie im. Aleksandra Sewruka.

Nagrody:

  • 1958 r.- Olsztyn – nagroda artystyczna Prezydium Woj. Rady Narodowej – za podniesienie poziomu artystycznego olsztyńskiej sceny i stworzenie interesujących ról, a szczególnie Iwana Piotrowicza Wojnickiego w „Wujaszku Wani” Antoni Czechowa.
  • 1959 r. Moskwa – I MFF – Srebrny Medal nagroda za najlepsze kreacje męskie – za rolę Komandora Kozłowskiego w filmie „Orzeł” (wspólnie z Wieńczysławem Glińskim i Bronisławem Pawlikiem) w reżyserii Leonarda Buczkowskiego.
  • 1961 r. Toruń – III FTPP – nagroda za rolę Osborne w „Kresie wędrówki”
  • 1963 r. Toruń – V FTPP – nagroda za role: Maksa w przedstawieniu „Piąta kolumna” Ernesta Hemingwaya i Króla-Ojca w przedstawieniu „Nagi król” Eugeniusza Szwarca w Teatrze im. Stefana Jaracza Olsztyn-Elbląg
  • 1966 r. nagroda państwowa II stopnia za wybitną działalność artystyczną dla rozwoju teatru na Warmii i Mazurach
  • Za działalność artystyczna otrzymał odznaczenia państwowe;
  • Krzyż Kawalerski OOP (1959 r.)
  • Order Sztandaru Pracy II kl. (1963 r.),
  • Zasłużony Działacz Kultury (1965r.)


Jego dorobek filmowy przedstawia się następująco :

1977 – PIOTRUŚ I TERESA (2), BABCIA (3), WIECZNE ZMARTWIENIA (4), MIŁOŚĆ (6), WIATR W OCZY (7), U SCHYŁKU DNIA (11) w NOCE I DNIE (serial tv) Obsada aktorska (doktor Wettler; w rzeczywistości w odcinku 2 nie wystąpił), 
1975 – NOCE I DNIE Obsada aktorska (doktor Wettler), 
1974 – GNIAZDO Obsada aktorska (nie występuje w czołówce), 
1974 – KONDYCJA FIZYCZNA CZYLI WALKA Z METRYKĄ (5) w 40 – LATEK Obsada aktorska (trener Michalak), 
1973 – GODZINA SZCZYTU Obsada aktorska (prezes Trzos), 
1973 – 6 [INTRYGA], 8 [WILCZE DOŁY] w CZARNE CHMURY Obsada aktorska (marszałek dworu królewskiego; w odcinku 8 nie występuje w czołówce), 
1977 – PIOTRUŚ I TERESA (2), BABCIA (3), WIECZNE ZMARTWIENIA (4), MIŁOŚĆ (6), WIATR W OCZY (7), U SCHYŁKU DNIA (11) w NOCE I DNIE (serial tv) Obsada aktorska (doktor Wettler; w rzeczywistości w odcinku 2 nie wystąpił), 
1975 – NOCE I DNIE Obsada aktorska (doktor Wettler), 
1974 – GNIAZDO Obsada aktorska (nie występuje w czołówce), 
1974 – KONDYCJA FIZYCZNA CZYLI WALKA Z METRYKĄ (5) w 40 – LATEK Obsada aktorska (trener Michalak), 
1973 - GODZINA SZCZYTU Obsada aktorska (prezes Trzos), 
1973 – 6 [INTRYGA], 8 [WILCZE DOŁY] w CZARNE CHMURY Obsada aktorska (marszałek dworu królewskiego; w odcinku 8 nie występuje w czołówce), 

Źródła:

  • Bolesław Płotnicki; www.filmpolski.pl
  • Bolesław Płotnicki www.filmweb.pl
  • Bolesław Płotnicki, Wikipedia, wolna encyklopedia, pl.wikipedia.org.
  • Zdj. Kadr z filmu Album Polski reż Jan Rybkowski. Fot. Muzeum Kinematografii w Łodzi http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/112240 http://www.filmweb.pl/Aleksander+Sewruk,filmografia,Person,id=44499 http://film.onet.pl/36853,,Aleksander_Sewruk,osoba.html http://www.e-teatr.pl/pl/osoby/lista.html?id=1036 http://www.teatry.art.pl/portrety/sewruk_a/tias.htm

Fot. Dział Dokumentacji ZASP 

Zebrał: Andrzej Szutowicz

Luzia Pruska

Królowa Luzia Pruska w Choszcznie i Drawnie

14 października 1806 r. armia napoleońska pod Jeną i Auerstedt rozgromiła główne siły pruskie. W państwie pruskim upadło morale i chęć walki. Tylko nieliczni dowódcy i młodzi oficerowie próbowali ratować jego honor. Armia francuska parła na wschód, przejmując obsadzone załogami nadal silne twierdze i rozbijając zdezorientowane oddziały. Para królewska opuściła Berlin. Król licząc na pomoc Rosji z resztą swoich wojsk zamierzał stawić opór w Prusach Wschodnich. Monarsza ewakuacja (ucieczka) przebiegała z Berlina przez Szczecin, Stargard Szcz., Recz, Kalisz Pomorski, Mirosławiec, Wałcz, Piłę itd. Królewscy małżonkowie nie podróżowali razem. Możliwe, że przeważyły racje bezpieczeństwa i królowa z synem księciem Wilhelmem przemieściła się inną trasą, która wiodła także przez Choszczno i Drawno. Choszczno zostało wyróżnione gdyż królowa zatrzymała się w nim na odpoczynek. Było to 28 października 1806 roku. Noc spędziła w budynku znajdującym się przy Rynku o numerze 14, a należącym do mieszczanina Plummoh. Pod oknami jej apartamentu zebrali się liczni mieszczanie, którzy czuwali tam do rana. Następnego dnia 29 października królowa opuściła Choszczno i przejeżdżając przez Drawno zatrzymała się w nim na chwilę. Miasto jeszcze nie otrząsło się po pożarze w 1805 r., kiedy to spłonęło ponad 100 domów. Rada miasta zapoznała królową z bolączkami związanymi z jego odbudową. Możliwe, że ta wizyta zadecydowała o tym, że Francuzi zwolnili Drawno z płacenia na ich rzecz kontrybucji (ze względu na skalę zniszczeń), a w 1811 r. Drawno otrzymało królewską pomoc w wysokości 69 277 talarów, co umożliwiło jego odbudowę do 1813 r. 30 października 1806 r. na teren powiatu choszczeńskiego wkroczyli pierwsi napoleońscy żołnierze. 7 listopada byli już w Drawnie i zajęli się plądrowaniem miasta i okolic. Gdy jedni opuszczali miasto nadchodzili drudzy, tak trwało aż do 16 listopada. Z okazji pobytu królowej w Choszcznie na ścianie budynku, w którym się zatrzymała, w 1880 r. umieszczono pamiątkową tablicę. Dom ten wraz z tablicą został zniszczony podczas działań wojennych w styczniu 1945 r.

Życiorys niezwykłej królowej

Luiza Augusta Wilhelmina Amalia von Mecklemburg-Strelitz (ur. 10 marca 1776 w Hanowerze – zm. 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz) – księżniczka Meklemburgii-Strelitz córka księcia Karola Mecklemburg-Sterlitz i Fryderyki Karoliny Heskiej-Darmstadt, od 1797 królowa Prus, żona króla Fryderyka Wilhelma III. Jej ojciec był szwagrem króla Anglii Jerzego III. Po śmierci matki (1782 r.) Luiza wychowywana była przez babkę i przebywała głównie w Darmstadt,. W 1792 r. musiała opuścić Darmstadt z obawy przed nadciągającymi Francuzami i udała się do Hildburghausen. Wraz z babką wiele podróżowała. Najważniejszą w życiu Luizy okazała się podróż do Frankfurtu, w tym mieście w marcu 1793 roku gospodzie „Pod białym łabędziem”, poznała swego przyszłego męża Fryderyka Wilhelma. Znajomość ta przerodziła się w wielkie uczucie. 24 kwietnia 1793 roku doszło do zaręczyn, ślub odbył się 24 grudnia 1793 r. w Berlinie. Małżonkowie byli nierozłączni. Towarzyszyła mężowi nawet na ćwiczeniach wojskowych. Dłuższe rozstanie nastąpiło latem 1794 roku, kiedy mąż wyruszył tłumić powstanie w Polsce. 17 czerwca 1798 jako królowa Prus przybyła z mężem do Warszawy która w wyniku III rozbioru w 1795 znajdowała się pod władzą pruską. Jak na epokę w której żyła była kobietą światłą. Zmieniła styl dworu pruskiego (pierwsza zaczęła tańczyć walca). Wywarła wpływ na europejską modę gdyż zapoczątkowała noszenie żeliwnej biżuterii, co w latach dwudziestych XIX wieku opanowało całą Europę. Wyjątkowa uroda oraz ludzka życzliwość zjednywały jej serca od zwykłych ludzi po głowy koronowane. Pod jej wrażeniem pozostawał car Aleksander I. Miała duży wpływ na politykę. W 1805 r. była obecna przy zawiązaniu nad trumną Fryderyka Wielkiego w Poczdamie tajnego przymierza rosyjsko – pruskiego przeciwko Napoleonowi,. Stanęła na czele stronnictwa antyfrancuskiego i doprowadziła jesienią 1806 do wojny z Francją której efekty okazały się tragiczne. W 1806 uciekła z królem z Berlina, do Ortelsburga, skąd królewska para udała się 10 grudnia 1806, do Królewca. W styczniu 1807, w Kłajpedzie spotkała się z Aleksandrem I. W czasie rozmów pokojowych w Tylży (6-7 sierpnia 1807) błagając o złagodzenie warunków pokojowych upokorzyła się przed Napoleonem.. Nie udało jej się zachować dla Prus strategicznej twierdzy w Magdeburgu. Napoleona kazał prasie francuskiej oczerniać ją i obwiniając za politykę pruską. Od grudnia 1806 do 1809 przebywała. kolejno ; w Sankt Petersburgu w Rosji, potem w Królewcu i Kłajpedzie. Popierała reformy państwa realizowane przez Karla von und zum Steina. W grudniu 1809 wróciła do Berlina, gdzie wspierała tajne przygotowania do nowej wojny z Francją.. Zmarła na zapalenie płuc 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz i została pochowana w mauzoleum, w Charlottenburgu. Była wzorem dobroczynności i uchodziła za wzór matki. Wykazany przez nią pruski patriotyzm i odwaga zjednały jej ogromną popularność i sławę.. Oddziaływała na Prusy także po śmierci W dzień urodzin królowej 1813 r. Fryderyk Wilhelm III ustanowił we Wrocławiu słynne wojskowe odznaczenie Krzyż Żelazny który mógł być nadawany także prostym żołnierzy, rok później wprowadził do pruskich odznaczeń Order Luizy który przyznawany był kobietom za opiekę nad chorymi i ułomnymi. Gdy w 1814 r. padł Paryż i Napoleon abdykował pruski feldmarszałek Gebhard von Blücher miał zawołać: „Luiza jest pomszczona!” Jej syn Wilhelm I w przededniu wojny z Francją w 1870 r. odwiedził mauzoleum matki. Wojna ta rozpoczęła się dokładnie w rocznicę jej zgonu Także w rocznicę śmierci Luizy król reaktywował ustanowiony przez ojca Krzyż Żelazny. W Prusach XIX w. czczona była niczym święta, zyskała nawet przydomek pruskiej madonny. Imię Królowej Luizy otrzymało miasto Luisenburg oraz niektóre kościoły ewangelickie w Prusach a także żeńskie szkoły, sierocińce, szpitale, domy opieki. Była matką dziewięciorga dzieci jej córka Charlotta (13 lipca 1798 – 1 listopada 1860) jako żona Mikołaja Romanowa (Mikołaj I) została carycą Rosji (Aleksandra Fiodorowna) natomiast dwóch synów Fryderyk Wilhelm i Wilhelm zostali królami Prus. Ten ostatni jako Wilhelm I został w 1871 r. w zdobytym Wersalu cesarzem zjednoczonych Niemiec. Imię Królowej przetrwało do dziś także w Polsce w postaci skansenu górniczego „Królowa Luiza” ma to odniesienie do czasów kiedy KWK „Zabrze” była Kopalnią „Królowa Luiza”.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze

W 1975 r. po zdaniu egzaminów wstępnych na Wydział Górniczy Politechniki Śląskiej im Wincentego Pstrowskiego, miałem odbyć praktykę robotniczą w kopalni. Okazało się ,że wskutek jakiś nieporozumień dość spora grupa przyszłych studentów nie została do wyznaczonych kopalń przydzielona .Wśród tych nieprzydzielonych znalazłem się ja, zanim sprawa się wyjaśniła czekaliśmy na sali audytoryjnej wydziału kilka godzin. Kopalnia się znalazła lecz dla nas początek praktyki musiał ulec przesunięciu o tydzień. Tak też się stało. Nie wróciłem do domu czyli do Bytowa, lecz skorzystałem z gościny u mego przyjaciela Leszka Dudka w Piekarach Śląskich, który był górnikiem KWK Rozbark w Bytomiu. Po tygodniu pojechałem do Zabrza i razem z innymi kolegami zgłosiliśmy się do dyrekcji kopalni. Tak ,tak była to Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze. Po krótkim zapoznaniu się zakwaterowano nas w kopalnianym Hotelu Robotniczym i po badaniach lekarskich po przydzielano parami do poszczególnych „mistrzów”. Ja z przypadkowym kolegą Jerzym Piasta, który okazał się wspaniałym kompanem, zostaliśmy podporządkowani górniczemu cieśli p. Milota (?). Dostaliśmy ubrania robocze, kask latarkę z akumulatorkiem, maskę pgaz i markę” czyli taki górniczy nieśmiertelnik. Od tej pory zawsze przed zjazdem w dół pobierałem markę z „markowni”. Po wyjeździe natychmiast się ją zdawałem. Nie daj Boże gdyby ktoś zapomniał to zrobić, od razu w kopalni rozpoczęłaby się akcja ratownicza. Razem z panem cieślą podeszliśmy pod szyb ,tam stał sztygar, widać było ,że był to ktoś. Głośno po śląsku sprawdził obecność i załadowaliśmy się do windy, Trzasnęły metalowe „wrota” i gdy wszystkie pokłady tej maszyny się załadowały polecieliśmy w dół a żołądek do góry. Potem świsty i piski w uszach… i w dół, i w dół z małymi przystankami na poszczególnych poziomach. Tak zjechaliśmy ok. 800 m pod ziemię. Potem spokojnie z naszym cieślą przeszliśmy do czekającej kolejki, gdy się zapełniła to ruszyła. Jechaliśmy może z kilkanaście albo i więcej minut. To tu – wskazał cieśla. Wyszliśmy, jedne wrota, drugie, trzecie i ciągle – „zamykaj, zamykaj je pieronie”. Więc pieron dokładnie je zamykał. Były to drzwi wentylacyjne których nie zamknięcie groziło „ucieczce”; wdmuchiwanego na przodek powietrza. Stanęliśmy przy taśmociągu który bezpośrednio biegł z przodka, tu miało być nasze miejsce pracy. Cieśla pokazał nam maszynę do szycia taśm ,poinstruował jak się ją obsługuje , jak wyłącza taśmociąg ostrzegł przed próbami drzemek (bo ze względu na gazy gromadzące się w zagłębieniach podłoża – spągu można było nie wstać). Staliśmy, słuchaliśmy a z nas leciał pot, więcej ,więcej coraz więcej. Na przodku trwało wiercenie nadzy górnicy napierali na te swoje świdry byle szybciej wywiercić, potem wkładali ładunki i wszyscy chowaliśmy się do niszy . Wybuch powodował ,że masa kurzu i miału leciała obok nas i potem słychać było charakterystyczne klap… klap… klap … to klapały te tamy- drzwi wentylacyjne. Jeszcze nie ochłonęliśmy a już ruszyły taśmy a na nich urobek z ostatniego odstrzału. Patrzyliśmy z Jurkiem jak wszystko szło do góry .Raptem trach i coś się zatrzymało węgiel kamienie zaczęły spadać jak po pochylni. Wyłączyliśmy taśmociąg i z maszyną zasuwaliśmy do góry by zszyć taśmę, na przodku znów wiercić zaczęli. Cieśla trochę pomógł a potem już tylko poganiał i poganiał. Gdy zszyliśmy znów wszystko ruszyło. Staliśmy i pot napełniał nam garście. Potem znów trach, zatrzymanie taśmociągu i maszyna i szycie i ponownie szedł urobek dla naszej kochanej Polski. I znów wybuch i klap, klap,klap… i ruszył taśmociąg… i trach, i szycie i gotowe i znów do góry a przy okazji łopatami wrzucaliśmy to co spadło przy awarii Tak weszliśmy w rytm; wybuch ,klap, klap taśmociąg, trach, szycie, łopata i…… Raptem wszystko się podniosło i biegiem, biegiem zrobił się niesamowity ruch wszyscy zaczęli jakby uciekać. Jak wszyscy to i my, może wypadek tąpniecie? Kto to wie? – pomyśleliśmy. Nie, na szczęście nie, to zwykły pośpiech by nie stać w kolejce do wyjazdu. Cudem marki mieliśmy przy sobie inne rzeczy pogubiliśmy. Dzień po dniu mijał nam w tym samym rytmie poznaliśmy rangę sztygarów, poświęcenie ratowników, i tytaniczną pracę nagich ludzi na przodku. Widzieliśmy podziemne jeziora z których wyciągaliśmy zepsute pompy a każda ranka piekła niesamowicie, taka to była solanka. Staliśmy na węźle krzywych taśmociągów i non – stop ładowaliśmy wysypujący się urobek bo nie mogło być przestoju aż hen na górze trzasnęła taśma i wszystko jak lawina poleciało na nas, nic się nie stało, była nisza. Potem maszyna i szycie i znów łopata. W połowie praktyki zginęło kilku górników szli obok jadących wagoników z węglem jeden z nich wypadł z torów i przygniótł nieszczęśników. Wtedy nasi opiekunowie zorientowali się ,że nie zrobili z nami przeszkolenia z bhp. Tak złapaliśmy trochę oddechu bo szkolenie odbyło się pod ziemią byśmy po nim jeszcze trochę poszyli tych taśm, pomachali łopatami, ponaprawiali pomp itd. Tak minął miesiąc. Po praktyce zamieszkałem w akademiku przy ul Marii Curie – Skłodowskiej 7 w Gliwicach. 4 grudnia 1975 r w głównym holu Wydziału górniczego skakałem przez skórę czyli zostałem pasowany na górnika. Przygoda z górnictwem była krótka , dwa semestry byłem studentem… Potem kolejne egzaminy, tym razem na WAT. Znów radość ze zdania i zameldowałem się na unitarkę (szkolenie podstawowe) gdzie miałem dostać w kość. Przykro mi, nigdy armii nie udało się wycisnąć ze mnie tyle potu co przez miesiąc „Królowej Luizie”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Źródła:

  • Portret królowej Luizy, autorstwa Josef Grass
  • http://www.muzeumgornictwa.pl/index3.php?co=wystawy_czasowe&id=39
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Luiza_Pruska
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czasy Wedlów”. Wyd. ASZ. Choszczno 2003. Str.64
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Reformacja i wojny. Historia miasta w latach 1536–1815. Wyd. ASZ. Choszczno 2005. Str.102, 103.
  • Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.
Carl Sonnenburg

Zabójstwo Carla Sonnenburg w Choszcznie

Carl Sonnenburg

Urodził się 30 maja 1882 r. w biednej rodzinie ewangelickiej. Mimo, że ojciec pracował 16 godzin dziennie, matka z pięciorgiem dzieci musiała także dorabiać. Mając 14 lat ukończył edukację, zdał także egzamin na czeladnika murarskiego. Od najmłodszych lat zaangażował się w działalność socjalistyczną, wstąpił także do SPD. Ożenił się w 1905 r. Zamieszkał przy ulicy Fischenstraβe 6, gdzie wybudował sobie dom. W 1914 r. został zmobilizowany do wojska, brał udział w działaniach na froncie, tam dostał się do niewoli. Szczęśliwie udało mu się uciec i ponownie poszedł walczy za Vaterland. Po wojnie powrócił do domu i zaangażował się w Choszcznie w działalność polityczno-społeczną. Zorganizował organizację konsumencką, która w ciężkich powojennych czasach zaopatrywała niemal 1/3 mieszkańców w najtańsze środki spożywcze. Natomiast przy Górze Żydowskiej współorganizował festyny dla dzieci, połączone z dokarmianiem.

W 1924 r. był członkiem Zarządu Miasta oraz doradcą w zakresie budownictwa. Współuczestniczył w wielu przedsięwzięciach zmieniających wygląd miasta tj. w budowie łaźni miejskiej, obiektów sportowych, parku z pomnikiem poległych w pierwszej wojnie światowej, a także należał do inicjatorów dokonania wyłomu w murze południowym w celu wykonania przejazdu.

Udzielał się społecznie także poza Choszcznem, należał do Rady Przysięgłych Sądu w Gorzowie Wlkp. (Landsberg). Jako działacz SPD był na „liście edukacyjnej” nazistów. 14 kwietnia 1933 r., czyli już po dojściu Hitlera do władzy, został podstępnie wywabiony z domu i bestialsko zamordowany. Pozostawił żonę i czworo dzieci. Jego pogrzeb uznany został za jedną z największych uroczystości pogrzebowych w historii miasta. Nad jego mogiłą przemawiał superintendent Gramlow, który zacytował słowa Ewangelii św. Jana 11,21 „Panie gdybyś był z nami, mój brat jeszcze by żył”.

Morderców Sonnenburga szybko zidentyfikowano, byli to; Würfel, Marten i Titel, których starosta choszczeński Bleek nakazał aresztować. Za tę decyzję zapłacił stanowiskiem, w tym samym roku został zwolniony z urzędu. Czarny terror trwał dalej i wkrótce SS zamordowało przywódcę miejscowych komunistów Altenburg.

Przebieg zbrodni

14 kwietnia 1933 r. około godziny 1.30 w nocy zapukano do okna domu Sonnenburgów. Na pytanie pani Sonnenburg „o co chodzi ?” odpowiedziano jej, że mąż ma się natychmiast ubrać i udać z nimi na przesłuchanie do komisariatu policji. Ponieważ małżonka wśród dwóch osób rozpoznała SS-mana a zarazem policjanta pomocniczego Würfela, uznała, że wezwanie jej męża jest prawne. Sonnenburg ponaglany kolejnymi pukaniami do okna zaczął się szybko ubierać. Do wyjścia odprowadziła go córka Frieda, która zobaczyła stojących przed wejściem dwóch znanych mężczyzn, byli to SS-mani; Würfel i Marten. Zauważyła także, że w głębi stał trzeci osobnik, którego jednak nie rozpoznała. Sonnenburg po wyjściu z domu skierował się w prawo w kierunku komisariatu, ale SS-mani nakazali mu iść w przeciwnym kierunku. Zaprowadzono go do niszy domu Strohfelda, gdzie zażądano od niego wydania tzw. „żelaznej księgi” (księga tzw „żelaznego frontu”, organizacji stronnictw demokratycznych utworzonej w 1931 r., miała za celu obronę republiki, wystąpiła przeciwko hitlerowcom. W 1932 roku front poparł kandydaturę Hindenburga w wyborach prezydenckich.). Sonnenburg nie był w jej posiadaniu, wywołało to furię SS-manów, którzy z pięściami rzucili się na niego. Miejsce gdzie odbywała się tragedia było ochraniane przez innych SS-manów, z których jeden nazywał się Rösler. Odgłosy bicia i jęki człowieka wywołały zainteresowanie osób postronnych, jednak „ochrona” strasząc nie dopuszczała ich w pobliże. Okładany Sonnenburg prosił; „darujcie mi, nie zabijacie, mam żonę i dzieci”, na to Marten miał odpowiedzieć: „co ty przeklęty psie, masz jeszcze czelność skomleć o życie”. W trakcie dalszego katowania padły dwa strzały (inni świadkowie podają, że jeden). Zapadła cisza.

Zmasakrowane ciało Sonnenburga wpakowano do wora (lub ułożono na płachcie) i z pomocą innych SS- manów zaciągnięto nad jezioro. Już o świcie ok. g 5.00 zostało tam znalezione. Miejsce to ogrodzono, a wśród chroniących teren był jeden z oprawców – funkcjonariusz Titel. Dochodzenie doprowadziło do odnalezienia dwóch łusek naboju kalibru 6, 35, jedną znaleziono w miejscu pobicia, czyli w niszy domu Strohfelda, drugą zaś nad jeziorem. Pistolet o takim kalibrze posiadał Würfel, który był pomocniczym policjantem w Choszcznie i SS – manem.

Co jest ciekawe, nie ustalono czy śmiertelny strzał padł w niszy czy nad jeziorem. W ogóle nie ustalono czy zgon nastąpił w wyniku użycia broni. Jako przyczynę śmierci Sonnenburga podano wewnętrzne krwotoki. Miejscowa gazeta „Lokal- Anzeigers” z 16 kwietnia 1933 r. podała, że „ Na skutek sprzeczki politycznej Carl Sonnenburg, działacz SPD, został zastrzelony, strzał oddano w obronie własnej”.

Oprawcy i ich dalsze losy

Dwóch spośród trzech bezpośrednich sprawców mordu zatrzymano, byli to; Titel (w SS od 1931 r. – ojciec dziewięciorga dzieci ), Marten ( ojciec pięciorga dzieci). SS- man Würfel uciekł i ukrywał się. Oskarżonych osadzono w więzieniu w Choszcznie, lecz po kilku dniach zostali przewiezieni do Gorzowa Wlkp. 18 czerwca do tamtejszego więzienia zadzwonił asystent służb kryminalnych Büttner i powiadomił, że o g.19.00 przyjedzie transport z czterema komunistami pod nadzorem SS – Sturmführera Seegera. Tak jak zapowiedziano tak się stało, z tą różnicą, że przyjechało ośmiu ludzi. Dyżur w więzieniu pełnił wachmistrz Freitag, od razu zażądano od niego wydania kluczy do cel gdzie przebywali Titel i Marten. Wachmistrz jednak odmówił, uległ dopiero po pobiciu i po grożeniu pistoletem. Szybko uwolniono Martena a po wskazaniu przez niego gdzie siedzi Titel również i jego wypuszczono. W tym czasie wachm. Freitag próbował powiadomić policję i został ponownie pobity. Ponowił jeszcze raz próbę i usłyszał odpowiedź policjantów, że „nie możemy już zmienić tego co się stało”. Po ucieczce Titel i Marten otrzymali fałszywe dokumenty i zostali zatrudnieni jako nadzorcy w obozie koncentracyjnym w Słońsku. 10.10.1933 r. sprawę wobec nich umorzono na podstawie amnestii z okazji „ bezkrwawej rewolucji narodowej”. Było to w świetle ustaleń amnestyjnych nadużyciem. Marten po służbie w obozie trafił do kompanii piekarzy, jednostkę jego w porę rozwiązano, nie uniknął niewoli. Po wojnie został skazany za nielegalny handel na dwa lata więzienia, którą odbywał od 23.01.1946 r. Titel od 1934 r. do 1936 r. służył w obozie jako szewc, następnie został policjantem w Kostrzyniu. Trzeci z katów Würfel zginął w czasie wojny. Obaj Titel i Marten stanęli jednak przed sądem. W dniu13 lutego 1948 roku sąd w Poczdamie rozpoczął rozprawę przeciw nim oskarżając ich o udział w zabójstwie Carla Sonnenburga. Obu oskarżonych uznano za winnych i skazano na karę śmierci. Wyrok nie był prawomocny, w trakcie odwołań zmarł Titel, mimo, że odwołanie Martena odrzucono, kary nie wykonano. Zmarł w 1979 r.

Rola Ericha von dem Bach – Zelewskiego. 

Po objęciu rządów przez Hitlera związki zawodowe w Choszcznie zorganizowały wielką manifestację. Atmosfera w mieście była napięta. Nad zamieszkami nie można było zapanować, stąd policja została wsparta oddziałem 48 SA Standarte. Von dem Bach – Zelewski zwołał do Choszczna wszystkie okoliczne oddziały szturmowe, które zorganizowały brunatny marsz przez ulice miasta. Jak stwierdził jeden ze świadków marsz SS-manów na zawsze pogrzebał „sen o sowieckim Arnswalde”. Rozruchy związkowe wywołały odwet na działaczach lewicowych, jednym z jego ofiar był właśnie C. Sonnenburg.

Już po jego zabójstwie von dem Bach – Zelewski interweniował stosownym listem do sądu, w którym wzywał o umorzenie śledztwa, gdyż nie mógł znieść, że jego ludzie (Titel, Marten) będą przez chwiejne postępowanie sądowe szarpani. Należy wspomnieć, że w tym czasie także Żydzi w Drawnie zaczęli przeżywać najazdy „brunatnych panów”. Byli to SS i SA – mani, którzy występowali jako pomoc policyjna. Według byłego mieszkańca Drawna (Neuwedell) W. Doella w te najazdy zamieszany był także von dem Bach – Zelewski. Jednego z takich najazdów nie przeżył Wilhelm? Blauzwirn (Fr Drager kwestionuje to imię, uważa, że był to Hermann), był mężem Minny córki handlarza koni Nathana. SS-mani napadli Blauzwirna, chcąc nastraszyć grozili mu pistoletem, który przypadkowo wystrzelił i śmiertelnie trafił go Oczywiście, zabójstwo to zostało całkowicie zatuszowane. Możliwe, że winę za tę śmierć ponosi także Erich von dem Bach – Zelewski.

Epilog

W 1992 r. w Choszcznie postawiono obelisk upamiętniający Carla Sonnenburga, ofiarę miejscowych nazistów. Dwujęzyczny napis informuje o tragedii z 14 kwietnia 1933 r. i ostrzega przed faszyzmem

Opracował: Andrzej Szutowicz

Literatura:

  • Willy Hein „Gedenkbuch für Carl Sonnenburg” s.13-23.Wyd.”Kadruk” Szczecin
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz. „Ostatnie stulecie miasta Arnswalde (1815 -1945)” s 81,82.Wyd ASZ

Barnimie na szlaku wielkiej historii

Nie tak dawno w luźnej rozmowie z zacnym mieszkańcem Barnimia mój rozmówca stwierdził; „no wie pan w naszym kościele był król Szwecji Karol X Gustaw i gorliwie się modlił, może warto to wydarzenie upamiętnić jakąś tablicą?”
„A Czarniecki?”- spytałem.
„Ależ, to był zbrodniarz palił, niszczył okolicę! Nie wie pan o tym?”
Popatrzyłem na uśmiechniętą dobrotliwą twarz wypowiadającego te słowa i do tej pory zastanawiam się czy to swoisty proniemiecki sposób ukazywania historii, czy zwykły kosmopolityzm powodują, że ludzie, którzy powinni dbać i przekazywać narodowe tradycje uprawiają swoistą dywersję w polskich mózgach.
Niemal w każdej publikacji nt. kościołów, które swym zasięgiem objęła reformacja wymienia się nazwiska ewangelickich kapłanów. O ich poprzednikach księżach katolickich panuje prawie cisza. Podobnie postępuje się w przypadku księży, którzy w morzu wiary ewangelickiej trwali w swoich katolickich parafiach. Dlaczego? Czyżby brak dokumentów czy też świadome działanie? Od ręki można przytoczyć w postaci pytania dowód. Kto znajdzie lub wie jak miał na imię ks. Jordan, w czasie wojny proboszcz katolickiego kościoła w Choszcznie? Postać wielce zasłużona dla podtrzymania wiary wśród Polaków, jeńców wojennych i robotników przymusowych…

W przypadku wojewody Stefana Czarnieckiego zbruzgał mu opinię ewangelicki diakon z Stargardu Szcz. Nazywał się Wilhelm Engelken i wiadomo o nim, że w latach 1652 – 1658 był diakonem, następnie 1658-1660 archidiakonem, a 1660 – 1683 pastorem w kościele mariackim w Stargardzie Szcz.

Potop

Feldmarszałek Arvid Wittenberg21 lipca 1655 r. feldmarszałek Arvid Wittenberg na czele liczącej 14 tysięcy żołnierzy z 72 działami armii wkroczył z Pomorza do Wielkopolski.. Tak rozpoczął się słynny „szwedzki potop”. Armia ta od początku odnosiła same sukcesy wręcz kompromitując Wielkopolan, którym brakowało woli walki, panował duch zdrady i kolaboracji. 25 lipca pod Ujściem skapitulowało szlacheckie pospolite ruszenie a szlachta rozjechała się do domów. 31 lipca Szwedzi bez walki zajęli Poznań. Na wieści z Polski czekała na Pomorzu druga szwedzka armia dowodzona przez samego króla Karola X Gustawa.
Gdy obejmował rządy po królowej Katarzynie. Zastał kraj w ruinie gospodarczej z pustym skarbcem. Wówczas miał wypowiedzieć myśl której sens był taki „Szwecja nie ma złota ale ma rudy żelaza a to oznacza że może mieć oręż. Mając oręż zdobędziemy bogactwa”. Wynika stąd, że już u zarania panowania tego władcy wkalkulowana została wojna i grabież. a co za tym idzie śmierć i zniszczenie. Śniła mu się Szwecja z Bałtykiem jako morzem wewnętrznym. Wojna ta mimo, że miała wymusić zrzeczenia się przez polskiego króla Jana Kazimierza (prawowitego dziedzica Wazów) praw do tronu szwedzkiego, z samego założenia miała być wojną zaborcza i łupieżczą. A problem korony Wazów był tylko zwykłym pretekstem. Wiadomo, że 12 tysięczna armia króla Szwecji jeszcze 4 sierpnia była rozłożona pod Choszcznem i czekała rozkazu wymarszu. Minęło kilka dni i na czele z Karolem X Gustawem ruszyła w kierunku przeprawy na Drawie.

14 sierpnia 1655 r. przekroczyła tę rzekę w Barnimiu. Czy wtedy król szwedzki modlił się w miejscowym kościele? Jeśli tak to była to modlitwa obłudnika. Minął jakiś czas i losy wojny odwróciły się przeciwko Szwedom, latem 1657 r. król opuścił Polskę, wiedział już, że Rzeczpospolitej nie pokona. Wracając ze swoją armią (możliwe, że tą samą drogą) 1 lipca 1657 r. wjechał do Stargardu. Wspomniany stargardzki diakon Wilhelm Engelken opisał tak to wydarzenie „przybył tu z Polski król szwedzki Carolus Gustawus i przeciągnął przez Stargard na czele pokaźnej armii konnej i pieszej w ślad za kilku oddziałami, które przemaszerowały już w dniach poprzednich”. Po czym Diakon niemal wykrzyknął „ Boże! Ten prawy wojownik niech będzie naszą opieką”
Armia „tego prawego wojownika” dokonała strasznych zniszczeń mimo, że większość polskich zamków i twierdz poddawała się bez walki, to zostały one złupione i obrócone w ruinę. Wiele wspaniałych rezydencji nigdy nie zostało odbudowanych. Szwedzi rozgrabili biblioteki i skarbce, wywożono nawet detale architektoniczne i relikwie świętych (np. św. Stanisława). Jednak najważniejsi są ludzie i tu skutki zachcianki Karola X Gustawa były tragiczne. Zniszczenia jakich w wyniku szwedzkiego najazdu doznała Polska były procentowo większe od zniszczeń II wojny światowej. Profanacja miejsc świętych była na początku dziennym. Straty w ludziach liczone są w setkach tysięcy. Blisko sto lat trzeba było Polsce by osiągnąć zaludnienie sprzed „Potopu”. W swoich czasach Karol X Gustaw uchodził za rozbójnika Europy a w kategoriach dzisiejszych był arcyzbrodniarzem. Widać to nie przeszkadza by w głowie zacnej osoby zrodziła się myśl uczczenia jego pobytu i modlitwy w Barnimiu.

Elektor, zdrajca w imię potęgi Prus.

Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm HohenzollernElektor brandenburski Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był polskim lennikiem, zamiast jako książę Prus przyjść z pomocą Rzeczypospolitej, zdradził Jana Kazimierza i 17.01.1656 r. uznał się wasalem króla Szwecji, następnie wspomógł jego 9,5 tyś. armię i podporządkował mu swoją 8,5 tysięczną, czym przyczynił się do zdobycia Warszawy. Zdobycie Warszawy jest symboliczne gdyż od tej pory nie było polskiego pokolenie które nie przeżyłoby wejścia i pobytu obcych żołdaków w stolicy. Natomiast współudział Prusaków w zdobyciu Warszawy jest pierwszym zbrojnym wystąpieniem Prus Książęcych przeciw innemu państwu. Po pewnym czasie zdając sobie sprawę z możliwości klęski Szwecji elektor zmienił front. W 1657 r. z będącym nadal w trudnym położeniu Janem Kazimierzem zawarł tzw. traktaty welawsko-bydgoskie, na mocy których Hohenzollern i jego męscy potomkowie uzyskali prawa suwerenne w Prusach Książęcych. Jednocześnie Prusy uwolniły się od zależności od Polski i uzyskały pełną samodzielność aż do wymarcia rodu. Elektor dostał jako zastaw Drahim, przyjął w lenno Bytów i Lębork, otrzymał na własność Elbląg z zastrzeżeniem prawa wykupu (ostatecznie Elbląg nigdy nie został wykupiony).
Tak oto na nieszczęściu Rzeczypospolitej wykluwać zaczęła się potęga Prus która ostatecznie zniknęła dopiero w wyniku klęski 1945 r.

Przejście Drawy

We wrześniu za odchodzącymi Szwedami ruszyła z wielkopolskich Pyzdr na Pomorze ekspedycja pod wodzą Stefana Czarnieckiego. Teoretycznie wyprawa ta miała spowodować zamieszanie na tyłach wojsk Karola X Gustawa który zmagał się z Danią. Jednak z zachowanych źródeł wynika, że już od samego początku wyprawa ta była łupieżcza i obok manewrów na tyłach szwedzkich, została wymierzona przeciw „zdrajcy – sojusznikowi” elektorowi. Czarniecki, udał że nic nie wie o zawartym traktacie bydgoskim i ruszając za Drawę miał zwrócić do swoich oficerów: „Niech wie lis zdradziecki (elektor), czego się może po nas spodziewać. Mamy wciąż własnych chłopów z bydła i kur obdzierać? Lepiej elektorskich krów posmakujmy. Tak, panowie, na koń, I do Marchii! Tam należną zapłatę z elektora ściągniemy. Będzie on krzyczeć, to pewne, ale się tym zasłonimy, żeśmy o traktacie nie wiedzieli.” Dla Czarnieckiego elektor był takim samym zdrajcą jak rodzimi magnaci, którzy już bezkarnie zaczęli powracać w Polsce do łask. Więc możliwe, że polski wojewoda wymierzył elektorowi swoją sprawiedliwość.

Stargardzki diakon Wilhelm Engelke zanotował: „W roku pańskim 1657 dnia 17 (27 według nowego kalendarza) września przekroczył tereny Nowej Marchii w okolicach Barnimia polski wojewoda Czarniecki z wojskiem w sile 4000. 18 (28) września o godz. 8 stanął pod miastem Stargardem i usadowił się pod Klempinem.
Tymczasem jego żołnierze w grupkach po 10, 20, 30 i 40 chodzili po okolicznych wioskach, plądrowali mieszkańców, odbierali siłą konie, woły i inny inwentarz, zachowywali się wielce zuchwale, pozbawiali wolności szlachtę, duchownych i innych, żądając od nich okupu, gwałcili kobiety i dziewczęta”
Czy podana przez Wilhelma Engelke data przejścia Drawy jest prawdziwa?
Uznać ją należy za wątpliwą. Natomiast data jego podejścia pod Stargard czyli 18 (28) września nie powinna budzić zastrzeżeń. Czarniecki dysponował jedynie polsko – tatarską jazdą, dlatego należy odrzucić sugestie by próbował szturmować Drawno. Natomiast jest możliwe a z punku widzenia wojskowego zasadne by, patrole wojewody w czasie marszu pod i przez Barnimie zapuszczały się pod Drawno. O przejściu przez Polaków Drawy król Szwecji Karol X Gustaw dowiedział się 17 (27) września czyli w dniu w którym wg stargardzkiego pastora przeprawa przez rzekę nastąpiła. Stargard od Barnimia dzieli ponad 60 km, nawet dziś przy nowoczesnym systemie telekomunikacji oba miasta mało o sobie wiedzą a jeśli już coś ważnego w jednym z nich nastąpi to wieść o tym do drugiego dociera z pewnym opóźnieniem. Przy ówczesnym systemie łączności było raczej niemożliwe by wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i gdy Czarniecki przechodził Drawę dotarła ona do szwedzkiego władcy. Zasadnym jest za datę przekroczenia Drawy przez Polaków przyjąć, tak jak to uczynił Adam Kerstern, przedział czasowy 12-17 (22–17) września 1657 r. kolejnym pokutującym w Barnimiu i w Drawnie mitem jest wiązanie przeprawy Czarnieckiego z fragmentem polskiego hymnu narodowego odnoszącym się do pływania w morzu. Otóż nie była to ta wyprawa. Jednak pewien związek między hymnem a wydarzeniami w Barnimie istnieje.

Zemsta czy grabież?

Najprawdopodobniej Czarniecki od Barnimia szedł na Stargard przez Recz i Suchań. Do tej pory miejsce jego postoju pod Stargardem nie jest jednoznacznie określone dr G.J. Brzustowicz twierdzi że było to Klępino (niem. Klempin) a Adam Kersten wskazuje na Kłęby (niem. Klemmem). W każdym bądź razie w swoim nowym miejscu postoju był tylko dzień i na drugi dzień 19 (29) września stanął w Chlebówku. Już spod Stargardu rozpoczęły się łupieżcze wyprawy po okolicy jeden z podjazdów podszedł nawet pod Dąbie i spalił tam młyny. Na drugi dzień po ulokowaniu się Czarnieckiego w Chlebówku zapłonęła okolica. 20 (30) września podpalono Łobez, Węgorzyno, Ińsko także wieś Poźrzadło Dwór. Palono i łupiono aż po Drawsko Pom. i Złocieniec od którego miano przyjąć okup. Ruchliwość Czarnieckiego była zdumiewająca, gdyż nim jeszcze pożary nie wygasły znalazł się 21 września (1 października) w Reczu. Wg źródeł Polacy mieli znaleźć się w Pomieniu, Stradzewie i Raduniu. Trudno jest jednoznacznie orzec czy 22 września (2 października) Czarniecki w celu przejścia Drawy po moście podjął próbę zbrojnego najścia na Drawno. Jeśli taki miał być powód zajęcia Drawna to na pewno żadnej dzielnej obrony Drawna nie było. Czarniecki znał drogę z Recza na Barnimie i spokojnie powróciłby do Wielkopolski. Jedynym powodem mogło być ograbienie miasta. Ale nie poprzez szturm, bo do tego nie miano stosownych sił. Polacy poszli jednak w kierunku Drawska Pom. Podczas marszu spotkali przedstawicieli mieszczan z okupem i wozami. Okup przyjęli, wozy zatrzymali a woźniców rozebrali do naga i puścili wolno. Wyprawa Czarnieckiego trwała ok. 10 dni. Szlak jego pochodu znaczyły popioły spalonych wsi i złupionych miast. Zostawił po sobie w skali mikro to, co nie tak dawny sprzymierzeniec elektora Karol X Gustaw, przy elektorskiej zdradzieckiej wybitnej pomocy zostawił w skali makro w Polsce. Obładowane łupami wojska wróciły do Polski zostały rozmieszczone nad Notecią k. Ujścia, Wielenia, w okolicy Wałcza a jeden oddział nawet pod Lęborkiem (Żegockiego).

Jak Czarniecki do Poznania

Stefan Czarniecki23 października Czarniecki ruszył z wojskiem po raz drugi na Pomorze, tym razem zaodrzańskie. 26 października przekroczył granicę Marchii. Ziemie elektorskie przeszedł w cztery dni. Tym razem przemarsz utrzymywany był w rygorach dyscypliny. Za jej naruszenie bezwzględnie karano. „Karanie zaś było za ekscesy już nie ścinać ani rozstrzeliwać, ale za nogi u konia uwiązawszy włóczyć po majdanie tak we wszystkim, jak kogo na ekscesie złapano, według dekretu lub dwa, albo trzy razy naokoło. I zdało się to zraz, że to nie tylko suknie, ale i ciało tak opada, że same tylko zostaną kości.” (Pasek) Granicę Pomorza Szwedzkiego Czarniecki przekroczył 30 października. Na Pomorzu Szwedzkim jako podległym Karolowi X Gustawowi rygory dyscypliny zelżały. ograbiono i spalono Gartz, podobnie jak ponad 100 wsi w okolicach Szczecina, Anklam, Pasewalku, Penkun. 9 listopada Czarnecki rozpoczął powrót do Polski. 11 listopada przekroczył Odrę. Historiografia niezbyt pozytywnie ocenia obie wyprawy na Pomorze a w pamięci miejscowej ludności bardzo długo pozostały wspomnienia rabunków, gwałtów, pożarów i zwykłych mordów.

12 listopada Jan Kazimierz wraz z królową przybył do Poznania. 25 listopada 1657 r. odbyła się w Poznaniu rada wojenna, na którą przybył Czarniecki. To wydarzenie 140 lat później natchnęło Józefa Wybickiego do napisania w hymnie narodowym słów, które uwieczniły Czarnieckiego w hymnie narodowym ; Jak Czarniecki do Poznania … Po szwedzkim rozbiorze.
Czarniecki następnie udał się na Pomorze, gdzie staczając potyczki ze Szwedami przebywał do lata następnego roku. Jesienią 1658 r. podjął słynną wyprawę do Danii. Podczas której do legendy przeszedł 14 grudnia 1658 r. rozpoczęto wtedy przeprawę na wyspę Als. Wzięły w niej udział siły polsko-brandenburskie pod komendą Czarnieckiego, wspierane przez duńskie okręty wojenne. Przeprawa przez cieśninę Mały Bełt odbyła się na łodziach, obok których płynęły konie. Po wylądowaniu siły Czarnieckiego rozbiły piechotę i jazdę szwedzką, a następnie zmusiły Szwedów do wycofania się i zamknięcia się w zamkach Sonderborg i w pobliskim Nordborg. Król Dani wystosował do Czarnieckiego kurtuazyjny list:

„Fryderyk III etc., świadcząc osobliwą łaskę i wdzięczność naszą królewską. Jaśnie Wielmożny uprzejmie Nam miły! Z najwyższym uznaniem doniesiono Nam, jako Wasza Miłość w wielu potyczkach, a ostatnimi czasy przy zajęciu wyspy Alsen i leżących na niej zamków, między innymi pokonała w trójnasób liczniejszego nieprzyjaciela, sama przewodząc hufcom swoim na przodzie, czem okazała bohaterskie męstwo swoje ku podziwieniu wszech ludzi. Winszowaliśmy sobie zawsze z powodu wysłania Nam Wasza Miłość jako znakomitego wodza i wielce obowiązani jesteśmy królowi polskiemu za afekt braterski udowodniony wysłaniem Nam na pomoc Wasza Miłość. Chcemy przeto oświadczyć Wam wdzięczność Naszą królewską zjednaną tylu zasługami, życząc w duszy, aby wciąż szczęśliwem powodzeniem sława Waszej Miłości nie tylko ojczyźnie, ale całemu światu coraz bardziej znana, szczególniej na tej północy coraz świetniej jaśniała. Nich będzie WM przekonana, że za wszystkie wyświadczone Nam usługi przy pomocy Bożej z czasem okażemy dostojnie wdzięczność Naszą królewską. W Kopenhadze 24/XII 1658. Waszej Miłość Życzliwy Fryderyk król.” (Wojny duńskie i Pokój Oliwski, Lwów 1922 s.168-169)

Ostatecznie w wyniku działań Czarnieckiego Szwedzi zrezygnowali z dalszej obrony i opuścili Jutlandię ewakuując się na Fionię, która została przez Duńczyków zdobyta jesienią 1959 r. Wojska polskie udając się w drogę powrotną do ojczyzny, opuściły Danię w sierpniu 1659 r.

Powrót przez Choszczno

Koło Gryfina wojska polskie przeszły Odrę. Stąd przez Pyrzyce Czarniecki poszedł na Dolice które osiągnął 10 października. Datę tę niejako potwierdza list Czarnieckiego napisany tego dnia w Dolicach do elektora Fryderyka Wilhelma. Następnie udał się przez Choszczno w kierunku Drawna Drawę przekroczył w jego okolicy 12 października. Trasę tę określił w Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.“ Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360 (Austria i Brandenburgia w wojnach polsko–szwedzkich 1655–1660.Przygotowanie i prowadzenie wyprawy na Danię i Pomorzu. Wydawnictwo Herald Bolt. Boppard nad Renem 1969 r. stron 360). Autor na stronie 256 napisał: „Am 29. September nahm Czarnecki unter großem militärischem Zeremoniell Abschied. Er führte sein Korp an Demmin vorbei und über Klempenow, Treptow, Friedland, Pasewalk nach Löcknitz. Während seine Truppen bei Greifenhagen die Oder überschritten, besuchte der General das österreichische Lager vor Stettin. Die Polen zogen über Pyritz nach Arnswalde, passierten am 12. Oktober bei Neuwedell die Drage und bezogen Quartiere nördlich der Netze.”; Ponieważ znana jest tylko jedna przeprawa w okolicy Drawna nie uniknie się błędu jeśli Barnimie wskarze się jako na miejsce w którym zamknął się ciąg wypraw Czarnieckiego za Szwedami poza zachodnią granicę Polski.

Barnimie, elektor i jego następca.

Dla Polaków Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był zdrajcą zaś dla Prus był władcą wielkim. Nie dość, że za jego rządów stały się suwerenne również i jego armia zaczęła odnosić sukcesy zmieniające bieg historii. A jego potomkowie wpływali na losy świata. Dlatego godne odnotowania jest to, że elektor kilkakrotnie przebywał na ziemi choszczeńskiej. Jego wizyty opisał w Kurierze Ziemi Choszczeńskiej dr Grzegorz Jacek Brzustowicz w artykule „Wielki elektor i pierwszy król pruski”. Pierwszy raz w Choszcznie elektor pojawił się 21 lutego 1643 r. i w mieście tym przenocował. Następnego dnia udał się przez Barlinek do Kostrzynia. Pewnie przejeżdżał wtedy przez Pełczyce. Historia odnotowała jeszcze kilka wizyt w okolicy Choszczna. Elektor bywał w Bierzwniku który był domeną państwową. W 1668 r. konkretnie 18 sierpnia t.r. wraz ze swoją żoną Dorotą von Holstein–Glücksburg byli w Drawnie gdzie na miejscowym zamku ugościli ich Wedlowie. Na szlaku elektorskich wędrówek znalazło się Barnimie. 24 marca 1679 roku z żoną i z synem Fryderykiem przejechał przez wieś i udał się w kierunku Bierzwnika. Tak oto przejazdem na ziemi drawieńskiej znalazł się pierwszy król pruski. Gdyż syn elektora w 1701 r. koronował się na pierwszego króla Prus i zasiadł na pruskim tronie jako Fryderyk I. Sytuacja z Barnimia z 1679 roku była podobna do tej z Drawna z 1806 r. kiedy to w mieście znalazła się królowa Luisa z synem Wilhelmem, który choć nie był wtedy następcą tronu, do historii przeszedł jako cesarz Niemiec Wilhelm I.

Tablice, płyty, pomniki

Jak na jedną wieś historii w niej wiele. Barnimie zawdzięcza to swemu położeniu na szlaku komunikacyjnym i dogodnej przeprawie mostowej (bród) przez Drawę. Na pewno nieprzeciętne postacie które znalazły się w Barnimiu zasługują na przypomnienie. Jednak Barnimie znajduje się w Polsce i należy pamiętać jaką rolę barnimscy przejezdni odegrali w naszej historii. W przypadku Karola X Gustawa i Wielkiego Elektora była to rola negatywna. Zrodzone na nieszczęściu Polski państwo pruskie przez cały okres swego istnienia skupiało się na złamaniu polskiego ducha. Przyczyniło się do unicestwienia niepodległości Polski ale narodu nie złamało. Duch pozostał, choć nieraz podnosił się z ogarniającego zwątpienia, między innymi poprzez hymn narodowy którego jedna strofa odnosi się do wydarzeń na których szlaku znalazło się Barnimie. Ducha Prus nie ma, zniknął. Zmiażdżył go inny równie dla Polski niebezpieczny. To taka homeopatia historii. Można mieć nadzieję, że w Barnimiu nigdy nie nastąpi odsłonięcie tablic upamiętniających króla zbrodniarza i elektora zdrajcy. Byli jednak postaciami które odegrały znaczącą rolę w ówczesnej Europie. Dlatego o ich bytność można wspomnieć poprzez tablice informacyjne. Przejście Drawy przez Czarnieckiego utrwalone jest w historii Polski jest ono symbolem podnoszenia się Rzeczypospolitej z lat upadku, zdrady i cierpienia. Wejście za Szwedami do Nowej Marchii nie tylko zwiastowało pokonanie śmiertelnego wroga, ale było też ostrzeżeniem dla tych królewskich poddanych, którym zdrada tliła się jeszcze w głowach. Dlatego nie pokutny wierszyk z przeprosinami który ktoś kiedyś napisał, lecz pamiątkowa tablica usytuowana przy barlińskim moście powinna przypominać, że: „W tym miejscu we wrześniu 1657 roku, wojewoda ruski Stefan Czarniecki na czele 4000 polsko-tatarskiej jazdy przekroczył Drawę by mścić i karać za hańbę i krzywdy Rzeczypospolitej”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Literatura

  • Fot.1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_X_Gustaw,
  • Fot.2. http://pl.wikipedia.org,/wiki/Fryderyk_Wilhelm_I_(Wielki_Elektor)
  • Fot.3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Czarniecki,
  • Marek Jaszczyński O hetmanie, co bił Szwedów i łupił Pomorze,
  • http://sedina.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=2324,
  • Dorota Matyaszczyk A Boże igrzysko czyli potop szwedzki,
  • http://www.poznan.pl/mim/public/iks/dzial.html?dz_id_dzialu=2430,
  • www.gryfino.info/printview.php?t=2749&start=200&sid=119cdca3a41bbd0e49f4ad87650721a0 – 261k,
  • Władysław Czapliński, „Polska a Dania XVI-XX w.” Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1976,
  • Profesor wyprawie poświęca opracowanie na stronach 201-321. s.313 W przypisie 267 s. 313 jest taka informacja. „Droga powrotna określona na podstawie diariusza, za nim podaje ją Opitz, o.c., s 254-256. List Czarnieckiego do elektora z Dolic 10 X 1659 (…),
  • Adam Kersten Stefan Czarniecki 1599 -1665 Wydawnictwo UMCS Lublin 2006 s 412 -420,
  • Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.” Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Wielki elektor i pierwszy król pruski” Kurier Ziemi Choszczeńskiej. Wrzesień 1999 r. s.23,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czarniecki w Reczu”,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Król szwedzki Karol X Gustaw w Barnimiu „Kurier Ziemi Choszczeńskiej”. – Zdzisław Sieradzki Stefan Czarniecki 1604 – 1665. Wyd. MON W-wa 1974 s. 214-215,
  • Leszek Podhorodecki „Stefan Czarniecki” KiW 1966.

PS. 27.02 1945 r. polska 2 Dywizja Artylerii (największa w historii Polski jednostka artyleryjska) pod dowództwem gen. bryg. Benedykta Nestorowicza po przybyciu do Człopy została podporządkowana dowódcy 3 Armii Uderzeniowej gen. Simoniaka. Następnie otrzymała zadanie ześrodkowania się w rejonie podrawieńskiego Barnimia. Zadanie to zrealizowała, o godz. 21.00 dotarła do wsi. W nocy 28.02/01.03 oddziały dywizji zajęły w okolicy Drawna ugrupowanie bojowe. Gdy wstał dzień, 1 marca 1945 r. o godz. 8.00 ogniem wszystkich dział weszła do boju. To był jej chrzest bojowy. Rozpoczęła swoją zemstę za 6 lat okupacyjnej nocy, za 6 mln wymordowanych polskich obywateli. Po 312 latach Prusy szły w rozsypkę by ostatecznie na zawsze zniknąć. Dla Barnimia ta historia zamknięta jest w kole „ Od Czarnieckiego do Nestorowicza“ i trwała tyle samo lat. A w Drawnie jak nie ma tak nie ma oznaczenia Skweru Artylerzystów Polskich. Można powiedzieć, że już mijają lata od podjęcia uchwały Rady Miasta nadającej tę nazwę znanemu w mieście miejscu.