opowieści zatomskie

Opowieści zatomskie

Opowieść pierwsza, czyli Historia Herberta Meinel”

Zatom, lata 1920 – 1937

Opowieść pani Ireny Westphal z.d. Steinberg (w Zatomiu), zam. Austernbrede 35, 33330 Gütersloh: Mój ojciec, Rudolf Steinberg (1898 – 1995) opowiadał tę historię często i chętnie jako przykład na to, że i młodzi gniewni wyjść mogą na porządnych ludzi.

Ojciec Herberta, Meinel, był właścicielem bardzo ówcześnie znanej firmy produkującej instrumenty muzyczne „Meinel und Herold” w Klingenthal (na południe od Zwickau na czeskiej granicy). W wyniku różnicy zdań między nim a ojcem, młody Herbert spakował pewnego dnia swój tobołek i wyruszył na wędrówkę. W latach dwudziestych było to bardzo popularne. Wielu młodych mężczyzn wyruszało na pieszą wędrówkę przez kraj – jedni z żądzy przygody, inni ze względu na rosnące bezrobocie. Nie było dnia, żeby taki włóczykij nie zapukał do drzwi mego rodzinnego domu z prośbą o jakiś datek. I tak pewnego dnia Herbert Meinel zawitał w Zatomiu. Przypuszczam, że zima stała wtedy tuż za progiem i szukał po prostu ciepłego kwaterunku na nadchodzące chłody. Poszczęściło mu się – znalazł dach nad głową i dodatkowo pracę. Z mężczyznami ze wsi chodził do lasu na wycinkę – dla Zatomian, oprócz flisactwa było to ważne źródło dochodów. Herbert Meinel był już wkrótce posiadaczem dwóch koni, którymi przewoził drzewo. (Może więc nie opuścił on rodzinnego domu z pustymi kieszeniami?) Wkrótce poznał on swą późniejszą żonę, Marthę Schwandt; pobrali się około roku 1926. Martha była córką głównego flisaka Gustava Schwandt i jego żony Luise mieszkających pod numerem 34 na Planie Roedera. Również brat Marthy, Ernst Schwandt, mieszkał ze swoją rodziną w gospodarstwie pod numerem 30 (Plan Roedera). Ojciec Herberta często ponawiał próby sprowadzenia go do domu, ten jednak wolał zostać w Zatomiu. W 1926 r. ojciec dla swojego syna kupił gospodarstwo z numerem 30, jednakże z przyczyn wychowawczych część kwoty zakupu pozostawił Herbertowi w formie długu. Herbert Meinel gospodarzył pilnie i z rozwagą. Jego postawa zdobyła mu uznanie wśród wszystkich mieszkańców wsi. Z czasem tradycją stały się zatomskie wizyty rodziców Herberta, którzy regularnie przyjeżdżali w odwiedziny do dzieci i wnuków. Z tej okazji zawsze organizowano w gospodzie Beyer poczęstunek z szampanem – mała sensacja dla Zatomia! W ramach nagrody za pracowitość syna ojciec Meinel polecił dostarczać mu w czasie żniw skrzynkę piwa tygodniowo. Tym zajmował się szynkarz Ewald Steinberg. (To od Ewalda ojciec znał tę historię – jakże to były inne czasy (1926) w porównaniu z 1995 r. – cóż to dzisiaj jest skrzynka piwa? – a wtedy była to sensacja, o której dyskutowali wszyscy we wsi!). Małżeństwo Meinel miało już wtedy dwie córki – Gertrudę (ur.1927) i Charlottę (ur.1928), później dołączyła do nich jeszcze piątka dzieci. W 1937 r. ojciec Herberta kupił mu posiadłość wielkości 100 ha w Oelsnitz w Vogtland, dokąd przeprowadziła się cała rodzina. Gospodarstwo w Zatomiu sprzedane zostało Karlowi Klueckmann (bratu Ericha Klueckman z gospodarstwa 2), możliwe, że wpływ na to miał fakt, że matka Ewalda Steinberga z urodzenia nazywała się Klueckmann. Siostra Hildegarda (w Zatomiu od 1.04.1938) poślubiła później nauczyciela ze szkoły leśnictwa, Theo Peter ze Steinbusch. Pani Dorothea Zehe, ur. Feddersen (córka nadleśniczego Friedrich Christian Feddersen, 1871 – 1934; jego nagrobek zachował się po dziś dzień na cmentarzu w Werder) tak pisze o Theo Peter:„Wszystkie roczniki ze szkoły leśnictwa od 1926 począwszy go znają. Był profesorem od „nieleśniczych” przedmiotów – niemieckiego, matematyki, muzyki (we wszelakiej formie) i nauk przyrodniczych – lubianym i szanowanym. Ze swoją rodziną mieszkał w Steinbusch aż do roku 1945, po długiej tułaczce zamieszkał z nią w Hoexter, gdzie zmarł.

Opowieść druga: „Wspomnienia z okresu między 30.01.1945 r. a wysiedleniem w połowie lipca 1945 r. Zatom”

(napisała Ella Sell z domu Splettstoesser, urodzona w Zatomiu)

Ella Sell z Zatten (Zatomia) prowadziła w Zatomiu pocztę, napisała niniejszy list w czerwcu 1945 roku. List nadany został w Wusterwitz, miejscowości, do której pani Sell zbiegła. Adresatką listu była pani Marie Menz z domu Mueller (żona żandarma Otto Menz z Zatten), przebywająca wówczas w Magdeburgu. List ten przekazany został do archiwum w Choszcznie przez panią Gerdę Faenger, z domu Menz, córkę Marie i Otto Menz.

„Zanim odpowiem na Pani pytania, muszę zdać Pani najpierw relację z tego, co przekazał mi w sprawie Pani męża Ernst Wenzel po powrocie z amerykańskiej niewoli. Rozmawiał on krótko z Pani mężem w połowie kwietnia, w okolicach Hamburga. Ten powiedział mu, że ma się dobrze. Pani mąż schronił się (podczas ucieczki – przyp. red.) na wozie Eichelmeyerów z Friedenau. Razem z nim jest tam teraz również Otto Beyer z Neuwedell (Drawno). Proszę się więc za bardzo nie przejmować. Być może już niedługo mąż do Pani dołączy. Rodzina Wenzel dotarła tu, do Wusterwitz, we wtorek. Także teściowa i Wilhelm są tutaj. Nie było ani jednego pociągu do Berlina. Wilhelm walczył w Berlinie, poniósł rany i otrzymał przepustkę z Kuestrin (Kostrzyn). Miejmy nadzieję, że już wkrótce przyjadą jego śladami inni. O Bruno (Sell, mąż Elli, zaginiony od czerwca 1944, w Rosji – przyp. Red.) niestety niczego więcej nie słyszałam. Mam nadzieję, że przebywa w niewoli i pewnego dnia powróci. Wracali już żołnierze ze Stalingradu czy z Sybiru.

Przejdę teraz do opisu całej naszej drogi przez cierpienia. 30 stycznia wmaszerował do Zatomia rosyjski patrol rozpoznawczy z Radencina (Regentin). Tego samego wieczoru zjawiła się również grupa niemieckich spadochroniarzy, którzy poradzili nam opuścić wieś jeszcze tego samego wieczoru. Po zmierzchu przedarliśmy się przez wysokie śniegi – najpierw do Barnimia (niem. Fuerstenau), a nasze bagaże ulokowaliśmy na wozie u Paula Beyer. Różni zatomianie zostali na miejscu (Otto Quade, Butzin, Bomke). Jeszcze tej samej nocy przeżyli oni bitwę pancerną, rozegraną gdzieś między Zatomiem, Radęcinem a Zatomską Smolarnią (Fritz Moerke „Walka o okręg Arnswalde w roku 1945.”, s. 25 – 32; przyp. red.). Salę u Bayerów zmieniono w szpital polowy, leżało tam ponad 100 rannych. Do 2 lutego zatrzymaliśmy się w pałacu w Barnimiu. Potem wróciliśmy do Zatomia, powiedziano nam bowiem, że niebezpieczeństwo minęło, a Rosjanie zostali pobici i są w odwrocie. Gdy dotarliśmy na miejsce, wieś pełna była niemieckich żołnierzy. Poszliśmy najpierw do naszego domu, ale ledwo tam dotarliśmy, przekazano nam, że wieś należy opuścić do godziny 15-tej. To było gorzkie rozczarowanie. Niemieckie wojsko zabrało wszystkich rannych na wozy ciężarowe. Wylądowaliśmy w Berlinie. Na początku maja wróciliśmy do Zatomia. Większość szła pieszo. Dotarliśmy 25.05, była z nami pani Haack. Z zakopanych rzeczy nikt niczego nie odnalazł. Również u Państwa wszystko zostało wykopane. Trzeba było się z tym najpierw oswoić. Przez te sześć tygodni, które spędziliśmy wtedy w Zatomiu, mieszkaliśmy u Elsbeth. Cała rodzina Sell była razem. Był to jedyny dom, który wyglądał jeszcze po ludzku – mieszkali w nim oficerowie. W pozostałych nie dało się wytrzymać – brud był niemiłosierny. Kiedy już się trochę przyzwyczailiśmy do nowych warunków, znowu musieliśmy odejść. I znów wyruszyliśmy w pieszą wędrówkę. Dużo, dużo trudu i mordęgi, Polacy przepędzali nas dalej i dalej. W Pyrzycach (niem. Pyritz) Polacy zatrzymali do robót państwa Loerke, Roeder, Krueger, Wernicke, Oehlke, Klueckmann, Otto Schwandt i panią Haack. Czy wysłali ich potem z powrotem do Zatomia? Elfriede Reichert zmarła w Zatomiu na tyfus, nie leżała długo w chorobie. Willi Schmidt i żona Ernsta Bahr powiesili się, zbyt wiele musieli wycierpieć od Rosjan.”

Źródło: Heimatgruβ Rundbrief

Barnimie na szlaku wielkiej historii

Nie tak dawno w luźnej rozmowie z zacnym mieszkańcem Barnimia mój rozmówca stwierdził; „no wie pan w naszym kościele był król Szwecji Karol X Gustaw i gorliwie się modlił, może warto to wydarzenie upamiętnić jakąś tablicą?”
„A Czarniecki?”- spytałem.
„Ależ, to był zbrodniarz palił, niszczył okolicę! Nie wie pan o tym?”
Popatrzyłem na uśmiechniętą dobrotliwą twarz wypowiadającego te słowa i do tej pory zastanawiam się czy to swoisty proniemiecki sposób ukazywania historii, czy zwykły kosmopolityzm powodują, że ludzie, którzy powinni dbać i przekazywać narodowe tradycje uprawiają swoistą dywersję w polskich mózgach.
Niemal w każdej publikacji nt. kościołów, które swym zasięgiem objęła reformacja wymienia się nazwiska ewangelickich kapłanów. O ich poprzednikach księżach katolickich panuje prawie cisza. Podobnie postępuje się w przypadku księży, którzy w morzu wiary ewangelickiej trwali w swoich katolickich parafiach. Dlaczego? Czyżby brak dokumentów czy też świadome działanie? Od ręki można przytoczyć w postaci pytania dowód. Kto znajdzie lub wie jak miał na imię ks. Jordan, w czasie wojny proboszcz katolickiego kościoła w Choszcznie? Postać wielce zasłużona dla podtrzymania wiary wśród Polaków, jeńców wojennych i robotników przymusowych…

W przypadku wojewody Stefana Czarnieckiego zbruzgał mu opinię ewangelicki diakon z Stargardu Szcz. Nazywał się Wilhelm Engelken i wiadomo o nim, że w latach 1652 – 1658 był diakonem, następnie 1658-1660 archidiakonem, a 1660 – 1683 pastorem w kościele mariackim w Stargardzie Szcz.

Potop

Feldmarszałek Arvid Wittenberg21 lipca 1655 r. feldmarszałek Arvid Wittenberg na czele liczącej 14 tysięcy żołnierzy z 72 działami armii wkroczył z Pomorza do Wielkopolski.. Tak rozpoczął się słynny „szwedzki potop”. Armia ta od początku odnosiła same sukcesy wręcz kompromitując Wielkopolan, którym brakowało woli walki, panował duch zdrady i kolaboracji. 25 lipca pod Ujściem skapitulowało szlacheckie pospolite ruszenie a szlachta rozjechała się do domów. 31 lipca Szwedzi bez walki zajęli Poznań. Na wieści z Polski czekała na Pomorzu druga szwedzka armia dowodzona przez samego króla Karola X Gustawa.
Gdy obejmował rządy po królowej Katarzynie. Zastał kraj w ruinie gospodarczej z pustym skarbcem. Wówczas miał wypowiedzieć myśl której sens był taki „Szwecja nie ma złota ale ma rudy żelaza a to oznacza że może mieć oręż. Mając oręż zdobędziemy bogactwa”. Wynika stąd, że już u zarania panowania tego władcy wkalkulowana została wojna i grabież. a co za tym idzie śmierć i zniszczenie. Śniła mu się Szwecja z Bałtykiem jako morzem wewnętrznym. Wojna ta mimo, że miała wymusić zrzeczenia się przez polskiego króla Jana Kazimierza (prawowitego dziedzica Wazów) praw do tronu szwedzkiego, z samego założenia miała być wojną zaborcza i łupieżczą. A problem korony Wazów był tylko zwykłym pretekstem. Wiadomo, że 12 tysięczna armia króla Szwecji jeszcze 4 sierpnia była rozłożona pod Choszcznem i czekała rozkazu wymarszu. Minęło kilka dni i na czele z Karolem X Gustawem ruszyła w kierunku przeprawy na Drawie.

14 sierpnia 1655 r. przekroczyła tę rzekę w Barnimiu. Czy wtedy król szwedzki modlił się w miejscowym kościele? Jeśli tak to była to modlitwa obłudnika. Minął jakiś czas i losy wojny odwróciły się przeciwko Szwedom, latem 1657 r. król opuścił Polskę, wiedział już, że Rzeczpospolitej nie pokona. Wracając ze swoją armią (możliwe, że tą samą drogą) 1 lipca 1657 r. wjechał do Stargardu. Wspomniany stargardzki diakon Wilhelm Engelken opisał tak to wydarzenie „przybył tu z Polski król szwedzki Carolus Gustawus i przeciągnął przez Stargard na czele pokaźnej armii konnej i pieszej w ślad za kilku oddziałami, które przemaszerowały już w dniach poprzednich”. Po czym Diakon niemal wykrzyknął „ Boże! Ten prawy wojownik niech będzie naszą opieką”
Armia „tego prawego wojownika” dokonała strasznych zniszczeń mimo, że większość polskich zamków i twierdz poddawała się bez walki, to zostały one złupione i obrócone w ruinę. Wiele wspaniałych rezydencji nigdy nie zostało odbudowanych. Szwedzi rozgrabili biblioteki i skarbce, wywożono nawet detale architektoniczne i relikwie świętych (np. św. Stanisława). Jednak najważniejsi są ludzie i tu skutki zachcianki Karola X Gustawa były tragiczne. Zniszczenia jakich w wyniku szwedzkiego najazdu doznała Polska były procentowo większe od zniszczeń II wojny światowej. Profanacja miejsc świętych była na początku dziennym. Straty w ludziach liczone są w setkach tysięcy. Blisko sto lat trzeba było Polsce by osiągnąć zaludnienie sprzed „Potopu”. W swoich czasach Karol X Gustaw uchodził za rozbójnika Europy a w kategoriach dzisiejszych był arcyzbrodniarzem. Widać to nie przeszkadza by w głowie zacnej osoby zrodziła się myśl uczczenia jego pobytu i modlitwy w Barnimiu.

Elektor, zdrajca w imię potęgi Prus.

Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm HohenzollernElektor brandenburski Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był polskim lennikiem, zamiast jako książę Prus przyjść z pomocą Rzeczypospolitej, zdradził Jana Kazimierza i 17.01.1656 r. uznał się wasalem króla Szwecji, następnie wspomógł jego 9,5 tyś. armię i podporządkował mu swoją 8,5 tysięczną, czym przyczynił się do zdobycia Warszawy. Zdobycie Warszawy jest symboliczne gdyż od tej pory nie było polskiego pokolenie które nie przeżyłoby wejścia i pobytu obcych żołdaków w stolicy. Natomiast współudział Prusaków w zdobyciu Warszawy jest pierwszym zbrojnym wystąpieniem Prus Książęcych przeciw innemu państwu. Po pewnym czasie zdając sobie sprawę z możliwości klęski Szwecji elektor zmienił front. W 1657 r. z będącym nadal w trudnym położeniu Janem Kazimierzem zawarł tzw. traktaty welawsko-bydgoskie, na mocy których Hohenzollern i jego męscy potomkowie uzyskali prawa suwerenne w Prusach Książęcych. Jednocześnie Prusy uwolniły się od zależności od Polski i uzyskały pełną samodzielność aż do wymarcia rodu. Elektor dostał jako zastaw Drahim, przyjął w lenno Bytów i Lębork, otrzymał na własność Elbląg z zastrzeżeniem prawa wykupu (ostatecznie Elbląg nigdy nie został wykupiony).
Tak oto na nieszczęściu Rzeczypospolitej wykluwać zaczęła się potęga Prus która ostatecznie zniknęła dopiero w wyniku klęski 1945 r.

Przejście Drawy

We wrześniu za odchodzącymi Szwedami ruszyła z wielkopolskich Pyzdr na Pomorze ekspedycja pod wodzą Stefana Czarnieckiego. Teoretycznie wyprawa ta miała spowodować zamieszanie na tyłach wojsk Karola X Gustawa który zmagał się z Danią. Jednak z zachowanych źródeł wynika, że już od samego początku wyprawa ta była łupieżcza i obok manewrów na tyłach szwedzkich, została wymierzona przeciw „zdrajcy – sojusznikowi” elektorowi. Czarniecki, udał że nic nie wie o zawartym traktacie bydgoskim i ruszając za Drawę miał zwrócić do swoich oficerów: „Niech wie lis zdradziecki (elektor), czego się może po nas spodziewać. Mamy wciąż własnych chłopów z bydła i kur obdzierać? Lepiej elektorskich krów posmakujmy. Tak, panowie, na koń, I do Marchii! Tam należną zapłatę z elektora ściągniemy. Będzie on krzyczeć, to pewne, ale się tym zasłonimy, żeśmy o traktacie nie wiedzieli.” Dla Czarnieckiego elektor był takim samym zdrajcą jak rodzimi magnaci, którzy już bezkarnie zaczęli powracać w Polsce do łask. Więc możliwe, że polski wojewoda wymierzył elektorowi swoją sprawiedliwość.

Stargardzki diakon Wilhelm Engelke zanotował: „W roku pańskim 1657 dnia 17 (27 według nowego kalendarza) września przekroczył tereny Nowej Marchii w okolicach Barnimia polski wojewoda Czarniecki z wojskiem w sile 4000. 18 (28) września o godz. 8 stanął pod miastem Stargardem i usadowił się pod Klempinem.
Tymczasem jego żołnierze w grupkach po 10, 20, 30 i 40 chodzili po okolicznych wioskach, plądrowali mieszkańców, odbierali siłą konie, woły i inny inwentarz, zachowywali się wielce zuchwale, pozbawiali wolności szlachtę, duchownych i innych, żądając od nich okupu, gwałcili kobiety i dziewczęta”
Czy podana przez Wilhelma Engelke data przejścia Drawy jest prawdziwa?
Uznać ją należy za wątpliwą. Natomiast data jego podejścia pod Stargard czyli 18 (28) września nie powinna budzić zastrzeżeń. Czarniecki dysponował jedynie polsko – tatarską jazdą, dlatego należy odrzucić sugestie by próbował szturmować Drawno. Natomiast jest możliwe a z punku widzenia wojskowego zasadne by, patrole wojewody w czasie marszu pod i przez Barnimie zapuszczały się pod Drawno. O przejściu przez Polaków Drawy król Szwecji Karol X Gustaw dowiedział się 17 (27) września czyli w dniu w którym wg stargardzkiego pastora przeprawa przez rzekę nastąpiła. Stargard od Barnimia dzieli ponad 60 km, nawet dziś przy nowoczesnym systemie telekomunikacji oba miasta mało o sobie wiedzą a jeśli już coś ważnego w jednym z nich nastąpi to wieść o tym do drugiego dociera z pewnym opóźnieniem. Przy ówczesnym systemie łączności było raczej niemożliwe by wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i gdy Czarniecki przechodził Drawę dotarła ona do szwedzkiego władcy. Zasadnym jest za datę przekroczenia Drawy przez Polaków przyjąć, tak jak to uczynił Adam Kerstern, przedział czasowy 12-17 (22–17) września 1657 r. kolejnym pokutującym w Barnimiu i w Drawnie mitem jest wiązanie przeprawy Czarnieckiego z fragmentem polskiego hymnu narodowego odnoszącym się do pływania w morzu. Otóż nie była to ta wyprawa. Jednak pewien związek między hymnem a wydarzeniami w Barnimie istnieje.

Zemsta czy grabież?

Najprawdopodobniej Czarniecki od Barnimia szedł na Stargard przez Recz i Suchań. Do tej pory miejsce jego postoju pod Stargardem nie jest jednoznacznie określone dr G.J. Brzustowicz twierdzi że było to Klępino (niem. Klempin) a Adam Kersten wskazuje na Kłęby (niem. Klemmem). W każdym bądź razie w swoim nowym miejscu postoju był tylko dzień i na drugi dzień 19 (29) września stanął w Chlebówku. Już spod Stargardu rozpoczęły się łupieżcze wyprawy po okolicy jeden z podjazdów podszedł nawet pod Dąbie i spalił tam młyny. Na drugi dzień po ulokowaniu się Czarnieckiego w Chlebówku zapłonęła okolica. 20 (30) września podpalono Łobez, Węgorzyno, Ińsko także wieś Poźrzadło Dwór. Palono i łupiono aż po Drawsko Pom. i Złocieniec od którego miano przyjąć okup. Ruchliwość Czarnieckiego była zdumiewająca, gdyż nim jeszcze pożary nie wygasły znalazł się 21 września (1 października) w Reczu. Wg źródeł Polacy mieli znaleźć się w Pomieniu, Stradzewie i Raduniu. Trudno jest jednoznacznie orzec czy 22 września (2 października) Czarniecki w celu przejścia Drawy po moście podjął próbę zbrojnego najścia na Drawno. Jeśli taki miał być powód zajęcia Drawna to na pewno żadnej dzielnej obrony Drawna nie było. Czarniecki znał drogę z Recza na Barnimie i spokojnie powróciłby do Wielkopolski. Jedynym powodem mogło być ograbienie miasta. Ale nie poprzez szturm, bo do tego nie miano stosownych sił. Polacy poszli jednak w kierunku Drawska Pom. Podczas marszu spotkali przedstawicieli mieszczan z okupem i wozami. Okup przyjęli, wozy zatrzymali a woźniców rozebrali do naga i puścili wolno. Wyprawa Czarnieckiego trwała ok. 10 dni. Szlak jego pochodu znaczyły popioły spalonych wsi i złupionych miast. Zostawił po sobie w skali mikro to, co nie tak dawny sprzymierzeniec elektora Karol X Gustaw, przy elektorskiej zdradzieckiej wybitnej pomocy zostawił w skali makro w Polsce. Obładowane łupami wojska wróciły do Polski zostały rozmieszczone nad Notecią k. Ujścia, Wielenia, w okolicy Wałcza a jeden oddział nawet pod Lęborkiem (Żegockiego).

Jak Czarniecki do Poznania

Stefan Czarniecki23 października Czarniecki ruszył z wojskiem po raz drugi na Pomorze, tym razem zaodrzańskie. 26 października przekroczył granicę Marchii. Ziemie elektorskie przeszedł w cztery dni. Tym razem przemarsz utrzymywany był w rygorach dyscypliny. Za jej naruszenie bezwzględnie karano. „Karanie zaś było za ekscesy już nie ścinać ani rozstrzeliwać, ale za nogi u konia uwiązawszy włóczyć po majdanie tak we wszystkim, jak kogo na ekscesie złapano, według dekretu lub dwa, albo trzy razy naokoło. I zdało się to zraz, że to nie tylko suknie, ale i ciało tak opada, że same tylko zostaną kości.” (Pasek) Granicę Pomorza Szwedzkiego Czarniecki przekroczył 30 października. Na Pomorzu Szwedzkim jako podległym Karolowi X Gustawowi rygory dyscypliny zelżały. ograbiono i spalono Gartz, podobnie jak ponad 100 wsi w okolicach Szczecina, Anklam, Pasewalku, Penkun. 9 listopada Czarnecki rozpoczął powrót do Polski. 11 listopada przekroczył Odrę. Historiografia niezbyt pozytywnie ocenia obie wyprawy na Pomorze a w pamięci miejscowej ludności bardzo długo pozostały wspomnienia rabunków, gwałtów, pożarów i zwykłych mordów.

12 listopada Jan Kazimierz wraz z królową przybył do Poznania. 25 listopada 1657 r. odbyła się w Poznaniu rada wojenna, na którą przybył Czarniecki. To wydarzenie 140 lat później natchnęło Józefa Wybickiego do napisania w hymnie narodowym słów, które uwieczniły Czarnieckiego w hymnie narodowym ; Jak Czarniecki do Poznania … Po szwedzkim rozbiorze.
Czarniecki następnie udał się na Pomorze, gdzie staczając potyczki ze Szwedami przebywał do lata następnego roku. Jesienią 1658 r. podjął słynną wyprawę do Danii. Podczas której do legendy przeszedł 14 grudnia 1658 r. rozpoczęto wtedy przeprawę na wyspę Als. Wzięły w niej udział siły polsko-brandenburskie pod komendą Czarnieckiego, wspierane przez duńskie okręty wojenne. Przeprawa przez cieśninę Mały Bełt odbyła się na łodziach, obok których płynęły konie. Po wylądowaniu siły Czarnieckiego rozbiły piechotę i jazdę szwedzką, a następnie zmusiły Szwedów do wycofania się i zamknięcia się w zamkach Sonderborg i w pobliskim Nordborg. Król Dani wystosował do Czarnieckiego kurtuazyjny list:

„Fryderyk III etc., świadcząc osobliwą łaskę i wdzięczność naszą królewską. Jaśnie Wielmożny uprzejmie Nam miły! Z najwyższym uznaniem doniesiono Nam, jako Wasza Miłość w wielu potyczkach, a ostatnimi czasy przy zajęciu wyspy Alsen i leżących na niej zamków, między innymi pokonała w trójnasób liczniejszego nieprzyjaciela, sama przewodząc hufcom swoim na przodzie, czem okazała bohaterskie męstwo swoje ku podziwieniu wszech ludzi. Winszowaliśmy sobie zawsze z powodu wysłania Nam Wasza Miłość jako znakomitego wodza i wielce obowiązani jesteśmy królowi polskiemu za afekt braterski udowodniony wysłaniem Nam na pomoc Wasza Miłość. Chcemy przeto oświadczyć Wam wdzięczność Naszą królewską zjednaną tylu zasługami, życząc w duszy, aby wciąż szczęśliwem powodzeniem sława Waszej Miłości nie tylko ojczyźnie, ale całemu światu coraz bardziej znana, szczególniej na tej północy coraz świetniej jaśniała. Nich będzie WM przekonana, że za wszystkie wyświadczone Nam usługi przy pomocy Bożej z czasem okażemy dostojnie wdzięczność Naszą królewską. W Kopenhadze 24/XII 1658. Waszej Miłość Życzliwy Fryderyk król.” (Wojny duńskie i Pokój Oliwski, Lwów 1922 s.168-169)

Ostatecznie w wyniku działań Czarnieckiego Szwedzi zrezygnowali z dalszej obrony i opuścili Jutlandię ewakuując się na Fionię, która została przez Duńczyków zdobyta jesienią 1959 r. Wojska polskie udając się w drogę powrotną do ojczyzny, opuściły Danię w sierpniu 1659 r.

Powrót przez Choszczno

Koło Gryfina wojska polskie przeszły Odrę. Stąd przez Pyrzyce Czarniecki poszedł na Dolice które osiągnął 10 października. Datę tę niejako potwierdza list Czarnieckiego napisany tego dnia w Dolicach do elektora Fryderyka Wilhelma. Następnie udał się przez Choszczno w kierunku Drawna Drawę przekroczył w jego okolicy 12 października. Trasę tę określił w Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.“ Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360 (Austria i Brandenburgia w wojnach polsko–szwedzkich 1655–1660.Przygotowanie i prowadzenie wyprawy na Danię i Pomorzu. Wydawnictwo Herald Bolt. Boppard nad Renem 1969 r. stron 360). Autor na stronie 256 napisał: „Am 29. September nahm Czarnecki unter großem militärischem Zeremoniell Abschied. Er führte sein Korp an Demmin vorbei und über Klempenow, Treptow, Friedland, Pasewalk nach Löcknitz. Während seine Truppen bei Greifenhagen die Oder überschritten, besuchte der General das österreichische Lager vor Stettin. Die Polen zogen über Pyritz nach Arnswalde, passierten am 12. Oktober bei Neuwedell die Drage und bezogen Quartiere nördlich der Netze.”; Ponieważ znana jest tylko jedna przeprawa w okolicy Drawna nie uniknie się błędu jeśli Barnimie wskarze się jako na miejsce w którym zamknął się ciąg wypraw Czarnieckiego za Szwedami poza zachodnią granicę Polski.

Barnimie, elektor i jego następca.

Dla Polaków Fryderyk Wilhelm Hohenzollern był zdrajcą zaś dla Prus był władcą wielkim. Nie dość, że za jego rządów stały się suwerenne również i jego armia zaczęła odnosić sukcesy zmieniające bieg historii. A jego potomkowie wpływali na losy świata. Dlatego godne odnotowania jest to, że elektor kilkakrotnie przebywał na ziemi choszczeńskiej. Jego wizyty opisał w Kurierze Ziemi Choszczeńskiej dr Grzegorz Jacek Brzustowicz w artykule „Wielki elektor i pierwszy król pruski”. Pierwszy raz w Choszcznie elektor pojawił się 21 lutego 1643 r. i w mieście tym przenocował. Następnego dnia udał się przez Barlinek do Kostrzynia. Pewnie przejeżdżał wtedy przez Pełczyce. Historia odnotowała jeszcze kilka wizyt w okolicy Choszczna. Elektor bywał w Bierzwniku który był domeną państwową. W 1668 r. konkretnie 18 sierpnia t.r. wraz ze swoją żoną Dorotą von Holstein–Glücksburg byli w Drawnie gdzie na miejscowym zamku ugościli ich Wedlowie. Na szlaku elektorskich wędrówek znalazło się Barnimie. 24 marca 1679 roku z żoną i z synem Fryderykiem przejechał przez wieś i udał się w kierunku Bierzwnika. Tak oto przejazdem na ziemi drawieńskiej znalazł się pierwszy król pruski. Gdyż syn elektora w 1701 r. koronował się na pierwszego króla Prus i zasiadł na pruskim tronie jako Fryderyk I. Sytuacja z Barnimia z 1679 roku była podobna do tej z Drawna z 1806 r. kiedy to w mieście znalazła się królowa Luisa z synem Wilhelmem, który choć nie był wtedy następcą tronu, do historii przeszedł jako cesarz Niemiec Wilhelm I.

Tablice, płyty, pomniki

Jak na jedną wieś historii w niej wiele. Barnimie zawdzięcza to swemu położeniu na szlaku komunikacyjnym i dogodnej przeprawie mostowej (bród) przez Drawę. Na pewno nieprzeciętne postacie które znalazły się w Barnimiu zasługują na przypomnienie. Jednak Barnimie znajduje się w Polsce i należy pamiętać jaką rolę barnimscy przejezdni odegrali w naszej historii. W przypadku Karola X Gustawa i Wielkiego Elektora była to rola negatywna. Zrodzone na nieszczęściu Polski państwo pruskie przez cały okres swego istnienia skupiało się na złamaniu polskiego ducha. Przyczyniło się do unicestwienia niepodległości Polski ale narodu nie złamało. Duch pozostał, choć nieraz podnosił się z ogarniającego zwątpienia, między innymi poprzez hymn narodowy którego jedna strofa odnosi się do wydarzeń na których szlaku znalazło się Barnimie. Ducha Prus nie ma, zniknął. Zmiażdżył go inny równie dla Polski niebezpieczny. To taka homeopatia historii. Można mieć nadzieję, że w Barnimiu nigdy nie nastąpi odsłonięcie tablic upamiętniających króla zbrodniarza i elektora zdrajcy. Byli jednak postaciami które odegrały znaczącą rolę w ówczesnej Europie. Dlatego o ich bytność można wspomnieć poprzez tablice informacyjne. Przejście Drawy przez Czarnieckiego utrwalone jest w historii Polski jest ono symbolem podnoszenia się Rzeczypospolitej z lat upadku, zdrady i cierpienia. Wejście za Szwedami do Nowej Marchii nie tylko zwiastowało pokonanie śmiertelnego wroga, ale było też ostrzeżeniem dla tych królewskich poddanych, którym zdrada tliła się jeszcze w głowach. Dlatego nie pokutny wierszyk z przeprosinami który ktoś kiedyś napisał, lecz pamiątkowa tablica usytuowana przy barlińskim moście powinna przypominać, że: „W tym miejscu we wrześniu 1657 roku, wojewoda ruski Stefan Czarniecki na czele 4000 polsko-tatarskiej jazdy przekroczył Drawę by mścić i karać za hańbę i krzywdy Rzeczypospolitej”.

Opracował: Andrzej Szutowicz

Literatura

  • Fot.1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_X_Gustaw,
  • Fot.2. http://pl.wikipedia.org,/wiki/Fryderyk_Wilhelm_I_(Wielki_Elektor)
  • Fot.3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Czarniecki,
  • Marek Jaszczyński O hetmanie, co bił Szwedów i łupił Pomorze,
  • http://sedina.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=2324,
  • Dorota Matyaszczyk A Boże igrzysko czyli potop szwedzki,
  • http://www.poznan.pl/mim/public/iks/dzial.html?dz_id_dzialu=2430,
  • www.gryfino.info/printview.php?t=2749&start=200&sid=119cdca3a41bbd0e49f4ad87650721a0 – 261k,
  • Władysław Czapliński, „Polska a Dania XVI-XX w.” Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1976,
  • Profesor wyprawie poświęca opracowanie na stronach 201-321. s.313 W przypisie 267 s. 313 jest taka informacja. „Droga powrotna określona na podstawie diariusza, za nim podaje ją Opitz, o.c., s 254-256. List Czarnieckiego do elektora z Dolic 10 X 1659 (…),
  • Adam Kersten Stefan Czarniecki 1599 -1665 Wydawnictwo UMCS Lublin 2006 s 412 -420,
  • Abteilung Militärgeschichtliche Studien herausgegeben vom Militärgeschichtliche Forschungsamt 10, Eckardt Opitz „Österreich und Brandenburg im Schwedisch-Polnischen Krieg 1655-1660 Vorbereitung und Durchführung der Feldzüge nach Dänemark und Pommern.” Harald Boldt Verlag. Boppard am Rhein 1969 s. 360,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Wielki elektor i pierwszy król pruski” Kurier Ziemi Choszczeńskiej. Wrzesień 1999 r. s.23,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Czarniecki w Reczu”,
  • Grzegorz Jacek Brzustowicz „Król szwedzki Karol X Gustaw w Barnimiu „Kurier Ziemi Choszczeńskiej”. – Zdzisław Sieradzki Stefan Czarniecki 1604 – 1665. Wyd. MON W-wa 1974 s. 214-215,
  • Leszek Podhorodecki „Stefan Czarniecki” KiW 1966.

PS. 27.02 1945 r. polska 2 Dywizja Artylerii (największa w historii Polski jednostka artyleryjska) pod dowództwem gen. bryg. Benedykta Nestorowicza po przybyciu do Człopy została podporządkowana dowódcy 3 Armii Uderzeniowej gen. Simoniaka. Następnie otrzymała zadanie ześrodkowania się w rejonie podrawieńskiego Barnimia. Zadanie to zrealizowała, o godz. 21.00 dotarła do wsi. W nocy 28.02/01.03 oddziały dywizji zajęły w okolicy Drawna ugrupowanie bojowe. Gdy wstał dzień, 1 marca 1945 r. o godz. 8.00 ogniem wszystkich dział weszła do boju. To był jej chrzest bojowy. Rozpoczęła swoją zemstę za 6 lat okupacyjnej nocy, za 6 mln wymordowanych polskich obywateli. Po 312 latach Prusy szły w rozsypkę by ostatecznie na zawsze zniknąć. Dla Barnimia ta historia zamknięta jest w kole „ Od Czarnieckiego do Nestorowicza“ i trwała tyle samo lat. A w Drawnie jak nie ma tak nie ma oznaczenia Skweru Artylerzystów Polskich. Można powiedzieć, że już mijają lata od podjęcia uchwały Rady Miasta nadającej tę nazwę znanemu w mieście miejscu.