Luzia Pruska

Królowa Luzia Pruska w Choszcznie i Drawnie

14 października 1806 r. armia napoleońska pod Jeną i Auerstedt rozgromiła główne siły pruskie. W państwie pruskim upadło morale i chęć walki. Tylko nieliczni dowódcy i młodzi oficerowie próbowali ratować jego honor. Armia francuska parła na wschód, przejmując obsadzone załogami nadal silne twierdze i rozbijając zdezorientowane oddziały. Para królewska opuściła Berlin. Król licząc na pomoc Rosji z resztą swoich wojsk zamierzał stawić opór w Prusach Wschodnich. Monarsza ewakuacja (ucieczka) przebiegała z Berlina przez Szczecin, Stargard Szcz., Recz, Kalisz Pomorski, Mirosławiec, Wałcz, Piłę itd. Królewscy małżonkowie nie podróżowali razem. Możliwe, że przeważyły racje bezpieczeństwa i królowa z synem księciem Wilhelmem przemieściła się inną trasą, która wiodła także przez Choszczno i Drawno. Choszczno zostało wyróżnione gdyż królowa zatrzymała się w nim na odpoczynek. Było to 28 października 1806 roku. Noc spędziła w budynku znajdującym się przy Rynku o numerze 14, a należącym do mieszczanina Plummoh. Pod oknami jej apartamentu zebrali się liczni mieszczanie, którzy czuwali tam do rana. Następnego dnia 29 października królowa opuściła Choszczno i przejeżdżając przez Drawno zatrzymała się w nim na chwilę. Miasto jeszcze nie otrząsło się po pożarze w 1805 r., kiedy to spłonęło ponad 100 domów. Rada miasta zapoznała królową z bolączkami związanymi z jego odbudową. Możliwe, że ta wizyta zadecydowała o tym, że Francuzi zwolnili Drawno z płacenia na ich rzecz kontrybucji (ze względu na skalę zniszczeń), a w 1811 r. Drawno otrzymało królewską pomoc w wysokości 69 277 talarów, co umożliwiło jego odbudowę do 1813 r. 30 października 1806 r. na teren powiatu choszczeńskiego wkroczyli pierwsi napoleońscy żołnierze. 7 listopada byli już w Drawnie i zajęli się plądrowaniem miasta i okolic. Gdy jedni opuszczali miasto nadchodzili drudzy, tak trwało aż do 16 listopada. Z okazji pobytu królowej w Choszcznie na ścianie budynku, w którym się zatrzymała, w 1880 r. umieszczono pamiątkową tablicę. Dom ten wraz z tablicą został zniszczony podczas działań wojennych w styczniu 1945 r.

Życiorys niezwykłej królowej

Luiza Augusta Wilhelmina Amalia von Mecklemburg-Strelitz (ur. 10 marca 1776 w Hanowerze – zm. 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz) – księżniczka Meklemburgii-Strelitz córka księcia Karola Mecklemburg-Sterlitz i Fryderyki Karoliny Heskiej-Darmstadt, od 1797 królowa Prus, żona króla Fryderyka Wilhelma III. Jej ojciec był szwagrem króla Anglii Jerzego III. Po śmierci matki (1782 r.) Luiza wychowywana była przez babkę i przebywała głównie w Darmstadt,. W 1792 r. musiała opuścić Darmstadt z obawy przed nadciągającymi Francuzami i udała się do Hildburghausen. Wraz z babką wiele podróżowała. Najważniejszą w życiu Luizy okazała się podróż do Frankfurtu, w tym mieście w marcu 1793 roku gospodzie „Pod białym łabędziem”, poznała swego przyszłego męża Fryderyka Wilhelma. Znajomość ta przerodziła się w wielkie uczucie. 24 kwietnia 1793 roku doszło do zaręczyn, ślub odbył się 24 grudnia 1793 r. w Berlinie. Małżonkowie byli nierozłączni. Towarzyszyła mężowi nawet na ćwiczeniach wojskowych. Dłuższe rozstanie nastąpiło latem 1794 roku, kiedy mąż wyruszył tłumić powstanie w Polsce. 17 czerwca 1798 jako królowa Prus przybyła z mężem do Warszawy która w wyniku III rozbioru w 1795 znajdowała się pod władzą pruską. Jak na epokę w której żyła była kobietą światłą. Zmieniła styl dworu pruskiego (pierwsza zaczęła tańczyć walca). Wywarła wpływ na europejską modę gdyż zapoczątkowała noszenie żeliwnej biżuterii, co w latach dwudziestych XIX wieku opanowało całą Europę. Wyjątkowa uroda oraz ludzka życzliwość zjednywały jej serca od zwykłych ludzi po głowy koronowane. Pod jej wrażeniem pozostawał car Aleksander I. Miała duży wpływ na politykę. W 1805 r. była obecna przy zawiązaniu nad trumną Fryderyka Wielkiego w Poczdamie tajnego przymierza rosyjsko – pruskiego przeciwko Napoleonowi,. Stanęła na czele stronnictwa antyfrancuskiego i doprowadziła jesienią 1806 do wojny z Francją której efekty okazały się tragiczne. W 1806 uciekła z królem z Berlina, do Ortelsburga, skąd królewska para udała się 10 grudnia 1806, do Królewca. W styczniu 1807, w Kłajpedzie spotkała się z Aleksandrem I. W czasie rozmów pokojowych w Tylży (6-7 sierpnia 1807) błagając o złagodzenie warunków pokojowych upokorzyła się przed Napoleonem.. Nie udało jej się zachować dla Prus strategicznej twierdzy w Magdeburgu. Napoleona kazał prasie francuskiej oczerniać ją i obwiniając za politykę pruską. Od grudnia 1806 do 1809 przebywała. kolejno ; w Sankt Petersburgu w Rosji, potem w Królewcu i Kłajpedzie. Popierała reformy państwa realizowane przez Karla von und zum Steina. W grudniu 1809 wróciła do Berlina, gdzie wspierała tajne przygotowania do nowej wojny z Francją.. Zmarła na zapalenie płuc 19 lipca 1810, w zamku Hohenzieritz i została pochowana w mauzoleum, w Charlottenburgu. Była wzorem dobroczynności i uchodziła za wzór matki. Wykazany przez nią pruski patriotyzm i odwaga zjednały jej ogromną popularność i sławę.. Oddziaływała na Prusy także po śmierci W dzień urodzin królowej 1813 r. Fryderyk Wilhelm III ustanowił we Wrocławiu słynne wojskowe odznaczenie Krzyż Żelazny który mógł być nadawany także prostym żołnierzy, rok później wprowadził do pruskich odznaczeń Order Luizy który przyznawany był kobietom za opiekę nad chorymi i ułomnymi. Gdy w 1814 r. padł Paryż i Napoleon abdykował pruski feldmarszałek Gebhard von Blücher miał zawołać: „Luiza jest pomszczona!” Jej syn Wilhelm I w przededniu wojny z Francją w 1870 r. odwiedził mauzoleum matki. Wojna ta rozpoczęła się dokładnie w rocznicę jej zgonu Także w rocznicę śmierci Luizy król reaktywował ustanowiony przez ojca Krzyż Żelazny. W Prusach XIX w. czczona była niczym święta, zyskała nawet przydomek pruskiej madonny. Imię Królowej Luizy otrzymało miasto Luisenburg oraz niektóre kościoły ewangelickie w Prusach a także żeńskie szkoły, sierocińce, szpitale, domy opieki. Była matką dziewięciorga dzieci jej córka Charlotta (13 lipca 1798 – 1 listopada 1860) jako żona Mikołaja Romanowa (Mikołaj I) została carycą Rosji (Aleksandra Fiodorowna) natomiast dwóch synów Fryderyk Wilhelm i Wilhelm zostali królami Prus. Ten ostatni jako Wilhelm I został w 1871 r. w zdobytym Wersalu cesarzem zjednoczonych Niemiec. Imię Królowej przetrwało do dziś także w Polsce w postaci skansenu górniczego „Królowa Luiza” ma to odniesienie do czasów kiedy KWK „Zabrze” była Kopalnią „Królowa Luiza”.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.

Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze

W 1975 r. po zdaniu egzaminów wstępnych na Wydział Górniczy Politechniki Śląskiej im Wincentego Pstrowskiego, miałem odbyć praktykę robotniczą w kopalni. Okazało się ,że wskutek jakiś nieporozumień dość spora grupa przyszłych studentów nie została do wyznaczonych kopalń przydzielona .Wśród tych nieprzydzielonych znalazłem się ja, zanim sprawa się wyjaśniła czekaliśmy na sali audytoryjnej wydziału kilka godzin. Kopalnia się znalazła lecz dla nas początek praktyki musiał ulec przesunięciu o tydzień. Tak też się stało. Nie wróciłem do domu czyli do Bytowa, lecz skorzystałem z gościny u mego przyjaciela Leszka Dudka w Piekarach Śląskich, który był górnikiem KWK Rozbark w Bytomiu. Po tygodniu pojechałem do Zabrza i razem z innymi kolegami zgłosiliśmy się do dyrekcji kopalni. Tak ,tak była to Kopalnia Węgla Kamiennego Zabrze. Po krótkim zapoznaniu się zakwaterowano nas w kopalnianym Hotelu Robotniczym i po badaniach lekarskich po przydzielano parami do poszczególnych „mistrzów”. Ja z przypadkowym kolegą Jerzym Piasta, który okazał się wspaniałym kompanem, zostaliśmy podporządkowani górniczemu cieśli p. Milota (?). Dostaliśmy ubrania robocze, kask latarkę z akumulatorkiem, maskę pgaz i markę” czyli taki górniczy nieśmiertelnik. Od tej pory zawsze przed zjazdem w dół pobierałem markę z „markowni”. Po wyjeździe natychmiast się ją zdawałem. Nie daj Boże gdyby ktoś zapomniał to zrobić, od razu w kopalni rozpoczęłaby się akcja ratownicza. Razem z panem cieślą podeszliśmy pod szyb ,tam stał sztygar, widać było ,że był to ktoś. Głośno po śląsku sprawdził obecność i załadowaliśmy się do windy, Trzasnęły metalowe „wrota” i gdy wszystkie pokłady tej maszyny się załadowały polecieliśmy w dół a żołądek do góry. Potem świsty i piski w uszach… i w dół, i w dół z małymi przystankami na poszczególnych poziomach. Tak zjechaliśmy ok. 800 m pod ziemię. Potem spokojnie z naszym cieślą przeszliśmy do czekającej kolejki, gdy się zapełniła to ruszyła. Jechaliśmy może z kilkanaście albo i więcej minut. To tu – wskazał cieśla. Wyszliśmy, jedne wrota, drugie, trzecie i ciągle – „zamykaj, zamykaj je pieronie”. Więc pieron dokładnie je zamykał. Były to drzwi wentylacyjne których nie zamknięcie groziło „ucieczce”; wdmuchiwanego na przodek powietrza. Stanęliśmy przy taśmociągu który bezpośrednio biegł z przodka, tu miało być nasze miejsce pracy. Cieśla pokazał nam maszynę do szycia taśm ,poinstruował jak się ją obsługuje , jak wyłącza taśmociąg ostrzegł przed próbami drzemek (bo ze względu na gazy gromadzące się w zagłębieniach podłoża – spągu można było nie wstać). Staliśmy, słuchaliśmy a z nas leciał pot, więcej ,więcej coraz więcej. Na przodku trwało wiercenie nadzy górnicy napierali na te swoje świdry byle szybciej wywiercić, potem wkładali ładunki i wszyscy chowaliśmy się do niszy . Wybuch powodował ,że masa kurzu i miału leciała obok nas i potem słychać było charakterystyczne klap… klap… klap … to klapały te tamy- drzwi wentylacyjne. Jeszcze nie ochłonęliśmy a już ruszyły taśmy a na nich urobek z ostatniego odstrzału. Patrzyliśmy z Jurkiem jak wszystko szło do góry .Raptem trach i coś się zatrzymało węgiel kamienie zaczęły spadać jak po pochylni. Wyłączyliśmy taśmociąg i z maszyną zasuwaliśmy do góry by zszyć taśmę, na przodku znów wiercić zaczęli. Cieśla trochę pomógł a potem już tylko poganiał i poganiał. Gdy zszyliśmy znów wszystko ruszyło. Staliśmy i pot napełniał nam garście. Potem znów trach, zatrzymanie taśmociągu i maszyna i szycie i ponownie szedł urobek dla naszej kochanej Polski. I znów wybuch i klap, klap,klap… i ruszył taśmociąg… i trach, i szycie i gotowe i znów do góry a przy okazji łopatami wrzucaliśmy to co spadło przy awarii Tak weszliśmy w rytm; wybuch ,klap, klap taśmociąg, trach, szycie, łopata i…… Raptem wszystko się podniosło i biegiem, biegiem zrobił się niesamowity ruch wszyscy zaczęli jakby uciekać. Jak wszyscy to i my, może wypadek tąpniecie? Kto to wie? – pomyśleliśmy. Nie, na szczęście nie, to zwykły pośpiech by nie stać w kolejce do wyjazdu. Cudem marki mieliśmy przy sobie inne rzeczy pogubiliśmy. Dzień po dniu mijał nam w tym samym rytmie poznaliśmy rangę sztygarów, poświęcenie ratowników, i tytaniczną pracę nagich ludzi na przodku. Widzieliśmy podziemne jeziora z których wyciągaliśmy zepsute pompy a każda ranka piekła niesamowicie, taka to była solanka. Staliśmy na węźle krzywych taśmociągów i non – stop ładowaliśmy wysypujący się urobek bo nie mogło być przestoju aż hen na górze trzasnęła taśma i wszystko jak lawina poleciało na nas, nic się nie stało, była nisza. Potem maszyna i szycie i znów łopata. W połowie praktyki zginęło kilku górników szli obok jadących wagoników z węglem jeden z nich wypadł z torów i przygniótł nieszczęśników. Wtedy nasi opiekunowie zorientowali się ,że nie zrobili z nami przeszkolenia z bhp. Tak złapaliśmy trochę oddechu bo szkolenie odbyło się pod ziemią byśmy po nim jeszcze trochę poszyli tych taśm, pomachali łopatami, ponaprawiali pomp itd. Tak minął miesiąc. Po praktyce zamieszkałem w akademiku przy ul Marii Curie – Skłodowskiej 7 w Gliwicach. 4 grudnia 1975 r w głównym holu Wydziału górniczego skakałem przez skórę czyli zostałem pasowany na górnika. Przygoda z górnictwem była krótka , dwa semestry byłem studentem… Potem kolejne egzaminy, tym razem na WAT. Znów radość ze zdania i zameldowałem się na unitarkę (szkolenie podstawowe) gdzie miałem dostać w kość. Przykro mi, nigdy armii nie udało się wycisnąć ze mnie tyle potu co przez miesiąc „Królowej Luizie”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Źródła:

  • Portret królowej Luizy, autorstwa Josef Grass
  • http://www.muzeumgornictwa.pl/index3.php?co=wystawy_czasowe&id=39
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Luiza_Pruska
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czasy Wedlów”. Wyd. ASZ. Choszczno 2003. Str.64
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Reformacja i wojny. Historia miasta w latach 1536–1815. Wyd. ASZ. Choszczno 2005. Str.102, 103.
  • Niemiecka kartka pocztowa z przełomu wieków upamiętniająca pobyt Królowej Luizy w Choszcznie z napisem między ilustracjami informującym o jej pobycie w przedstawionej kamienicy przy Rynku.