opowieści zatomskie

Opowieści zatomskie

Opowieść pierwsza, czyli Historia Herberta Meinel”

Zatom, lata 1920 – 1937

Opowieść pani Ireny Westphal z.d. Steinberg (w Zatomiu), zam. Austernbrede 35, 33330 Gütersloh: Mój ojciec, Rudolf Steinberg (1898 – 1995) opowiadał tę historię często i chętnie jako przykład na to, że i młodzi gniewni wyjść mogą na porządnych ludzi.

Ojciec Herberta, Meinel, był właścicielem bardzo ówcześnie znanej firmy produkującej instrumenty muzyczne „Meinel und Herold” w Klingenthal (na południe od Zwickau na czeskiej granicy). W wyniku różnicy zdań między nim a ojcem, młody Herbert spakował pewnego dnia swój tobołek i wyruszył na wędrówkę. W latach dwudziestych było to bardzo popularne. Wielu młodych mężczyzn wyruszało na pieszą wędrówkę przez kraj – jedni z żądzy przygody, inni ze względu na rosnące bezrobocie. Nie było dnia, żeby taki włóczykij nie zapukał do drzwi mego rodzinnego domu z prośbą o jakiś datek. I tak pewnego dnia Herbert Meinel zawitał w Zatomiu. Przypuszczam, że zima stała wtedy tuż za progiem i szukał po prostu ciepłego kwaterunku na nadchodzące chłody. Poszczęściło mu się – znalazł dach nad głową i dodatkowo pracę. Z mężczyznami ze wsi chodził do lasu na wycinkę – dla Zatomian, oprócz flisactwa było to ważne źródło dochodów. Herbert Meinel był już wkrótce posiadaczem dwóch koni, którymi przewoził drzewo. (Może więc nie opuścił on rodzinnego domu z pustymi kieszeniami?) Wkrótce poznał on swą późniejszą żonę, Marthę Schwandt; pobrali się około roku 1926. Martha była córką głównego flisaka Gustava Schwandt i jego żony Luise mieszkających pod numerem 34 na Planie Roedera. Również brat Marthy, Ernst Schwandt, mieszkał ze swoją rodziną w gospodarstwie pod numerem 30 (Plan Roedera). Ojciec Herberta często ponawiał próby sprowadzenia go do domu, ten jednak wolał zostać w Zatomiu. W 1926 r. ojciec dla swojego syna kupił gospodarstwo z numerem 30, jednakże z przyczyn wychowawczych część kwoty zakupu pozostawił Herbertowi w formie długu. Herbert Meinel gospodarzył pilnie i z rozwagą. Jego postawa zdobyła mu uznanie wśród wszystkich mieszkańców wsi. Z czasem tradycją stały się zatomskie wizyty rodziców Herberta, którzy regularnie przyjeżdżali w odwiedziny do dzieci i wnuków. Z tej okazji zawsze organizowano w gospodzie Beyer poczęstunek z szampanem – mała sensacja dla Zatomia! W ramach nagrody za pracowitość syna ojciec Meinel polecił dostarczać mu w czasie żniw skrzynkę piwa tygodniowo. Tym zajmował się szynkarz Ewald Steinberg. (To od Ewalda ojciec znał tę historię – jakże to były inne czasy (1926) w porównaniu z 1995 r. – cóż to dzisiaj jest skrzynka piwa? – a wtedy była to sensacja, o której dyskutowali wszyscy we wsi!). Małżeństwo Meinel miało już wtedy dwie córki – Gertrudę (ur.1927) i Charlottę (ur.1928), później dołączyła do nich jeszcze piątka dzieci. W 1937 r. ojciec Herberta kupił mu posiadłość wielkości 100 ha w Oelsnitz w Vogtland, dokąd przeprowadziła się cała rodzina. Gospodarstwo w Zatomiu sprzedane zostało Karlowi Klueckmann (bratu Ericha Klueckman z gospodarstwa 2), możliwe, że wpływ na to miał fakt, że matka Ewalda Steinberga z urodzenia nazywała się Klueckmann. Siostra Hildegarda (w Zatomiu od 1.04.1938) poślubiła później nauczyciela ze szkoły leśnictwa, Theo Peter ze Steinbusch. Pani Dorothea Zehe, ur. Feddersen (córka nadleśniczego Friedrich Christian Feddersen, 1871 – 1934; jego nagrobek zachował się po dziś dzień na cmentarzu w Werder) tak pisze o Theo Peter:„Wszystkie roczniki ze szkoły leśnictwa od 1926 począwszy go znają. Był profesorem od „nieleśniczych” przedmiotów – niemieckiego, matematyki, muzyki (we wszelakiej formie) i nauk przyrodniczych – lubianym i szanowanym. Ze swoją rodziną mieszkał w Steinbusch aż do roku 1945, po długiej tułaczce zamieszkał z nią w Hoexter, gdzie zmarł.

Opowieść druga: „Wspomnienia z okresu między 30.01.1945 r. a wysiedleniem w połowie lipca 1945 r. Zatom”

(napisała Ella Sell z domu Splettstoesser, urodzona w Zatomiu)

Ella Sell z Zatten (Zatomia) prowadziła w Zatomiu pocztę, napisała niniejszy list w czerwcu 1945 roku. List nadany został w Wusterwitz, miejscowości, do której pani Sell zbiegła. Adresatką listu była pani Marie Menz z domu Mueller (żona żandarma Otto Menz z Zatten), przebywająca wówczas w Magdeburgu. List ten przekazany został do archiwum w Choszcznie przez panią Gerdę Faenger, z domu Menz, córkę Marie i Otto Menz.

„Zanim odpowiem na Pani pytania, muszę zdać Pani najpierw relację z tego, co przekazał mi w sprawie Pani męża Ernst Wenzel po powrocie z amerykańskiej niewoli. Rozmawiał on krótko z Pani mężem w połowie kwietnia, w okolicach Hamburga. Ten powiedział mu, że ma się dobrze. Pani mąż schronił się (podczas ucieczki – przyp. red.) na wozie Eichelmeyerów z Friedenau. Razem z nim jest tam teraz również Otto Beyer z Neuwedell (Drawno). Proszę się więc za bardzo nie przejmować. Być może już niedługo mąż do Pani dołączy. Rodzina Wenzel dotarła tu, do Wusterwitz, we wtorek. Także teściowa i Wilhelm są tutaj. Nie było ani jednego pociągu do Berlina. Wilhelm walczył w Berlinie, poniósł rany i otrzymał przepustkę z Kuestrin (Kostrzyn). Miejmy nadzieję, że już wkrótce przyjadą jego śladami inni. O Bruno (Sell, mąż Elli, zaginiony od czerwca 1944, w Rosji – przyp. Red.) niestety niczego więcej nie słyszałam. Mam nadzieję, że przebywa w niewoli i pewnego dnia powróci. Wracali już żołnierze ze Stalingradu czy z Sybiru.

Przejdę teraz do opisu całej naszej drogi przez cierpienia. 30 stycznia wmaszerował do Zatomia rosyjski patrol rozpoznawczy z Radencina (Regentin). Tego samego wieczoru zjawiła się również grupa niemieckich spadochroniarzy, którzy poradzili nam opuścić wieś jeszcze tego samego wieczoru. Po zmierzchu przedarliśmy się przez wysokie śniegi – najpierw do Barnimia (niem. Fuerstenau), a nasze bagaże ulokowaliśmy na wozie u Paula Beyer. Różni zatomianie zostali na miejscu (Otto Quade, Butzin, Bomke). Jeszcze tej samej nocy przeżyli oni bitwę pancerną, rozegraną gdzieś między Zatomiem, Radęcinem a Zatomską Smolarnią (Fritz Moerke „Walka o okręg Arnswalde w roku 1945.”, s. 25 – 32; przyp. red.). Salę u Bayerów zmieniono w szpital polowy, leżało tam ponad 100 rannych. Do 2 lutego zatrzymaliśmy się w pałacu w Barnimiu. Potem wróciliśmy do Zatomia, powiedziano nam bowiem, że niebezpieczeństwo minęło, a Rosjanie zostali pobici i są w odwrocie. Gdy dotarliśmy na miejsce, wieś pełna była niemieckich żołnierzy. Poszliśmy najpierw do naszego domu, ale ledwo tam dotarliśmy, przekazano nam, że wieś należy opuścić do godziny 15-tej. To było gorzkie rozczarowanie. Niemieckie wojsko zabrało wszystkich rannych na wozy ciężarowe. Wylądowaliśmy w Berlinie. Na początku maja wróciliśmy do Zatomia. Większość szła pieszo. Dotarliśmy 25.05, była z nami pani Haack. Z zakopanych rzeczy nikt niczego nie odnalazł. Również u Państwa wszystko zostało wykopane. Trzeba było się z tym najpierw oswoić. Przez te sześć tygodni, które spędziliśmy wtedy w Zatomiu, mieszkaliśmy u Elsbeth. Cała rodzina Sell była razem. Był to jedyny dom, który wyglądał jeszcze po ludzku – mieszkali w nim oficerowie. W pozostałych nie dało się wytrzymać – brud był niemiłosierny. Kiedy już się trochę przyzwyczailiśmy do nowych warunków, znowu musieliśmy odejść. I znów wyruszyliśmy w pieszą wędrówkę. Dużo, dużo trudu i mordęgi, Polacy przepędzali nas dalej i dalej. W Pyrzycach (niem. Pyritz) Polacy zatrzymali do robót państwa Loerke, Roeder, Krueger, Wernicke, Oehlke, Klueckmann, Otto Schwandt i panią Haack. Czy wysłali ich potem z powrotem do Zatomia? Elfriede Reichert zmarła w Zatomiu na tyfus, nie leżała długo w chorobie. Willi Schmidt i żona Ernsta Bahr powiesili się, zbyt wiele musieli wycierpieć od Rosjan.”

Źródło: Heimatgruβ Rundbrief

Georg Gransee

Ritterkreuz z Brzezin

Najwyższe odznaczenia bojowe otrzymywali nieliczni, czasem dzięki nim znaleźli miejsce w historii regionu i kraju. Dawni mieszkańcy terenów dzisiejszej gminy Drawno wiedzieli, że landrat Achatz Wilhelm August von Waldow (ur. 11.01.1771) posiadał Pour le Mérite. Było to odznaczenie wysokiej rangi, niestety elitarne. Między innymi w nawiązaniu do niego ustanowiony został w 1939 r. order, który miał być nadawany żołnierzom wszystkich stopni w celu podkreślenia równości żołnierzy armii (jednak większość odznaczonych byli oficerami). Tym odznaczeniem był Krzyż Rycerski, właśc. Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego (Ritterkreuz des Eisernen Kreuzes, RK), czyli najwyższe odznaczenie bojowe III Rzeszy, order, który niejako stanowił wyższy stopień Krzyża Żelaznego. Początkowo stanowił on jedną klasę Krzyża Żelaznego i umiejscowiony był w hierarchii między Krzyżem Żelaznym I klasy a Krzyżem Wielkim Krzyża Żelaznego. W toku wojny ustanowiono dalsze cztery jego klasy, tj.: Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu, Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu i Mieczami oraz z Liśćmi Dębu, Mieczami i Brylantami. Najwyższa klasa, Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego ze Złotymi Liśćmi Dębu, Mieczami i Brylantami. Przede wszystkim nadawany był za wyjątkowy akt odwagi w obliczu nieprzyjaciela lub za całokształt dowodzenia podczas bitwy. Ponadto przyznawany był za uzyskanie odpowiedniej liczby punktów za zestrzelenie wrogich samolotów (początkowo 20 punktów, punkty zależały m.in. od liczby silników samolotów – do trzech za samolot czterosilnikowy), za zatopienie okrętów lub statków o tonażu 100000 ton lub czyn wykraczający poza zwykłe obowiązki (np. uratowanie ciężko uszkodzonego okrętu). Podczas wojny szczegółowe kryteria były zaostrzane, lecz zdarzały się też wyjątki od ogólnych zasad. Krzyż Rycerski Żelaznego Krzyża był równoramienny o rozszerzających się na zewnątrz ramionach. Wymiary wahały się od 48,2 mm do 48,8 mm. Noszony był na czarno-biało-czerwonej wstążce pod szyją o szerokości 45 mm. Było to odznaczenie niezwykle cenione i dotychczas ma rangę niemal międzynarodową. Do grona odznaczonych tym orderem należy pochodzący z Brzezin oberfeldwebel der Reserve Georg Gransee (ur. 29. czerwca 1917, zm 23. 01. 1945). Urodził się w budynku pocztowym w Brzezinach niem. Berkenbrügge. Tu też kończył szkołę ludową. Ojciec Emil (05.09.1884 – 1945) pochodził także z Brzezin, gdzie zmarł. Matka Martha Jodekdins ur. 24.02.1887 r. w Prusach Wschodnich, zm. 15.03.1978 r. w Hermannstein, Kreis Wetzlar. Miał dwie siostry także urodzone w Brzezinach – Johanna (1913 – 2000) i Hildegard (1915 – 2005). Do Wehrmachtu został wcielony 16. 11.1938 r. Początkowo służył w 6 lekkiej kompanii czołgów, na bazie której powstał w Karniowie w Czechach 31 pułk czołgów (Panzer-Regiment 31). W wojnie z Polską nie brał udziału, dopiero razem ze swoim pułkiem wszedł na krótko do boju podczas wojny na Zachodzie. W dniu 16.04.1941 r. otrzymał awans na stopień Obergefreiter, walczył na Bałkanach z Jugosławią i Grecją. Przeszedł wówczas do 2 kompanii 31 pułku czołgów. 06.05. 1941 r. odznaczony został Krzyżem Żelaznym 2 kl. Po zakończeniu działań w Grecji wrócił do Niemiec, gdzie pułk zregenerował siły. Brał udział w operacji Barbarossa, czyli w inwazji na ZSRR. Znalazł się w 8 kompanii swego pułku, który wszedł w skład 5 Dywizji Pancernej. Walczył pod Moskwą na przełomie 1941 /1942 r. 23.12.1941 r. otrzymał Krzyż Żelazny 1 kl. W lipcu 1943 r. powrócił do 2 kompanii. 12 lipca mianowany został na stopień Feldfebel. W dniach 14 i 15. 08.1943 r. brał udział w ciężkich walkach pod Wiaźmą. Podczas gdy główne siły radzieckie znajdowały się na południe od tej miejscowości, śląski dywizjon czołgów zabezpieczał na prawym skrzydle znajdujące się na wzgórzu słabe siły pancerne dywizji. Z tyłu były stanowiska artylerii i pododdziały zabezpieczenia. Wieczorem 14 sierpnia 1943 roku Rosjanie zaatakowali wzgórze brygadą pancerną wspartą dwoma batalionami. W chwili kiedy utrata wzgórza była zagrożona, śmiałym Gransee zaatakował skrzydło atakujących i osobiście zniszczył dwa czołgi. Następnego ranka przeciwnik znowu zaatakował. Powyżej 10 czołgów zniszczył pociąg Gransse, Feldwebel Gransee osobiście zniszczył trzy czołgi 44-tonowe KW 1. Udaremniono pięć ataków piechoty radzieckiej na wzgórze. Jeden rosyjski czołg, wykorzystując dolinę od południowej strony wzgórza, próbował przedostać się na niemieckie tyły, ten manewr udaremnił Gransee ze swoim czołgiem i zniszczył przeciwnika. Potem niszcząc dalsze czołgi, musiał się wycofać na osłoniętą pozycję. Ogólnie podczas tego boju zniszczył 21 czołgów wroga. Po rozkazie o odwrocie przyczepił do swego czołgu działo przeciwlotnicze, a załogę przetransportował na czołgu. Potem znowu znalazł się na pierwszej linii frontu. Za wykazaną w tych bojach odwagę i zimną krew 19 września 1943 r. został odznaczony krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego. Otrzymał ranę w lewe oko i od 15 stycznia 1944 r. przebywał na leczeniu w IV Szpitalu Rezerwowym w Regensburgu. W 1944 r. został Fahnenjunker-Oberfeldwebel. Po wyleczeniu trafił na front wschodni do 7 kompanii swego pułku. Walczył w Prusach Wschodnich i na Dolnym Śląsku. 23.01.1945 r. poległ pod m. Stradomia Wierzchnia (niem Ober-Stradam ) koło Wrocławia. Pochowany został na niemieckim cmentarzu wojennym w Nadolicach Wielkich. Posiadał Medal za służbę w Wehrmachcie IV kl. (Dienstauszeichnung der Wehrmacht IV. Klasse), Brązową Odznakę „Za rany” (Verwundetenabzeichen in schwarz), Medal za Kampanię Zimową na Wschodzie 1941/1942 (Medaille Winterschlacht im Osten 1941/42), Srebrną Odznakę za Walkę Pancerną (Panzerkampfabzeichen in Silber).

Marian Twardowski i Andrzej Szutowicz

 

Literatura

  • http://geschichte.prepedia.org/wiki/Georg_Gransee
  • http://www.onlineofb.de/famreport.php?ofb=arnswalde_friedeberg&ID=I17826&nachname=GRANSEE&lang=se
  • Heimatgruβ Rundbrief 168/1980 str.13
Pastor Julius Rohr

Pastor z Drawna – szukający znalazł dom?

Julius Rohr (ur. 05.09.1904 r. w Berlinie, poległ w Rosji 18.08 .1941 r.) W latach 1932 – 1941 był pastorem w Drawnie. Zamieszczona fotografia pochodzi z kroniki dzisiejszej parafii katolickiej w Drawnie . Sądząc po wspomnieniach pastor dobrze zapisał się w pamięci aryjskich Neuwedellczyków. Natomiast z relacji przedstawiającej dzieje żydowskiej rodziny Steinbach (prof. dr Klaus Hermann) wyłania się postać nazistowskiego antysemity:

„Po dojściu Hitlera do władzy w Drawnie zaczęły się prześladowania ludności pochodzenia żydowskiego. W tym początkowym okresie prym wiódł ówczesny burmistrz, członek NSDAP Conrad Muller. Jednak w 1935 r. opuścił on miasto. Niesławę po sobie zostawili: miejscowy policjant Fritz Kaltenbach, rzeźnik Otto Weber, jak również sąsiad Steinbachów Willi Staege i Walter Kopplin. Duchowo byli oni wspierani przez miejscowego pastora i SA – Sturmführera Rohra (odgrywał on znaczną role w mieście do puczu Röhma w 1934 r.). Steinbachom zniszczono ogrodzenie, zdewastowano ogród i powybijano szyby w oknach. Louisa Steinbacha aresztowano. W areszcie przesiedział blisko osiem dni, był tam tak bity, że nie potrafił usiąść. Po zapłacie 600 RM kaucji, został wypuszczony…” 

Anneliese Hohensee zapamiętała pastora jako życzliwego ludziom duchownego. Każdy Drawnianin przypomina sobie, tego duchownego, wykonującego swoją posługę w Drawnie przez stosunkowo krótki czas od 1932 r. do 1941 r.
Mam jeszcze w pamięci ten okres kiedy dość często spotykaliśmy się. Nasza znajomość rozpoczęła się podczas mszy pogrzebowej za mojego ojca w Święciechowie w drugą niedzielę adwentu 1932 r. Po pogrzebie moja matka i ja zostaliśmy zabrani przez pastora Rohr i superintendenta Gramlow samochodem do Drawna na plebanię, gdzie czekała na niego żona z młodszą córką Nikt nie przeczuwał, że ten młody proboszcz osiem lat później także ofiaruje swoje życie! Za nic!

Pamiętam wyraźnie pastora jak w pierwszych dniach maja 1933 modlił się nad grobem mojego młodszego brata. Także i wtedy starał się pocieszyć mnie i moją matkę.
Czasami miał odmienne zdanie na temat ówczesnej sytuacji, ale to była jego sprawa. Przypominam dobrze sobie naszą ostatnią rozmowę w moim domu. Przeczuwał, że zginie na froncie. Jego twarz promieniała gdy umierał. Poległ na polu chwały śmiercią bohatera 18.08.1941 na północnych krańcach Rosji.

Bardzo się wyróżniał, był niebieskookim blondynem. Jednak nie zawsze był tym co rzucało się w oczy. Pochłonęła go polityka, ponieważ był dowódcą grupy SA widziało się go często w mundurze. Mówiono, że czasami, w pośpiechu zapominał ściągnąć buty SA i podczas nabożeństwa miał je pod sutanną. Jednak od 1933 nie widywano go już w mundurze SA.

Znany z licznych wspomnień o starym Drawnie Winfried Dell napisał nawet artykuł o pastorze w którym stara się wyjaśnić jego postępowanie.

„I przyszedł dzień, gdy mi się zwierzył, dlaczego nie należy już do czynnego aktywu SA.Po dojściu Hitlera do władzy zapytano go czy nie porzuciłby sutanny i nie zostałby wyższym urzędnikiem SA. Poprosił o czas do namysłu.

Następnie odpowiedział, że jako Niemiec ma obowiązek wspierać Hitlera i jest przekonany, że tylko on zdoła odbudować gospodarczo, politycznie i socjalnie Niemcy. Wielu ludzi będzie chciało być we władzach SA a na pewno Niemcy będą potrzebowały również dobrego proboszcza i dlatego chciałby poświęcić się służbie Bożej jako kapłan, rezygnując jednocześnie z członkostwa w SA.W ciągu roku przekonał się, że narodowy socjalizm ma inne pojęcie na temat kościoła niemieckiego. Sam byłem tego świadkiem, gdy podczas mszy Gestapo aresztowało Martina Niemöllera i tylko dzięki temu, że był członkiem partii i starym weteranem nie poniósł większych konsekwencji.

Jeszcze w kwietniu tego samego roku opuściłem Drawno, aby rozpocząć dalszą naukę w Winsen. Nie miałem tam dostępu do kościoła; brakowało mi osobowości proboszcza Rohra. Podczas mojego urlopu w lecie 1940 widziałem go na drawieńskiej plaży ostatni raz, pomagał przy przeprowadzeniu egzaminów pływackich. Był do końca w szczególny sposób autorytetem dla miejscowej młodzieży, a i innych ludzi duchowo wzmacniał.”

Niemiecka pocztówka sprzed 1939 roku przedstawiająca wnętrze drawieńskiego kościoła.

Niemiecka pocztówka sprzed 1939 roku przedstawiająca wnętrze drawieńskiego kościoła.

Opracował: Marian Twardowski

Luzia Pruska

Królowa Luzia Pruska w Choszcznie i Drawnie

14 października 1806 r. armia napoleońska pod Jeną i Auerstedt rozgromiła główne siły pruskie. W państwie pruskim upadło morale i chęć walki. Tylko nieliczni dowódcy i młodzi oficerowie próbowali ratować jego honor. Armia francuska parła na wschód, przejmując obsadzone załogami nadal silne twierdze i rozbijając zdezorientowane oddziały. Para królewska opuściła Berlin. Król licząc na pomoc Rosji z resztą swoich wojsk zamierzał stawić opór w Prusach Wschodnich. Monarsza ewakuacja (ucieczka) przebiegała z Berlina przez Szczecin, Stargard Szcz., Recz, Kalisz Pomorski, Mirosławiec, Wałcz, Piłę itd. Królewscy małżonkowie nie podróżowali razem. Możliwe, że przeważyły racje bezpieczeństwa i królowa z synem księciem Wilhelmem przemieściła się inną trasą, która wiodła także przez Choszczno i Drawno. Choszczno zostało wyróżnione gdyż królowa zatrzymała się w nim na odpoczynek. Było to 28 października 1806 roku. Noc spędziła w budynku znajdującym się przy Rynku o numerze 14, a należącym do mieszczanina Plummoh. Pod oknami jej apartamentu zebrali się liczni mieszczanie, którzy czuwali tam do rana. Następnego dnia 29 października królowa opuściła Choszczno i przejeżdżając przez Drawno zatrzymała się w nim na chwilę. Miasto jeszcze nie otrząsło się po pożarze w 1805 r., kiedy to spłonęło ponad 100 domów. Rada miasta zapoznała królową z bolączkami związanymi z jego odbudową. Możliwe, że ta wizyta zadecydowała o tym, że Francuzi zwolnili Drawno z płacenia na ich rzecz kontrybucji (ze względu na skalę zniszczeń), a w 1811 r. Drawno otrzymało królewską pomoc w wysokości 69 277 talarów, co umożliwiło jego odbudowę do 1813 r. 30 października 1806 r. na teren powiatu choszczeńskiego wkroczyli pierwsi napoleońscy żołnierze. 7 listopada byli już w Drawnie i zajęli się plądrowaniem miasta i okolic. Gdy jedni opuszczali miasto nadchodzili drudzy, tak trwało aż do 16 listopada. Z okazji pobytu królowej w Choszcznie na ścianie budynku, w którym się zatrzymała, w 1880 r. umieszczono pamiątkową tablicę. Dom ten wraz z tablicą został zniszczony podczas działań wojennych w styczniu 1945 r.

Życiorys niezwykłej królowej

Luiza Augusta Wilhelmina Amalia von Mecklemburg-Strelitz (ur. 10 marca 1776 w Hanowerze – zm. 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz) – księżniczka Meklemburgii-Strelitz córka księcia Karola Mecklemburg-Sterlitz i Fryderyki Karoliny Heskiej-Darmstadt, od 1797 królowa Prus, żona króla Fryderyka Wilhelma III. Jej ojciec był szwagrem króla Anglii Jerzego III. Po śmierci matki (1782 r.) Luiza wychowywana była przez babkę i przebywała głównie w Darmstadt,. W 1792 r. musiała opuścić Darmstadt z obawy przed nadciągającymi Francuzami i udała się do Hildburghausen. Wraz z babką wiele podróżowała. Najważniejszą w życiu Luizy okazała się podróż do Frankfurtu, w tym mieście w marcu 1793 roku gospodzie „Pod białym łabędziem”, poznała swego przyszłego męża Fryderyka Wilhelma. Znajomość ta przerodziła się w wielkie uczucie. 24 kwietnia 1793 roku doszło do zaręczyn, ślub odbył się 24 grudnia 1793 r. w Berlinie. Małżonkowie byli nierozłączni. Towarzyszyła mężowi nawet na ćwiczeniach wojskowych. Dłuższe rozstanie nastąpiło latem 1794 roku, kiedy mąż wyruszył tłumić powstanie w Polsce. 17 czerwca 1798 jako królowa Prus przybyła z mężem do Warszawy która w wyniku III rozbioru w 1795 znajdowała się pod władzą pruską. Jak na epokę w której żyła była kobietą światłą. Zmieniła styl dworu pruskiego (pierwsza zaczęła tańczyć walca). Wywarła wpływ na europejską modę gdyż zapoczątkowała noszenie żeliwnej biżuterii, co w latach dwudziestych XIX wieku opanowało całą Europę. Wyjątkowa uroda oraz ludzka życzliwość zjednywały jej serca od zwykłych ludzi po głowy koronowane. Pod jej wrażeniem pozostawał car Aleksander I. Miała duży wpływ na politykę. W 1805 r. była obecna przy zawiązaniu nad trumną Fryderyka Wielkiego w Poczdamie tajnego przymierza rosyjsko – pruskiego przeciwko Napoleonowi,. Stanęła na czele stronnictwa antyfrancuskiego i doprowadziła jesienią 1806 do wojny z Francją której efekty okazały się tragiczne. W 1806 uciekła z królem z Berlina, do Ortelsburga, skąd królewska para udała się 10 grudnia 1806, do Królewca. W styczniu 1807, w Kłajpedzie spotkała się z Aleksandrem I. W czasie rozmów pokojowych w Tylży (6-7 sierpnia 1807) błagając o złagodzenie warunków pokojowych upokorzyła się przed Napoleonem.. Nie udało jej się zachować dla Prus strategicznej twierdzy w Magdeburgu. Napoleona kazał prasie francuskiej oczerniać ją i obwiniając za politykę pruską. Od grudnia 1806 do 1809 przebywała. kolejno ; w Sankt Petersburgu w Rosji, potem w Królewcu i Kłajpedzie. Popierała reformy państwa realizowane przez Karla von und zum Steina. W grudniu 1809 wróciła do Berlina, gdzie wspierała tajne przygotowania do nowej wojny z Francją.. Zmarła na zapalenie płuc 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz i została pochowana w mauzoleum, w Charlottenburgu. Była wzorem dobroczynności i uchodziła za wzór matki. Wykazany przez nią pruski patriotyzm i odwaga zjednały jej ogromną popularność i sławę.. Oddziaływała na Prusy także po śmierci W dzień urodzin królowej 1813 r. Fryderyk Wilhelm III ustanowił we Wrocławiu słynne wojskowe odznaczenie Krzyż Żelazny który mógł być nadawany także prostym żołnierzy, rok później wprowadził do pruskich odznaczeń Order Luizy który przyznawany był kobietom za opiekę nad chorymi i ułomnymi. Gdy w 1814 r. padł Paryż i Napoleon abdykował pruski feldmarszałek Gebhard von Blücher miał zawołać: „Luiza jest pomszczona!” Jej syn Wilhelm I w przededniu wojny z Francją w 1870 r. odwiedził mauzoleum matki. Wojna ta rozpoczęła się dokładnie w rocznicę jej zgonu Także w rocznicę śmierci Luizy król reaktywował ustanowiony przez ojca Krzyż Żelazny. W Prusach XIX w. czczona była niczym święta, zyskała nawet przydomek pruskiej madonny. Imię Królowej Luizy otrzymało miasto Luisenburg oraz niektóre kościoły ewangelickie w Prusach a także żeńskie szkoły, sierocińce, szpitale, domy opieki. Była matką dziewięciorga dzieci jej córka Charlotta (13 lipca 1798 – 1 listopada 1860) jako żona Mikołaja Romanowa (Mikołaj I) została carycą Rosji (Aleksandra Fiodorowna) natomiast dwóch synów Fryderyk Wilhelm i Wilhelm zostali królami Prus. Ten ostatni jako Wilhelm I został w 1871 r. w zdobytym Wersalu cesarzem zjednoczonych Niemiec. Imię Królowej przetrwało do dziś także w Polsce w postaci skansenu górniczego „Królowa Luiza” ma to odniesienie do czasów kiedy KWK „Zabrze” była Kopalnią „Królowa Luiza”.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze

W 1975 r. po zdaniu egzaminów wstępnych na Wydział Górniczy Politechniki Śląskiej im Wincentego Pstrowskiego, miałem odbyć praktykę robotniczą w kopalni. Okazało się ,że wskutek jakiś nieporozumień dość spora grupa przyszłych studentów nie została do wyznaczonych kopalń przydzielona .Wśród tych nieprzydzielonych znalazłem się ja, zanim sprawa się wyjaśniła czekaliśmy na sali audytoryjnej wydziału kilka godzin. Kopalnia się znalazła lecz dla nas początek praktyki musiał ulec przesunięciu o tydzień. Tak też się stało. Nie wróciłem do domu czyli do Bytowa, lecz skorzystałem z gościny u mego przyjaciela Leszka Dudka w Piekarach Śląskich, który był górnikiem KWK Rozbark w Bytomiu. Po tygodniu pojechałem do Zabrza i razem z innymi kolegami zgłosiliśmy się do dyrekcji kopalni. Tak ,tak była to Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze. Po krótkim zapoznaniu się zakwaterowano nas w kopalnianym Hotelu Robotniczym i po badaniach lekarskich po przydzielano parami do poszczególnych „mistrzów”. Ja z przypadkowym kolegą Jerzym Piasta, który okazał się wspaniałym kompanem, zostaliśmy podporządkowani górniczemu cieśli p. Milota (?). Dostaliśmy ubrania robocze, kask latarkę z akumulatorkiem, maskę pgaz i markę” czyli taki górniczy nieśmiertelnik. Od tej pory zawsze przed zjazdem w dół pobierałem markę z „markowni”. Po wyjeździe natychmiast się ją zdawałem. Nie daj Boże gdyby ktoś zapomniał to zrobić, od razu w kopalni rozpoczęłaby się akcja ratownicza. Razem z panem cieślą podeszliśmy pod szyb ,tam stał sztygar, widać było ,że był to ktoś. Głośno po śląsku sprawdził obecność i załadowaliśmy się do windy, Trzasnęły metalowe „wrota” i gdy wszystkie pokłady tej maszyny się załadowały polecieliśmy w dół a żołądek do góry. Potem świsty i piski w uszach… i w dół, i w dół z małymi przystankami na poszczególnych poziomach. Tak zjechaliśmy ok. 800 m pod ziemię. Potem spokojnie z naszym cieślą przeszliśmy do czekającej kolejki, gdy się zapełniła to ruszyła. Jechaliśmy może z kilkanaście albo i więcej minut. To tu – wskazał cieśla. Wyszliśmy, jedne wrota, drugie, trzecie i ciągle – „zamykaj, zamykaj je pieronie”. Więc pieron dokładnie je zamykał. Były to drzwi wentylacyjne których nie zamknięcie groziło „ucieczce”; wdmuchiwanego na przodek powietrza. Stanęliśmy przy taśmociągu który bezpośrednio biegł z przodka, tu miało być nasze miejsce pracy. Cieśla pokazał nam maszynę do szycia taśm ,poinstruował jak się ją obsługuje , jak wyłącza taśmociąg ostrzegł przed próbami drzemek (bo ze względu na gazy gromadzące się w zagłębieniach podłoża – spągu można było nie wstać). Staliśmy, słuchaliśmy a z nas leciał pot, więcej ,więcej coraz więcej. Na przodku trwało wiercenie nadzy górnicy napierali na te swoje świdry byle szybciej wywiercić, potem wkładali ładunki i wszyscy chowaliśmy się do niszy . Wybuch powodował ,że masa kurzu i miału leciała obok nas i potem słychać było charakterystyczne klap… klap… klap … to klapały te tamy- drzwi wentylacyjne. Jeszcze nie ochłonęliśmy a już ruszyły taśmy a na nich urobek z ostatniego odstrzału. Patrzyliśmy z Jurkiem jak wszystko szło do góry .Raptem trach i coś się zatrzymało węgiel kamienie zaczęły spadać jak po pochylni. Wyłączyliśmy taśmociąg i z maszyną zasuwaliśmy do góry by zszyć taśmę, na przodku znów wiercić zaczęli. Cieśla trochę pomógł a potem już tylko poganiał i poganiał. Gdy zszyliśmy znów wszystko ruszyło. Staliśmy i pot napełniał nam garście. Potem znów trach, zatrzymanie taśmociągu i maszyna i szycie i ponownie szedł urobek dla naszej kochanej Polski. I znów wybuch i klap, klap,klap… i ruszył taśmociąg… i trach, i szycie i gotowe i znów do góry a przy okazji łopatami wrzucaliśmy to co spadło przy awarii Tak weszliśmy w rytm; wybuch ,klap, klap taśmociąg, trach, szycie, łopata i…… Raptem wszystko się podniosło i biegiem, biegiem zrobił się niesamowity ruch wszyscy zaczęli jakby uciekać. Jak wszyscy to i my, może wypadek tąpniecie? Kto to wie? – pomyśleliśmy. Nie, na szczęście nie, to zwykły pośpiech by nie stać w kolejce do wyjazdu. Cudem marki mieliśmy przy sobie inne rzeczy pogubiliśmy. Dzień po dniu mijał nam w tym samym rytmie poznaliśmy rangę sztygarów, poświęcenie ratowników, i tytaniczną pracę nagich ludzi na przodku. Widzieliśmy podziemne jeziora z których wyciągaliśmy zepsute pompy a każda ranka piekła niesamowicie, taka to była solanka. Staliśmy na węźle krzywych taśmociągów i non – stop ładowaliśmy wysypujący się urobek bo nie mogło być przestoju aż hen na górze trzasnęła taśma i wszystko jak lawina poleciało na nas, nic się nie stało, była nisza. Potem maszyna i szycie i znów łopata. W połowie praktyki zginęło kilku górników szli obok jadących wagoników z węglem jeden z nich wypadł z torów i przygniótł nieszczęśników. Wtedy nasi opiekunowie zorientowali się ,że nie zrobili z nami przeszkolenia z bhp. Tak złapaliśmy trochę oddechu bo szkolenie odbyło się pod ziemią byśmy po nim jeszcze trochę poszyli tych taśm, pomachali łopatami, ponaprawiali pomp itd. Tak minął miesiąc. Po praktyce zamieszkałem w akademiku przy ul Marii Curie – Skłodowskiej 7 w Gliwicach. 4 grudnia 1975 r w głównym holu Wydziału górniczego skakałem przez skórę czyli zostałem pasowany na górnika. Przygoda z górnictwem była krótka , dwa semestry byłem studentem… Potem kolejne egzaminy, tym razem na WAT. Znów radość ze zdania i zameldowałem się na unitarkę (szkolenie podstawowe) gdzie miałem dostać w kość. Przykro mi, nigdy armii nie udało się wycisnąć ze mnie tyle potu co przez miesiąc „Królowej Luizie”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Źródła:

  • Portret królowej Luizy, autorstwa Josef Grass
  • http://www.muzeumgornictwa.pl/index3.php?co=wystawy_czasowe&id=39
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Luiza_Pruska
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czasy Wedlów”. Wyd. ASZ. Choszczno 2003. Str.64
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Reformacja i wojny. Historia miasta w latach 1536–1815. Wyd. ASZ. Choszczno 2005. Str.102, 103.
  • Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Barnimie na szlaku wielkiej historii

Nie tak dawno w luźnej rozmowie z zacnym mieszkańcem Barnimia mój rozmówca stwierdził; „no wie pan w naszym kościele był król Szwecji Karol X Gustaw i gorliwie się modlił, może warto to wydarzenie upamiętnić jakąś tablicą?”
„A Czarniecki?”- spytałem.
„Ależ, to był zbrodniarz palił, niszczył okolicę! Nie wie pan o tym?”
Popatrzyłem na uśmiechniętą dobrotliwą twarz wypowiadającego te słowa i do tej pory zastanawiam się czy to swoisty proniemiecki sposób ukazywania historii, czy zwykły kosmopolityzm powodują, że ludzie, którzy powinni dbać i przekazywać narodowe tradycje uprawiają swoistą dywersję w polskich mózgach.
Niemal w każdej publikacji nt. kościołów, które swym zasięgiem objęła reformacja wymienia się nazwiska ewangelickich kapłanów. O ich poprzednikach księżach katolickich panuje prawie cisza. Podobnie postępuje się w przypadku księży, którzy w morzu wiary ewangelickiej trwali w swoich katolickich parafiach. Dlaczego? Czyżby brak dokumentów czy też świadome działanie? Od ręki można przytoczyć w postaci pytania dowód. Kto znajdzie lub wie jak miał na imię ks. Jordan, w czasie wojny proboszcz katolickiego kościoła w Choszcznie? Postać wielce zasłużona dla podtrzymania wiary wśród Polaków, jeńców wojennych i robotników przymusowych…

W przypadku wojewody Stefana Czarnieckiego zbruzgał mu opinię ewangelicki diakon z Stargardu Szcz. Nazywał się Wilhelm Engelken i wiadomo o nim, że w latach 1652 – 1658 był diakonem, następnie 1658-1660 archidiakonem, a 1660 – 1683 pastorem w kościele mariackim w Stargardzie Szcz.

Potop

Feldmarszałek Arvid Wittenberg21 lipca 1655 r. feldmarszałek Arvid Wittenberg na czele liczącej 14 tysięcy żołnierzy z 72 działami armii wkroczył z Pomorza do Wielkopolski.. Tak rozpoczął się słynny „szwedzki potop”. Armia ta od początku odnosiła same sukcesy wręcz kompromitując Wielkopolan, którym brakowało woli walki, panował duch zdrady i kolaboracji. 25 lipca pod Ujściem skapitulowało szlacheckie pospolite ruszenie a szlachta rozjechała się do domów. 31 lipca Szwedzi bez walki zajęli Poznań. Na wieści z Polski czekała na Pomorzu druga szwedzka armia dowodzona przez samego króla Karola X Gustawa.
Gdy obejmował rządy po królowej Katarzynie. Zastał kraj w ruinie gospodarczej z pustym skarbcem. Wówczas miał wypowiedzieć myśl której sens był taki „Szwecja nie ma złota ale ma rudy żelaza a to oznacza że może mieć oręż. Mając oręż zdobędziemy bogactwa”. Wynika stąd, że już u zarania panowania tego władcy wkalkulowana została wojna i grabież. a co za tym idzie śmierć i zniszczenie. Śniła mu się Szwecja z Bałtykiem jako morzem wewnętrznym. Wojna ta mimo, że miała wymusić zrzeczenia się przez polskiego króla Jana Kazimierza (prawowitego dziedzica Wazów) praw do tronu szwedzkiego, z samego założenia miała być wojną zaborcza i łupieżczą. A problem korony Wazów był tylko zwykłym pretekstem. Wiadomo, że 12 tysięczna armia króla Szwecji jeszcze 4 sierpnia była rozłożona pod Choszcznem i czekała rozkazu wymarszu. Minęło kilka dni i na czele z Karolem X Gustawem ruszyła w kierunku przeprawy na Drawie.

14 sierpnia 1655 r. przekroczyła tę rzekę w Barnimiu. Czy wtedy król szwedzki modlił się w miejscowym kościele? Jeśli tak to była to modlitwa obłudnika. Minął jakiś czas i losy wojny odwróciły się przeciwko Szwedom, latem 1657 r. król opuścił Polskę, wiedział już, że Rzeczpospolitej nie pokona. Wracając ze swoją armią (możliwe, że tą samą drogą) 1 lipca 1657 r. wjechał do Stargardu. Wspomniany stargardzki diakon Wilhelm Engelken opisał tak to wydarzenie „przybył tu z Polski król szwedzki Carolus Gustawus i przeciągnął przez Stargard na czele pokaźnej armii konnej i pieszej w ślad za kilku oddziałami, które przemaszerowały już w dniach poprzednich”. Po czym Diakon niemal wykrzyknął „ Boże! Ten prawy wojownik niech będzie naszą opieką”
Armia „tego prawego wojownika” dokonała strasznych zniszczeń mimo, że większość polskich zamków i twierdz poddawała się bez walki, to zostały one złupione i obrócone w ruinę. Wiele wspaniałych rezydencji nigdy nie zostało odbudowanych. Szwedzi rozgrabili biblioteki i skarbce, wywożono nawet detale architektoniczne i relikwie świętych (np. św. Stanisława). Jednak najważniejsi są ludzie i tu skutki zachcianki Karola X Gustawa były tragiczne. Zniszczenia jakich w wyniku szwedzkiego najazdu doznała Polska były procentowo większe od zniszczeń II wojny światowej. Profanacja miejsc świętych była na początku dziennym. Straty w ludziach liczone są w setkach tysięcy. Blisko sto lat trzeba było Polsce by osiągnąć zaludnienie sprzed „Potopu”. W swoich czasach Karol X Gustaw uchodził za rozbójnika Europy a w kategoriach dzisiejszych był arcyzbrodniarzem. Widać to nie przeszkadza by w głowie zacnej osoby zrodziła się myśl uczczenia jego pobytu i modlitwy w Barnimiu.

Elektor, zdrajca w imię potęgi Prus.

Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm HohenzollernElektor brandenburski Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był polskim lennikiem, zamiast jako książę Prus przyjść z pomocą Rzeczypospolitej, zdradził Jana Kazimierza i 17.01.1656 r. uznał się wasalem króla Szwecji, następnie wspomógł jego 9,5 tyś. armię i podporządkował mu swoją 8,5 tysięczną, czym przyczynił się do zdobycia Warszawy. Zdobycie Warszawy jest symboliczne gdyż od tej pory nie było polskiego pokolenie które nie przeżyłoby wejścia i pobytu obcych żołdaków w stolicy. Natomiast współudział Prusaków w zdobyciu Warszawy jest pierwszym zbrojnym wystąpieniem Prus Książęcych przeciw innemu państwu. Po pewnym czasie zdając sobie sprawę z możliwości klęski Szwecji elektor zmienił front. W 1657 r. z będącym nadal w trudnym położeniu Janem Kazimierzem zawarł tzw. traktaty welawsko-bydgoskie, na mocy których Hohenzollern i jego męscy potomkowie uzyskali prawa suwerenne w Prusach Książęcych. Jednocześnie Prusy uwolniły się od zależności od Polski i uzyskały pełną samodzielność aż do wymarcia rodu. Elektor dostał jako zastaw Drahim, przyjął w lenno Bytów i Lębork, otrzymał na własność Elbląg z zastrzeżeniem prawa wykupu (ostatecznie Elbląg nigdy nie został wykupiony).
Tak oto na nieszczęściu Rzeczypospolitej wykluwać zaczęła się potęga Prus która ostatecznie zniknęła dopiero w wyniku klęski 1945 r.

Przejście Drawy

We wrześniu za odchodzącymi Szwedami ruszyła z wielkopolskich Pyzdr na Pomorze ekspedycja pod wodzą Stefana Czarnieckiego. Teoretycznie wyprawa ta miała spowodować zamieszanie na tyłach wojsk Karola X Gustawa który zmagał się z Danią. Jednak z zachowanych źródeł wynika, że już od samego początku wyprawa ta była łupieżcza i obok manewrów na tyłach szwedzkich, została wymierzona przeciw „zdrajcy – sojusznikowi” elektorowi. Czarniecki, udał że nic nie wie o zawartym traktacie bydgoskim i ruszając za Drawę miał zwrócić do swoich oficerów: „Niech wie lis zdradziecki (elektor), czego się może po nas spodziewać. Mamy wciąż własnych chłopów z bydła i kur obdzierać? Lepiej elektorskich krów posmakujmy. Tak, panowie, na koń, I do Marchii! Tam należną zapłatę z elektora ściągniemy. Będzie on krzyczeć, to pewne, ale się tym zasłonimy, żeśmy o traktacie nie wiedzieli.” Dla Czarnieckiego elektor był takim samym zdrajcą jak rodzimi magnaci, którzy już bezkarnie zaczęli powracać w Polsce do łask. Więc możliwe, że polski wojewoda wymierzył elektorowi swoją sprawiedliwość.

Stargardzki diakon Wilhelm Engelke zanotował: „W roku pańskim 1657 dnia 17 (27 według nowego kalendarza) września przekroczył tereny Nowej Marchii w okolicach Barnimia polski wojewoda Czarniecki z wojskiem w sile 4000. 18 (28) września o godz. 8 stanął pod miastem Stargardem i usadowił się pod Klempinem.
Tymczasem jego żołnierze w grupkach po 10, 20, 30 i 40 chodzili po okolicznych wioskach, plądrowali mieszkańców, odbierali siłą konie, woły i inny inwentarz, zachowywali się wielce zuchwale, pozbawiali wolności szlachtę, duchownych i innych, żądając od nich okupu, gwałcili kobiety i dziewczęta”
Czy podana przez Wilhelma Engelke data przejścia Drawy jest prawdziwa?
Uznać ją należy za wątpliwą. Natomiast data jego podejścia pod Stargard czyli 18 (28) września nie powinna budzić zastrzeżeń. Czarniecki dysponował jedynie polsko – tatarską jazdą, dlatego należy odrzucić sugestie by próbował szturmować Drawno. Natomiast jest możliwe a z punku widzenia wojskowego zasadne by, patrole wojewody w czasie marszu pod i przez Barnimie zapuszczały się pod Drawno. O przejściu przez Polaków Drawy król Szwecji Karol X Gustaw dowiedział się 17 (27) września czyli w dniu w którym wg stargardzkiego pastora przeprawa przez rzekę nastąpiła. Stargard od Barnimia dzieli ponad 60 km, nawet dziś przy nowoczesnym systemie telekomunikacji oba miasta mało o sobie wiedzą a jeśli już coś ważnego w jednym z nich nastąpi to wieść o tym do drugiego dociera z pewnym opóźnieniem. Przy ówczesnym systemie łączności było raczej niemożliwe by wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i gdy Czarniecki przechodził Drawę dotarła ona do szwedzkiego władcy. Zasadnym jest za datę przekroczenia Drawy przez Polaków przyjąć, tak jak to uczynił Adam Kerstern, przedział czasowy 12-17 (22–17) września 1657 r. kolejnym pokutującym w Barnimiu i w Drawnie mitem jest wiązanie przeprawy Czarnieckiego z fragmentem polskiego hymnu narodowego odnoszącym się do pływania w morzu. Otóż nie była to ta wyprawa. Jednak pewien związek między hymnem a wydarzeniami w Barnimie istnieje.

Zemsta czy grabież?

Najprawdopodobniej Czarniecki od Barnimia szedł na Stargard przez Recz i Suchań. Do tej pory miejsce jego postoju pod Stargardem nie jest jednoznacznie określone dr G.J. Brzustowicz twierdzi że było to Klępino (niem. Klempin) a Adam Kersten wskazuje na Kłęby (niem. Klemmem). W każdym bądź razie w swoim nowym miejscu postoju był tylko dzień i na drugi dzień 19 (29) września stanął w Chlebówku. Już spod Stargardu rozpoczęły się łupieżcze wyprawy po okolicy jeden z podjazdów podszedł nawet pod Dąbie i spalił tam młyny. Na drugi dzień po ulokowaniu się Czarnieckiego w Chlebówku zapłonęła okolica. 20 (30) września podpalono Łobez, Węgorzyno, Ińsko także wieś Poźrzadło Dwór. Palono i łupiono aż po Drawsko Pom. i Złocieniec od którego miano przyjąć okup. Ruchliwość Czarnieckiego była zdumiewająca, gdyż nim jeszcze pożary nie wygasły znalazł się 21 września (1 października) w Reczu. Wg źródeł Polacy mieli znaleźć się w Pomieniu, Stradzewie i Raduniu. Trudno jest jednoznacznie orzec czy 22 września (2 października) Czarniecki w celu przejścia Drawy po moście podjął próbę zbrojnego najścia na Drawno. Jeśli taki miał być powód zajęcia Drawna to na pewno żadnej dzielnej obrony Drawna nie było. Czarniecki znał drogę z Recza na Barnimie i spokojnie powróciłby do Wielkopolski. Jedynym powodem mogło być ograbienie miasta. Ale nie poprzez szturm, bo do tego nie miano stosownych sił. Polacy poszli jednak w kierunku Drawska Pom. Podczas marszu spotkali przedstawicieli mieszczan z okupem i wozami. Okup przyjęli, wozy zatrzymali a woźniców rozebrali do naga i puścili wolno. Wyprawa Czarnieckiego trwała ok. 10 dni. Szlak jego pochodu znaczyły popioły spalonych wsi i złupionych miast. Zostawił po sobie w skali mikro to, co nie tak dawny sprzymierzeniec elektora Karol X Gustaw, przy elektorskiej zdradzieckiej wybitnej pomocy zostawił w skali makro w Polsce. Obładowane łupami wojska wróciły do Polski zostały rozmieszczone nad Notecią k. Ujścia, Wielenia, w okolicy Wałcza a jeden oddział nawet pod Lęborkiem (Żegockiego).

Jak Czarniecki do Poznania

Stefan Czarniecki23 października Czarniecki ruszył z wojskiem po raz drugi na Pomorze, tym razem zaodrzańskie. 26 października przekroczył granicę Marchii. Ziemie elektorskie przeszedł w cztery dni. Tym razem przemarsz utrzymywany był w rygorach dyscypliny. Za jej naruszenie bezwzględnie karano. „Karanie zaś było za ekscesy już nie ścinać ani rozstrzeliwać, ale za nogi u konia uwiązawszy włóczyć po majdanie tak we wszystkim, jak kogo na ekscesie złapano, według dekretu lub dwa, albo trzy razy naokoło. I zdało się to zraz, że to nie tylko suknie, ale i ciało tak opada, że same tylko zostaną kości.” (Pasek) Granicę Pomorza Szwedzkiego Czarniecki przekroczył 30 października. Na Pomorzu Szwedzkim jako podległym Karolowi X Gustawowi rygory dyscypliny zelżały. ograbiono i spalono Gartz, podobnie jak ponad 100 wsi w okolicach Szczecina, Anklam, Pasewalku, Penkun. 9 listopada Czarnecki rozpoczął powrót do Polski. 11 listopada przekroczył Odrę. Historiografia niezbyt pozytywnie ocenia obie wyprawy na Pomorze a w pamięci miejscowej ludności bardzo długo pozostały wspomnienia rabunków, gwałtów, pożarów i zwykłych mordów.

12 listopada Jan Kazimierz wraz z królową przybył do Poznania. 25 listopada 1657 r. odbyła się w Poznaniu rada wojenna, na którą przybył Czarniecki. To wydarzenie 140 lat później natchnęło Józefa Wybickiego do napisania w hymnie narodowym słów, które uwieczniły Czarnieckiego w hymnie narodowym ; Jak Czarniecki do Poznania … Po szwedzkim rozbiorze.
Czarniecki następnie udał się na Pomorze, gdzie staczając potyczki ze Szwedami przebywał do lata następnego roku. Jesienią 1658 r. podjął słynną wyprawę do Danii. Podczas której do legendy przeszedł 14 grudnia 1658 r. rozpoczęto wtedy przeprawę na wyspę Als. Wzięły w niej udział siły polsko-brandenburskie pod komendą Czarnieckiego, wspierane przez duńskie okręty wojenne. Przeprawa przez cieśninę Mały Bełt odbyła się na łodziach, obok których płynęły konie. Po wylądowaniu siły Czarnieckiego rozbiły piechotę i jazdę szwedzką, a następnie zmusiły Szwedów do wycofania się i zamknięcia się w zamkach Sonderborg i w pobliskim Nordborg. Król Dani wystosował do Czarnieckiego kurtuazyjny list:

„Fryderyk III etc., świadcząc osobliwą łaskę i wdzięczność naszą królewską. Jaśnie Wielmożny uprzejmie Nam miły! Z najwyższym uznaniem doniesiono Nam, jako Wasza Miłość w wielu potyczkach, a ostatnimi czasy przy zajęciu wyspy Alsen i leżących na niej zamków, między innymi pokonała w trójnasób liczniejszego nieprzyjaciela, sama przewodząc hufcom swoim na przodzie, czem okazała bohaterskie męstwo swoje ku podziwieniu wszech ludzi. Winszowaliśmy sobie zawsze z powodu wysłania Nam Wasza Miłość jako znakomitego wodza i wielce obowiązani jesteśmy królowi polskiemu za afekt braterski udowodniony wysłaniem Nam na pomoc Wasza Miłość. Chcemy przeto oświadczyć Wam wdzięczność Naszą królewską zjednaną tylu zasługami, życząc w duszy, aby wciąż szczęśliwem powodzeniem sława Waszej Miłości nie tylko ojczyźnie, ale całemu światu coraz bardziej znana, szczególniej na tej północy coraz świetniej jaśniała. Nich będzie WM przekonana, że za wszystkie wyświadczone Nam usługi przy pomocy Bożej z czasem okażemy dostojnie wdzięczność Naszą królewską. W Kopenhadze 24/XII 1658. Waszej Miłość Życzliwy Fryderyk król.” (Wojny duńskie i Pokój Oliwski, Lwów 1922 s.168-169)

Ostatecznie w wyniku działań Czarnieckiego Szwedzi zrezygnowali z dalszej obrony i opuścili Jutlandię ewakuując się na Fionię, która została przez Duńczyków zdobyta jesienią 1959 r. Wojska polskie udając się w drogę powrotną do ojczyzny, opuściły Danię w sierpniu 1659 r.

Powrót przez Choszczno

Koło Gryfina wojska polskie przeszły Odrę. Stąd przez Pyrzyce Czarniecki poszedł na Dolice które osiągnął 10 października. Datę tę niejako potwierdza list Czarnieckiego napisany tego dnia w Dolicach do elektora Fryderyka Wilhelma. Następnie udał się przez Choszczno w kierunku Drawna Drawę przekroczył w jego okolicy 12 października. Trasę tę określił w Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.“ Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360 (Austria i Brandenburgia w wojnach polsko–szwedzkich 1655–1660.Przygotowanie i prowadzenie wyprawy na Danię i Pomorzu. Wydawnictwo Herald Bolt. Boppard nad Renem 1969 r. stron 360). Autor na stronie 256 napisał: „Am 29. September nahm Czarnecki unter großem militärischem Zeremoniell Abschied. Er führte sein Korp an Demmin vorbei und über Klempenow, Treptow, Friedland, Pasewalk nach Löcknitz. Während seine Truppen bei Greifenhagen die Oder überschritten, besuchte der General das österreichische Lager vor Stettin. Die Polen zogen über Pyritz nach Arnswalde, passierten am 12. Oktober bei Neuwedell die Drage und bezogen Quartiere nördlich der Netze.”; Ponieważ znana jest tylko jedna przeprawa w okolicy Drawna nie uniknie się błędu jeśli Barnimie wskarze się jako na miejsce w którym zamknął się ciąg wypraw Czarnieckiego za Szwedami poza zachodnią granicę Polski.

Barnimie, elektor i jego następca.

Dla Polaków Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był zdrajcą zaś dla Prus był władcą wielkim. Nie dość, że za jego rządów stały się suwerenne również i jego armia zaczęła odnosić sukcesy zmieniające bieg historii. A jego potomkowie wpływali na losy świata. Dlatego godne odnotowania jest to, że elektor kilkakrotnie przebywał na ziemi choszczeńskiej. Jego wizyty opisał w Kurierze Ziemi Choszczeńskiej dr Grzegorz Jacek Brzustowicz w artykule „Wielki elektor i pierwszy król pruski”. Pierwszy raz w Choszcznie elektor pojawił się 21 lutego 1643 r. i w mieście tym przenocował. Następnego dnia udał się przez Barlinek do Kostrzynia. Pewnie przejeżdżał wtedy przez Pełczyce. Historia odnotowała jeszcze kilka wizyt w okolicy Choszczna. Elektor bywał w Bierzwniku który był domeną państwową. W 1668 r. konkretnie 18 sierpnia t.r. wraz ze swoją żoną Dorotą von Holstein–Glücksburg byli w Drawnie gdzie na miejscowym zamku ugościli ich Wedlowie. Na szlaku elektorskich wędrówek znalazło się Barnimie. 24 marca 1679 roku z żoną i z synem Fryderykiem przejechał przez wieś i udał się w kierunku Bierzwnika. Tak oto przejazdem na ziemi drawieńskiej znalazł się pierwszy król pruski. Gdyż syn elektora w 1701 r. koronował się na pierwszego króla Prus i zasiadł na pruskim tronie jako Fryderyk I. Sytuacja z Barnimia z 1679 roku była podobna do tej z Drawna z 1806 r. kiedy to w mieście znalazła się królowa Luisa z synem Wilhelmem, który choć nie był wtedy następcą tronu, do historii przeszedł jako cesarz Niemiec Wilhelm I.

Tablice, płyty, pomniki

Jak na jedną wieś historii w niej wiele. Barnimie zawdzięcza to swemu położeniu na szlaku komunikacyjnym i dogodnej przeprawie mostowej (bród) przez Drawę. Na pewno nieprzeciętne postacie które znalazły się w Barnimiu zasługują na przypomnienie. Jednak Barnimie znajduje się w Polsce i należy pamiętać jaką rolę barnimscy przejezdni odegrali w naszej historii. W przypadku Karola X Gustawa i Wielkiego Elektora była to rola negatywna. Zrodzone na nieszczęściu Polski państwo pruskie przez cały okres swego istnienia skupiało się na złamaniu polskiego ducha. Przyczyniło się do unicestwienia niepodległości Polski ale narodu nie złamało. Duch pozostał, choć nieraz podnosił się z ogarniającego zwątpienia, między innymi poprzez hymn narodowy którego jedna strofa odnosi się do wydarzeń na których szlaku znalazło się Barnimie. Ducha Prus nie ma, zniknął. Zmiażdżył go inny równie dla Polski niebezpieczny. To taka homeopatia historii. Można mieć nadzieję, że w Barnimiu nigdy nie nastąpi odsłonięcie tablic upamiętniających króla zbrodniarza i elektora zdrajcy. Byli jednak postaciami które odegrały znaczącą rolę w ówczesnej Europie. Dlatego o ich bytność można wspomnieć poprzez tablice informacyjne. Przejście Drawy przez Czarnieckiego utrwalone jest w historii Polski jest ono symbolem podnoszenia się Rzeczypospolitej z lat upadku, zdrady i cierpienia. Wejście za Szwedami do Nowej Marchii nie tylko zwiastowało pokonanie śmiertelnego wroga, ale było też ostrzeżeniem dla tych królewskich poddanych, którym zdrada tliła się jeszcze w głowach. Dlatego nie pokutny wierszyk z przeprosinami który ktoś kiedyś napisał, lecz pamiątkowa tablica usytuowana przy barlińskim moście powinna przypominać, że: „W tym miejscu we wrześniu 1657 roku, wojewoda ruski Stefan Czarniecki na czele 4000 polsko-tatarskiej jazdy przekroczył Drawę by mścić i karać za hańbę i krzywdy Rzeczypospolitej”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Literatura

  • Fot.1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_X_Gustaw,
  • Fot.2. http://pl.wikipedia.org,/wiki/Fryderyk_Wilhelm_I_(Wielki_Elektor)
  • Fot.3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Czarniecki,
  • Marek Jaszczyński O hetmanie, co bił Szwedów i łupił Pomorze,
  • http://sedina.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=2324,
  • Dorota Matyaszczyk A Boże igrzysko czyli potop szwedzki,
  • http://www.poznan.pl/mim/public/iks/dzial.html?dz_id_dzialu=2430,
  • www.gryfino.info/printview.php?t=2749&start=200&sid=119cdca3a41bbd0e49f4ad87650721a0 – 261k,
  • Władysław Czapliński, „Polska a Dania XVI-XX w.” Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1976,
  • Profesor wyprawie poświęca opracowanie na stronach 201-321. s.313 W przypisie 267 s. 313 jest taka informacja. „Droga powrotna określona na podstawie diariusza, za nim podaje ją Opitz, o.c., s 254-256. List Czarnieckiego do elektora z Dolic 10 X 1659 (…),
  • Adam Kersten Stefan Czarniecki 1599 -1665 Wydawnictwo UMCS Lublin 2006 s 412 -420,
  • Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.” Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Wielki elektor i pierwszy król pruski” Kurier Ziemi Choszczeńskiej. Wrzesień 1999 r. s.23,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czarniecki w Reczu”,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Król szwedzki Karol X Gustaw w Barnimiu „Kurier Ziemi Choszczeńskiej”. – Zdzisław Sieradzki Stefan Czarniecki 1604 – 1665. Wyd. MON W-wa 1974 s. 214-215,
  • Leszek Podhorodecki „Stefan Czarniecki” KiW 1966.

PS. 27.02 1945 r. polska 2 Dywizja Artylerii (największa w historii Polski jednostka artyleryjska) pod dowództwem gen. bryg. Benedykta Nestorowicza po przybyciu do Człopy została podporządkowana dowódcy 3 Armii Uderzeniowej gen. Simoniaka. Następnie otrzymała zadanie ześrodkowania się w rejonie podrawieńskiego Barnimia. Zadanie to zrealizowała, o godz. 21.00 dotarła do wsi. W nocy 28.02/01.03 oddziały dywizji zajęły w okolicy Drawna ugrupowanie bojowe. Gdy wstał dzień, 1 marca 1945 r. o godz. 8.00 ogniem wszystkich dział weszła do boju. To był jej chrzest bojowy. Rozpoczęła swoją zemstę za 6 lat okupacyjnej nocy, za 6 mln wymordowanych polskich obywateli. Po 312 latach Prusy szły w rozsypkę by ostatecznie na zawsze zniknąć. Dla Barnimia ta historia zamknięta jest w kole „ Od Czarnieckiego do Nestorowicza“ i trwała tyle samo lat. A w Drawnie jak nie ma tak nie ma oznaczenia Skweru Artylerzystów Polskich. Można powiedzieć, że już mijają lata od podjęcia uchwały Rady Miasta nadającej tę nazwę znanemu w mieście miejscu.

Żydzi z Drawna (Neuwedell)

Rodzina Casparus – sprostowanie

Protoplastą rodziny Casparus z Drawna był Casper Gumprecht, świadczą o tym dokumenty w postaci listu protekcyjnego wystawiony na Caspera Gumprechta z Drawna i dokument z 1813 r. dotyczący zmiany nazwiska. Nazwisko to występowało także w innych miastach i nie zawsze nosili je członkowie rodziny wywodzącej się z tego samego pnia. Dla przykładu, na Kaszubach niejaki Elias Casper przyjął nazwisko Casparius i mieszkał w Bytowie.

Błędem jest przekonanie, iż żoną Siegfrieda Casparius (syn Josua i Amalii, ur. 02.07.1854 r.) była Helena zd. Cohnreich (ur. 20.01.1869 r.). Otóż była ona żoną Gottholda CASPARIUS. Dnia 09.09.1942 r. została wywieziona do Terezina, następnie (29.09.1942) do Treblinki, gdzie zginęła. Żoną Siegfrieda Casparius była Rosa (Reisel) PESTACHOVSKY (ur. 11.01.1866 w Gnieźnie). Siegfried był znanym w Drawnie (Neuwedell) biznesmenem, właścicielem fabryki octu i likierów. Caspariusowie mieli cztery córki: Irmgard, Lilly i Käethe. Jedna z córek, nieznana z imienia, zmarła ok. 1929 r. Uchodzili za ludzi rozważnych, inteligentnych i dobrodusznych, gotowych poświęcić wszystko dla swoich dzieci. Dlatego starali się zabezpieczyć ich przyszłość. Niestety, najprawdopodobniej te cechy charakteru spowodowały, że nie opuścili w porę Niemiec. Po Nocy Kryształowej S. Casparius sprzedał za bezcen swój majątek. Opuścił z rodziną Drawno i wszyscy oprócz Käethe zamieszkali w Berlinie. Dom przy Neue Straße 4 nabył handlarz bydła Georg Barnick, a willę przejął O. Tetzlaff na przedszkole dla dzieci. Siegfried Casparius deportowany został 22.07.1942 r. do Terrezina, skąd 21.09.1942 r. trafił do Treblinki (wg innych źródeł deportowano go do Mińska i tam zginął), jego żona Rosa zginęła w 1942 roku w Terezinie. Córkę Käethe Casparius 22.10.1942 r. wysłano z Frankfurtu n. Menem do getta w Łodzi. Tam jej ślad urwał się na zawsze. Ponoć zginęła w Oświęcimiu. Po latach upamiętniono ją tabliczką na ścianie synagogi we Frankfurcie n. Menem. W Berlinie przebywały pozostałe dwie córki Caspariusów – Lilly i Irmgard, zostały w porę ukryte na ogródkach działkowych. Ukrywała je berlińska dentystka, pani dr Mäusel. Dzięki bohaterstwu tej kobiety obie panie przeżyły. Na uwagę zasługuje fakt, że pomocy żywnościowej udzielała im mieszkanka Drawna, pani Liese. Panny Casparius po latach odwdzięczyły się jej za okazaną pomoc. Siostry Casparius żyły samotnie i ostatnie lata życia spędziły w domu starców. Irmgard zmarła w listopadzie 1981 r., Lilly w 1988 r. uległa wypadkowi i przeniosła się do domu starców w Lankwitz, zmarła 14.10.1989 r. Siegfried Casparius miał brata Leo, który uniknął represji nazistowskiej.

Marian Twardowski

Harmonia 1

Harmonia

W rosyjskiej gazecie „Czto diełać” nr 20/2013 na str. 4 ukazał się artykuł Aleksandra Dawidowa o zwykłym człowieku i jego instrumencie –małej harmonii. Nazywa się Sziszow Aleksander Aleksiejewicz. Urodził się 04 listopada 1938 w  wiosce Abrosjewo w rejonie Sudisławskim obwodzie Jarosławskim. Jego ojciec Aleksiej Jefimowicz Sziszow, ur. 06.07.1911, był wojskowym kadrowym i pracował w miejscowym sztabie poborowym. Gdy Aleksander miał trzy lata, wybuchła wojna. Nic dziwnego, że ojciec będąc „ pod ręką”, już w pierwszych dniach jej trwania znalazł się na froncie . Nim to nastąpiło, żegnając  się z żoną Klawiją i dwoma synami, dał na pamiątkę małemu synowi Aleksandrowi  dziecięcą harmonię. Od tej pory przez cały okres wojny nie było o ojcu wiadomości. Po wojnie też. W 1946 r. we wsi spłonęło 7 domów, wśród nich był też Sziszowych. Rodzina zmuszona była wyjechać do babci, która mieszkała w rejonie kostromskim. Po ukończeniu 8 klas Sziszow rozpoczął naukę w szkole zawodowej o profilu mechanicznym. Po jej ukończeniu został skierowany przez  komsomoł do pracy w obwodzie omskim. Potem powołano go do wojska. Po odbyciu służby zasadniczej rozpoczął w 1961 r. pracę w kołchoźniczym przedsiębiorstwie drogowym. Okazał się pracownikiem solidnym i zdyscyplinowanym, za co został skierowany do technikum samochodowego w Gorkim. Po jego ukończeniu w latach  1966 – 1968 był podwładnym głównego marszałka lotnictwa A.A. Nowikowa. Przez okres 45 lat pracy zawodowej nie rozstawał się z ojcowskim prezentem, ćwicząc grę. Doszedł do profesjonalizmu, zaliczany jest do pierwszej dziesiątki harmonistów, dzięki czemu w jednym roku występuje nawet 100 razy niemal w całej Rosji. Nie odmawia niczyjej prośbie. Rodzina nigdy nie zaprzestała poszukiwania wieści o ojcu, niestety bezskutecznie. Czas biegł, zmienił się ustrój, pytających o wojenne losy swoich bliskich – tak jak Sziszowy – było coraz więcej, aż pewnego kwietniowego dnia 2009, dzięki wojskowej gazecie i elektronicznej stronie danych „Memoriału”,  wspomnienie o ojcu powróciło z wielokrotną siłą. Po dziesiątkach lat poszukiwań zobaczyli  kartę cmentarną z danymi ojca, z wyraźnym odciskiem palca, na widok którego Aleksander Sziszow, jak wspominał, „ryczał z rozpaczy”. Okazało się, że sierżant Alieksiej Sziszow służył w 1013 pułku piechoty , do niewoli dostał się 12.09.1941 w m. Wołchow, otrzymał nr jeniecki 11034/302. Zmarł  w gregoriańskim dniu wigilijnym 24.12.1941. Tego dnia w obozie, w którym przebywał, włącznie z nim odeszło 5 radzieckich żołnierzy – jeńców.  Pochowany został niemal natychmiast po śmierci na tzw. rosyjskim cmentarzu (jenieckim) w kwaterze I w mogile 1 z nr 7. Aleksander Sziszow postanowił odwiedzić miejsce pochówku ojca, zagrać mu na harmonii i zabrać garść ziemi z jego mogiły, lecz nikt nie mógł zlokalizować podanej na karcie cmentarnej niemieckiej miejscowości – NEUWEDELL (Нойведелл).

 

  • http://kostroma.com/news/396
  • http://zakprf44.ru/magaz/20%20(372).pdf

Harmonia 2

Kanonik z drawieńskiego cmentarza

Kanonik z Drawieńskiego Cmentarza 1Jerzy Oszkiel (16 stycznia 1939 – 16 lutego 2008), ksiądz katolicki, kanonik. Urodził się w Stołpach woj. Nowogródek. Był synem Piotra i Jadwigi Oszkiel z.d. Kławsiuć. W czasie wojny po zajęciu tych terenów przez wojska radzieckie (w 1939 roku) rodzina została wysłana na Syberię. Podczas transportu matce z małym dzieckiem udało się zbiec i ostatecznie zamieszkali u jej rodziny w Derewnie. Cudem przeżyli wojnę. Ojciec jednak do domu nie powrócił, trafił do armii Andersa i podczas ewakuacji z ZSRR do Persji zmarł na statku z wycieńczenia. Syn w sierpniu 1945 przyjechał z matką do Drawna, które stało się jego rodzinnym miastem. 1.09.1945 rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej w Drawnie. 20.06.1946 przystąpił do I Komunii Świętej, jesienią tego roku został bierzmowany. Po ukończeniu podstawówki rozpoczął w 1952 r. naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Choszcznie. Początkowo mieszkał w internacie, a po roku nauki zaczął dojeżdżać do Choszczna pociągiem. Z dniem 10.10.1956 r. został przyjęty do Seminarium Duchownego Ordynariatu Gorzowskiego w Gościkowie – Paradyżu. W 1959 musiał przerwać studia z powodu powołania do zasadniczej służby wojskowej. „Po wojsku” powrócił do seminarium. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk bp. Pluty 21.06.1964 w kościele pw. Świętej Rodziny w Pile. Mszę św. prymicyjną odprawił w niedzielę 05.07.1964 w Latowiczu. Od 22.06.1964 do 20.06.1966 pracował w parafii pw. św. Jadwigi w Zielonej Górze, po czym do 20.08.1968 pracował w parafii p.w. św. Andrzeja Boboli w Gościnie. Na tej placówce ciężko zachorował, zdiagnozowano u niego wyczerpanie nerwowe. Po urlopie zdrowotnym i rekonwalescencji pracował od.20.08.1968 do 14.09.1968 w parafii p.w. św. Michała Archanioła w Łebuni. Następnie do 07.07.1969 był notariuszem i kapelanem bp. Ignacego Jeża. Później pełnił kolejno posługę kapłańską w Kłodawie – parafia Matki Bożej Różańcowej (29.01.1969 – 30.12.1970), w Krajniku – parafia p.w. św. Andrzeja Apostoła (01.01.1971 – 27.07.1971), w Moryniu – parafia p.w. Świętego Ducha (27.07.1971 – 19.06.1972), w Witnicy (01.07.1972 – 24.03.1973), w Gorzowie Wlkp. – rezydent parafii p.w. Trójcy Świętej (24.03.1973 – 03.10.1973), w Krośnie Odrzańskim – parafia p.w. św. Jadwigi Śląskiej (03.10.1973 – 01.08.1975), w Toporowie (01.08.1975 – 01.07.1976), w Ośnie Lubuskim (01.07.1976 – 26.07.1977), w Kowalowie (26.07.1977 – 13.11.1979). Będąc wikarym w Kowalowie, ukończył 22.01.1979 studia magisterskie na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Od 13.11.1979 rozpoczął posługę kapłańską w parafii pw. Matki Bożej Różańcowej w Żarkach Wielkich w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, był tam  samodzielnym wikariuszem, a od 30 czerwca 1981 pracował  już jako proboszcz. W 1987 roku jego staraniem wybudowano ołtarz główny z płytek marmurowych – obramowanie obrazu Matki Bożej Różańcowej. Organizował grupy modlitewne, wspólnoty Akcji Katolickiej i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Z okazji 50-lecia ustanowienia administracji apostolskiej z siedzibą w Gorzowie otrzymał 15 sierpnia 1995 z rąk ks. bp. Adama Dyczkowskiego tytuł kanonika honorowego. W dniu 09.05.1997 zmarła w Drawnie jego matka Jadwiga Oszkiel, po stracie męża nigdy nie wyszła za mąż. Na jej pogrzeb przyjechało wielu kapłanów. Mszę świętą prowadził były drawieński wikariusz ks. bp. Jan Gałecki. Pochowana została na cmentarzu w Drawnie. Jerzy Oszkiel był jej jedynym dzieckiem.

Kanonik z Drawieńskiego Cmentarza 2W 1997 rozpoczął remont kościoła, podczas którego odnowiono jego wnętrze (położono panele i płyty kartonowo-gipsowe) i odmalowano ambonę oraz dokonano renowacji stacji drogi krzyżowej. W 2000 roku na miejscu starego krzyża znajdującego się przed kościołem postawiono nowy, wykonany z drewna, na którym widnieje napis „ratuj duszę swoją”. Pod koniec 2003 roku rodzina Mukoidów  z Żarek Wielkich ufundowała świątyni witraż przedstawiający Matkę Bożą. Ksiądz Oszkiel ciągle chorował, w listopadzie 2007 nastąpiło znaczne pogorszenie jego zdrowia, trafił do szpitala, z którego wypisał się na własną prośbę. 25.11.2007r., argumentując złym stanem zdrowia, złożył rezygnację z administrowania parafią. Przeszedł na emeryturę i 18 grudnia 2007 przeniósł się do Domu Księży Emerytów w Zielonej Górze. Ksiądz Kanonik Jerzy Oszkiel zmarł 16 lutego 2008 w Zielonej Górze. Uroczystościom żałobnym 20 lutego w Żarkach Wielkich przewodniczył bp Stefan  Regmunt. Pogrzeb z udziałem ks. bp. Pawła Sochy odbył się 21 lutego w Drawnie. Był człowiekiem niezwykle skromnym, całe mienie, jakie pozostawił, mieściło się w walizce, którą przed śmiercią spakował. Do końca życia pozostawał w wielkiej przyjaźni z proboszczem drawieńskim ks. kan. Stanisławem Gulczyńskim.

Andrzej Szutowicz

Literatura

  • Fot.1. Jerzy Oszkiel syn Piotra i Jadwigi. http://www.laliny.mazowsze.pl/albumy/alb_oszk-bien/slides/oszk_jerzy.html
  • Fot.2. Piotr Oszkiel (1900) syn Jana i Marianny Brauła z żoną Jadwigą. http://www.laliny.mazowsze.pl/albumy/alb_oszk-bien/slides/oszk_piotr-jadwiga.html
  • ks. dr hab. Robert Romuald Kufel, Materiały archiwalne w tym wspomnienie ks.bp.Pawła scha o ks.kan. Jerzym Oszkiel. Archiwum Diecezjalne w Zielonej Górze.